Google
This is a digital copy of a book that was prcscrvod for gcncrations on library shclvcs bcforc it was carcfully scannod by Google as part of a projcct
to make the world's books discoverablc onlinc.
It has survived long enough for the copyright to cxpirc and thc book to cntcr thc public domain. A public domain book is one that was never subjcct
to copyright or whose legał copyright term has expircd. Whcthcr a book is in thc public domain may vary country to country. Public domain books
are our gateways to the past, representing a wealth of history, cultuie and knowledge that's often difficult to discovcr.
Marks, notations and other maiginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journcy from thc
publishcr to a library and finally to you.
Usage guidelines
Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to
prevent abuse by commcrcial partics, including placing lechnical rcstrictions on automated querying.
We also ask that you:
+ Make non-commercial use ofthefiles We designed Google Book Search for use by individuals, and we request that you use these files for
person al, non-commercial purposes.
+ Refrainfinm automated ąuerying Do not send automated querics of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę
translation, optical character recognition or other areas where access to a laige amount of text is helpful, please contact us. We encourage the
use of public domain materials for these purposes and may be able to help.
+ Maintain attributłonTht Goog^s "watermark" you see on each file is essential for in forming peopleabout thisproject and helping them lind
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it.
+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can'l offer guidance on whether any specific use of
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner
anywhere in the world. Copyright infringement liabili^ can be quite severe.
About Google Book Search
Google's mission is to organize the world's information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps rcaders
discoYcr the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli icxi of this book on the web
at|http: //books. google .com/l
Google
Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznydi pólkach, zanim została troskliwie zeska^
nowana przez Google w ramach projektu światowej bibhoteki sieciowej.
Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego
dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego
dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony
dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy.
Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając
długą podróż tej książki od wydawcy do bibhoteki, a wreszcie do Ciebie.
Zasady uźytkowEinia
Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych
pokoleń. Niemniej jednak, prEice takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostEu^czać te materiały, podjęliśmy środki,
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów
komercyjnych.
Prosimy również o;
• Wykorzystywanie tych phków jedynie w celach niekomercyjnych
Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w nickomcrcyjnycti
celach prywatnych.
• Nieautomatyzowanie zapytań
Prosimy o niewysylanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia
badań nad tlumaczeniEimi maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest
dostęp do dużych ilości telfstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni.
• Zachowywanie przypisań
Znak wodny"Googłe w łsażdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowyeti
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać.
Hganie prawa
W ItEiżdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że
skoro dana łisiążka została uznana za część powszecłmego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam
sposób tralrtowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych lirajów, a
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej użj'wać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe.
Informacje o usłudze Google Book Search
Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst
tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem [http : //books . google . comT]
/
t
^^4
i OK 4027 .K3 .T323
Cl
/
/'
.'•n;
% /
_/'
/
4>
y
*• ■•"^
ST. TARNOWSKI.
,..1I.,--T«3l iiPi"""
3ui!iOTiiavni
irt
KS
WALERYM KALINKA.
w KRAKOWIE,
M' DRUKARNI ^CZABU« FR, KLUCZYCKIEGO r «P.
fiud larzaacm JuiL-ra Ukocliiikicgo.
1887.
Sllai ilówm » KsKEani
J.K.ZCPAŃSKIEGO .'. K J.HEUMANNA
K3T323
■
METROPOUJOS
KUNIOU SEMIhfiSIJOS
IMVENTORiaS
IsiaYińs
u
(iMt-na odbicie % „Priegląfl" P»bkl«n<.". - N.kli
:
I eilei
' kiei
poz
' die
"" wic
bez
'm wie
-. trt
iiaśzjcli starych poet(\*~ TciÓnowit z , pigicąc
Tieraz na śmierć Kochanowskiego, tóńczyj _swój trei
iwnie słowuuii: „przyjmij Da co mnie atać, albo wstań, pisz
sobie." Tak »a ino trzebaby powiedzieć i teraz: „wstań, pisz
sobie," jeieli twój życiorys ma liyć taki jak Jenerała Clila-
jiowskiegu przynajmniej, choe słusznie zdałby się większy,
kiedy o piękniejszy trudno. Żeby o księdzu Kabnce jak należy
ilówić, tr/.ebaby mieć jego zmysł i roziiui polityczny, by
luiać i sądzić; jego zmysł organiczny, iteby nic nie opuścić
Isie zapomnieć; żeby o nim jak naieły pisać, trzehaby mieć
;o talent, jego dar porządkowania i opowiadania faktów
jego sposób pisania. Ale j)różuo wołać ,.pisz sobie'' — on
lie wstanie, więc pisać musi kto jest i kto mo£e, dopóki
ięe ńwieża a wiadomość pewna, dopóki szczęśliwa ctiwila
pozwala mówić otwarcie i swobodnie. Wer weisz toas una
die ndcliste Stitnde scIiwarzuersclUeiert hringt. — Przystąpmy
więc do tego, co naprędce z własnych wspomnień I uczuć
bez pomocy iródel i dokumentów da się powiedzieć o czło-
wieku, którego historj-a, polityka*, I religia, każda z równem
,weni uważa za swego i za znakomitego, a o którym Polska
lie powiedzieć, że niewielu takich wydala, że niewielu było
jej tak służyli.
Pole to bardzo rozległe, obejmujące polityczne, literackie,
i religijne tycie Polski w przeciągu czterdziestu lat czasu;
każda gałęi^. tej czynności wystarczyłaby na przedmiot do
osobnego stndyum: publicystyczna jak historyczna, zakonna
jak polityczna. A tymczasem od śmierci X, Kalinki pn^cszlo
dopiero kilka miesięcy; zaledwo dość czasu, żeby jego dm-
r
kowane dzieła przerzncić; n tymczaseni wszystkie ślady jego
politycznych dzialaii na emigracyi, tak konieczne i niezbędno ,
do poznania i określenia jego itycia, bą za grnnicą, nielknięte,
nikomu nieznane ; a tymczasem cala koreepondencya tak
długa i tak liczna, korespondencya nietylko z tymi co dr>
jakiejkolwiek sprawy ważnej należeli, ale i 7. tymi eo mieli
chęć i myśl robić cokolwiek najmniejszego, najskromniejsze-
go... jakże bez tego o nim njówić? Zęby tylko jeduo wy-
brać i dać poznać, historyka, czy publicysti;, czy księdza,
trzebaby wiele, wiele więcej czasu i miejsca: a tu ma by6
mowa o wszystkiem, o talem ^.yciu i ralej postaci Ka-
linki ?...
A więe czemu się tak śpieszyć? Czemu nie odłożyć '
na później, i piaeę rozłożywszy sobie porządnie zbadać ma-
teryal spokojnie i swobodnie, i potem dopiero przyjść z ży-
wotem prawdziwym jnż i dobrym? Zrobi się tosamo z siebie:
rozłoży się ta praca na przedmioty i okresy czasu; bo nie
zaraz przestaną ludzie o Kalince myśleć i pisać, ani odrazo
wyczerpią i zamkną tę materyę. Będzie musiał pamiętać o
nim i zajmować się nim każdy przyszły historyk Stanisława
Augusta, i każdy, kto zechce śledzić dziejów historyografii
w Polsce; spotka go każdy i będzie musiał z nim się zapo-
znam, kto zechce pisać, a choćby tylko znać dzieje polskielt
zabiegów i działań, czy za granicą do roku 1863, czy póż-
.niej; i ten także, kto zechce zajmować się dziejami praeśla-
dowania, obrony, i dźwigania się katolickiego ICośeioła w Pol-
sce; i ten przyszły polityk czy historyk, co zeclice wiedzieć,
jakie koleje przebywał wzajemny stosunek Polski i Rusi^
każdy napotka na Kalinkę, każdy będzie musiał zdać z niego
sprawę sobie i drngim. Z tego, co oni wszyscy zrobią, wy-
jaśni się kiedyś całość, summa działaii i zasług, z której ktoś
dopiero wydobędzie obraz i prawdziwy żywot Kalinki. To
zaś, co dziś zrobić można, to przez współczesnego naocznego
świadka dla późniejszych zostawiona wskazówka i ułatwie-
nia, a dla dzisiejszych uczynienie zadosyć powinności i po-
trzebie.
^^(frwscĄ
I.
f^MOGITlS'
aŁsr-JS^*^^*^
Przyszedł na świat jako obywatel Wolnego Miasta Kra-
kowa'). Mądrem zrządzeniem wydaje się ten przypadek,
który mu kazał urodzić się w tym kącie Polski. Ojczyzna
jest wszędzie — nie ubi bencj ale gdzie źle, i wszędzie jej
miłość tasania; — przecież są miejsca, gdzie ta siła ziemi oj-
czystej jest większa, jak żeby warstwa jej humusu była głęb-
sza i bogatsza. Z tegosamego środka rozeszła się kiedyś
Polska i doszła daleko w różne strony, aż zapomniała pra-
wie o punkcie z którego wyszła: ale jej korzenie od Ło-
kietka czasów, jeżeli nie dawniej, są tu, od TCarpat do San-
domierza: jak jej rdzeniem, jej stosem pacierzowym jest
Wisła. Korona drzewa była w Warszawie, a kiedy pioruny
waliły w nią aż potrzaskały, ukryty korzeń pozostał niewi-
dzialnie w ziemi, i ciągnął z niej soki jak mógł; a choć
także karczowany nieraz i skaleczony, został i żyć nie prze-
stał. Cmentarzem nazywają to miasto z przekąsem, czasem
nawet Polacy. Prawda, tylko z dodatkiem tego, co Krasiński
mówi o Rzymie „w tych grobach jest życie." Niejeden do-
świadczył że mu przybywało siły, kiedy się tej ziemi do-
tknął, a na tym cmentarzu wychował się, na myślach które
^) W Bolechowicach 20 listopada r. 1826. Ojciec Andrzej,
matka Maryanna z Brzeskich.
on w głowie roznieca, wyuczył się niejeden /. łych, co w nii-
szych cz.isach mieli niijlepsze ntyśli polityczne, na nim ci
właśnie, co przeszloić znali najlepiej a teraźniejszość najle-
piej uczyli. Wszak to tii, i dzięki temu *e tu był, wyszetlt
Szujski na tego „Sługę grobów," który o sobie mńgl tnówić:
„we mnie ogień zaiegl się nulości do tej wielkiej i świętej
przeszłości" — a Kałiuka choć wierszy ule pisał, t, pewno-
ścią tak jak on, z tcnisamem uczuciem
„dźwigał te krzyże n.i barki"
i z ląeaijią myślą, w tymsaniym celu,
,aby narijd był z was kiedyś duiy.''
Ale Kałiuka ftarazy, odbierał tu inne jeszcze wrażeniii
i pod innemi rozwijał się wpływami. Do lat dwudzieslu żyl
w wolnem i niepodłeglem mieście Krakowie, u elioi^ ono ani
wolnem ani niepodłeglem nie było, z trzema rezydentami
w swoich muracłi i z wojskiem austryackiem na Podgórzu a
rosyjskiem na Micłialowicacłi , było ostatnim zabytkiem nie-
podległości i widomym niejako znakiem jej pamięci i uszano-
wania, urzędowem przyznaniem jakiegoś do niej prawa, za-
pisanego jeszcze w sumienia i świadomości świata, poręczo-
nego międzynarodowym |)nktem. Biedna mała Rzeczpospolita
wywołuje dziś u niektórych uśmiecli lekcewa'^enia i polito-
aia; prawda, była bardzo mała, bardzo slat)a, a przyma-
wiauo jej, ie była w sobie zamknięta i w sobie zakocłiana;
że jej senatorowie i różnego rodzaju wielkości ełiodzily
z uroczystą, zbyteczną powagą po swojej małej scenie... Być
mo:^e, ie w liidziacli zdarzały się słabości lub śmieszności,
ale trzebaby zważyć czego więcej, śmieszności albo szlacLet-
ności było w mieście, o którem świat zapomniał, a które za-
pomnieć uie cbeialo caem było, owszem, im bardziej w za-
pomnieniu i poniewierce, leni bardziej czciło w sobie i chciało
żetiy w niem był czczony potrójny majestat wieku, królew-
I^^iego pocliodzeniii, i Dieszczęścia; im bardziej jego prze-
Bzłość znikała z pamięci ludzkiej, fetn bardziej cziilo się
w obowiązku byii jej wiernem i wysuwać ją naprzód. A kto
przesady w tciii dopatrz-y i ze zbytniej powagi iartnje, iiiecb
pierwej zliczy, ile w takiem pojęciu siebie samego ma to
miasto nasliigi, i ile przez nie oddaje ogółowi usługi. Nie ważył
go lekko, ant się z niego śmiał instynkt nieprzyjacielski
i rozum dypłomatyczny. Ks. Metternicli przez łat trzydzieści
powtarzał ciągle, ie trzy dwory muszą koniecznie raz skoii-
exy(: 7. tern Wolneni Miastem, które inaczej nie przestanie
nigdy być la eille sainte du poloniame. Dziś nienawiść Kra-
kowa, zawziętość na Kraków przeniosła się gdzieindziej, ale
odgraża się zawsze, i zęby ostrzy na chwilę kiedyby mogła
groźbę wykonać.
W lem więc mieście, pełnem przeszłości i jej ostatnim
zabytku, gdzie mogiłę Kościuszki niedawno sypać skończono,
dochodziły do duszy młodego chłopca głośne i wyraźne echa
dawnych czasów. Odgłosy teraźniejszości ł)yly iune, a głównie
dwa: panowanie trzech Rezydentów i ich organów nad mia-
stem nil)y uiepodległem, i schodzące się ta jako w miejscn
wolniejszeni, rozchodzące się ztąd różne pomysły, plany, cza-
sem i rzeczywiste roboty spisków, które w ealej Europie
rozpowszechnione, u nas znajdowały grunt sposobny i przy-
gotowany. Kalinka miał lat dziesięć w tym roku 1836, kiedy
nastąpiło tłumne wydalanie emigrantów z Galicyi i z Krakowa,
a odiąd co roku, co miesiąca, musiał słyszeć o nowych a
bezprawnych wdzieraniach się Rezydentów w zwierzchnicze
prawa rządzącego Senatu; o nowych nadużyciach i bezpra-
wiach, ba, prześladowaniach i srogościach — o szpiegostwach
brudnych, o więzieniach nieludzkich: w własnym domn nawet,
na własnym ojcu miał przykład i doświadczenie krzyczącego
bezpro.wia. Toczył się proces jakiś, cywilny, w którym inte-
resowany był choć pośrednio Rezydent aiistryacki Liehmann;
wyrok wypadł inaczej niż on chciał czy potrzebował. Nie-
bawem potem przyszła — wbrew woli Senatu i nie z jego
«inicyatywy — - nader niby potrzebna rcorganizacya Najwyż-
^^^H szego Sądu, nowy jego statut prz-t-r. liezydeiifów ułożony i —
^^^H /łojenie z tinędu (nie licząc iiij».3zyc)i ) trzech jego sędziów,
^^^1 Krzy?,anowskiego , Mąkójskiego i ...Andrzeja Kalinki. Syn
^^^1 miał wtedy lat szesnaście (1!^42). W takim stanie spoleczcii-
^^^1 stwa wśród którego ^'.ył. z takiemi dodutkami krzywd nawet
^^H osobistych, a przynajmniej rodzinnych, prosta rzecit, i,e opróc?,
^^H gorącego pr/.ywiązania do swego miasta i jego tradycyi,
^^H uczucia chłopca miały dwa tony składające się w jeden
^^^1 akkord ; nienawiść rozbiorowych państw i ich rządów, i iądzę
^^^1 wyłamania, wyłiicia się z ich mocy.
^^^H Etoby pisał historyę Krakowa z lat ostatntcłi Wolnego
^^^H Miasta, ten wymieniając różoych ludzi godnych uwagi, po-
^^^H winienby i to zapisać, i.e w kamienicy Franci8zkai'iskiej,
^^^^ft kióra d/.iś tnksaiiin Jak przed pół-wiekieni wygląda, i taksamo
^^^B, do stadnej ulicy nie przytyka, tylko przez różne do klasztoru
^^^H należące dziedzińce i zaułki, zagląda zdaleka na dawny ko-
^^^B ściól Św. Michała i na piantacye, chowało się czterech synów
^^^H sędziego Kalinki, między którymi był najmłodszy Waleryan.
^^^H Chłopcy te znaczyły dość wielo między rówiennikami i kole-
^^^^1 gami. Kie pytami zapewne i nie odgadywano, który z nieb
^^^H odznaczy się najbardziej i w jakim rodzaju: najstarszy moJte
^^^H Aleksander, zmarły od lat kilku jako mecenas w Kielcach,
^^^H ojciec rodziny, otoczony iiowszechuym szacitnkieni, albo Julian
^^^V drugi, zmarły lakże doktor medycyny — może młodo i bcz-
^^^^ ^.ennie zmarły Kazimierz, o rok tylko od Waleryana starszy
r i jigo nieodstępny towarzysz, wydawał się towarzyszom albo
] i starszym, liardziej obiecującym od Waleryana, ale wszyscy
I byli wśród młodzieży ówczesnej znaczni i znani, zwracali na
I siebie uwagę starszych, u rówicnuików mieli zachowanie i
L wpływ. Ich mieszkanie często było świadkiem młodzieńczych
^^^V patryotycznych marzeń, pcwuem schronieniem głębokich a ta-
^^^B jemnycii narad jakby oswoliodzić ojczyznę...
^^^H Waleryan skończył Liceum i wszedł na uniwersytet
^^^B \T r. 1840- Jego świadectwa są z ))oczątku świetniejsze niż pó-
^^^H ńniej. Na liście uczniów wydziału filozoHczne^o z r. 1840/41
^^^^t 'Zapisany Jest jako przychodzący z Liceum św. Anny z poste-
I|)ein il(>l>ryiii. Itaport tlziekański z Igo pólrt
wykazuje
cxaiiiiiiH y, emiucncyą ze ws?,ystkicli przedmiotów, prócz, re-
ligii, języka greckiego i fraocuskiego. W półroczu drngiem
jest eiuinencya (próCK Itistoryi) k lilerjitury jiowszeclinej, z re-
ligii, 7, pedagogiki i z języka rosyjskiego. Ale w pierwszem
półroczu drugiego roku (m41/4:f) jest jedna tylko cmineneya
7 tiistoryi powszeebnej, a ze wszystkich innych przedmiotów
postęp tylko dobry. Po dwócli latacli tak zwanej JUosofii,
przeszedł na wydział prawa ; ukończył go w r. 1845 i wstąpił
do służby rządowej jako l)e/platny aplikant przy trybunale
pierwszej instancyi, a tymczasem sposobił się do e^aniinów
doktoi-skich. Ale zarazem, jak w tych latach i w jego latarli
dwndziestn było prawie nienniknionem, uale^Jtł do tych przy-
Koto nawczy cli robót powstania <izniiczouego przez kierujący
komitet na d/iefi aO lutego I«4£! r.
Że sprawa sama była niemądrze poczęta i prowadzona,
•/.bytecznie mówid; przekonał o tern wszystkich (próez spraw-
ców) jej tragiczny koniec. Ale po nie boleśniejsze od nie-
RZfzęśeia samego, ale przykrzejsze bo npokarzające, to że
w tej tragedyi było t\lo śmieszności. Gdyby nic więcej Jak
ten jeden szizcgńl, że ów nieszczęsny termin mniemanego
powstania, które przecież powinno było wybuchnąć znienacka
i nieprzyjaciela zaskoczyć, wiadomy był wszem wobec, mó-
wił o nim głośno każdy, a więc i nieprzyjaciel miał czas
zastanowić się co zrohi i przygotować! Ale gdyby tylko tyle.
^nana jest, i słusznie sławna ta francuska komedya, w któ-
rej różne tajne rządy następują po sobie w przeciągn go-
dziny, spychają się, oddają sie wzajemnie |)od sąd, zamy-
kają się w coraz innych pokojach, niebieskich, zielonych,
itółtych. Strach pomyśleć, ale ta satyra była rzeczywistością,
była prawdą: i była nią w historyi polskiej i w polskiem
mieście, na tle polskiej sprawy, w jej imię, z nadużyciem
Kwiętj-ch imion wolności i ojezjzuy grało się to komiczne
intermezzo wśród Herodowych scen r/.ezi w Itctleem i w Ra-
mie, przy odgłosie płaczu Racheli za synami — po których
<lo (Iziśdnia po?ieszyć się nie może. Jakiś człowiek, przez
eale życie wiejski gospodar:^ , nie wojskowy bynajmniej, teni
mniej polityk, zogtaje dykutorem; nienly zresztii człowiek,
owszem dobry, któremu się zdawało że robi co powinien i
nic innego robie nie chciał, jak służyć ojczyźnie! z całego
serca slnżylby jej jako prosty żołnierz; powiedzieli mn, żo
ma sinżyu jako dyktator! Ale ten dyktator ł)ył zbyt czer-
wony, rząd zbyt rewolucyjny, wice znalazł się inny. Profe-
sor uniwersytetu, autor książki o Literaturze Polskiej, (w dzie-
sięciu tontncłi), z pewną liczltą swoich słucliaczy przyszedł) i
zażądał żeby mu się dyktator z miejsca ustąpił. Dyktator
uslachał, ahdykował: ale po kilku godzinach wrócił znowu i
złożył z dyktatury profesora, a sam ujął władzę... A tym-
czasem Dziennik Rządowy lizeczt/pospolitej PolakiuJ ogłaszał
coraz nowe manifesty dyktatora i jego ministrów, ogłaszał
nominncyj bez likn, obiecywał we wstępnytli artykułach, że
„cala Słowiańszczyzna podniesie się, skoro się dowie o wa-
„szem posłannictwie, a Enropa wspierać je będzie wszeł-
„kicmi siłami" (nr. 1); winszował sobie, że „rewoiucya przez
„jeden dzień zrobiła bardzo wiele, bo stanęła na niewzrn-
„szonej podstawie, ministerstwa ukonstytuowane czynnoSć
„z swą jak naj energiczniej rozwijają; teatr wojny rozciąga się
„w dwie strony, ku Kongresówce i w Galicyę; cala prze-
„strzeń zmienia się w jedną wielką armię... Dyktator mia-
„nowałjnż komisarzy powiatu Bocheńskiego i Wadowickiego"
(nr. 2); daiej donosi Dziennik, że rewolucya społeczna z wielkim
zapałem ogłoszona była w Wieliczce, i zaprzecza mylnym wie-
ściom rozsiewanym przez niechętnych, jakoby w Galicyi lud
wiejski napadał na ex-szlacłitę. Coś może wyjątkowo się zda-
rzyło, ale jak lud dostanie do rąk manifest rządu rewolucyj-
nego, zapali sic zaraz najczystszym patryotyzmem (nr. 4) ').
') Liczył ten dziennik sześć numeriiw. Pierwszy nosi ilatę
2Gg(t lutego, oatatoi 3gu marca. Dwa pierwsze zapełnione
manifestami, rozporządzeniami, odezwami ; w części nieui'zc-
dowe.j małe artykuły, czcetu podpisane przez Edwarda
Dembowskiego. Od trzeciego numeru obejmuje redakcyi;
Nie clice się wierzyć czytując, nie chce się wierzyć, że
Indzie rozumni i powaJtni figurowali w tej parodyi powgtaii
i rządów, a jednak tak byio: tym dyktatorem, co Tyseow-
skiego zrzucił, a w parę godzin sam iipsdł, był Micliat Wisz-
niewski. Antoni łłelceł mianowany sekretarzem w miniate-
ryuni spraw zagranic/.nycli, Henryk Wodzicki zastępcą mini-
stra skarbu... a uietrzetta myśłce i nie tn najsmutniejsza, że
raz taka Iragikomedya zdarzyć się mngin. To nie jest rzecz,
która raz przchyta powtórzyć się nie n\ote. Owszem, ona
muai wracać wszędzie, gdzie są tujne rządy licz sił, a mnie-
mane wojny bez wojsk; — u nas powtórzyła się na większą
skalę, z gorszemi skutkumi w Int 17 później: a w strasznym
pogromie Francyi, w lem zawnieniu się Europy, które się
stało w roku 1870 i 1871, czy mało było pierwiastków i lu-
dzi podobnych? czy i ten dramat większy od naszycli nie
był, jak mówi Klaczko (w Bezimiennym Poecie) „najbar-
„dziej rozdzierający przez to, ie cłioć tak tragiczny, był cza-
„sem pudobny do knmedyi."
A w tern pociecha mała, ie strona druga, ta silna, co ma
wojsko i prawdziwy rzijd, postępowała równie niemądrze
a brzydziej. Trudno zrozumieli tych Polaków, co ogłaszają
dyktatury bez kraju i wojska: ale równie trudno zrozumieć
tego jeneniia, który z Podgórza wkracza z wojskiem, zaj-
muje miasto niepodległe, neutralne, i wtedy jes/.ezo spokojne:
trzyma je przez dwie doby pod wojennym a chwilami okrut-
nym, oburzającym terroryzmem, a potem nagle niewiedzieć
jakiś redaktor stały, ktiiry się WBznki;e nio podpisuje, a
orzfil odLiity na tytule występuje jui bez korony. Nomina-
cye jeszcze są i odezwy także, ale jaż rzadsze. Za to wy-
Htępiiją modlitwy, wiersze patryotyozne, i — oznaka braku
innyuli wiadomości i materyalów — wiadomości bieżące
zagraniczne, z Francyi, z Anglii, z Niemiec, obojętne zu-
pełnie i do sprawy tego powstania nie należące. W dwtJch
ostatnich numerach, czy taki brak innego materyalli , czy
możo chęć popisania się rozległem! wiadoraoiciaini, nowiny
z Meksyku i z Bombaju !
dlaczego iiagwalt to miasto oimszeKa i cdfa się na Foiigórze.
Jeieli tn postępowanie jenerała Colliim nie było pertidyą
wyraebowiiiią iia to, żeby w Krakowie jukiś rząd rewolu-
cyjny móg'1 stanae, a w swoitn ey-asie poatiiJtyć za pretekst
tlt) zajęcia i przyłączenia Wolnego Miasta, to było dziwnym
aktem łatwowierności, przestrachu, popłochu wywołanego wie-
śeiaDii o Dailciiodzącej wielkiej iiit)y sile pnwstańciiw ; w każ-
dym razie ualeinlo te wieści sprawdzić i)ierwej, a potem
tIo|)iero wynosić się na Podgórze. Jakikolwiek l>ył powód,
to postępek piękny nie był.
Nie tn miejsce na opowiadanie tycli dziesięciu dni
mniemanej wolności, zakończonych ilocHyni wyjazdem Dyk-
tatora i Naczelnika siły zbrojnej za prnską granicę, i
wamnkami poddania miasta postawioneini przez Collina,
lak twardenii i tak obostrzonemi groż1)ą bombardowania
i rabunkn, ic kiedy 2go marca od Miclialowic cwałem
■wpadli na rynek Czerkiesi, miasto widziało w nieb swoich
xt)awców.
Dwudziestoletni Kalinka pierwszy raz patrzał na jakieś
wypadki i grał w nieb rolę. Jakii? Znamy ją tylko bardzc
ogólnie. Nale^.ał z i)raćmi swymi do sprzysicionycli , z u-
pragnienieni czekał 20go lutego; w ich mieszkaniu jakaś
iiiała garstka miała się zgromadzić i złamtąd na dane baslo
{bicie dzwonów) wypaść z krzykiem „do broni," i śpieszyć
do Strzeleckiego Ogrodu, gdzie miał się koncentrować jakiś
niby większy oddział. Sławili się wszyscy, uzbrojeni natu-
ralnie, ale hasła czekali nadarmo; w mieście byli Austryacy
i nietylko w dzwony nikt nie bił, ale i zegary wieżowo były
zatrzymane. Na kieszonkowych zegarkach zobaczywszy ozna-
czoną godzinę (czwartą), wypadli na ulicę; warta stojąca |)od
Biskupim pałacem dala ognia, nikogo nie trafiła; dopadli szczę-
śliwie na swój punkt zborny do ogrodu. Tu, zamiast jakiego-
kolwiek oddziału, zastali jakiegoś naczelnika, który ich po-
ważnie pochwali! ie zrobili swój obowiązek, i dał rozkaz,
^eby jak byli, w kilku, poszli na Kazimierz i spalili most
(iyżwowy wtedy), ieby ausiryakom przeciąć komunikacyę
z Podgórzem. Sa to jciloii z iiiJod/.ieueów (Leon Chrzauow-
ski) równie dowcipnie jak słusznie zaproponował ])aiiii na-
czelnikowi, iehy ich sam prowadził. Propozycya uaturalnio
nie przyjęta: poczeni wszyscy, jak kto mógł, rozeszli się do
domów. Tak skończyła się czynność wojskowa ks. Kalinki
w r, 1846, Nie jego czynność polityczna. Austryacy wyszli,
dyktatura stanęła, dziennik rządowy zaczął wycłiodzie i
w swoim nUDi£rze pierwszym ogłuaił między wieloma inuemi
nominacyc „Waleryana Kalinki na dyrektora kan-
celaryi rządowej." ISył więc w służbie cywilnej, za-
pewne i dyplomatycznej in spe, a nominacya jego, ogłuszona
zaraz pod nominacyą Karola Uogawskiegu na pierwsze^^o, a
Edwarda Dembowskiego nu drugiego sekretarza dyktatora,
naprowadza na domysł, że musiał być figurą niemałą w tym
improwizowanym rządzie. Czy nie on był tym bezimiennym
redaktorem Dziennika Rządowego f Może już wtedy znano
w nim zdolność piaania? może mu (o zadanie zwierzono?
W każdym razie nnmer czwarty Dziennika zaczyna się od
dwócli artykułów: jeden zaręcza, że Moskale już uciekają,
q{ioć jeszcze nie widzą naezycb chorągiewek, a król pruski
myśli tylko o tern, jak uniknąć rcwoincyi w Berlinie; z nami
zaś Bóg i pomoc naszycli Patronów i dnchy Zygmuntów,
Sobieskiego, Kościnszki... „Któż nas przy tak dzielnej po-
mocy pogromić zdoła?" Litery K. K. zgadzają się z imie-
niem i nazwiskiem Kazimierza Kalinki. Drugi artykuł pod-
pisany jest literami W. K. Czy może być, żeby człowiek co
był takim pisarzem, zdobył się na zdanie najirzykład takiet
„ten błogi dzień napawa nas tchem rajskim, ideałem szczę-
„ścia, o jakim się tylko poetom kiedykolwiek marzyło, zrze-
„czywistnionem umidłem najlotniejszej fantazyi filantropa?"
Chyba rzecz niepodobna, żeby to Kalinka był pisa! ! Przecież
te litery, jego stanowisko w tym rządzie, nie pozwalają
wprost odepchnąć pytania, czy przypadkiem nie mamy tu do
czynienia z pierwszą próbą pióra pó*.nieJ8zego redaktora
Wiadomości Polskich, autora Czteroletniego Sejmu? Artyknl
I, pełen gorącej zachęty do boju a wiary w niezwycięioiią
fiilę powstania, koitczy się twierdzeń ieui, że „dnień 21 lutego
„otworzył epokę, od której zaczynać się będzie nowa era,
„era liraterstwa ludów a śmierci carów."
Ku |)riiskiej granicy, za śladem i przykładem swoich
zwierzchników, zmierzał i Kalinka na emigracyę. Aresztowany
w Bieruniu, łatwo i prędko wypnszczoiiy, doslal się do Wro-
cławia, a /tamtąd dalej, do Brukselli.
Dwa lata trwała ta jego pierwsza emigracya, o której
tyle tylko wiemy, że znajomość z Lelewelem zostawiła mu
wrażenie raczej niemile, i że tam zawiązały się przyjazne
stosnuki z lir. Wincentym Tyszkiewiczem, którego życio-
rys później napisał przez wdzięczne dla niego wspomnie-
ide, a ten życiorys znowu dal powód do jednego z naj-
piękniejszycli jakie aą w naszej literaturze, do iycioryso
Jenerała Cliłapowskiego, który poczęści na to był jiisany,
liy sprostować i naprawić pomyłkę, jakiej się względem
Jenerała w oweni piśmie o Tyszkiewiczu dopuścił. Naj-
więcej przestawał /. Lneyaucm Siemieńskim, przez któ-
rego znowu poznał się ze Skrzyneckim i jego rodziną.
Właśnie u Skrzyneckiego, w samą Wielkanoc, ua świtj-
concm, dostali oba z Siemieńskim od poselstwa anstrya-
ckiego wiadomość, że mają pozwolenie powrotn. Wybrali
się też zaraz i razem do Krakowa przyjechali, a traeci
Jechał w tymsaniyni wagonie, zabawny iii diesem Bundę
der driite, Bakunin!
Z jakiem ucznciem wracał do rodzinnego Krakowa
z wiosną roku 1848? Z radością i utęsknieniem do rodziny,
do przyjaciół, do miejsc ulubionych, a naturaluie i z tem
'złudzeniem, które ogarnęło wtedy nietylko młodych. Pierwsze
chwile tych wypadków wydawały się i witały jak Jutrzenka
swobody"; za nią miało iść „zbawienia słońce." Kalinka nie
opisał nigdzie co wtedy czuł i myślał, ale ze sposobu,
w jaki mówi o tych dniach w późniejszej książce Galicya
i Kraków, widać, że wypuszczenie więiniów, powrót emi-
grantów, depntacye ■/, żądaniami kraju do Wiednia, że to
wszystko wydawało mu się zadatkiem i początkiem szezę-
ścia. Znai: takie (kiedy mówi o liombanlowaniu na przykład)
całą Dienawiśti do rządów ob^ycli, a przede w 8?.ygtkieni do
aaatryKckiego. Pierwszy raz wtedy ten krakowiak widiciał
swoje miasto pod aiistryackim rządem, pierwsuy raz widział
jego organa, Jee:o wojsko po r. 184G. Wstrząńnienie musiało
być Biloe i bolesne, a równocześnie mnaiulo się zaeząi^ inue;
moie nie doraźne wstrząśnienie, tylko stopniowe jirzeji-zenie,
ale bolesna zawsze przemiana. Wiosnę rokn 1848 witali lu-
dzie z rozkosznem, łatwowieniem złudzeniem; w jesieni zo-
stawali odarci ze złudzeń, a bogatsi w doświłtdozenie. Nic
polskie tylko sprawy i smutki, poznańskie utarczki, bombar-
dowanie Krakowa i Lwowa, przyniosły rozczarowanie a
sprowadziły (u myślących) wejście w siebie, ale kształt i
kierunek, jaki wypadki te przyjęły w całej Enropie. Eewo-
lucya francuska była już daleko, z żyjących nikt jej prawie
nie pamiętał i na sobie nie doświadczył; z książek i opo-
wiadań wiedziano o terroryzmie i anarcliii, ale to zdawało
się tcoryą i niepowrotną przeszłością, a od upadku Napo-
leona utrzymywała się w Europie — w Polsce przynajmniej
— wiara, że rewolutya to sprawiedliwość i wolność, i na to
tylko jest czy będzie, żeby te przywrócić i utwierdzić; wie-
rzyło się w jakąś ostatnią szlachetną i rycerską walkę, a
po niej wszystko co złe będzie zwyeięione, i łCrólestwo Boże
na ziemi zrobi się samo. Rok 184S przyponjniał i pokazał,
że w praktyce jest inaczej : że ideał wolności i sprawiedli-
wości o którjni się w rewolucyacli mówi, doznaje od nich
takiegosatue^o zaprzeczenia, jak od rządów najbardziej des-
potycznych, z dodatkiem jeszcze zaprzeczenia i rozprzężenia
wszystkich społecznych stosunków i związków. Zaczęło się
pod koniec tego roku coraz powszecimiejsze wytrzeźwienie:
rewolneya zostawała celem i siłą dla siebie, z licznym zawsze
orszakiem swoich fanatyków i niewolników; ale kto nie byt
zaślepionym fanatykiem albo zaprzysiężonym niewolnikiem,
ten jej wtedy wiarę i służbę wypowiedział, bo się przeko-
nał,-że jest takasania, tylko jeszcze trochę zupełniej bez-
prawna, jak Katarzyna i Fryderyk. Co myślał Kalinka, jak
eię tec proces wstraąśnienia w jego duszy odbywał? :śladó\v
niema; niektórzy mówią, że on jest autorem malej bistoryi
polskiej dla Indu pod tytułem Jakt} była dawiiifj Polska —
napisał Włościanin z nad Wi»lt/. Jeżeli prawda, to hylabyto
jedyna jego książeczka z r, 184^, ale w tej uczywińirie śla-
dów jego przejść i przemian byó nie mogło. Że jednak rok
ten wywarł na nim wrażenie silne, a zarazem że zobaczony
nanowo Kraków wywarł na nim wrażenie przykre, dowodzi
bezimienne jego pisemko, wydane w Poznaniu u Wcijkow-
skiego w r. 1850, pisane w ciągli roku 1849, Listy o Kra-
kowie przez Pcelawskiego.
Kto znal Kalinkę, cboćby nie księdzem, ale tyłko star-
szym i wytrawnym, wyrozumiałym zawsze i spokojnym, ła-
godnym w słowach, uprzejmym w obejściu, tak, że go cza
sem o przesadną grzoezaość i udaną pokorę posądzano, temti
trudno wyobrazić sobie Kalinkę młodym, a do tego poryw-
czym, namiętnym, trudnym do pohamowania. Młodym jednak
był, a w głowie pałiło się uietylko politycznie, roiły się
różne marzenia i pragnienia. W jego Listach z Wystawy
londyńskiej zostały tego niejakie słady, naprzykład kiedy
opisując jakąś grupę Franceski z Rimini i Paola, mówi:
„widno, że miłość natchnęła go czynem, który ich wiedzie
„dn nieba" — który czyn wiedzie ich do nie.ba, romans czy
samobójstwo? Ten czczy frazes, z którego późniejszy Ka-
linka byłby się nietylko śmiał ale gorszył, dowodzi, że byl
w tych czasach bardzo jeszcze młody i niedowarzony. A że
byt gwałtowny do namiętności i niesprawiedliwości, dowodzą
te Listy.
O zastoju, martwości, letargu, zgrzybiałości i tak dalej,
biednego Krakowa mówiono tak wiele, że aż się w końcu
znudziło i urwało. Prawdy było w tem coś, więcej złośliwo-
ści, najwięcej może bezwiednej przyjemności ukazania się
w oczach własnych i cudzych lepszym i wyższym od dru-
giego. Czy zawsze ze sfuszuem prawem? inne pytanie. To
pewna, że o tej ospałości Krakowa nikt nigdy tak dużo, tak
gwaltowniCj i może nikt tak niesprawiedliwie nie- mówił, jak
tlioka pod imieniem Pęcławskiego. Zuau wru^enie, jakie
rodzinne miasto zrobiło po dwócb latach niewidzenia,
idy przeszła pierwsza chwila radości, mnsiało być przykre,
^ikie. Tu miałaby liyć miłość ojczyzny najgorętsza, pa-
lec Jej najrzewniejsza, słiiiba najgorliwsza; kto tu żyje,
ialby byó mędrszy i lepszy od innycb, miałby dla nieb
j^6 wzorem, skoro spędza całe iycie między Zanikiem a kop-
1 Kościuszki: a tymczasem zamiast przeszłość rozpamię-
ffać a przyszłość wypracowywać, ci ludzie grzęzną w naj-
łj^niejazem, najpowszedniejszem, małomiasteczkowem, próż-
iczem iyciii z dnia ua dzieu, między śniadiiutem w handlu
rzennym a partyą wista; i zawsze tosamo, dziś jak jutro,
) jak wczoraj, i cói, będzie dalej je^.eli tak zostanie! I
Szyna się filippika w dwudziestu listach, niby przez War-
iftwiaka jakiegoś pisanych. W pierwszych gorace narze-
loia tylko; na samym początku przyrównanie Krakowa do
mba Św. w Jerozolimie, do którego poboiny pielgrzym
i^eszy z bijącem, utęsknionem sercem, a zastaje w nim
toto i śmieci zamiast lamp i kadzielnic, zamiast modlących
się ludzi śpiące bydło. W tym rodzaju trzy pienvsze listy,
w następnych po kolei różne strony krakowskiego życia. Od
zajazdów do kościołów i od polilyki do plotek, robi się re-
jesti' krakowskich grzechów-, którego summa okazuje, że w ca-
lem mieście niema nic dobrego i nie polskiego. Mężczyźni
„polityczne darmozjazdy, apostołowie egoizmu, nietoperze,
które się gniewają, że za orły nikt icłi brać nie chce"; ko-
biety? kobiet niema; „widziałem brudne gospodynie, maniki,
„kucharki, nudne literatki, nadoiejszc patryotk! i demokratki,
„dewotki i bajezarki, ale kobiety nie widziałem." Wycho-
wanie chłopców jak dziewcząt głupie i niedbałe, młodzież
bez duszy i myśli; — nauczyciele?.., ci dopiero najgorsi.
Następuje przegląd wszystkich po kolei wydziałów, a
w nich wszystkich profesorów uniwersytetu, którycb dziełem
i grzechem jest nicość tego miasta, bezduszność tego
pokolenia.
Aator w zapale nie spostrzega się, jak się sai
bie sprzeciwia ; na liście osltarżonycli bowiem jest wiele
imion, które wymienia nietylko z nezanowaniem , ale z g:o-
rącemi pochwałami (Kzesińaki , Helcel, I3rodowioz, Majer,
Czerwiakowaki , Zeiszner, Kremer, Kuczyński, Muczkowski I
(jako profesor, bu jako bibliotekarz owszem niemiłosiernie I
jest wyśmiany, za szorstkość i popędliwość clownie) — je:^elta
ci byli tyle warci ile antor mówi, to jnż całość nie mogła:
być tak nic nie warta, jak on opianje.
Listy są paszkwilem niezaprzeczenie , i paszkwile
bardzo niesprawiedliwym. Ks. Kalinka, który się śmiał jakj
go było nazywać „szefem kancelaryi dyktatora," nie lubił tl
wstydził się wspomnienia Pęclawskiego. Tego nie biorącj
wcale w obronę, trzeba tylko /.wrócić w nim uwagę na trzyJ
rzeczy : Jedna jest ta, że oburzenia są niesłuszne i przesadne, J
ale slnszne i nieprzesadzone są ^dania, ideał, z jakin
młody autor porównywa rzeczywistość, z któregoto porówna-j
nia wynika jego gniew. Powtóre, ie nawet kiedy w obnrze-j
nin miarę przebiera, to mówi w interesie nauki i młodzieży,]
i ten interes widzi dobrze; wreszcie, że jego obnrzenie często*
deklamaeyjne, bywa iii-zeeież cliwilami prawdziwie wymów
a w ironii świetne (naprzykład ustęp o powołaniu Pola
katedrę geografii). Wreszcie, że ten młodzieniec nie nie widzi
tak dobrze i na nic nie oburza się tak gorąco, jak na mai^
ność i nierzetelność polityki kawiarnianej , brukowej i
bowej, i tej demokracyi, której istotą i duszą jest zazdrościł
To jest nabytek roku 1848, z jego lekeyi wyniesiona tal
nauka. A kiedy jej nabył, nic dziwnego, że autor Listowi
chcąc radzić i działać przeciw biernej ospałości jednych a 4
„ciemnej demokracyi" drugich, młodzieniec chwilowo pracu-1
jacy przy Bibliotece Jagiellońskiej jako amanuenais, wstąpiła
do redakcji Czasu.
Kto w ogóle widzieć byt zdolny i raial widzieć,
rok 1848 musiał otworzyć oczy i nauczyć go, że przemocd^l
najgorsze mechanicznie gnębią i tępią narody, ale rewolu
chemicznie rozkładają społeczeństwa; jedno można przetrzy-j
mać i zachować silę i zdolność życia, drugie musi żabie
tego kto mu się podda i opierać uie próbuje. Miody czło-
wiek, ktńry 3ię ])rzylączyl do szeregu ludzi rozpoczynających
takie właśnie działanie, rozumiał oczywiście, ie zadaniem i
obowiązkiem głównym względem sprawy polskiej, jest ubez-
pieczyć, ratować, rozwinąć Ie warunki społecznego bytu i
społecznego lądu, jakie jeszcze są, wytwarzać te których
nie było. Jakim sposobem Kalinka wszedł do Czasu? kto go
tam wprowadził? kto w mlodzieńcu tak niedawno jeszcze
naiwnie zagorzałym rozpoznał polityczną i pisarską zdolność,
czystość sumienia, pewność cbiiraktern, i uznał go godnym
■wi:iry i ufności? kiedy właściwie Kalinka wszedł do Czasu?
wszystko to pytania, na które, parę miesięey temu odpo-
wie- l^ia jessene irajłatwiejaxit w świecie; a dziś, kiedy
po Mannie i Szukiewiczn, on ostatni uljyl, p. Pawet Popiel
zaś dokładnie sobie tej chwili nie przypomina, staje się już
trudną. Równie trudno w braku tych śniudków oznaczyć i
-^Yskazuć choćby parę tylko ważniejszych artykułów jego
jtióra. To jednu można twierdzić napcwno, że w tem żywem
i ezynnem zajęciu wszystkiemi kwestyami krajowemi jakiej-
kolwiek natury — (podatki, służebności, indemnizaeya, urzą-
dzenia gminne, sądownictwo, szkoły wszelkiego stopnia itd.)
— rozbierunemi w Czasin z niezmierną pilnością, znajomo-
ścią rzeczy, rozumem i taktem, musiała Iiyć także i Ka-
linki zasługa, że mu:jiał już tam do redakcyi przynieść dwa
nieocenione i charakterystyczne swoje przymioty: pracowitość
niesłychaną, i dar dostrzeżenia i wskazania zawsze tego, co
było potrzebne do zrobienia lub napisania. W niemożności
oznaczenia napewno artykułów jego pióra w pierwszych la-
lach Czasu , na domysł ale śmiało pozwalamy sobie jemu
przypisać naprzyktad szereg artykułów o uniwersytecie kra-
kowskim (z pierwszych miesięcy rokn 1851). Styl, układ,
charakter praktyczny i realny tych artykułów, systematyczne
i statystyczne uzasadnienie wszelkiego twierdzenia lub żą-
dania, to wszystko tak przypomina późniejszy sposób rozu-
piowania i pisania Kalinki, że nie wahamy się uważać go
za autora tej pracy znaczącej, w której Kądaiii.i są równie
słuszne jak stanowcze (powiększenia licuby katedr, jiowola-
nia więcej i zdoJuycli profesorów itd.), krytyka opuszezei'! i
zaniedbań ze strony rządu ostra, a uniwersytetu samego
ostrożna i w mierze trzymana.
Pierwsza wystawa powszecbua w Londynie, jak była
podobno ze wszystkich dotąd najmniejsza ale najpiękniejsza^
tak naturalnie jako pierwsza od stworzenia świata budziła
najwięcej ciekawości, zajęcia i nadziei. Wydawała się i ona
oznaką, zapowiedzią jakiejś ery nowej pokoju . zgody, usza-
nowania dla praw cudzych, i przymierza Francyi z Anglią,
które wyobrażano sobie jako tej zmiany szczęśliwej podsta-
wę i środek. Czas sądził, że dla obowiązku i dla liononi
winien mieć na wystawie swego sprawozdawcę, i Kaliuka
pojediuł do Loudynu. Od końca kwietnia do polowy czerwca,
napisał ztamtąd listów dwadzieścia pięć; wystawę opisywał:
jak mógł najdokładniej, starannie a żywo i zajmująco, ule co
w tycli listacti ciekawsze od opisów, to jego usposobienie,
jego sposób patrzenia na rzeczy. Zmysł praktyczny nie
opuszcza go nigdy: naprzód chce wiedzieć, jak ta wystawa
jest norganizowana i rozłożona; potem, clioć na wszystko
patrzy, najszerzej zdaje sprawę z tego, co u nas mogłoby
się przydać. Gospodarzem nie jest wcale, jednak rozpisuje
się najbardziej o nowych pługach i maszynach rolniczychj
Phillippsa przyrząd do gaszenia ognia opisuje i poleca teni
goręcej, że to tak świeżo po strasznym pożarze lirakowa;
ale oprócz wystawy opisuje ochronki i domy poprawy, pral-
nie i łaźnie dla ubogich; impouuje mn w Anglii bogactwo i tii
cywilizacya materyalna, posunięta tak wysoko, że aż działa nit
stronę moralną; tej zazdrości, tę chciałby przenieść do Polski,
a przynajmniej choć cokolwiek, co się da, elioć najmniej
jeżeli się dać może, naśladować i stosować. Zabawnie jest czy-
tać różne wtrącone mimochodem na cześć pici pięknej komple-
menta; ciekawe zaś w Liście XVI uwagi, w których szuka ró-
żnicy i granicy między sztuką a estetycznym praemysłem i
stara sieją oltreślić. Rzadka to rzecz, żeby on o takich matę-
ryach nniwil, bo i pociągu i (prawdę mówiąc) zmysłu inial dla,
nich oiewiele. najciekawsza przecie i iiajbardziej charakte-
rystyczna jest tendeucya, myśl, w jakiej on te Listy pisze.
Gdzie na, tej wystawie całego świata jest Polska? co na niej
polskiego? co z niej Polska wyciągnąć moie, jeżeli nie jako
korzyść, to przynajmuiej jako wskazówkę, pobndkę, naukę?
Myśl ta odzywająca się bezustanku, występuje najwyraźniej
w początku ostatniego Listu. Jak nieraz politycy polscy
clicieli nas wciągnąć w wielkie międzynarodowe sprawy i
układy, tak on cbcialby przynajmniej widzieć nas naleiącycli
<lo spraw ekonomicznych, znaczących w hundlu i przemyśle
Europy; za tern poszłoby moie coś więcej.
„Ztąd i zowąd słyszę, że dziewiąty cnd świata, najwię-
kszy jaki dotąd zbudowano i tyle w sobie mieszczący cudów,
poczyna zwabiać do siebie ziomków moicti z odległych stron.
Daj Hoże, aby ich juk najwięcej przybyło; mogę im zarę-
czyć, że coś równie wielkiego nie prędko zobaczą. Na tćra
polu, gdzie wszystkie narody przyniosły owoc swej pracy,
myśmy niemieli nic do pókazaóia. Z Poznańskiego niema
prawie nic. Królestwo Polskie pomieszane z wystawą rossyj-
ską, niema właściwego charakteru, ani całości w tem co przy-
słało; z Galicyi niewidzialem nic — nic zupełnie! Przyjdzie
kiedyś dziejopis, przejrzy katalog wystawy powszechnćj i
powić : Polaków niebyło wtedy na świecie. Bo nas niema
łam, gdzie narody zdają examen ze swćj cy wilizaeyi ; zatraci-
liśmy nić łączącą nas z Europą — my, których ojcowie two-
rząc granicę clirześciaCiskiego świata, tak wielkie około cy-
wilizacyi europejskiój położyli zasługi.
Więc przynajmniej, kiedy pierwsza polowa wieku XIX
przeszła pomiędzy nami, jako przechodzi wiatr, który obala
a nic nie stawia; kiedy z tćj siejhy bogatój, która całą Eu-
ropę zazieleniła, do nas jedno ziareczko nieprzyszło, — więc
|irzynajmniej śpieszmy tam, gdzie przed nami leży encyklo-
pedya przemysłu ludzkiego; śpieszmy tam zkąd tryska źródło
myśli, które wkrótce inną światu tizyonomię nadadzą, zasiądź-
my do tćj powszechna wieczerzy, do której choć nie da-
liśniy ani jednej misy, wolny mamy prKystcji. Niema jedne-
go obszaru umiejętności, ni<?ma jednaj sfery iycia ludzkiegn,
na którędy wystawa powszechna nic wywarła ogromnegi>
wplywn; więc z tśj kazalnicy poslępci, zkąd duch Indzki
rozlewa liło^osławicństwa, niech i na nas spadnie jedna
kropla. Nią podniesieni, porównani z resztą stworzenia, wra-
cajmy i zasiądźmy do warsztatu. Spaliśmy iłingo; czns się
obudzić i pracować, bo historya zna takie sny, z których
narody nie budzą się, chyba ocknione trąbą archanioła w osta-
tnim dniu świata. Tak usnęli Etruskowie, tak usnęła stara
Grecya, i nam się na taki sen zabiera".
W czerwcu roku 1851 wrócił Kalinka do Krakowa; we
wrześniu (podczas pierwszego pobytu cesarza) byl tu jeszcze.
Napisal właśnie z okazyi tego przyjazdu artykuł, na który
odpowiedzialny redalctor, p. Paweł Popiel, zgodzić się nie
chciał, uważając go za zbyt nieprzyjazny. Artykuł p. Popiela
znowu wydał się innym redaktorom do zbytku lojalnym, a*
przyszło do małego nieporozumienia w redakcyi. Ówczesny staii
kraju pod policyjnemi rządami dręczył i gniewał Kalinkę
niewymownie. P. Popiel świadczy, że powtarzał nieraz: „ałb«
,.mHSzę wyjeżdżać, albo zacznę konspirować nanowo." —
Więc „wyjeżdżaj," odpowiadał p. Popiel, i podejmował się
wyrobić pasport, co wtedy nie było latwem. Jako ecl po-
dróży stawiano w tych rozmowach Hiszpanię, rozpoznanie
archiwów w Simnncas, a przez to rozjaśnienie wiehi spraw
polskich, zwłaszcza polityki Zygmunta III. Ale zamiast tego
nastąpił wyjazd nagły, nie do Hiszpanii i nie za pasportem.
Jaki był jego bezpośredni powód? W każdym razie musiał
się do niego przyczynić ten stan rozdrażnienia, w którym
był Kalinka weding świadectwa p. Popiela. Że w tycli la-
tach żadnych spisków, ani nawet mowy o spiskach nie było,
my doskonale wiemy. Że jednak rząd ówczesny Bacha i
Kempena albo je przypuszczał, albo potrzebował udawać,
dowodzi najlepiej uwięzienie Adama Potockiego, ho jeżeli kto,
to ten z pewnością nie konspirowat. Bywały rewizye, spadła
jedna niespodzianie i na Kalinkę. Czego u niego szukano, o
23
jakie związki go posądzano? nie mówił, a może i sam nie
wiedział. Dość, że mając przed oczyma przykłady więzień i
procesów i bardzo groźnych, z obawy, żeby i na niego coś
podobnego nie spadło, wolał nie czekać. Wyjecliał za granicę
— na drugą, tym razem dłuższą emigracyę. Skończyły się
lata pierwszej młodości i nauki, zaczęły się lata wędrówki.
w eniigracyi nie działo się w owych lataeb nic. To-
warzystwo li cuLokrji tyczne |io swoich powodzeniach z roka
^S4G i I84.S, musiało natnnilnie stracić clioć trncUę na
' kredycie i \v]ilywie; inoie i samo czuło, ie mu jakoń nie
przystało \vysnłvać się nuprzrtd. Mierosławski l)yl zawsze
jego wielkim jenerałem, pomimo swoich wieikopolskich i ba-
(tcńskich kiimpani.j, i zapewne nkladał jakieś polityczne i
Btrategiczne konibinacye, ale szerezej i śmielszej propagandy
nie było. Książę Adam, i ta część emigracyi ktńra się jego
trzymała, musiełi także zachowywać się bezczynnie, i czekać
jak się obróci, co z siebie wyda ten stan niepewności i prze-
silenia, w jakim lijła Francya, Właśnie druga republika przez
prezydencyę ks. Ludwika Napoleona (niby drugi konsuIat\
dochodziła do drugiego cesarstwa. Przedmiotem uwagi i za-
jęcia dla nich była ta. nowa warstwa emigracyi, która weszła
ilo Tureyi jjo wojnie węgierskiej , a o ilełiy w Turcyi zo-
stała, mogła stać się ogniskiem pfilskiego wpływu i środkiem
polskich działań, w razie jakiej wojny na wschodzie może
zawiązkiem polskiej formacyi. Po wypadkach rokn 1848 było
naturalnie i w tej polowie emigracyi rozczarowanie i przy-
Licie, a po wojnie węgierskiej, choć nie było w niej niepo-
roznmicnia, to bji pewien żal do siebie z różnicy zdai'i wy-
nikający. Jak wiadomo, p. Zamoyski odradzał do ostatka i
opierał się wszełkiemi siłami nczcstnictwu l'olaków w woj-
nie [irzeciw Aiistryi : iuni mniemali, że wszystkie niepodleg-
łości i wszystltie i)ow8taniii mają jedną natnrc i jedną Bprawę,
i temu zdaniu, a jeszcze więcej uczuciu podówczas powezech-
neniu w Polsce uległ Its. Adam, liiedy od tej wojny lilaków
nie wstrzymywał, owszem, do niej zachcfał,
Ale clioii eliwilowo nie czynna, a przynajmniej mało
tzynna, miała emigracya zawsze u Polał;ów (i u ciidzoKiem-
ców także) stanowisko, powagę, i rolę zagranicznej reprezen-
tacyi Polaki. Ona jak z tą myślą, z tym zamiarem wyszła,
tak istotnie aż do roku 1863 była uważana w całej Europie
jako żywa protestacya, wniesiona przed trybunał prawa na-
rodów w imię praw Polski. Była Francyi lub Anglii nieraz
niedogodna, była solą w oka państwom rozbiorowym, niera/.
sama |)u3tępowata niezręcznie lab niemądrze i sprawę swoj^
psuła, ale ten charakter i to znaczenie widzieli w niej |
wszyscy, nikt ieh nie przeczył i nikt się nie dziwił. Mtod-
szeuia pokoleniu wyda się to może trndnem do pojęcia i do
awierzenia, a jednak tak było. Czasy to nie zbyt dawne, ało
świat był inny. Ówczesny miał w sumienia swojem jakąś
świadomość prawa narodiiw i jakieś jego poszanowanie :
sprawa zwyciężona nie traciła wszelkich praw dlatego, że
była zwyciężoną, fakt nie stawał się prawem dlatego że byl
dokonanym: l)yl gTvałtem, którego odwołanie i odrobienie
było jeżeli nie interesem wszystkich, to w każdym razie pra-
wem niektóiych. Kiedy na porządku dziennym europejskiej
polityki stała jaka sprawa, pytano jednak, która w niej
strona ma za sobą słuszność i prawo, a wstyd i honor nie
pozwalały bezczelnie, cynicznie stawać po ulej stronie, choćby
do niej ciągnął interes. Uosya była w pokoju ze wszystkiemi,
ale w zupełuem porozumieniu z żadnem z państw zacLodnicłi
od r. 1815 — a sympatyę z całej Europy znajdowała tylko'
w Prusach ; gdzieindziej miaia tylko małą liczbę łatwowier-
nych lub (różnemi sposobami) ujętych podehlebców.
W takim stanie publicznego sumienia w Europie, nie-
dziw, że emigracya mogła liyć i mieć się za potrzebną,
i nieraz istotnie mieć widoki powodzenia, i — w skutku
tego wszysikiego ^ miei: poivnj;ę, \rp!yw i xn!iczenic
w kraju.
Kiedy Kuliiikn nic mógł (hib mniemał ic nie może)
zostać pud rządem .austrynckiiii, prosta rzecz, i.e udał eię do
Paryia, stolicy świata i emigracyi. Do której połowy erai-
gracyi miał się przyznać i przyłączyć? Tego pytania ani
wałiania być nie mogło. Już l^ęcławski zbyt wyrainie wska-
zywał rewolucyjną deniokracyę jako główny powód ostatnicli
nieszczęść narodn, a okiizywal i iiez tego powodu głęboki
do niej wstręt; redaktor Czasu oczywiście niiisiiit się w tych
pojęciacli i uczuciach silniej jeszcze utwierdnić. Na slronc
Towarzystwa demokratycznego i ludzi ciioćby najdalej i naj-
Iżej z nieni zlączonycłi, na stronę spiskujących i szukająeycli
oparcia w rewolucyi eumpejskiej jakiegokolwiek kształtu i
pozoru, włoskiego, francuskiego, węgierskiego czy rosyjskiego,
Kalinka prtjse nie mógł. Musiał pójść tam , gdzie widoki
wojny o niepodległość l)yły rozumuiejsze, łio oparte o wi-
doki wojny wielkich mocarstw z Rosyą, gdzie przyszła. Pol-
aka, gdyby do niej przyjść miało, była rozumiana jako pań-
stwo i jako społeczeństwo, z nałeżycie pojętemi warunkami
obojga, potrzebnemi do bytu, gdzie do tego celu zmierzało
eię nie drogą anarchii, ale regularnej wojny; nie przez kon-
spiracye i lajuc rządy, ale przez otwarte międzynarodowo
działanie regularnych rządów, reprezentujących cywilizowano
i chrzęści ańskie społeczeństwo.
Najbliżsi towarzysze i przyjaciele późniejsi nie wiedzą
dokładnie, co on robił w [tierwszych czasach swojego pobytu
w Paryżu: z kim zapoznał się naprzód? z kim uujwięcej
przestawał? Domyślają się, że skoro Lndwik Królikowski
uwalał swoją księg:arnię niejako za biuro informacyjne dla.
Polaków, i każdy przejezdny a pozbawiony znajomości i sto-
I snnków tam się naprzód ndawał, więc i Kalinka musiał zro-
bić taksanio. Ale kogo szukał? do kogo miał pociąg? W każ-
dym razie jego trwałe i znaczące przyjaźni nie zawarły się
odrazu. Spotykał się niekiedy z Wrotnowskim albo z Klaczką,
Kiem Kaplińekim albo Ludwikiem Kastorym , ale zna-
jonjoaci te były dalekie, bez wzajemnego pociągu. Owswm,
Kalinkii nie podobał się zrazri swoim późniejszym towarzy-
szom. Klaczko (podówczas urzędnik prz^y Bibliotece Ceaar-
Hkiej), widzia! go raz pierwszy na jiikiemś zebraniu lite- (
rackiem u Jana Dziaiyi'iskiego, i odniósł także wrażenie 1
raczej odstręczające. Świadczy on, że Już przez to byli- j
wszyscy względem Kalinki usposobieni nieufnie i podejrzliwie'
że itył współpracownikiem Cznau, a Czas w ich oczaeli byl j
haniebnie reakcyjny. Do tego raził ich Kalinka swojeut po-
dziwieuiem dla Anglii, dla l>ogactwa, handlu, przemysłu, fa-
bryk, na co wszystko oni patrzali z wielką pogardą, ceniąc (
w narodach tylko d u c ha , i mniemając , ie duch sam sobie
da radę bez licłiej podlej nmteiyi. Nie mogli Kalinki łekce-
ważyć, bo jego Lhty z Londynu kazały go uważać za ro-
zumnego, zdolnego człowieka, ale nie czuli do niego najmniej-
«zego pociągu. Napró?,no Januszkiewicz ze swoim trafnym
sądem i doskonałem sercem starał się pocitjg taki obudzić
i rozdmuchać; sympatyi, jaką sam jnż wtedy miał do Ka-
linki, nie zdołał przelać w drugich. I z tego wynika, że nie
bardzo troszcząc się wówczas o to co on robił, dziS nie mogą '
sobie dokładnie przypomnieć. To pamiętają, że w początkach
swego iiobytu w Paryża jeździł do Hollandyi i tam z archi-
wum w Hadze robił wypisy, na których poczęśei o])ierałs i
się jego ptlżniejsza rozprawa: Negocyacye ze Sztcecyą o pO'
kńj 1651—1053. (Przyczynek do historyi wojen szwedzkich).
Szacunek, zaufanie, przyjaźń wreszcie z towarzyszami
lat dalszych, wszystko to rzeczy późniejsze. Na początku, co
zwróciło na Kalinkę uwagę ludzi myślących na emigracyi i
dało go poznać jako człowieka którego wypadało cenić
wysoko, to pierwsza jego większa praca, pierwsza książka,
bezimiennie wydana, Galkya i Kraków pod jianoicaniem
<iustryackiem. Paryż 1853 ').
') Niedawno zdarzyło mi się słyszeć, jakoby ta książka nie była i
dziełem Kalinki, a przynajmniej nie w zupełności; że przy-
n.ijmniej niektóre jej części i bardzo ważne, pisane bytyprzes'|
innych. Mianowicie cały rozdział o slomnhu iioddarictyn |
Jestto uajstraszniejsKC ze wszystkich oskarżenie rządów
"aostryaekicb od roku 1772 do 1850, tem straszniejsze, że
be?, wykrzykników, bez retoryki, napozór nawet bez obarze-
flia i nienawiści, proste historyczne opowiadanie wszystkich
tego rządu urządzeń i rozporządzeń w Oalicyi, które wszyst-
kie jedne po drngicli albo wprost na jej szkodę są wymie-
rzone, albo przynajmniej wstrzymują to, eo jej służyć i po-
magać mogło. I to we wszystkiem; w wychowaniu i w ko-
ściele, w sprawiedliwości i w zaniożnośoi, w stosunkach, spo-
łecznych - — wszędzie. Niektói-zy mówią, że Kalinka jest
w tej książce stronniczym i niesprawiedliwym, że przesadza,
że zaraz w stosunkach poddańczych rządy ówczesne troskli-
wie brały w opiekę dawnego pana, jego prawo i jego inte-
res. Tylko troskliwiej od niego samego brały do serca jego
interes pozorny, a mniej niż on interes kraju i społeczeń-
stwa. Gdyby ten byty miały na oku, byłyby jak ten dawny
pan kilka razy chciat i prosił, pozwoliły nregnlować stosu-
nek pańszczyźniany, ale tego rządy nie pozwoliły. Prawda,
że z tem rok 1846 byłby o wiele trndniejszyra. Być może,
że są niedołdadności potrzebujące jakich sprostowań i po-
prawek, ale darmo: to jest historya wewnętrznego stanu Ga-
licyi, a że przytem jest historya wielu niegodziwości i nie-
dorzeczności, ua nicby się nie zdało przeczyć i nkrywać, jak
miałby być pióra Juwenaia Buczkowskiego ; Kalinka nawet
nie m(}gt (mówią) znać tak doskonale ' wszystkich patentów
i instrukcyi, ani całej manipulacji administiacyjnej i są-
dowej. To mógł napisać tylko człowiek, który te rzeczy
znal z praktyki, urzędnik i bardzo biegły prawnik. Twier-
dzenia tego z ust poważnych i wiarogodnycli nie mogę
lekceważyć, wszelako mtiazĘ przeciw niemu stanowczo wy-
stąpić, a to przez wzgląd, że 1) przez lat przeszło trzydzieści
książka przyitisywana była Kalince ; ie 2) on sam nigdy prze-
ciw temu nie protestował, nie było zaś w jego charakterze ,
ani w jego zwyczajaeli zostawiać ludzi w bl^'dzie , zwłaszcza
na swoją korzyść a z ujmą dia drngicłi 3. Że wszyscy któ-
rzy go podówczas w Paryżu znali , świadczą iż go na własne
oczy piszącym widzieli.
tiietiia takie i-o prueczyi; ani ukrywać, że aiilor nienawidzi
tego rządu {dioć tego nigdzie nie mówi), uwa^.a go za naj-
|irzewrotnieJ8zy riioie, a zarazem najbojailiwszy i Uiijniniej
zdolny rządzić ze wszystkich trzech rozbiorowych, a przex to
wszystko odbija wiernie to usjiosobienie powszechne, które
jiamiętEiiny wszyscy, a które wyrałalu się często słowami
Już chyba Moskale lepsi." JJieiylko uie należy ukrywać, ale
owszem, dobrze jest wyraźnie takie rzeczy przypoininać, bo
I)rzy])oiiiDienie to prowadzi do porównania tego co było, z tem,
co jest. Nie przeszło lat trzydzieści, a autor tej książki, która
jest n aj straszniej s ze m oskarżeniem Austryi, nietylko osiadał
w tejsainej Galicyi ze swoim zakonem, ale z pozwoleniem i
pod opieką Cesarza Austryaekiego otwiera! w niej zakfad
wychowawczy, u Cesarza znajdował pomoc i wsparcie dla
zakladn, zautiinie dla siebie. Mało kto zapewne, prócz P(ri»-
ków, wiedział o ka. Kalince i zuul aię lui jego wartości ; -
jde po jego śmierci Cesarz Auatrya«ki kiedy którego z Pola-
ków widział, powtarz^ prawic każdemu, że śmierć tę uważa
/a wielką stratę 1 że nad nią bardzo ubolewa.
Jako pisarz, dal Kalinka w tej książce nie poznać i
jeszcze, ale już odgadywać zalety przyszłego autora Cztero- '
letniego tifjmu. Ten porządek, ta jasność układu i wykładu,
ten zmysł praktyczny, który zawsze dojrzy, uchwyci i wskaże
to, co w każdej sprawie istotne i główne; ten dar objęcia"
i przedstawienia całości a uie pominięcia żadnej części;
wreszcie ta gruntownośe i dokładność, która nic nie powić
bez podstawy i sprawdzenia; ta rzetelna i doskonała znajo-
mość ]irzedmiotn — słowem te pr/ymioty, które cecbnją wiel-
kiego historyka lat późniejszych, widoczne są, choć nie tak
kwietne jeszcze w tej pracy, która jest napól historyczną a
iiapól publicystyczną.
W pięciu rozdziałach przechodzi Kalinka po kolei lud-
ność Galicyi, stosunki pOddai'icze, siły |)rodiiIvcyjne , Kościół,
i sądownictwo: wszystko historycznie i statystycznie razem,
na jakich prawach siało za Rzpltej , jakim szeregiem praw
iinstryackicłi zostało przemifinione, jak w tej przemianie wy-
gląda: Kraków, stauowi osobny rozdział, szósty. Ziiaiomośi;
i zrozumie nie uajróżnorodniejszycli gałęzi życia społecznego
jest tiik rozległa i rzetelna , pntedstawienie iclt tak proste i
jasne, że człowiek, któryby tak sfan kraju opisał, byłby
w kraju niepodległym wzięty do ministeryum jako niezwykła
polityc/.na zdolność i siła. Zmysł orgB.niQ/.ny , ten przymiot
naj cel niej szy nmysłii Kalinki, okazał się tu jnf. zupełnie wy-
raźnie; talent pisarski okazał się takim, jakim został aż do
łłzieł bistorycznych, to jest ł)arilzo prawdziwym i dobrym,
.ile jeszcze nie tak świetnym, jak później. S|io8Ób i zalety
pisania są lesame, tylko ieb stopień jeszcze uie tak wysoki.
Ze szczególną uwagą czyta się rozdział o Kościele, n zwłaszcza
może ustęp o Kościele unickim, z pytaniem, czy Kalinka już
o tycti rzeczacb tak myśli, jak później? Co do Unii, jest już
zupełnie na drodze do swoicli późniejazycli przekonań, są
one w zarodzie, ale są takiesame. Dążność książki już tasaiua,
■co wszystkicłi pism póżniejszycb, daje się określić trzema
królkiemi wyjątkami z przedmowy:
„Na ducii narodowy wymierzone są gromy; w duchu
.„narodowyni , w jego pełneni, poważneni, statecznem działa-
„łaniu jedyny dla nas ratunek. Miłość Boga i Ojczyzny, to
^ostatnia twierdza, ostatnia przeciw wrogom ochrona."
„Droga, po której nas dotąd wiedziono, droga rewołu-
„cyjna, od szalów i niecierpliwości prowadzi do znużenia i
„niemocy. "
„Tylko temu, kto stoi na gruncie narodowym, daje
^Bóg wytrwałość. Bądźmy wytrwali w tej ogromnej pracy,
„abyśmy odbudowanie Ojczyzny od odbudowania nas samych
„poczęli."
Byłaby rzecz ciekawa i dubra, gdyby teraz, trzymając
się legosaniego planu, zrołfil kto drugi taki obracljunek stanu
Galicyi. Wykazałby on zapewne, że się wiele zmieniło, że
niejedno logiczne następstwo ówczesrttgo stanu, wtedy niewi-
doczne i nieznane, urosło i stało się wielkiem złem dzisiej-
szem; wykazałby zwłaszcza zupełnie rozwinięte te niebez-
uieczeńatwa stanu ekonomicznego, które wtedy były dopiero
w zarodzie. Wykazalliy w zmienionych loriiiaoh itodobnb
wady w adniiniglracyi, w jej mecbaiiizniie. Ate c*/,y w kaiia
dym rozdziale /, osobna nie pokazałoby się takjie jakieś do<
bre, którego wtedy nie było, i czy summa tego dobrego Did
mogłaby dodać pewnej otncLy? Kończy się tę książkę, kttirffl
autor sinsznie ma prawo nazywać „wiernym obrazem," z t-d
uwagą i z teni wra^teniem, 2e dziś z róitnycli stron jestedmw^
iiioie gorzej zagrożeni jak wtedy, ale że wewnątrz nas sam
mycli jest więcej trafnego rozumienia izeczy, więcej woli ((
stałości, i-s te przymioty są dziś częstsze niż były, i te i
pewne wiele Pan Bóg jedną ręką odjął, ale drugą dal wielfl
warunk<!>w, którycli ówczesna przeszłość uie miała, a któM
przyszłości mogą się obrócić na pożytek.
Książkę tę, wyraz swoich oburzeń na rząd austrya^iJ
a owoc swojej doskonałej jaż znajomości stanu kraju, przy^
wiózł z sobą zapewne już zaczętą, ale świadkowie naoczna
mówią, że pisał ją głównie w Paryżu, Skończył na wiosnfl
roku 1852, skoro przedmowę do niej podpisał 2 czerwca i
1852, Czy niiai zamiar dopełnić ją — co U przedmowa zdaj^
się obiecywać — osobneni studyum o galicyjskiej ndrniniJ
stracyi, policyi i skaHwwości? W każdym razie miała oriiH
to jeszcze w jego życiu znaczenie, że posłużyła do zawaM
cia jednego z najbardziej znaczących i wpływowych w teni
życiu stosunków.
Władysław Zamoyski po przeczytaniu książki o Gali^
cyi nabrał dobrego wyobrażenia o zdolności jej autora; slyJ
szeliśmy także, że wiedząc o wcale trudnycli stosunkiU
pieniężnych Kalinki, przyszedł mu w pomoc pożyczką, udziec
loną tak szlachetnie i nieznacznie, jak on to robić umia
Wreszcie, że myślał o lem, jakby go używać i do siebi^
przywiązać, ale znając go mało, szukał o nim dokładny(j
wiadomości. W tej niepewności udał się do wspólnych znł*
jouiych, na których Bstin polegał, a którzy tamtego znal^
W Paryżu był takim poręczycielem Kalinki Eustachy Jr*
nnszkiewicz, w kraju Paweł Popici. „Zasady jeszcze nieusts
lone, ale prawość i honor pewne jak skała," odpisał oa.j
zapj'ttiGie. a to świadectwa moiie wiele x.awatylo na gzali
ilalB7.ycti losów Kaliaki. Myślą Jenerała , przez Kalinkę
cbęłnie i skwapliwie pruyjtjlą, hylo, żeby każdą część Pol-
ski tak opracował i opisał, jak Galicyę I Kraków. Układ
był zawarty, i do tej pracy napewne przygotowywał się Ka-
linka przez rok 1853; odwróciła go w inną stionc wojna
wschodnia.
W każdym razie zawiązała się znajomość /. człowie-
kiem, który więcej niż każdy inny na Kalinkę wpłynął.
Żadnego też Kalinka nie koclial i nie podziwiał, dla żadnego
nie miał lak żywej, tak wielkiej wdzięczności. Tę wdzięcz-
ność okazać i zostawić jej ślad trwały w wiernym wizerunku
człowieka którego miał za swego mistrza, było do ostatka
DajulultieńB/.eni Kalinki marzeniem. „Jeżeli mi Bóg da skoń-
„czyć Sfjvi Czteroletni" — powtarzał zawsze — „to muszę
„potem cłioćby ostatek sił wydobyć, ale koniecznie napisać
„Żywot Jenerała." A jeżeli zapewne szkodą jest nieodżało-
waną i większa, że „Bóg nie dul niti dokoiiczyć Sejmu," to
ogromna także i także nieodżałowaną jest, że tego marzenia
nie ziścił. Przez niego bowiem napisany żywot Zamoyskiego,
byliiy napr/.ód liistoryą eniigraeyi przez cale jej łat trzy-
dzieści, liistoryą napisaną tak, jak jej jnż nikt nie napisze,
bo clioć równy talent znaieść się może, to ten talent przyszły,
clioćby najdoskonalszy, nie będzie naocznym świadkiem we
wszystko wtiijeinniczonym, pars magna tycli spraw. Prócz
tego byltiy teu żywfpt z pewnością w swoim rodzajn arcy-
dziełem, klejnotem niiszej biograficznej literatury, a wreszcie
byłby dokładoą łiistoryą i żywym wizerunkiem człowieka
mai" znanego, pojmowanego fałszywo, a człowieka, którego
pod względem politycznym nikt może nie znał lepiej jak Ka-
linka.
Dla emigracyjnej demokracyi przedmiot nienawiści, ja-
kiemu równego nie było — dla Indzi nawet bardzo rozum -
nycli i szlachetnych z drugiego ohozn, przedmiot niedowie-
rzau i posądzau jako wieczny niby, a w środkach niezaw-
! przebierający konsjiinitor; cel najliczniejszy cli i najnik-
czemniejazyeli potwarzy od jeilnycti, Irwciżliwycb podej-
rzeń i zastrzeżeń od drngieli ; len wreszcie , na którego
właśni i najbliżsi stronnicy walili wszystkie pomyłki stron-
nictwa i odpowiedzialność za jego niepowodzenia, pan Zamoy-
ski, skoro Kalinka poznaó go nie da, nie będzie zapewne już
nigdy prawdziwie poznanym. Źle o nim milwi nawet Mickie-
wicz, cichaczem ile o nim myślało (może jeszcze myśli)
wieln ; broni go jeden Zygmunt Krasiński.
„W sam dzień i cliwilę pogrzebu Miekiewic/a, na scho-
„dacli Magdaleny, gdy za trumną wstępował ten, co uajzna-
„komitszy wytrwałością, odwagą, wiarą i dnszy wzniosłością
„z wszystkicii wygnanych naszycli, rzucił aic nań z tylu Ja-
„żwiński kapitan i dopuścił się świętokradztwa narodowego
^nn tym obcbodzie narodowym, śmiał bezbożną i bezecną ręką
„uzbrojoną w pałkę, dwa razy z wszystkiej siły uderzyć go
„w plecy. Odwrócił się spokojny, jak zawsze, i tylekroć wśtód
„bojów najkrwawszycb spokojny ów, o którym mówię. Zlo-
„czyńca sclironił się do hufca towarzyszy czy wspóloików, któ-
„rzy go okrążyli i dali mn się wymknąiJ. Jeden Budzyński był
„go za kołnierz porwał i zatrzymał, gdy chciał w pierwszej
„chwili jeszcze trzeciem udei7,eniem zbezcześcić nie tego, na
„którego się zamachiwał, ale ten dzień, tę trumnę , to miej-
„BCe i własny naród. Nikt zresztą nie porwał się do obrony
„napadniętego, wypuśfili Barabasza! Tak zawsze się dzieje.
„Ten człowiek był niegdyś strażnikiem celnym pod Krze-
„mieiieeni; w powstania dorwał się kapitaństwa, później że- J
„brat po wszystkich domach paryskich, należąc do owej szui,
„co po ulicach napada. Później z własnej woli zaciągnął się '
„do pnłkii Sultańskicb kozaków, który dziś pod dowództwem
„tego, którego uderzył ; i zaciągnąwszy się, w ośm dni zbiegł,
„pułk porzucił, uda! się do Stambułu i tam szynk założył.
„Później tu wrócił i napastował wszędzie najszlachetniejszego
„z ludzi, dowódzcę ewego, kióry mu zawsze odpowiadał
„groźnie, że ze zbiegiem nie ma nic do mówienia. Takie
„dzieje tego niegodziwca. Ale cóż powiesz, ma obronicieli,
„ma stronników, i wieln się cieszy, ie się taka obrzydliwość
„stała! Ali nieszczęśliwym my narodem? W llarHbas/acli ko-
lebać się zaczynamy. Ju^ dus robaki ostatecznie toczyć za-
„czynajii- Od rzezi 1840 roku takiej boleści nie doznałem.
„W takiej eliwili, przy tej trnmnie, na scłiodacłi przybytku
„Pańskiego, ten, co nigdy nie zwątpił, ten, który Jeden coś
„byl wywirtd! ua iirzyszloać ze swoicb zabiegów i staraA
„nięezeuakicli, ten, co wznowił byl dojiiero co tradycyę le-
^gionów i chwyci! sztandar icii z ziemi i wzniósł go nazad
„ku nieba, ten o postaci tak ryt-erakiej i cbrześeia oskiej , o
„tak niespożytym źadnemi boleściami ani przeszkodami dn-
„ctm, ten wśród tłumu ziomków, z których iad^n, żaden na
„pomoc mu nie przybiegł, ten wart czci i podziwu za cnotę
„żelazną, ten najdzielniejszy, ręką podłą udei7.on, .. tu strach!
„strach nie dla niego, iile dla Polski i Polaków! 1 wiesK,
„co wyrzekł zaraz w pierwszej chwili ! oto te słowa prze-
„dziwnie piękne: „Sądzilcni, że początek męczeństwa więcej
„boli." Tylko uważano, że podczas mszy, co nastąpiła zaraz
„polem, czasem konwulsyjnie ściskał poręcz krzesła, na któ-
„rem klęczał. Nic, w tern wszystkiem o niego mi nie idzie. Co
„może dKiki zwierz, podły zwierz przeciw ludzkiej naturze i
„to jeszcze najwznioślejszej? Ale mnie cliodzi o te znaki
„zgnili/.ny, rozsiane po społeczeństwie naszem, ten ducb
^stronniczy, duch zawiści, tinch kłamstwa wiekuistego, który
„nas opanował i sprawia, że oburzenia dość niema wśród
„naszych z powodu takiego wydarzenia. Zkąd idzie, że to
„wydarzenie zaczyna takim sposobem nas wszystkich kalać,
„a przynajmniej wykazywać, żeśmy bez dncha, bez przeŚwiad-
^czenia, co złe a co dobre, co święte a co bezecne, żeimy bez
^iadwj opinii jiublicznej, a to są znaki śmierci! I to wszystko
„staje się w chwili, kiedy tak łatwo będzie pewnym potęgom
„świata powiedzieć o nas: Patrzcie, czy warci odżycia!-*
„Zrazu jenerał był spokoju pełen. Ale następnych doi
„duch jego wpadł w ciemną boleść, gdy ujrzał, że ta sjirawa
„przybiera barwę stronniczej walki, że dwa obozy się kształcą,
„jeden za nim, drugi za Jużwińskim; że więc listy bezimienne,
„pełne gróźb i obelg, stionnicy tego ostatniego doń piszą...
„Jażwiński takte po sccnie na soliodacli Magdaleoy mów
„list wyzywający naiiisał... Okropny to wypadek. Lecu prze-
„konany jestem, że Jażwiiiski liyl podbeelitany i namó-
„wiouy. Ręka, co tern kierowała, pozostała w nkryciii, a tylko
„nią poruszone lalki ukazały się na jaw. Pierwiastku władzy
„nienawidzą, a że jenerał zawsze ją wyobrażał, zatem znie-
„nawidzony jest mimo najświętszych zasług. Wszystko to
„grobowo amntne." (Baden 7 lutego I806, Lisi CCXni. Prze-
gląd Polski. Styczeń 1877).
Kalinka widział i sądził Zamoyskiego jak Krasiński, i
przylgnął do niego całą duszą. Ciągnął go Zamoyski do siebie
naprzód tą .siłą rozumu, tym jego stopniem, który geniuszem nie
jest, ale się do geniuszu przybliża. Ktoś, co nie widział nigdy
żadnego z tych ludzi których nazywamy wielkimi, a chciał
ciekawie wyobrazić sobie, jak może mówić, myśleć, jakie
na drugiego robić wrażenie jeden z tych co przekraczają
zwykłą miarę ludzką a dochodzą miary bohaterów i geniu-
szów, Zamoyski mógł być odpowiedzią, zaspokojeniem cie-
kawości, on dawał przybliżone wyobrażenie. Tak rozumnie,
z taką znajomością człowieka, ■/. takiem doświadczeniem
spraw tego świata, mógłby mówić najtęższy mąż stanu, choćby
Eiehelieu ali)0 Cromwell, tylko gdyby Richelien i Cromwell
miał przytem rycerski honor i katolicką żarliwość Godfreda,
i ehrześciaóskie sumienie, które zawsze naprzód pyta i zawsze
doskonale wie, co uczciwe a co nie. Z tym urokiem wyż-
szości — a uroku większego niema na świecie — łączy! Za-
moyski urok obejścia łatwego i miłego, ujmującego i pod-
bijającego; nauczał nienstannie i otwarcie, widocznie, ale
sposobem tak przyjaznym i tak przyjemnym, czasem nawet
tak wesołym i zabawnym, że choć było się przy nim zawsie
na kazaniu, to kazanie skutek tylko sprawiało, czuć się nie
dawało i nie przykrzylo się nigdy. A dopieroż to, co Kra-
siński nazywa żelazną cnotą, ta alnżba bez wytchnienia, bez
jednej chwili straconej, bez jednej myśli o ezem luuem jak
Polska; ta summa trudów i [loświęceń, ta praca w strasznyeb
i prawie nieasłających cierpieniach, to oddanie się swojej
sprawie tak 7.ii|ielne, że można o niem powiedzieO i* ze wszy-
stkiem co bjln jego, „palii się wciąż ofiarą na oltarzn
swej ojczyzny/ to go uzupełniało dopiero ostatnim najwyż-
szym rysem, i sjirawialo, że z ludzi, na których nasze poko-
lenie patrzało, żaden ule robił takiego wrażenia wielkości.
Czy się nigdy nie mylił? Z pewnością musiał sig mylić nie-
raz; jak kiedy, w jakiej mierze, z jalciego powodu, to byłby
nam pokazał jego żywot, gdyby go Kalinka był napisał.
Ale że na jego nagrobku możnaby napisać te słowa, które
żartem mówili o nim Anglicy, słowa gpecłre of Poland, że
jeżeli eraigraeya była widmem Polski, ktńre zjawiało się
ciągle, niepokoiło sumienia i wstydem chyliło czoła szczęśli-
wych i zapominających; jeżeli mogła byii — a była istotnie
— protestacyą i utrzymaniem międzynarodowego charakteru
sprawy polskiej, to w wielkiej części za Zamoyskiego sprawą
i zasługą: —to święta prawda, której zaślepiona i uprzedzona
teraźniejszość nie chce czy nie uniić widzieć i uznać, ale
którą przyszłość kiedyś odkryje i ogłosi — choć nawet Ka-
lince nie starezyło czasu do napisania żywota.
Na Kalinkę wpłynął Zamoyski w dwóeb (oczywiście
najgłównicjszycbj kierunkach. Naprzód wykształcił go poli-
tycznie, Z Krakowa wychodząc i polskie tylko stosunki zna-
jąc, a do tego bardzo jeszcze miody, Kalinka może ogólnie
i teoretycznie wiedział, że są jakieś na świecie zagraniczne
stosunki i interesa, ale jaka ich natura, jaki sposób ich
prowadzenia, jakie ich wrodzone prawa których obrazić
nie może kto nie chce działać bez skutku, tego oczywi-
ście znać nie mógł ; miał pod tym względem wyobrażenia
mniej naiwne \ni. większość naszych wiejskich polityków,
nie wyobrażenia ijardzo niejasne i niedostateczne. Od niedawna
doi)iero — a głównie z pism Kalinki — zaczęliśmy miarko-
wać, że polityka zagraniczna jest i sztuką i umiejętnością,
i że my tej umiejętności (a nawet praktycznej tradyeyi)
nigdyśmy dosyć nie mieli. Naród , i nawet najwytrawniejsi
w nim ludzie, sądzili, że nic łatwiejszego; wystarcza instynkt
irodowy, który umie zawsze przeczuć, kto przyjaciel a kto
wrńg, i zdrowy rozsądek, który każe przyjacielowi wierzyć
i {loma^ać, wrogowi nie ufać i nie dać się używać. Że to j
sprawa i sztnkti tmitniejeza, nauczyło nas doświadczenie emi- f
gratyjne — rnzumić się tej części emigracyi, która miała po- '
lityczny zmysł i polityczny talent. Ona pierwsza z Polaków
od bardzo dawna oiusiała praktycznie, reiilnic, zetknąć się ze
sprawami jiaifistw obcych i z dyplomatycziiein działaniem.
Nie mogła ju^, być tak naiwną jak niegdyś agenci konfedc-
racyi Barskiej, ani tak nawet (choć ei ju* ninicj), jak dy-
plomaci Czteroletniego Sejmn, a nie mogła (jak łudzio Ksic- '
gtwa Warszawskiego) patrzeć na skinienie kogoś mocniej- I
szego i jego się trzymać. Musieli sami myśleć, poczynać,
upatrywać, starać się, okoliczności wywoływać, przeszkody
zwyciężać, i tą praktyką nauczyli się, co to jest polityka I
zagraniczna. Znajomość jej wyniósł ze swego petersburskiego J
niiuisteryum i na tym gruncie polskim zaszczepił ksiąłc I
Adam; ale Zamoyski, z zawodu, wycbowania i upodobania I
wojskowy, ale z natury głównie dyplomata, saru wyuczył się Jl
prędko i w drugicli rozuiiiicnie tyeb spraw rozwijał. Kalinka
przy nim kształcił len zmysł dyplomatyczny, który praktyka
i doświadczenie rozwinęły tak, że stal się prawie przymio-
tem najświetniejszym jego politycznego rozumn, i sprawił że
jego dzieła liistoryczue tak się odznaczają rozumieniem i
znajomością tych spraw, że są (nie wahani się powtórzyć)
najlepszą jaką mamy w literaturze polskiej nauką polityki
zagranicznej.
A drugi wpływ, jaki Zamoyski na Kalinkę wywarł,
był religijny. Przez pobożnych rodziców chowany, Kalinka
miał grunt religijnego uczucia, znać go w najmłodszych jego
latach i najmniej wytrawnych pismach. Ówcześni znajomi
świadczą, że w samych początkach swojej emigracyi był już
bardzo pobożny. Ludzi stanowczo nicreligijnych było bardzo
mało między Polakami w Paryżu, a ci co byli, wydawać się
z tem nie śmieli ; sam Mierosławski przecież pisywał czasem
pobożne frazesy na cześć Matki Boskiej. Kalinka wszakże,
już stalszy w przekonaniach swoich od innych, w rozmowach^
C748t" subodząey na kweatye kościelne, wydal się niektórym
zanadto pobożnym, a gdy jeszcze widziano go chodzącego
do kościoła z książką, zgorszono się i uznano go Jezuitą.
Do kościoła cliodzit:, to nie szkodziło, a może n;iwet było
dobreiiij aie cliodiić z książką! to była oczywista łiipokry-
zya. Im dlaiej bawił we Francyi, im biiżej widział tamtej-
sze życie katołickie, tern biirdziej wzmacniały się jego prze-
konania i wzmagała się miłość wiary i Kościoła. Wpływ
Montaleni berta i otaczających go ludzi, wpływ X. Lcscoeur,
wpływ Horacego Deiaroclie, przez którego zapoznał się z fran-
cuskiemi dziełami miłosierdzia , posuwały go coraz dałej
w tym kienmkii, ale w tyuisamyni także (Ir.iaiał i posuwał
go wpływ Zamoyskiego.
Ten był — i dziwnie, bo już w młodości, jnż w pierw-
szych cliwilacli emigracyi — tak wierzącym i w katołic-
kich przckouaniacli stalom, jak mało kto w emigracyi, jak
nikt może, z wyjątkiem tego grona ludzi (Mickiewicz,
Jai'iski, B. Zaleski, łCożmianowie , Cezary Plater, Witwic-
ki), zpośród których wyszedł pomysł zakonu, a następnie
i zakon Zmartwycliwstańców. On pierwszy z emigrantów
wybrał się do Rzymu, do Papieża. Czul potrzebę złoże-
nia obedyeucyi, ale zarazem i wypowiedzenia co mysłal.
I kiedy cala emigiacya bolała nad bullą Grzegorza XVI
z roku 1B32, a poczęści odstawała od Kościoła, on jeden
pojechał, mówił, żalił się... i otworzył oczy. 'J'rafae rozumie-
nie Kosyi, jakie Grzegorz XVI miał później, zacięło się od
pierwszej audyencyi Zamoyskiego; on rzucił jakieś pierwsze
świailo, które im dalej, tem lepiej się rozjaśniało. Sam zaś
coraz gorętszy w uczuciach, a coraz etalszy w przekonaniacli
kutolickieb, stukał icłi w drugich i rozniecał je z całą siłą
swego rozumu, z całym zapałem swojej dnszy. Nietyłko Ka-
linkę polityka, ate i łfalinkę katolika i księdza on w wielkiej
części wychował i przygotował.
lyatywy Zamoyskiego a
Ucyi \
: książki
innych częściach Polski; okład między
I a Kalinką był zawarty, kiedy zaszły wypadki, które
Zamoyskiego Jak Kalinkę iiumnii miteliucly rayśliiini, do in-
nych powołały robót.
Jeżeli rok 1848 uie zostawi! na 1'olakacb — z ""yjąt- J
kiem rewolucyonistów — (ilębszycli ńliidiiw i wrażeń,
trwalszych u nicli wsponmień , to inaczej niiafa się r:
7, ])ośredniein następstwem tych wypadków, z ogłoszeniem
Cesarstwa wo Francyi. Od r. 1831 , odkąd była we Franeyi
emigracya, żadeu fakt w historyi Europy nie byl dla niej i
tak ważny, żadeu uie usprawiedliwiał tak jej eiąglyoh na-
dziei, że karta Europy musi się zmienić.
Nowy Cesarz, Bonaparte traktatem wiedeńskim nnzawgze
odsądzony od francuskiego tronu, musiał, jeżeli się chciał \
utrzymać, zaprzeczyć i unieważnić tę podstawę prawa niię-
ilzynurodiiwi-gii, musiii! być nie]irzyJ!icielem śniętego przy- 3
mierzą. Musiał — Jeżeli umiał myśleć i z doświadczcie a nawet ^
Nmutuycli ua wygnaniu refleksyj stryja korzystać — musiał j
wiedzieć, że on na tronie Francyi i Franeya w i^woicli jfra-
nic-acłi o tyle może bye bezpieczną i pewną, o ile na wscho-
dzie Europy bjlolty coś, coby się wcisnęło między złączone
zawsze ręce Fryderyka i Katarzyny, jakiś klin wbity między
Prusy i Rosyą, i nie dopuszczający im złączyć się na irze-
fiego, zrobić koałicyę. Musiał wiedzieć i to, że Franeya go
pr/yjmie i uzna za swego. Jeżeli ją otoczy bl iskiem potęgi
i i-bwały, zatem że będzie musiał się bić; i h) wreszcie mu-
siał wiedzieć, że Frnncyę wtedy tylko dti wojny zapali —
Fr.iiiryę, Jaką wtedy była — jeżeli jej miecza z jidciiwy do-
łiędzie w imię i w obronie czegoś wielkiego i słusznego. Oto
ówczesne rozuuiowanic pi'łskie: i dlatego, jeżeli wstrząśnieuie
Polski w roku 1848 liyto sztuczne i słalic, lo kiedy usłyszała,
*.e we Francyi Jest cesarz, wstrząsla się naprawdę do szpiku
Icości, do głębi duszy. Zaponmiała o krzywdach i łilędacb
pierwszego cesarza, pamiętała tylko, że się liii z Jej nieprzy-
jaciółmi i że i)ył zwyciężony. Za to synowiec ^loszuka odwetu,
a przpcicż historyę stryja zna, i wi^ dlaczego tnnitcu upadł!
Czy się l'olsk;i zuowu łudziła? Myślała logiczuie, te
stwierdziły fakta. Nic myliła się nawet co do człowieka, od-
gadywała go nieźle, czulą vt nim pntyjaciela. Jakikolwiek
był koniec Napoleona III, Francya tylko ma prawo na niego
się żalić liib mu złorzeczyć. FoUka byłaby niewdzięczną, tern
iiietrdzięcziiiejszą, że do jego iiiepowodzeii i później ciężkich
l)łędów, do tego nieprzytomnego szukania jakiejś drogi, na
którem zesuly jego ostatnie latay pośrednio do jego i Fran-
cy! nieszczęścia a Prus panowania w Europie, przyczyniła
się sama tym wybuchem powstania, którym siebie śmiertel-
nie raniła a jego wyr/.uciła z równowagi.
Flegmatyk i wymcliowany z tempeninientu, ale z cha-
rakteru uczuciowy a poniekąd ideolog, Napoleon III kiedy
na ten tron francuski wstępował, miał głowę pełną marzeń
nie jasnych ale szlachetnych , które brał za dojrzałe plany.
Była w nich dcmokriicya doprowadzana dn doskonałości
{w głosowaniu ]iowa/,echuem), i było pniwo narodów na praw-
tlzie. na prawie b iźcm ojiarte, njęte w formnłt; nieokreśloną
i naduj.ylą „narodowości." Świadectwa ogłoszone już po jego
śmierci, dowodzą i szlac1i<.'tn'>ści je^o uczuć, i pewnej naiw-
ności jego pojęć. Przy ]iierwszyni zjeździe z ks. Albertem,
mgżeiii krńinwej angielskiej, Cesarz odraza z tcm się wynu-
rza, że jego glównem zadaniem jest niepodległość Wloeli i
' Polski. Na tern zasadza swoją jiolitykę i pr/yszlość Europy .
Mówiąc tuk, Cesarz naprzód nie uważa Inb nie domyśla się,
że tajemnicę swoją wydaje przed nieprzyjacielem swojej my-
śli; a prócz tego nie rozumić różnicy, jaka zachodziła mię-
■dzy temi dwoma spriiwami; nie widzi, że jedna rewolucyjna
IV swojej natnrze moie zwyciężyć tylko rewolncyjneini środ-
kami, kiedy druga da się rozwiązać środkami prawncmi a
skończyć ubezpieczeniem prawa wszystkicli. Sądził Cesarz
w tych latach i powtarzał, że [>ndwik Filip upadł dlatego,
■ie spraw tych podjąć nie miał odwagi, i obiecywał sobie
w swoich rządach ustrzedz się błędu swego poprzednika.
Ideologiem niógl być , ale miał (jak zwykle tacy Indzie)
żywe i trafne uczucie tego, co być powiimo. Alians z Anglią
— alians cywilizowanego Zachodu przeciw despotyzmowi we-
wnątrz a kłamstwu i grabieży nazewnątrz, to jego pierwszy
kritk, i naJHsilniejs/e do k*>ńca rlioć CKęstti liez-skiiteczne sta-
ranie. A w jego widokach przyszłości, w teiii przetworzeniu 1
Europy, o jakiem marzył, było coś ehrześciadskiego i coi J
tradycyjnie francuskiego; jakiś do innycli tylko czasńw za-
stosowany ideał Henryka IV, i ostatecznie by!a ta ambicyn,
żeby o jego czynacU mogło było być powiedzianem Oeeta
Dei per Fruncog. A co do Połski? Malo cndzoziemców, mało ■
by!n Francuzów, którzyby jej sprawę i swńj interes rozu-
mieli jak on. Że wojny wschodniej nie dala mii na Polskie |
ziemię przenieść Anglia, że ona znowu — i za czyjem sta-
raniem — cofuęła ultimatum 1 udaremniła koufjres w roku ]
18G3, to zbyt wiadome: i zbyt widoczne, że w pierwszym ,
jak w drugim razie aam zostawać nie mógł. Ze zaś w je^J
pojęciu sprawy polskiej był nietylko rozum, ale lionnr i
mienie (choćby były pomyłki i bl^dy), dowodzi cale jego -I
postępowanie aż do tycli ostatnich nieszczęsnycłi dni wojny 1
pruskiej. W samych jej początkach, ale kiedy obrót zły już i
przewidywać zaczęto, dyplomata pewien zwracał uwagę Ce-
sarzowej na to, że położenie Francyi zmieniłoby aię odrazu, i
gdyby Rosya chciała się za nią oświadczyć, i poddawał <j
myól, żeby pozyskać Rosyę ofiarą Galicyi ze stosowną dla I
An8ti;yi kompensatą. Ale o tern Cesarzowa ani słyszeć nio j
chciała. — „Jakto? wydać im jeszcze tę resztę Polski? niel j
nigdy. Raczej zginąć!" Rosya l)ylaby może tej ofiary nie I
przyjęła , ale dość , że oni tą ofiarą ratować się nie chcieli. I
Nie — my nie mamy prawa źle o nich mówić.
A teraz, dlaczego Cesarz lepiej czul i wiedział jak dzi&- ,
lał? Ka to pytanie mógłby odpowiedzieć tylko ktoś, co znal ^
dobrze rodzaj jego umysłu i jego charakteru. Musiała w tym
„intelllgentnym degmatykn," jak się sam miał nazywać, byó
jakaś trudność decyzyi, z której zmęczony wahaniem, prze-
chodził w pośpieszny nerwowy pochop postanowienia i dzia-
łania; była może w ideologu niezdolność do praktycznego
poznania i prowadzenia spraw, a może leż (i najbardziej)
uczucie szlachetne, popędy rycerskie, myśli zdrowe, skutkiem
wychowania, kolei życia, przykładów, zwyczajów, nie doj-
rzaly nigdy w prKekonaniii, iiio iistiility się w zasady, i czło-
wiek został cliwiojnyra i niiękkini. Adam Potocki opowia-
dał, co BJyszal z ust księilza Yenłury samego, te sławny
kaznodzieju, a przez czas pewien kaznodzieja cesarskiej ka-
plicy, preez Cesarza cliętnie i poufnie przyjmowany, rozma-
wiał z nim często 0 sprawncli polityczny cli, o jego i Franeyi
przyszłości, i oto treść tego, co mu mówił: „Masz przed sobji
„Polskę i Wlofihy, i między niemi się waliasz. Zastanówże
„się i przejrzyj, że jedno liyioliy twojem zbawieniem, drugie
„mnsi być twoją zgulią. Oswobodzone Wtocliy zechcą się
„zaraz zjednoczyć, zjednoczone zeclieą być mocarstwem, a
„że sąsiadem na lądzie i morzu jest Francya, więc tylko
Jej kosztem wzrastać może ich potęga, i złączą się z każ-
„dym jej nieprzyjacielem. Wloehy zechcą Państwa papieskiego
„i, Rzymu, a gdyby im go Francya nie dnia, to dojdą do
„niego przez Francyi wrogów i nieszczęścia. A kto wiń
Jeszcze, czy zjednoczone Włochy nie staną się kiedy za-
„chętą i przykladenj do zJe<lnoczenia Niemiec. — To mu mó-
„wię, ale nadarmo. Et ee n'esł pan qv'ii ne comprenne pas
„ — U comprend: miis h mulhtureu.x ne peut pas."
Anegdota w każdym razie jest ciekawa, a że nutenty-
I «zii>i) więc zapisać ją warto, choć tn Ściśle do rzeczy nie należy.
W ustach księdza Yentury znaczyły te słowa, ie Cesarz
wiązany był dawnemi przysięgami z rewołncyą włoską i od
Kiej zależay. Ogłoszone od lego czasu pamiętniki lub kores-
jondencye wielu głównych aktorów sprawy włoskiej, od Maz-
iniego począwszy, dowodzą przeciwnie: bo gdyby związek
ki byt zachodził, oni byliby mieli właśnie interes w jego
ryjawienin, a nie mówi n nim żaden. Niemniej trafne bylO'
inie kaznodziei , że jedna ■/. tych spraw mogła być zba-
brieniem, druga musiała stać się zgubą Fraucyi. Ciągnęła
loniem za sobą sprawę Rzymu, a gdy tej Cesarz nic chciał
(oświecić, Wiochy obróciły aic przeciw niemu, łączyły z jego
tieprzyjaciołmi, i dziś jeszcze uważają się za „zwolnionych
^e wszystkich imiesznych obowiązków wdzięczności, bo
Trancya zmazała pod Mentaiią to, co zrobiła pod Magenta
„i Solteriuo." — CesaiK nie rw.iiinial tej różuicy i nie prze-
widywał tych gkutków tak traluie jak ksiądz Yenlura, bo
nd nilodwśei wSród emigi"antów włoskich żył, dn nieh przy-
wykł i pr/.ywiązal się, a jak większość ówczesnego świata,
limł wszystkie narodowości i niepodległości za podobne so-
bie, jeżeli iiie za równe, i sprawy rewolucyjnej od restaura-
cyjnej nie rozpoznawał.
Nowy Cesarz w przymierza z Anglią, z bezpośredniego
powodu opieki nad Ziemią Świętą, w obronie Tureyi przyja-
ciółki ]irzez wspólnych nieprzyjaciół, wydal wojnę Rosyi. Przy-
szła chwila, na którą emigracya czekała od Int dwndziestu.
Dlaczego nie skorzystała z niej lepiej? Jeżeli pytanie
odnosi do tej partyi która się gorącą zowie, a w powsta-
niach brała inicyatywę, to odpowiedź znalazłaby się nioie
w jej politycznej zręczności. Jak kiedyś, nie podczas wojny
tureckiej, ale aż po niej, w roku 1830, tak teraz nie podczas
wojny wschodniej, ale dopiero w r. 18G3! Co do strony dro-
giej, ks. Czartoryskiego i otaczających go ludzi, to ci naprzód
od początku do koiica iadnego powstania w krajn na nie-
pewne wywoływać nie chcieli. Ich wyrachowanie było to, że
naprzód wkroczenie wojsk sprzymierzonych na ziemię polską
(miało być z Wołoszczyzny na Ukrainę), a wtedy dopiero
ponstnnie. Zdradzono nas tyle raz}', ie i tym razem zdra-
dzić mngą, zawrzeć pokój, a nas zostawić na laskę i nie-
łaskę. Zatem nie narażać lodzi, póki się sprzymierzeni dobrze
i głęboko w tę sprawę i w nasze kraje nie wpakują. Pot
wstawać przedtem, zwłaszcza w Królestwie, bylobyto wypro-
wadzić Prusy z nentralności, Rosyi iloslarczyć zbrojną pomoc,
i spraiwie własnej i sprzymierzonych zaszkodzić. Zatem czekać
aż wejdą na terytoryum, aż ngloszą w manifeście o co się
biją— wtedy dopiero jiowstawać, a tymczasem za ich za-
słoną organizować polskie pułki, zawiązek polskiego wojska.
Tukie było rozumowanie w tym razie, taka była stała
ich zasada i polityka. A do tego jesKcze i to przypomnieć
trzeba, że jeżeli po śmierci Mikołaja, po stolgownnin a po-
niekąd rozprzężeniu sprężyn rządowych w Rosyi, ruchawka
powstać inogia w rokti 1863, to za życiu Mikołaja, w roku
1854 nie byłaby zdołała ani nawet się rozpocząć.
Pian francuski i polski był, z Wołoszczyzny doatae się
na Ukrainę; udaremnił go plan angiełski wyprawy na Krym.
WsKelako tamten stanowczo zarzucony nie był.
O ile należał do wojny krymskiej Kalinka? Należał
do niej jako adjutant (a raczej sekretarz) Zamoyskiego.
Listy i raporta obudwóeb, znajdujące aię w Paryżu, a kt6-
ryeli w tym kriilkini caasie poznać nie miałem możności,
pozwoliłyby dokładnie dzip^i za dniem opisać, co tam każdy
•L nieb robił. W żywocie X. Kalinki, w żywocie Zamoyskiego,
w żywocie księcia Adama, w liistoryi emigraeyi wreszcie,
wszystko to powinno się znaleść, i da Bóg że się znajdzie.
W tym pobieżnym szkicu, właściwie łyłko wspomnieniu po-
śmierlnem nkładanem % pamięci, miejsca na to niema, po-
przestać trzeba, cboć % żalem, na najogólniejszej tylko wia-
domości. Poco pojeclial, co robił Zamoyski, to pozwolimy
sobie przytoczyć w słowach już znanycłi i zaledwo przed ro-
kiem drukowanyeli ^).
„Byli wówczas n steru rządu mężowie stanu tureccy
przyjaźni Polsce, Kesz-yd pasza był wezyrem, Meliemed Ali
seraskicreni. Mehemed Ali zawiadomił ks. Czartoryskiego, \i.
Sułtan prosi go o przysłanie czterech wyższych olicerów pol-
skicłi, którzyby jako jeneralowie w armii tureckiej byli użyci.
Ich wybór pozostawiono księciu, atoli Sadyk Pasza (Czajkowski)
wskazywał Dembińskiego, Chrzanowskiego, Zamoyskiego, By-
8tr/,onowskiego. Dembiński nie przyjął, bo ebcial, aby Sułtan do
niego wprost się udał, a nie przez księcia Adama go przyzywał;
przytem sądził, że go powinni zaprosić na wyższą komendę.
I Chrzanowski także nie przyjął, bo uważając siebie słusznie
za najlepszego na Zachodzie znawcę armii rosyjskiej, sądził,
że Anglia i Francya zażądają Jego udziału w wojnie. Przestano
więc na tem, że wysłano Breańsktego, który pułkownikiem
był w armii piemontskiej od r. 1849, i Bystrzonowskiego, a
') Prsigl. Polsk.
1886. Michał Czajkowski.
takie Za ni nyski egu. Dwaj pierwsi otr/yniali iirzeziiiiczeiiie
do Karsu, Zamoyski miał hyć liowódzeą korpnsu polskiego. .
Wziął z 8oI>ą na swój koszt, kilkunastu oficerów z r. 1831 I
ł^niiędzy nimi oelniejsi; podpułk, Słiibieki z 4 pułku lin. , ma- \
jor Kirkor, kapitan I-ange etc), do któryeli przybrał kilku
z kampanii węgierskiej /, r. 1848, i tydi w Stambule utrzy-
mywał. Tiircya okazała się skłonną do zadekretowania for-
macyi polskiej, i w tem Barnguay d'Hiltier8, ambasador fran- 1
duski, skutecznie ją popierał. Wprawdzie Austrya czyniła ]
trudności, ale Keszyd nie tracił nadziei, %& uda się pociąg-
nąć ją do wojny z Rosyą. „Za ]'olskę niepodległą oddamy I
Anstryi najchętniej Księstwa naddunajskie." Na Prusy nikt ]
wówczas nie zwaiał i nie zadawano sobie pracy zapytywa-
nia, co na taką formaeyę powied/Ą. Rzecz zdawała się bliska I*
pomyślnego zakoi'iczenia, kiedy ją niespodzianie zatrzymał 1
lord Stratford Kedclilfe. Wszecliwladny ami>asador angielski j
\vidzial z nieclięcią ten projekt, który Francyi przypisywał.
Zazdrosny swej przewagi, oświadczył łieazydowi, \i. nie mo-
iiua Zamoyskiego uwaiać za jedyuego reprezentanta Polaków
w Stambule, że jeat tn inay pełnomocnik partyi demokratyez-i
nej, jenerał Wysocki, który ma od cmigracyi upoważnieoie 1
do układu z rządem tureckim; że więc byłoby najwlaściwiej
użyć obu jako dowódzców dwóch łegij polskich, arystokra-
tycznej i demokratycznej, jednej w Europie, drugiej w Azyl.
Czy Stratford szczerze to radził, czy też dlatego tylko tę
myśl podsunął, aby skrzyżować projekt jtopierany przez
Fraucyę, trudno dziś wiedzieć; dość, te Reszyd pasza tę pro-
pozycję Zamoyskiemu uczynił. Zamoyski przyjął ją z obu-
rzeniem, „Polacy chcą, odpowiedział, aby ich uważano za
naród; jako płatni Szwajcarzy użyć się nie dadzą. Zarę-
czam, że Wysocki tęsamą da wam odpowiedź. Co większa,
oba tn przyjdziemy i powiemy wam, że każdy i nas woli (
służyć pod komendą drugiego, niż tworzyć dwie polskie le-
gie, od siebie niezawisłe." Zażądał tedy rozmowy z Wysoc-
kim, z którym się dotąd w Stambule nie spotkał, i propo- i
nował mn, aby poszli razem do Reszyda i do Siratforda
z tern fiświailezenieiii. Ale Wjsorki rozumiat dobrze niższość
swej pozyeyi i [irzewidj-wal, że jeśli oznajmi, iż woli sln-
j'.ye pod Zamoyskim, niż oiieO osobną komeadę, to cliociaż
Zamoyski tożsamo złoży uświadczenie, nie jemu, ale Zamoy-
skiemn oddadzą komendę. Wymówił się więc, odpowiadając,
■}.e nie jest panem swoich postępków, że jako upowuż-
niony od emigracyi, musiałby wprzód zasiągnąć jej zdania:
i z Zamoyskim razem do Porly i do ambasady angielskiej
nie poszedł.
Projekt iipadi ; liyloto w połowie 1854 r. Armia turecka
pod wodzą Omera Paszy odjjarlszy Rosyan pod Silistryą,
przeprawiła się za nimi za Dunaj i zajęła Wołoszczyznę,
którą Paszkiewicz opuści). Omer założył kwaterę w Bukaresz-
cie, a wojska swoje do Mołdawii rozciągna.ł. Czekał na roz-
kazy wkroczenia do Bessarabii, a także na posiłki sprzy-
niierzonycb. Tymczasem armia franuuska i angielska zbierała
się w Warnie, a w Paryżu i w Londynie naradzano się,
gdzie dalc.i wyruszyć, Z Bessarabii droga na Ukrainę, a tam
z kwestyą polską trzebaby było się spotkaO! Anglia ])odala
więc myśl wyprawy do Krymn, aby zająć Sebaslopol i znisz-
ozyó flotę rosyjską, która ztamtąd zagrażała Stambułowi.
„Zamoyski tę expedycyę potępiał, rozumiejąc dobrze, iż
sprzymierzeni dlatego idą do Krymu, ałiy nie iść do Polski.
Postanowił miau się do Omera i jego zachęcać do marszu
naprzód. Już też Omer wyprawił Sadyka z pułkiem kozaków
sułtaAskich do Maximeni (w Mołdawii) i oddał mu komendę
nad przednią strażą armii tureckiej, Ale Omer czuł się za
słabym, aby iść naprzód, i gdy sprzymierzeni zażądali jego
pomocy w lirymie,' tam znaczną część swego wojska wypra-
wił. Tyle jednak Zamoyski na nim uzyskał, że na przedsta-
wienie tureckiego wodza, Sułtan wydał trądu nakazujące for-
inacyę drugiego pułku kozaków sułtauskicb, który z samych
Polaków miał być złożony i pod komendą Zamoyskiego zo-
stawać.
„Polskich ochotników nie ttrakowalo. Znajdowali się na-
przód zpośród jeńców lub dezerterów rosyjskich, których
z Krymu odwożuno do ytiiiiibulii i rażeni z żołnierzami ro-
syjskimi miano icli odwozić do Korsyki. Zamoyski tyle je-
dnak wyjednał, że oddzielano od nich Polaków i jema ieh'J
oddawano. Przybywali także ochotnicy z cmigrapyi, kUryctl j
rząd turecki przyjmował i pod Warnij gromadził.
„Zamoyski otrzymawszy upoważnienie do forinowanin 'j
piiłka polskiego, wszystkich Polakt'iw śtńągnąl do Sznmii i
komendę i organizacyę powierzył Słnbickiemii. Atoli z Tur-
kami ekwipowanie pułku szło bardzo nierażuie. Każdy szcze-
gół potrzebny (konie, siodła, mundury, broń) trzeba było
z wielkim trudem w Seraskieracie zdobywać; ludzie i ofice-
rowie, już w znacznej ilości byli zebrani, a niczego, nawet I
żołdu, nie można aię było doprosili. Tyle tylko, że dawami
racye żywności; skończył się rok 1854, upłynęła zima i
wiosna 1855 r. , a forniacya nie postępowała. Zamoyski zje-
chał sam do Hznnili i ratując pułk z własnej kieszeni, bronił |
go od rozejścia swoją powagą i awansami które czynił.
„Przeciągała się wojna w Krymie. l'o zwycięstwie nad ]
Almą, sprzymierzeni rozpoczęli oblężenie Sebastopola, Przy-
szło do kilku krawych utarczek z Rosyanami, w których. ,
Anglicy (mianowicie pod Bałakławą) bardzo mocno ucierpieli.
Armia angielska (której w Krymie nie było więcej nad
30,000) prędko stopniała. Rząd angielski nie mając włas^
nego gotowego żołnierza, począł w całej Europie werbować
ochotników. Podsunięto w Londyoie myśl, że możnaby użyć
Polaków. Lord Palmerston napisał o tern do Zamoyskiego i
zawezwał go do Londynu, aby się z nim porozumieć.
„W polowie 1855 roku, Zamoyski wybrał się do Anglii,
W przejeździe przez Paryż był u Napoleona, który go mo-
cno zachęcał, aby wszedł w stosunek z rządem angielskim.
Cesarz Francuzów zmęczony był już wojną, a raczej fałszy-
wym jej kierunkiem. Utrzymanie armii pod Sebastopoiem
kosztowało ogromne summy; prócz zwykłego budżetu, trzeba
było zaciągnąć trzy pożyczki: 300 mil., 500 mil. i 750 mi-
lionów. Trzecia pożyczka szła już mulej raźnie. Napoleon
oświadczył, że trudno mu wymagać uowych ofiar od narodu,
jeżeli Bię aie postawi takiego dla wojuy celu, któryby Fran-
cuzów inóg-1 zentnzyazinował;. Proponował więc : albo gra-
nice Renu, dla Francyi, albo odbudowanie Polski, Pod temi
warunkami pr^yNtawał na dalszą kampanię. Granice Renu
Palmerston odrzucił natychmiast; eo do odbudowania Fohki,
odpowiedział, ie tak daleki cci mnsiałby przerazić Anglików,
którzy zajdą i dalej niż inni, byleby icU nie zniechęcać na
początku. Ze zresztą ogłaszać odbudowanie Polski jako cel
wojny, w chwili, gdy armie sprzymierzone są tak daleko od
Polski, bylobyto tej ostatniej oddać najgorszą usługę, bo rząd
rosyjski nie omieszkałby wywieźć wgląb Rosyi wszystkich
celuiejszych Polaków. Proponował, po zajęciu Sebastopola,
na rok przyszły zdobycie Kronstadu."
,,0d tej thwiii Napoleon był już zdecydowany na za-
warcie pokoju z Ilosyą, i po śmierci Mikołaja poeząt porozu-
miewać się przez posła saskiego Seebacha z Aleksandrem U.
Ale przypuszczając, ie jeżeli Rosya nie ustąpi, trzeba będzie
wyjść z Krymu i ruszyć na północ i zawadzić o ziemie pol-
skie, rad był, że legie polskie formować się będą i że ta
forniacya wciągnie Anglię do śmielszej wojny. Przypuszczał
też, że ona da do myślenia Rosyi, że ją uczyni sklonniejszą
do zgody, i dlatego nakłaniał Zamoyskiego, aby przyjął co-
kolwiek mu dadzą Anglicy, a reszty, czegoby nie dostawało,
sprzymierzeni i wojna dostarczą."
„Anglicy przelękli się zrazu formacyi polskiej. „Wy nas
skompromitujecie wobec Rosyi" — mówili, chociaż z Rosyą
byli w wdjnie. Dłużej trzech miesięcy trwały układy w Lon-
dynie z Lordem Panmure, ministrem wojny. Pieniędzy ofia-
rowali liojuie, żołd angielski (1 szył. dziennie ua żołnierza) i
oprócz tego 5 Ł. hounty każdemu ochotnikowi. Zamoyski przy-
jąć tego uie chciał, mówiąc, że tworzy wojsko dla przyszłego
rządu polskiego, który me mógłby tak drogo opłacać żoł-
nierza; zato domagał się ehoi^ągwi polskiej, komendy, mun-
durów narodowych etc. Przed tem znowu Anglicy się cofali,
odmawiając każdej rzeczy polskiej, choćby tylko orzełków
polskich na gnzikacb. Nareszcie w grudniu 1855 r. stanęło
50
na tem, te ma stanąć dywizya polska, imiennie do kozakóip^'
snłtańskioh należąca, ale na żołdzie i pod rozkazami Angli-
ków, a broni i mundurów miała Francya dostarczyć. Byłato
męc legia sprzymierzonych. Posłani do Szumli jen. Breański
i pułk. Kamieński, jeden nad piechotą, drugi nad jazdą ob-
jęli komendę. Ludzi było już około 1500."
„Wielokrotnie jenerałowie francuscy zapytywali podczas
wojny Zamoyskiego, dlaczego nie idzie do Krymu? „Wy-
ście tam poszli, odpowiedział, aby Polski uniknąć; jakże
ja mogę iść tam!" „Masz racyę (mówili na to), ale na rok
przyszły jak z Krymem skończymy, trzeba będzie ruszać do
Kijowa, a wtedy wy, co dzisiaj stoicie w tyle, pójdziecie
naprzód, przed nami."
Ale Kalinka? cóż w tem wszystkiem Kalinka? O nim
niema tu wzmianki, bo to on sam pisał (jako informacye do
roli Sadyka Baszy w tej sprawie i jego stosunku do forma-
cyi Zamoyskiego, na prośbę niżej podpisanego kiedy ten po
śmierci Michała Czajkowskiego pisał o nim artykuł). Opo-
wiadał zaś o sobie tak mało zawsze, tak nie miał na to czasu,
i mówił tylko o rzeczach które za ważniejsze uważał, że z jego
ust nie mam o nim z tych czasów szczegółów żadnych.
Krasiński kiedy opowiada jak Zamoyski uderzony był
kijem przy wejściu do kościoła na pogrzebie Mickiewicza,
dodaje w liście następnym (do Sołtana CCXIV Pzegląd Pol-
„8ki Styczeń 1877 str. 16): „Kalinkę, sekretarza Jenerała,
^niezmiernie zdolnego młodzieńca, w tych dniach nowy napa-
stnik w głowę uderzył." Czy go Krasiński znał i sam przez
się o jego zdolności mógł sądzić ? W każdym razie późniejsze
to już, powojenne czasy.
Za tego pobytu w Turcyi poczęły się nie starania
jeszcze, ale pierwsza myśl późniejszych starań o nawrócenie
Bułgarów. Oddawna już uwaga księcia Adama zwrócona
była na Słowiańszczyznę turecką; oddawna jego agenci sie-
dzieli tam i śledzili usposobienie tych ludów i postępy ro-
syjskiej między nimi propagandy; oddawna książę zwracał
uwagę państw zachodnich na ten element kwestyi wschód-
Si
M
r »y
Ij niu
niej. On lepiej od własnych ambasadorów w Stambule nmial
otwierać oczy francuskim i angielskim dyplomatom, tłóma-
czyć im, że kiedy myślą tylko o napadzie flot i wojsk ro-
syjskich na Konstantynopol, spuszczają z oka ten proces
rozsadzania Tnrcyi od wewnątrz, który Rosya prowadzi cicho
ale nieustannie; lepiej od ambasadorów wiedział, co te ludy
myślą, co się między niemi dnieje, i dostarczał informacyl
gabinetom, które siipremacyę rosyjską na wschodzie uważały
za klęskę dla siebie. Ale bylyto ostrzeżenia i zabiegi czysto
polityczne: śledaenie i krzyżowanie działań rosyjskich poży-
teczne, ale oczywiście slahe i nieznaczue w porównaniu ze
środkami, jakiem! rozporządzała Rosya. Gzem możnaby jej
zagrodzić drogę do jądra tych krajów i serca tych ludów?
gdzie znaleśd silną tamę, któraby jej wpływ odepchnęła?
Sienawiść Turków, nadzieja wyswobodzenia, podobieństwo
.języka, jedność wiary, wszystko pclia Słowian południowych
ręce Rosyi, która te ręce z anielskim uśmiechem otwiera,
fak się raz w nie rzucą, uśmiech się zmieni, i wtedy Buł-
garzy, Serbowie, wszyscy inni, poznają po czasie co to Ro-
sya: ale dziś próino mówić i ostrzegać, mnszą jej wierzyć
muszą iść na jej lep!
Ale gdyby mieli inną wiarę? gdyby byli jak niegdyś
.tolikami? w takim razie nabyliby innego daclia, wy-
obodziloby się od Rosyi ich sumienie, ich wiarę, ich du-
szę, a wtedy ich wola stałaby się także inną jak wola Ro-
syi, osobną, samoistną, o świat zachodni opartą i ku niemu
zwróconą. Ale czy to możebne! Wieki tradycyi religijnej i
narodowej, wieki rosyjskich zabiegów i darów, umyaly ciemne,
znajomości świata żadnej. I kto się do tego weźmie, kto po-
prze? kto dostarczy środków? kto choćby zrozumić że to
potrzebne? Trzebaby dla takiej myśli pozyskać Papieża i
Sułtana, rząd francuski i bułgarskich pasterzy! A gdyby i to
zrobić się dało, to wtedy dopiero pytanie, czy ten lud od
ieków syzmatycki zechce odstać od tej wiary, do której
iubI być przywiązany? Wprawdzie patryarchat grecki i du-
lowieństwo tak go cisną i gnębią, w takiej u niego są nie-
4*
nawiści, ie o tę nienawiść dałoby się mnie jakie dzialaaiol
zahaczyć; ale gdyby nawet, to czy o wierze rzymskiej dadzą 1
sobie mówić? Chyba gdyby obrządek wschodni zachował im
w całości to, do czego są przywiązani i przyzwyczajeni...
chyba gdyby Unia, niegdyś w Polsce wynaleziona, wprowa-
dzona, niedość utrwalona, a dziś przez Rosyę tępiona, tutaj
puściła nową latorośl na chwałę Boga, zbawienie dusz, roz-
^jzerzenie Kościoła i... zaszachowanie Rosyi!
Takie pytania Bławaty w głowie Kalinki i Zamoyskiego
podczas tego w Torcyi pohytn, a w lat parę później pewien
odłam bnłgarskiego ludu okazał skłonność do połączenia się
z Kościołem. Tm-cya nie miała nic przeciw temu, poselstwo
Irancnskie wzięło tych ludzi w opiekę (choć nieurzędowniel,
Pius IS witał ich, jak niegdyś Klemens VIII Rusinów; i zro-
bił się ten początek Unii bnłgarskiej, za którym poszły pa-
rafie, szkoły, miesye, dwa obrządki zakonu Zmartwychwstań-
ców: około wiary i Kośckiła, około prawdziwej niepodległo-
ści słowiańskiego ludu i jego prawdziwej eywilizacyi polska '
zasługa, a zasługa podobno głównie Kalinki, przynajmniej
zasługa pomysłu i inicyatywy. Dziś ta Bnlgarya, w malej
tylko części katolicka, przecież jest tamą na drodze Rosyi
do panowania nad światem. Kto wić, czy ta jej obecna rola,
ta oznaka przyszłej, daj Boże, samodzielności Słowian połud- i
niowych, nie jest skutkiem i nagrodą owych starań, Bożego
nad dobrą myślą i dobrym zami<irem błogosławieństwa.
Po wojnie przyszedł kongres paryski. Zdarza i powta-
rza się to często, że kiedy z dwóch sprzymierzeńców jeden i
nie chce w obronie wspólnego interesa i celu iść tak daleko,
działać tak stanowczo jak drugi, ten drugi pozostały znie-
chęca si^ do niego, a nabiera jakiegoś pociągu do tego, '
który przed chwilą był nieprzyjacielem. Kiedy Cesarz po-
miarkowal, że Anglia zabawiwszy go obleganiem Sebasto-
pola, chce jeszcze bawić obleganiem Kronsztadu, a o woj-
nie prawdziwej i skutecznej nie myśli, zaprzestał wojny, ale ,
nie mogąc Rosyi uczynić nieszkodliwą, chciał ją uczynić s
bie przyjazną, i poczęły się te dobre stosunki , które z cza- I
aem doszły we Francji do ostatDiego zaślepienia, do bałwo-
cliwalatwa Rosyi. Zwrot ten w polityce Cesarza, i pokój pa
ryski, byl oczywiście lila polityki polskiej bolesną przegraną,
klfjską, i zapewne na długo. Należało wszakże zawód teo
znieść, upokorzenia i gniewu nie dać po sobie poznać, i czekać
cierpliwie sposobnycli okoliczności. Tak rozumiała położenie
i swój obowiązek jedna część emigracyi — szkoda, że nie
tak drnga.
Nikt już dziś nie wić — prócz tycb, co pamiętają, bo
doznali — jakie wrażenie ówczesny pokój zrobił na umysły i
na serca polskie. Przeszliśmy od tego czasu o tyłe gorsze
2e tamto się zatarło, ałe można twierdzić, że od kampanii
rosyjskiej Napoleona I, nie doświadczyliśmy takiego za-
wodu, jak ten rosyjski pokój Napoleona III. W nadzieję naj-
bliższą, najpewniejszą, uderzył gromi Rosya zwyciężona i
zdawało się tak już blizka wymiaru boskiej i ludzkiej spra-
wiedliwości, wstawała znowu obłudnie cicba, ałe pewna sie-
bie i urągająca, a Francya przed Polakami spuszczała oczy
ze wstydu, ałe do tamtych wyciągała rękę. A więc i to za-
wiodło ! a więc nigdy nie będzie końca i nigdy zwycięstwa,
które tym ra/em tak było blizkie! Zawód całej Polaki, dla
emigracyi, dla tej jej części do której należał Kalinka, był
prawie rozpaczą i wstrząśnieniem najglębszem, najbołeśniej-
szem, jakiego ci ludzie aż dotąd doznali.
Wszystko zawiodło! Cóż zostaje? Nic: na świecie nic,
tylko własna miłość Ojczyzny, i Bóg! i z tego trzeba wszystko
stworzyf. Z zawodu i rozpaczy wstaje ta miłość i ślubuje
wszystko znieść, wszystko zrobić, wszystko pokonać i po-
prawić, co tylko zdoła; i wstaje myśl, że ofiarą złegn w so-
bie, zwycięstwem nad sobą, trzeba Boga przejednai' i ubła-
gać. Dokonywa się i wzmaga zwrot religijny, niemal mi-
styczny, dążący do poprawienia i podniesienia Polski, za-
czynający od poprawy i podniesienia siebie; zwrot, który
porwał i Kalinkę także, ale nie jego jednego tylko.
Sposobne okoliczności! jakie i kiedy? Czekać cierpli-
! Jak długo? Nie hyłoto łatwo na tn się rezygnować.
Ó4
ale było potrzebnie , skoro było oczywistem , że w polityce
zagranicznej niema nateraz nic do roboty. Nie idzie zatem,
żeby nie było do roboty nic zgoła. Takie chwile i lata spo-
kojn są właśnie sposobne i doskonałe na to, by stan we-^
wnętrzny naprawiać, podnosić, pozbywać się tego co do-
świadczenie wskazało jako złe, nabywać sił, i w okoliczno-
ściach sprzyjających (kiedy się zdarzą) wystąpić z pewną
mocą.
Jaki jest stan Polski? w różnych* jej częściach i pod
różnemi względami? Trudności i niebezpieczeństwa pocho-
dzące od rządów, i te które leżą w nas samych ? Jak postę-
pują z nami i jak my przeciw temu postępowaniu działamy?
czy mamy rozum i oświatę? czy mamy rozum polityczny?
czy mamy w charakterze statek dla siebie, a powagę i god-
ność wobec rządów? czy mamy dbałość i gospodarność w rze-
czach ekonomicznych? jakie są nasze skłonności, popędy,
instynkta i upodobania w życiu politycznem jak prywatnem,
w literaturze, w sztuce ? jakie nasze książki i dzienniki ? czy
i o ile to wszystko jest u nas siłą albo słabością? Gdyby
te wszystkie pytania roztrząsnąć, ten stan wewnętrzny Polski
zbadać i jej pokazać, moźeby to się przydało i wyszło na
dobre. W każdym razie zrobiłby się porządny inwentarz tego
co jest, porządny obrachunek, a od tego zawsze musi się
zacząć wszelka poprawa, w interesach czy w sumieniu. Ta*
kie rozmowy, takie dochodzenia nad polską naturą, do któ-
rych każdy przynosił swoje spostrzeżenia i doświadczenia,
w tej myśli i nadziei, żeby dojść do psychologicznej i pato*
logicznej znajomości narodu, toczyły się często, długo, zawsze^
między towarzyszami wygnania i pracy, zbliżonymi do siebie
wiekiem, przekonaniami i przyjaźnią, między którymi dwóch
odznaczało się i górowało zdolnością: Julian Klaczko i Ka^
linka. Takie myśli i słowa stały się w niedługim czasie i
czynem. Pokój paryski odbył się w roku 1856, w r. 1867
zaczęły wychodzić Wiadomości Polskie.
-i^liie-
m.
Przez cza3 wojuy Wschodniej wychodził mały dzienoi-
;, w dwuuastce, służący interesom formaeyi legionów pol-
skich, utrzymywany przez Zamoyskiego (nie bez subwencyi
aDgielskiej), zapełniony rzeczami wojskowemi, a uzupełniony
wyciągami z dzienników krajowych; nosił nazwę Wiadomo-
ści Pohkich. Wydawał go relix Wrotnowski, Litwin, dyrek-
tor Biblioteki Polskiej. Do Biblioteki, w której on panowi
jako dyrektor, przychodził Klaczko, zajęty wtedy zamierzo-
ną Historyą Poezyi polskiej i robiący do niej przedwstęp-
ne przygotowania, przychodzi! i Kalinka, po powrocie ze
Wschodu, zabierający się także do pisania Hintoryi Emigracyi,
Tą pracą zajęty i zastanawiający się coraz głębiej nad naturą
i loRcni narodu, zaczął dostrzegać i uwagę Klaczki zwracać
na to, że złe, jakie oba widzieli w Emig;racyi, nie było
jej właściwością i nie od niej się zaczęło, ale ie byio
odziedziczonem po długiem paśmie pokoleń i dziejów. Z tych
rozmów, z tych nawzajem sobie udzielanych spostrzeżeń,
zrobiło się nareszcie zupełne między nimi zbliżenie, a jego
pierwszym objawem i skutkiem, był pomysł wspólnego stu-
dyum psychologii narodu polskiego, w różnych lepszych i gor-
szych, dawnych i dzisiejszych typach, jego skłonności i na-
tury. Zi^ętego literackiemi kwestyami Klaczkę, Kalinka na-
mawiał i wciągał do prac praktycznych, publicystycznych i
politycznych; przekonywał, że i z krajem i z zagranicą jest
coś do zrobienia, ale pracować nad niemi trzeba bezpośrednio
i bez wytchnienia. Rfi^mowy talciej treści jak wyżej wspomoiano i
toczyły się między nimi bez wytchnienia. Aż pewnego dnia —
opowiadamy to wszystko prawie dosłownie z listów i słów
Slaczki — Kalinka sam zafrasowany, zafrasował i jego
pytaniem, co się stanie z Wrotuowskim ? Z formacyą ustały
i angielskie subsydya, z temi ustanie i Jego dzienniczek, a
wjego dochodach będzie to ubytek bardzo dotkliwy. Czyby nie
można coś takiego wynaleźć, coby i jego los zabezpieczyło
i ogółowi się przydała? czyby nie można rozwinąć jego łWa-
domości na pismo znaczące i pożyteczne? „Wystawię Księciu
„pożytek takiego pisma, mimo upadku nadziei wojennych.
„Ale trzeba to robić ostrożnie, bo Wrotnowski nas nie lubi,
„naszych przekonań nie podziela" (byl trochę Towiańezykiem
i miał ukryty pociąg do Towarzystwa Demokratycznego) „a
„podejrzliwy jest." Zaprosili Wrotnowskiego z sobą na ex-
knrsyę do St, Germain, wytlómaczyli pożytek takiego pisma,
zachęcili żeby objął redakcyę, pomoc ciągłą przyrzekli, i
Wrotnowski dał się nakłonić. Dał się nakłonić (choć nie bez
trudu) i Książę, którego otoczenie nie bardzo im sprzy-
jało, a nie było w Paryżu Zamoyskiego, któryby wpływem
swoim pomagał. Stanął wreszcie układ : koszta wydawnictwa,
o ile nie pokryte prenumeratą, miał ponosić Książę; redak-
cyę obejmował Wrotnowski, i ou jeden za wynagrodzeniem;
Kalinka i Klaczko pisywali zadarmo. CzęMą materyalną i
drukarską zajmował się chętnie i gorliwie Januszkiewicz,
który i do narad redakcyjnych, przez to do dyrekcyi pisma,
czynnie należał. Zamoyski zdaleka zachęcał i przyklaskiwał;
dodawała odwagi i ufności swojem współczuciem szlachetnem
i rozumiiem, swoją przyjaźnią, księżna Marcelina Czartoryska,
której dom byl pod względem towarzyskim i umysłowym pocie-
iihą i rozrywką, główną kwaterą redakcyi i jej przyjaciół. „Oto
„szkielet pierwszego zawiązania się naszej spółki," mówi
Klaczko (List z Rzymu 9 uiurca 1887)').
') Oprdcz Wiadomości, wydała fa Spółka Relaci/e Nuncyiiszóie,
Pamiętniki Kr^yssiofn Itu<iziiviłia, księcia Adama Żywot
Przy okazyi wytJaiiia Wiadovmeci pod tytułem Roczni-
ków Polskich w r. 1867, /.dając z nich siirawę w tymsaniyni
Przeglądzie (w lipcu 1H68), mówiliśmy o uith to, co dziś
jeezcze przekonaniu iiaBneniu zupełnie i Dajścidlej ndpowiadfi.
Dlatego nie waliamy sig powtórzyć tu całycli ustciiów z rze-
czonego artykułu, tern bardziej, że w swoim czasie liardzo
mało a dziś wcale nieznany, będzie on prawie nowym, a
dziś niemniej moie jak wtedy poti-zebnym i usprawiedli-
wionym.
„ Wiadomości nie byty dziennikiem w śeislem słowa
znaczeniu; nie były nim nie dlatego tylko, że nie co dnia
lecz raz na tydzień wychodziły, ale więcej dlatego, że zało-
żeniem i treścią swoją rńiniły się wielce od tego, co zazwy-
czaj rozumiemy pr^ez dziennik. Wydawane w samem cen-
trum współczesnej polityki i historyi, nie trudnią się prze-
cież wcale bie^cą polityką; o wypadkach nawet wainych
nie wspominają ani słowem, jeżeli te wypadki nie mają
wpływu na sprawę polską; o wypadkacli potocznych, codzien-
nych, nie mówią wcale. Stoją one w wielkim prądzie euro-
pejskiego życia i znać to na każdej ich karcie; ale na to
co się wokoło nich dzieje, patrzą o tyle tylko, o ile spodzie-
I wają się ztąd lub obawiają, dobrego lub złego wpływu na
polskę lub jej losy. Ale w Polsce zato nie trafi się ani jedno
Nienieeiiiicza, później zbiorowe wydanie Mickiewicza 1861
itd. Przedtem jeszcze, bo w styczniu rolni 1857, wydał
Kalinka w Dodatku do Ca^asu, pod pseudonymeni Broni-
sława Kamieńskiego, artykuł historyczny p. t. Negocijanje
ze S^wecy% o pokój 1651 — 1653. Prsi/<:zynek do hisidryi
Wojen Siwedikinh. Rozprawa ta, ciągnąca się przez trzy
zeszyty, opowiada dzieje kongresu w T^ubece, czyli starania
królowej Krystyny o przymierze z Rzpitą, udaremnione
nieszczcaną ze etrony polskiej niezręcznością, i niechęcią
króla zrzeczeniu eię pretensyi do korony szwedzkiej. Pi-
sany na podstawie i^ękopisów Biblioteki cesarskiej w Pa-
ryżu i wypisów przywiezionych przed laty z Hagi , przez
historyków bardzo ceniony, jest ten artykuł pierwszą ściśle
lii story czną pracą księdza Kalinki.
1
oici o niem ^H
choćby obojętne napozór zdarzenie, żeby Wtadomodei
nie wiedziały, żeby go nte oceniły w odnieHieniu do sprawy
nasz-ej, żeby nie Budziły jego poiytków lub nie jirzewidzialy
złych naiitępstw; nie zdarzy się ani jedna krzywda, ani jedno
prześladowanie o któieby się one nie upomniały, aui jeden
obowiązek któregoby nie wskazały, ani jedna dobra uposob-
DOŚĆ o którejby nie przeslrz-egly, Jeieli się stanie jakiei
małe zboczenie 7. drogi obowiązku, Jakaś płochość, jakaS ■
lekkomyślność, Wiadomoici zarax przywołują do porządka;
— jeżeli w dziennikarstwie, w literaturze, w życiu społecz-
nem lub nbyrznjnwem, objawi się jaki kierunek fałszywy i
niebezpieczny, WiadomoSei upominają zaraz i grożą skał-
kami, które bystro przewidzieć umieji^; —a kiedy im przyj-
dzie spotkać się z jakiem piibliczncm zgorszeniem, z grze-
chem obrażająeem polskie sumienie, z działaniem zgnbnem
dla tego odrodzenia narodu, dla którego pracują same i in-
nych do pracy chcą zaaglić, wtedy karcą i chloszczą tak,
ie napiętnowany przez nie kierunek lub człowiek, obronić się
nie może, a podnieść chyba tylko odmianą i poprawą.
„I tak przez lat cztery były Wiadomości jakżeby straż-
nicą polskich interesów i wewnętrznego życia Polski ; z my-
ślą wiernie w przyszłość zwróconą, wlepiły wzrok w teraź-
niejszość, i przypatrując się jej pilnie, bacznie, niezmordo-
wanie, przykładały do tej teraźniejszości miarę tej przyszłości
i nasze uczynki sądziły podług tego, czy one dla przyszłości,
narodu były zle lub dobre, czy ją budowały łub podkopy-
wały. Nie na jedną zaś część Polski, ani na dwie zwrócona
była uwaga Wiadomości , ale na całą dawną przestrzeń
Rzpltej; o częściach mówią one dla całego narodu i z myślą
o całości; wydają się jak majtek na najwyższym maszcie,
obejmujący cały widnokrąg morza dookoła i wyglądający na
wszystkie strony, zkąd idzie chmura, zkąd bnrza, zkąd się
snnie podejrzany korsarz lub nieprzyjacielska flaga powiewa
— wreszcie zkąd zerwie się ten wiatr i ten prąd , który
okręt do portu zapędzi. —^ Nie gazeta to więc, ale racaej
wszechstronny i zupełny obraz życia Polski przez ciąg waż-
nych bai-dzo lat czterech , obraz wiei'ny, i godzien , żeby na
niego popatrzeć.
„Zaczęły Wiadomości wychodzić w roku 1857, w rok
po pokoju parj-skim; w krótki czas po wojnie wchodniej i
po śmierci cesarza Mikołaja, a w chwili, kiedy potęga Fran-
cyi jaśniała najświetniejszym blaskiem, kiedy pod niesłycha-
nym w owej chwili urokiem polityki Napoleona III ludy i
rządy domyślały się czegoś więcej jak uroku, bo stateczności
niezłomnej, zamiarów oparlych n.i zasadzie, śmiałości czer-
panej w wielkich i szlachetnych zamysłach, i prawdy. Czul
wtedy każdy człowiek i każdy naród, jak i dziś cznje, że
Europa przyśpieszonym ruchem pędzi kii przeobrażeniu; fyłko
wówczas każdy sądził, że przeobrażenie to odbędzie się ra-
mieniem Franeyi, tej Francyi chrześciańskiej , cywilizowanej
i cywilizacyjnej, pod kierunkiem człowieka rozumiejącego
potrzeby wiekn, a wiedzącego, że świat wtedy tylko dojdzie
do porządku i pokoju, kiedy nie siła przed prawem, lecz
prawo będzie przed silą. Tak pojmowano w Europie Napo-
leona III: dlatego obawiało się go niejedno mocarstwo w En-
ropie, dlatego niejeden naród czekał od niego hasła i spo-
sołmości, jeśli nie mocy do oswobodzenia; — a dziś jeszcze
nie mo^,na zaprzeczyć, i,e trafnym był ten instynkt, który
przeczuwając konieczność zmiany międzynarodowych stosun-
ków w Europie, pragnął, żeby ta zmiana dokonała się pod
natchaieniem i kierunkiem Franeyi, a wyglądał jej od mo-
narchy, który nie mająo nic wspólnego z dawnym porząd-
kiem rzeczy, do nowego musiał zmierzać, żeby na nim oprzeó
panowanie swoje i swoich następców.
„Cóż w takich stosunkach miała robić Polska, której na
przetworzeniu karty Europy zależało i zależy najwięcej? jak
się miała zachować? czy stan jej wewnętrzny uprawniał ją
do nadziei, że w danym razie potrafi wpłynąć korzystnie na
swoje losy? a jeżeli nie, to jaką drogą, jakiemi sposoby dojść
może do tego stanu, który pozwala narodom objawić swoją
wolę i prze prowadzić ją? pytania te nasuwały się same nmy-
Błom myślącym i patryotyeznym, i oneto daty początek wy-
ilawnictwu o którem mówimy. Znać Polskę i dać jej posna6
siebie samą^ aieby mogła doktadaie obliczyć swoje duchowe
i materj'aine eily, aby się przekonała wiele i czego jej nie
dostuje do warunków odrodzenia, to byl środek — upominad
ją o poprawę i postęp, to byl cel pisma. W kraju przedsię-
wzięcie takie udać się nie mogło, uietylko ze względów cen-
zurowych i policyjnych, ale i dlatego, chociażby tamte nie
były istniały, że pismo krajowe wychodząc w jednej części
Polski, nie może tak dobrze i w każdej chwili objąć całości
— patrzy przeilewszystkiem na stosunki i potrzeby tej pro-
wincyi w której wychodzi, nie może zarówno strtedz inte-
resów wszystkich. Pismo emigracyjne jest pod tym wzglę-
dem w położeniu daleko korzystniejszem ; nie należąc do
żadnej wyłącznie prowincyi, łatwiej może zachować równo-
wagę pomiędzy wszystkiemi i miejscowe ich sprawy odno-
sić zawsze do szerokiej sprawy ogółu; jakkolwiek odda-
lone od kraju, może ono przecież swobodniej się znosić
z każdą jego częścią, uiż części te pomiędzy sobą; stoją
zai w samym środku europejskiego życia, musi korzystać
wiele z tego potężnego mcliu umysłowego, literackiego i po-
litycznego, jwśród którego żyje, a o kaidorazowym stosunku
sprawy polskiej do ogólnej europejskiej polityki, sądzić może
trafniej i % większą znajomością rzeczy, jak organa opinii
krajowej. To też w chwili, kiedy zdawało się, że wszystkie
wielkie bezprawia tego świata wejdą prędzej lub później
w bezpośrednią styczność z tą polityką, pismo takie, obej-
mujące ogól ziem polskich, wytykające słabe strony każdej
7, nich, i obliczające jak każda o B|)rawie ogóhiej pamięla i
o ile ją naprzód posuwa, mogło zdawać się potężnym i sku-
tecznym środkiem działania, a zatem pracą obowiązkową.
„Podjęło ją to grono ludzi, ktróre wyszedłszy na ttila-
«two po roku 1831, w miarę sił ubywających nowemi zasi-
lane, zawiedzione sto razy w nadziejach, pojone sto razy go-
ryczą, wśród Kawodów i porażek, wśród szyderstw i potwarzy,
nigdy na chwilę nie ustało w pracy, ale przez lat trzydzieści
bez wytchnienia pracowało ile mogło, „szukając nieprzyjaciół
nieprzyjacielowi awemn" — szukając ich w królewskicb pa-
łacach i w chacie półdzikiego Bułgara, w żołnierskich szere-
gach i w wielkich dziennikach francnskich tub angielskich,
w klasztornych celach i w parlamentach, nad Bosforem i nad
Sundem, wszędzie, ^zie ich się domyślać kazał ich interes
lub zacne uczucie.
„Nie możemy zapuszczać się w obszerne i szczegółowe
sprawozdanie. Cztery tomy rozpraw najrozmaitszej treści, a
po większej części krótkich, wymykają się, jak kaidy łatwo
pojmie, z pod azezegótowego rozbioru ; iść za redakcyą krok
w krok i każde jej alowo z osobna ważyć i sądzić, moinaby
jedynie w czterech Łomach równej niemal objętości; komen-
tarza takiego niktby nie chciał czytać, skoro za tensam czas
mógłby z prawdziwym pożytkiem i przyjemnością obeznat^
się z dziełem samem. Musimy zatem mówić o Wiadomościach
ogólnie, dzieląc co najwięcej traktowane w nich przedmioty
na pewne kategorye i pomijając {z żalem) wiele pięknych
i doskonałych prac, ogólny mieć tylko na uwadze kierunek.
„Rzeczą jest znaną i uznaną powszechnie, że pismo pe-
ryodyczne, choć z natury swojej najdalsze od tych utworów
Indzklego ducha, które zowiemy dziełami sztoki, może prze-
cież i powinno mieć swoją harmonię, swoją organiczną, i
jeżeli wolno powiedzieć, artystyczną całość. Im więcej tej
bamionii, tern lepszem będzie pismo. Nie polega ona oczy-
wiście w zewnętrznych zaletach , ani nawet w wewnętrznej
budowie i dobrej proporcyi pojedynczych części lub oddzia-
łów tego pisma, ale w tern raczej, żeby wszystko co pismo
to podaje, z jednej płynęło myśli i jednym duchem natchnione,
do jednego zmierzało celu. Cel praktyczny, tendeneya, jest
istotą każdego dziennika i racyą jego bytn; wszysiko, eo
z niego wychodzi i przez niego się rozchodzi, powinno słu-
żyć jednej zasadzie, dążyć w tynisamym kierunku, krzewić
tesame przekonania. Jak w wojnie żołnierz pieszy i ułan,
artylerzysta i inżynier, każdy inną bronią za lęsamą wałczy
sprawę i jak jeden drugiego wspiera, tak w piśmie, którego
idakcya nie jest przypadkowym zbiorem Inźnjeh indywi-
^nów, ale gronem Indzi przejętych jedną my6Ią, połączonych
jedną miłością i jedną zaB&dą, artyknłr polityczne, literackie,
obyczajowe, ekonomiczne, choć różne przedmiotem, zukresem
i sjKiBohem dzi^ania, działać przecież będą razem i każdy
pozna po nieb, że z jednego stanonigka pisane, na jeden i
tensam obrachowane eą skutek , że sobie wzajemnie poma-
cają, a wszystkie razem jedną popierają dążność i zasadę.
„Takiej harmonii, takiej zgodności i jednolitości iny&li,
przy wielkiej rozmaitości przedmiotów, są Wiadomości naj-
świetniejszym jaki znaray przykładem w dziennikarstwie,
nietylko polakiem, ale enropejskieni. Zaleta to dla publicy-
stów jwlskiełt (mówimy o znakomitycli) łatwiejsza do osiąg-
nięcia, niżeli illa innych: bo im cel większy, a im dalszy
także, im większe potrzeby, a im zadośćuczynienie trudniej-
sze, im gwałtowniejsze zte a im rzadsze i słabsze stwsołty
ratunku, tern teudencya owa występować musi energiczniej,
tem częściej. lem natjirczywiej. Dzienniki zagraniczne niogą
czasem wypocząć w otn-onie i dać spocząć czytelnikom; a
nas jest pericnlum in mora, u nas czego się dziś nie obroni,
z tem fntro trzeba pożegnać się nazawsze; a do tego nie o
tryumf stronnictw i doktryn u nas idzie , ale o esystencyę,
o przyszłość, o życie. W takich stosunkach to zbliżenie i ta
solidarność u piszących, ta jednolitość i zgodność w ich pracach
staje się pod naciskiem okoliczności łatwiejszą, niżby była
w szczęśliwsżem i>ołożeniu. Nie dziwujemy jej się też wcale,
ale tylko konstatujemy, że w całych tych czterech tomach
niema jednego, choćby najdrobniejszego artykułu, któryby
się wyłamywał z pod tej ogólnej harmonii, ktdryby w swoim
zakresie nie slnżyl do tegosamego celu, któryby nie był na-
tchniony tąsanią patryotyczną myślą; a czy oddają cześ<S
rzeszowskiemu włościaninowi Maciągowi i jego szlachetnym
zapisom dla młodzieży, czy piętnują ofiarę hr. Tyszkiewicza
dla cara, czy mówią o zabawach czy o korespoudeneyach
dzienników, o stosunkach kościelnych czy ekonomicznych, o
ulotnych pisemkach czy o najpoważniejszych dziełach, zawsze
do wszystkiego i wszystkich przykładają Wiadomości jedne
[ tęsamą miarę uiiytecznośei dla sprawy, a to jedno mając
criterivm, podług i]ieg:o bezstronnie, sine acceptione perso-
narum, ehwiilą, ganią i sądzą, i tego criterium trzymają się
wiernie przez lat eztery, nie zbaczając od niego aui na
«Iiwilę, ani na jeduc linię, tak, że istotnie zdawaćby się
mogło że wszystko co one zawierają wyszło z jednego
umysłu, 7. jednego serca, z pod jednej ręki; i nie wahamy
się powiedzieć, że niema w tycli czterecłi tomacb ani jednego
artykułu, choćby się w kilkunastu wierszach r-amykał, któ-
ryby nie niial takiej patryotycznej teudencyi i takiej patryo-
tycznej wartości.
„A teran wielkiemn i rzadkiemu uczuciu obowiązku,
które nigdy nie usypia i nie słabnie, towarzyszy równie
cenna i może równie rzadka znajomość Polski w najszerszem
tego słowa znaczeniu, to jest, znajomość jej wewnętrznego
i zewnętrznego stanu i jej interesu. Z pierwszej płyną wszystkie
rady, wszystkie nauki, upomnienia i nagany; z drugiej pew-
ne axiomata polityki polskiej, litórych się Wiadoiności trzy-
mają i które chcą wprowadzić w świadomość całego kraju.
„Z rokiem 1859 zmienia się stan rzeczy w Polsce, Owe
przeczucia o polityce napoleońskiej , o których mówiliśmy
wyiej, znajdują faktyczne potwierdzenie w wojnie włoskiej.
Wojna o niepodległość jednego narodu, wojna dla idei, krok
to zdawał się ogromny ku owemu przeobrażeniu Europy, ku
odrodzeniu jej w duchu sprawiedliwości. Musiała wojna ta
znaleść odgłos i w polskich sercach, musiała wydać się zwy-
cięstwem w zasadzie sprawy polskiej. Tak też pojmują ją
Wiadomoici, „Placem boju" mówią one w prześlicznym ar-
tykule o Wojnie Włoskiej, Jakkolwiek ciasne granice chciano
„i nmianolty tej wojnie nadawać, placem boju będisie zawsze
„wielki świat cbrześciański, i jeśli nie o ziemię, to o duszę
„Polaki zawsze ta wojna potrąci. Bo duszą Polski jest spra-
„wiedliwość i prawo; gdziekolwiek one stają do boju, duch
„Polski jest 7. nimi, i o nas choó bez nas głosi wszelka
„myśl szlachetna, wszelkie słowo twórcze, w paktach Europy
„objawione,"
fi
G4
„Ale obok tych korzyści jest i niebezpieczeństwo. Postęp
tak zoakomity, może umysłom lekkim a gorącym wydać się
zwycięstwem samem; gotowe one wziąć kwiat za dojrzały
b owoc i sięgnąć poń ręką nierozważną i pośpieszną, i zerwać
przed czasem to, co jest dopiero nadzieją, zawiązkiem owocu.
Fakta dowiodły, że niebezpieczeństwo to urojonem nie było,
a wpływ wojny włoskiej na spieszny rozwój wypadków
w Królestwie Polskiem był niezaprzeczony i każdemu z nas
znany z doświadczenia. Przed tem więc niebezpieczeństwem,
przed tem złudzeniem, przed tym pośpiechem przestrzegają
Wiadomości od tej chwili aż do końca swojego istnienia,
który przypada na koniec roku 1860. Wojna z Rosyą będzie
dopiero koroną dzieła, nagrodą trudu i wytrwałości; rachu-
nek z sobą, trzeźwe ocenienie własnych sił, przygotowanie
nie powstanie, myśl o sile, nie o wojnie, i wyrabianie tej siły
cierpliwością, rozumem, spokojem^ to obowiązek Polski. „Pa-
„miętajmy, że jeżeli Piemont teraz cały świat zajmuje, to dla-
„tego, że przez dziesięć lat sobą się tylko zajmował, kiedy
„świat zdawał się o nim zapominać, i że dopiero wskutek
„pielęgnowanej wewnątrz siły przyszła mu pomoc z zewnątrz."
W tym duchu przemawiają Wiadomości stale i niezmiennie,
a tem silniej, tem wymowniej, im groźniejszem stawało się
położenie, które zrazu przewidywane tylko nie wymagało nic
prócz przestrogi, a które później wyraźne i rzeczywiste, po-
trzebować zaczęło gróźb, próśb, zaklęć, dowodów, łez i gro-
mów. Coraz widoczniej bowiem rozchodzić się zaczęło dzia-
łanie Pdaków w dwa przeciwne kierunki. Jedni, licząc się
ściśle i trzeźwo z siłami, radzili czekać, czekać choćby naj-
dłużej, ażby Polska wzmogła się w sobie, a Rosya w skutku
sprawy wschodniej (lub innej) stanąć musiała do boju z całą
Europą; — drudzy, którzy rączy do czynu a pochopni do
władzy, wmawiali w siebie, że z dwudziestomiliouowego ludu
łatwo wyciągną milionową armię, i upojeni odurzającem farcb
da 86, które u Włochów nawet było tylko przechwałką nie
godną wielkiego narodu, przez konspiracye i organizacye
doprowadzili prosto do roku 1863 i jego skutków. Pierw-
sego kierunku uikt w całej Polsce nie broni! dKielniej ani
Tłdważniej, jak Wiadomości.
„Wierzą one, że odrodzenie Polski prayjśii moie tylko
przez wpływ i ponioe cywilizowanej Europy, na jej równie
jak na naszą korzyść; ałe widzą i uczą zarazem, że atau się
ono musi nie przez zewnęti^zne tylko działania, ale przez na-
Bzą własną pracę. Wlasnenii silami żaden naród podbity uie
Btoezy nigdy pomyślnej wojny z nieprzyjacielem, mającym na
rozkazy wszystkie środki uorganizowanego państwa ; ale żaden
też nie dźwignie się bez użycia sil wlasnyeli, a użyć ich może
wtedy dopiero, jeżeli je naprzód pomnoży i dobrze wyćwiczy.
Z tego stanowiska wychodząc, w interesie zmartwychwstania
Polski, uie przypuszczają Wiadomości powstań; bo wiedzą,
że gdzie niema armii ani skarbu, tam wojny zwycięskiej być
nie może ; wiedza , że koospiracye i organizacye dostar-
czają wielu wprawdzie jenerałów, ale nic dostarczają ani
jednego żołnierza, i że rewolucyjna propaganda może wy-
wołać rozmaite ruchy, ale nie ruchy powstańcze i narodowe.
Walczą więc z teoryą własnych sił naprzód, a nastęjmic;
z konspiracyą. ■Ziazti walka ta jest zaledwie przestrogą przed
złem nieprawdopodobnem, a w najgorszym razie dalekiem;
zaczynają artykuł z roku 1857 pod napisem: „Nasze zada-
nia i uchybienia"; ale niebawem zle się przybliża, niebez-
pieczeństwo przybiera kształty wyraźniejsze i rzeczywiatsze
rok IHb^ i wojna włoska jak z jednej strony działa dobro-
czynnie Ul niród i posielni na spnwę tak z drugiej |irzy-
nosi niel e?! lecznc zlul/en a i zgub e ubilowania. l'omiędzy
krajem a z igrinica zaczynają się coia/ częstsze stosunki,
przejazh polrozt, i tak znaiL. nissje z różnych emigra-
cyjnych uftcyn włcholzi i miiczkieni lozchodzą się po kraju
różne peryodyczne i uieperyodyczne pisemka, pełne odezw,
obietnic, nadziei i planów; młodzież tak zwana gorąca, coraz
gęściej pielgrzymuje do Paryża i Londynu, coraz nabożniej
słucha apostołów ruchu, proroków polskiego farA da se;
symptomy coraz częstsze i coraz groźniejsze; zachcianki po-
wstania, a raczej prowadzenia tego powstania, coraz widocz-
iiiejsze. Więc miałaiby Polska w chwili właśnie, gdy atai
Eurojiy coraz bardziej zbliża się do wielkiej katastrofy, w któ
rej ona odegrać nioie tak wielką i stanowczą rolę, w ebwili,
kiedy coraz bliżej do wielkiej wojny europejskiej, i do zba^
wienia, — powstaniem nieprzygotowanem, głąbem, tlluzyjnen]
Hama cofnąć i popsnć swoją sprawę? miałażby nie nauczona
(loświadezeniem z roku 1831, 1846 i 1848 nie wiedzieć, żt
chwilę swoją upatrywać powinna, i zrzec się dobrowolnie
tych warnuków zwycięstwa, które jej owa chwila, niedaleka,
z pewnością przyniesie? mialażby narazić się na to, że kied;
z czasem owa chwila nadejdzie, otia z niej skorzystać nit
'/.dola? Mieliżby jcj synowie Jesneze nie wiedzieć, że nie go
dzi się Polski na niepewne narażać, i że każde powstanie
nieudane, Jest nowym szczeblem nie z grobu, ale do grobu
że ducha nie budid, ale itabija; że siły marnuje, nie pomno'
?,a? Widząc sprawę na takiej pochyłości, rzucają się Wia
domoici do ratunku. Jakiej tylko broni nżyć może pisarz
taka tam jest użytą, ażeby bałamucących i obałamnconycl
zmusić do czekania. Rozumowanie i nczacie, zapał i arga
mentacya, prośba i dowcip, przykłady obcych i własne do-
świadczenie, ironia i zaklęcie, miłość i zgroza, wszystko tan
mówi: „czekać," a mówi tak wymownie, tak serdecznie, tab
rzewnie, tak strasznie, że dziś jeszcze, zwłaszcza dziś, sercf
się krwawi czytając.
„Jako ważny objaw ^yciaiducba publicznego w kraju
zajmuje dziennikarstwo polskie obszerne miejsce w Wia
domościach. Stanowisko Jego, pośrednie niejako pomięds}
polityką czynną a literaturą, działanie jego nieustanne po
tlobne do działania kropli wody na kamień, nadaje mu w ka2
dym razie wielkie znaczenie i wpływ, wedle ducha w jakim
działa, dobry lub szkodliwy. Tak jak dziennikarstwo sn
mienne, rozumne i patryotyczne, może w rozmaitych kieruii'
kach służyć sprawie publicznej; jak się mote przyczynić dc
wyrobienia i rozszerzenia zasad prawdziwej polityki narodo
wej; Jak może utrzymywać, krzepić i krzewić zdrową opinię
jak może swoim sposobem naprawiać uiejedno złe społecziu
lub niejedne towarzyskie Darowy i przywary; jak i
pośrednio wprawdzie ale nie bezskutecznie, popierać mote
rozwój dobrego sadu i dobrego smaku w raeozacL literatury
lub sztuki; tak znowu dziennikarstwo lekkomyślne i płoche,
albo pooblebiąiące , albo spekulacyjne, albo zawistne, może
wykrzywić pojęcia polityczne, bałamucić opinię, tumanić su-
mienia, literaturę fałszywym sądem prowadzić na fałszywa
drogi, słowem, przynosić narodowi nieobliczone i wielorakie
szkody. Daje też pismo emigracyjne pilną baczność na kra-
jowych BwoicL kolegów, a ilekroć zdarzy się któremu zbo-
czyć w jakimkolwiek kierunku, przeoczyć jaki obowiązek,
poUażać lub sprzyjać jakimkolwiek złym nałogom publicz-
ności, natychmiast, w imię dobra publicznego, przywołanym
zostaje do porządku. Niema w tem żadnej polemiki, a zby-
tecznie byłoby mówić, że niema współzawodnictwa z dzien-
nikami; są tylko sprawozdania, a gdzie potrzeba krytyka
ich kiemaku, przy zupełnem i sprawiedliwem uwzglęitnienin
tych trudności, z któremi łamać się muszą pisma wyciiodzące
pod surową i nieprzyjazną cenaurą.
„Jeżeli w polityce jeden głównie zarzut, w owym czasie
słuszny, robią Wiadomo^ dziennikom krajowym, zarzut
nieoględności, łatwowierności względem Rosyi, a niewytlóma-
czouej i nieroztropnej jakiejś niechęci do Zachodu, z którym
związek, jak zawsze, jest warunkiem utrzymania eywilizacyi
i tradyeyi narodowej, tak w przyszłości musi być warunkiem
i środkiem narodowego odrodzenia; to pod względem lite-
rackim, artystycznym, obyczajowym, zarzuty są o wiele licz-
niejsze. Spadają one na tych korespondentów zagrauicznycłi,
którzy albo bawią publiczność polską brukowemi plotkami,
albo wyrokują dogmatycznie o wielkiej polityce, którą znają
z kawiarni; — na korespondentów krajowych, którzy zamiast
<j moralnym, umysłowym, materyalnym stanie swojego po-
wiatu, zamiast o przebiegu sprawy włościańskiej, zamiast o
zasługach lub usterkach obywatelstwa, donoszą o balach i
kuligacb; — ■ na redakcye wreszcie (głównie ua redakcye
dzienników warszawskich), że schlebiają panującemu wówczas
delirium artigticum i same szczepią i ro/,no8Zą tę iiiebez
piecKtią chorobę. Na kieriiuek tak fałszywy obiirzii się w Wia
liomoiciach i polskie i artystyczne uczucie, i instynkt sztiik
i instynkt obowiązku. „Z tym fałszywym kierunkiem, niby
a naprawdę antiartyatycznym, z tą krytyką równie nieumie
jętną jak pozbawioną najczęściej nawet zdrowego w rzeczacl
sztuki instynktu, prowadzą Wiadomości systematyczną kampa
nię, w której liczne podjazdowe ntarczki grupują 6ię natnralnii
około walnej i stanowczej akcyi, którą jest najwięcej możi
znany i rozpowszecboiony artykuł o „Sztuce Polskiej." ')
„Krytyka literacka Wiadomości jeai tego rodzaju, ż(
z żyjących naszycb pisarzy-krytyków, dwóch tylko, p, Lneyai
Siemieuski i p. Małecki, stauąó może śmiało obok krytykóv
paryskiego pisma. Przyzna nam to kaidy, kto przeczyta roz
biór Krewnych Korzeniowskiego, Metamorfoz p. Kraezew
skiego lub Gladiatorów Lenartowicza. Co tam za głęboki
znajomość zadań i warnnków powieści lub poezyi; co za de
likatne ocenienie natury i właściwości kaidego z pisarzy; ot
za uznaniu zalet każdego utworu obok zawsze słusznych
nigdy uprzedzonych zarzutów! Ze stanowiska czysto-literac
kiego, jestto krytyka poważna, wysoka i uczona; ale że tak
jak poe?.ya i literatura w ogóle nie same tylko estetyczni
ma w Polsce zadania, tak krytyku nie same tylko arty
styczne wymagania stawiać może i powinna, więc ten jeszczi
wzgląd ważny podnieść nam wypada, ie krytyka Wiado
mości umić spełniać zarówno estetyczne jak i patryotyczm
swoje obowiązki, że ani jednych, ani drugich z oka nie spnsz
cza, że jednym jak drugim odpowiada w zupełności, i i.i
cokolwiek sądzi, sądzi zawsze z artystycznego lub nauko
wego, z obywatelskiego i polskiego stanowiska."
^J Niespodziewany i wielki postęp, jaki od tego czjtsu nasta
u nas w Sztuce, zaprzecza tylko przewidywaniom autor
pomionionego artykułu, ale nie znosi prawdy w jego poję
ciach czy o sztuce jako takiej, czy o jej stosunku do in
nych kierunków życia: ani świetności artykułu samego.
w streszczanie, a choćby tylko wymienienie celniej-
szycli artykniów, wdawać się tu Die możemy ; w przypiskach
podamy spis artykułów przez Kalinkę spisanyc}), tak jak on
sam w jednym exemp]arzn Roczników Polskich oznaczył.
Nie da się to wszakże zrobić z dokładnością zupełną , bo
artykuły WiadomoSci nie były podplsywnoe, a po latach wielu
pamięć najwierniejsza moie się w niejakim szczególe pomylić;
i sam świadek klasyczny w tej sprawie Kalinka, nie mógt być
pewnym, czy każdy (drobny i mniej ważny) artykuł właści-
wemu aulorowi przypisze. Co wszakże pewne, to, że prowa-
dzenie pisma spoczywało w wielkiej części na Kalince. On
nkladał numera, on wskazywał kwestye które powinny być
obrobione; ou upatrywał właściwych do ka;^dej kwestyi lu-
dzi; ou każdego autora pilnował żeby był gotów na czas.
Wszechstronności i żywotności pisma peryodycznego nikt le-
piej od niego uie umiał przestrzegać, nikt nie rozumiał lepiej
na czem ona zawisła.
Co dziwna, to że on, później tak niezmiernie czuły na
czystość języka i poprawność stylu, w łych latach znosił
jego potoezność zbyteczuą, powszedniość, prawie niedbałość,
które raziły wykwintny zmysł artystyczny Klaczki. Niezwykłą
swoją piękność pod tym względem zawdzięczały Wiadomości
temu, nie Kalince.
Z artykułów jego [ńóra spotykamy naprzód w pierw-
szym roku mały, ładny i mądry, o Zolach, Polaków na Za-
chód, bardzo znaczący jako pierwsza krytyka polskich opinij,
npodobań i zwyczajów, W emigracyi wywołał ou pewne zdzi-
wienie i wrażenie, ale nie niekorzystne. Gniewano się trochę,
ale czytano i zastiiuawiann się więcej. Uwaga była zwrócona
na pismo; utwierdziła ją doskonała, niebawem ogłoszona
druga praca Kalinki Liaty o Królestwie. Po tych Listach na-
stępuje znowu Kalinki mały artykuł o Naszych zadaniach
i uchybieniach i dalej jego zawsze Liaty o Rusi,
Rok pierwszy wiódł się szczęśliwie; zjednał pismu po-
wagę, a nawet pewną popularność w emigracji, Nie tyle
może skutkiem artykułów Kalinki, ile skutkiem świetnych.
olśniewającyeb artykulńw Kluczki, które podobały się bardjto,
zwłaszcza kiedy uderzały gwaltowuie, jak na Korzeniow-
skiego uaprzyklad, z powodu Krewnych. Ale ta wzictość nie
trwała długo; znikła ju* w drogim roku. Ten drugi zawiera-
więcej artykułów Kalinki. Rozpoczyna go Rząd Roayjaki
(podzielony na cztery rozdziały : o Radzie pańgtwa, o władzy
iniperatorskiej , o powodacli podniesienia sprawy włościań-
skiej i o polityce zagranicznej), a |)rawie zamyka drugi : Po-
lityka rnsyjaka w Polsce, obejmujący sprawy grninne, pod-
dai'icze, kościelne, i wreszcie stosunek narodu , rządu i sa-
mego Alesandra U do Polski. Między te zań dwa obszerne
i zasadnicze, historycznego nawet znaczenia i wagi, wcliodzi
liczba dość znaczna artykułów mniejszycłi na rozmiar, nie
zawsze mniej ważnych. Ładne wspomnienie pośmiertne Re-
szyda-Paszy szlaclietnego sprzymierzeńca: Przewodnik Polski
w Paryżu, który przyjezdnego a ciekawego clice uczyć, że
powinien poznać w Paryża nie to tylko co świetne, ale i to
co święte, żeby naśladował jak do domu wróci : a więc różnego
rodzaju zakłady uiifosicrne francuskie. I to był ten pierwszy
kamień obrazy, na któiym i)adła popalarność Wiadomoici.
Wiemy już, że redaktorowie usposobieni byli bardzo religij-
gijnie, a pod wrażeniem takiej przegranej, jak pokój paryski,
nieledwie mistycznie. Kalinka, coraz więcej przywiązany do
Kościoła, wtajemniczony (przez Francuzów takich jak ks.
Lescoeur i Horacy Delaroche) we wszystkie kierunki i dzieła
życia katolickiego, zdumiony i wzruszony niemi do głębi
duszy, napisał ten artykuł, który dał hasło i początek do
wielkiego krzyku oburzenia na Wiadomości, jako na organ
niegodziwy obskurantyzmu i jezuityzmu, dla ducha narodowego
wielce niebezjiieczny. Zbawiennem antidotum dla tego ducha,
którego pod złym wpływem nie godziło się zostawiać, miał
być postępowy Przegląd Rzeczy Polskich, pod redakcyą Se-
weryna El ża newskiego. A kiedy w rokii następnym Klaczko
ogłosił Katechizm Nierycerski, Wiadomoici zostały już ZU-
|ieinie wyklęte przez postępową i gorącą opinię.
Polska pod trzema oheemi rządami, która otwiera rocz-
nik trzeci, iiależy, zdaniem naszem, do oelDieJBzycłi piam
Kalinki, tak celaych, ie choć z jednego ustępu, z zakoń-
czenia chcemy czytelnikowi dać poznać ducha i rozum
Wiadomości, i tego artykułu, który dziś-jak wtedy powi-
nien być programem wszystkich i praktycznym poradnikiem
każdego.
„Do walki moralnej i duchowej, trzeba moraloego wy-
robienia i duchowej siły, i oc/.yBzezenia. Pierwszym do niej
warunkiem jest wzmocnienie w nas wiary religijnej, która
jako Boska, uzdalnia do wszystkiego eo wzninsle i zacne, i
stanowi nadto ceclię i moe narodowości naszej. Lecz dżwig-
nienie wiary bez gorliwego, przykładnego i oświeconego du-
chowieństwa, byłoby nader trudnera zadaniem. Ku utworze-
niu takowego, wszelkie krajowe starania zwrócić się powinny.
Niech zacniejsze, zamożniejsze w kraju rodziny nie skąpią
dla Kościoła synów swoicb, prawdziwe objawiających po-
wołanie, niecił z niem nie walczą, gdy się takowe okazuje;
niech im właściwej nauki w kraju lub za granicą dostar-
czają. Niech stan duchowny ujrzy się otoczony uszanowaniem,
ufnością jakie go w dawnych czadach wspierało, a to po-
parcie stanie się zachętą do przystępywania do tego4 stanu.
Poznańskie odznacza się światłem, gorliwem duchowieństwem,
które od mieszkańców doznaje poważania i pomocy. Niechże
ten przykład z jednej części kraju, i w innych naśladowanie
znajdzie.
„Dokładne i zdrowe pojęcie obowiązków szlachty i wła-
ścicieli polskich w stosunkach z ludem, jest dla sprawy ogól-
nej naj ważni ejszem zadaniem. Innego one są rodzaju tam,
gdzie lud już posiada ziemię i z zależności dawnych panów
zupełnie wyszedł; innego lam, gdzie dzieło nsamowoliiienia
w tym właśnie czasie jest do przeprowadzenia. Wszędzie
jednak taźsama myśl w postępowaniu przewodniczyć powinna,
że tylko w związkn z Indem wyi^sze społeczeńskie klasy
stanowią naród, lub utworzyć go mogą, i że tylko tam, jak
( widzimy w Anglii, niepodległość narodowa i prawdziwa
wolność nstaliły się, gdzie te wyższe klasy, gdzie szlachta,
obiony ludu i opielti nad nim nigdy się nie wyrzekły.
„Jednem z niebezpieczeństw istotnych, sprawie ogólnej
grożących, jest zprowincyonalizowanie rozerwanych części
dawnej całości. Jeżeli w myśli naszej zacierać się zacznie
pojęcie całej ojczyzny, jeżeli ona przestanie stawać nam
na oczy w wyraźnej postaci, a przeistoczy się tylko we wspom-
nienie, w marzenie wieszczów, w jakiś cień poetyczny: po-
zostając jeszcze Polakami, już dla Polski pracować przesta-
niem i dźwignąć jej nie zdołanjy. Skłonność do patryotyzmu
prowincyiinalnego, do działania może użytecznego, lecz oder-
wanego, zajmowanie się wylączue uiiejscowemi sprawami, a
■ ohojętność na potrzeby bratnich prowincyj, dają się w tym
czasie spostrzegać. Ta dążność upowszechniająca się, jest na-
stępstwem wyrobionego przekonania o niemożności podnie-
aienia jego mocy wewnętrznej i znaczenia, razem z ziemią,
z mieszkańcami, ze wszystkiemi żywotnemi i twórczemi sila-
mi. Jeżeli odstąpienie od dawniejszego kiernnkn, który tyle
nieszczęść na kraj sprowadził, jest wielce pocieszaj ącem, za-
pnszczenie się w drugi, bez żadnego oglądania się naokół,
nie jest także bez niebezpieczeństwa. Przestawszy być rewo-
lucyouistami, nie dobijajmy się o stanowisko, jakie Kurland-
czyki i Finlaudczyki w państwie rosyjskiem zajmują. Nie
myślmy o rewolucyi, myślmy zawsze o Polsce.
„Jednym ze skutków tego zatopienia się w patryotyzmie
prowincyonalnym, jest błędne pnjęcie sprawy ogólnej, a więc
mylenie się we wskazaniu najniebezpieczniejszego z jej
nieprzyjaciół. Kto utrzymał silne i czyste sumienie polskie,
tego instynkt zachowawczy ostrzega, że największe niebez-
pieczeństwo zawsze nam z północy zagraża. W narodowej
politycznej wierze, panslawizm jako herezyą na potępienie
skazać należy. Nie godzi się go nżywać nawet jako środka
do oddalonych a niepewnych celów. Kto się grzechem po-
sługuje, prędzej czy później sługą grzechu zostaje.
„Jeżeli nas zg^nbily an:ircliia, lenistwo, dworskość, jeżeli
póiniej chorobliwe rozmarzenie utrzymało nas w niemocy i
wyznio z hartn duszy, tylko przeciwne tym wadom przy-
mioty dźwignąć naród mogą. Serca nasze nie ostygły jeszcze,
lecz w uczuciach naszych naleiy pewny lad i sfornośii za-
prowadzić. Ezuciws/.y okiem na to, en się dzieje w Europie,
widzimy nie w jednym jej zakątku pewną dojrzałość poli-
tyczną, wiodącą do zhawiennej jedności. Dali jej nam świeży
przykład dawni holdownicy nasi, powołani przen Europę do
objawienia swych potrzeb i życzeń. Czyż Poldjia nie byłaby
zdolna takiej cnoty, na jaką się MuHnny i Woloszczyzua
zdobyły? Jednakże żąd;inie jednomyślności w dnisiejszym
Btanie narodu, byłoby tylko niepodobnem do umęczy wietnie-
nia marzeniem. Do porozumienia się i zgody trwalej, zwykle
dochodzi się po walce; zwycięstwo tej etronte zapewnione,
która większą działalność rozwinie, silniejszą organiitacyę
zaprowadzi, do więlcszej odwagi i wytrwałości zdolną będzie.
Do prowadzenia tej wałki, pozl)ycie się lenistwa, zachowanie
niepodległości, żadnemi podrzędnenii wpływami nie zachwia-
nej, jest koniecznym warunkiem.
„Pracy w żadnym zawodzie nie zaniedbujmy. Starania
około podniesienia bytu materyalnego kraju i pojedynczego
mienia pochwalajmy, wspierajmy i naśladujmy; lecz uważa-
żając poszukiwaną zamożność nie jako cel, lecz jako środek,
środek zapewniający niezależność osobistą i ułatwiający moż-
ność łożenia ofiar. Zbrójmy się w odwagę świadczenia prawdy
użytecznej zawsze i wszędzie, a więc w to rzadkie u nas
męstwo objanienia pi^zekonań przeciwnych hałaśliwym i łatwy
obieg zyskującym wyobrażeniom. Jeżeli jaką naukę za zgubną
uważamy, walczmy z nią bez złożenia broni.
„Nad miodem pokoleniem rozciągajmy straż pilną, wa-
lajmy na nie, zaklinajmy, aby w kraju uzdalniało się do
służby w sprawie narodowej; za krajem, aby miodem po-
chlebstwa zaprawn3'cli łakoci, często dziwnie ckliwych, do
ust nie przyjmowało i ponętę zdradnych nauk odpychało ze
wstrętem. Niech w kraju, w którym żyć jest pi'zeznaczoua,
zamiast oddawać się próżnowaniu lub wyłącznie zatrudnieniom
rolnym, młodzież garnie się do slnżliy publicznej, zachowując
zawsze i cz}'8tość wiary politycznej i godność inoialną. Niech
poprzednio nabywszy grantownego polekiegu wykształcenia,
tiaposabia się na zdolnycli sług kiajowycli, dla korzyści i
pomocy ziomków w obecnym czasie, a ua przyszłość dla
użytku wspólnej nam wszystkim ojczyzny. W stosunkach
z rządami kniju zachowujmy godność, zacność, bez nieuży-
tecznego ich drażnienia, ale też bez godzenia się i bratania
z nimi. Niech wiedzą, że ani uprzejmością jałową, ani do-
godnościami wyrządzauemi, aui laskami osobom pojedynczym
ćwiadczonemi, zjednać nas sobie nie potrafią.
„Tak wyrabiając się i kształcąc, taką drogę postępowa-
nia obrawszy, iizdulnim się na rycerzy do owego wielkiego
ducLowego bojn, który nam jedynie teraz dozwolony. A tak
bój ciągle, wylrwale prowadząc, zmusimy uawet nieprzyja-
ciół naszych do pami^>ci o nas, i w dogodnej porze podania
nam dłoni, a co najpewniejsza, chućl>y dla opuszczonych od
świata, wyblagamy sobie zacnemi czynami zmiłowanie Boże."
Kalinka snm cenił ten artykuł, nawet lubił kiedy ma
go było wspominać; kiedy znown Wyznanie Jereja — stresz-
czenie jakiejś rosyjskiej, bardzo zajmującej książki o schiz-
matyckiem dnchowieństwie, podobało mti się może z tych włas-
nych mniejszych prac najwięcej; ostatni ustęp tego artyknla
pisany był był przez Klaczkę. Klaczki także jest Sprawa wio-
ska i Opinia europejska i Konspiracifa i jawne działanie,
ale krótki a tak dowcijmy artykuł: Sofiści i młodzież za cza-
sów Sokratesa, i Pian konspiracyi i kadrów powstańczych,
są Kalinki.
W czwartym (ostatnim) rokn życia Wiadomości (1860)
wikłały się sprawy tak, ie wybór był coraz trudniejszy,
a czDJność coraz potrzebniejsza nad snmienianii i nad kro-
kami polskiemi. Wslad za wojną nioską poszła sprawa wła-
dzy świeckiej Fapieia, i razem działanie coraz śmielsze kon-
spiracyi polskiej. Porozumienie Francyi z Rosyą trwało: ale
(w jesieni) odbywał się zjazd trzech monarchów w Warsza-
wie. Położenie Galieyi zmieniało się przez dyplom cesarski
z październiku. Trzeba było wszystko mieć na oku, o wszyet-
; kiem wiedzieć, wszystkioli przestrzegać. Oto jak to ostatnie
I traktowane jest w Wiadomościach*):
„W powolanin zwiększonej Rady państwa (w lecie 1860)
widzą one krok do zmian korzystnych; dyplom piiżdzierniko-
wy wreszcie witają jako wielki zwrot polityczny, mogący zmie-
nić stanowczo politykę a nawet naturę Austryi i losy Galieyi.
Następuje potem dymisya hr. Gulucliowskiego; do władzy przy-
cbodzi pan Schmerlinfj i przynosi z sobą patent lutowy, ten
zar<)d sześcioletnich zatargów z Węgrami i niezadowolenia
wszystkich nieniemieekich krajów Austryi, powód ciężkiej nie-
■;mooy państwa. Zwrot ten oceniają Wiadomości ^aMa dlaAustryi
■aamej szkodliwy i niebezpieczny dla jej przyszłości, jako zly
idla Galieyi, ale niemniej zły dla monarchii ealej. W ogóle Wia-
hmoeci, ehoć nie oszczędzają dawnych austryackieh rządów
surowo sądzą politykę którą się one WKgiędem Galieyi
powodowały, przecież, w owym nawet czasie ziiehowują wi-
doczną i wielką różnicę pomiędzy Rosyą lab Prusami a Au-
Stryą. Nieprzyjaiń icb względem Austryi pochodzi z dawnych
krzywd Galieyi. ale nie jest zasadniczą aui nieubłaganą ; przed-
miotem jej są rządy, systemy, polityka, nie państwo samo.
W całych czterech tomach, obok wielu gorikich skarg na Au-
Btryę, niema ani jednego życzenia jej upadku lub osłabienia,
ft WiadomoSei snąć wiedziały, że ze wszystkich państw roz-
pbiorowych Austrya pierwsza będzie musiała wystąpić ze świę-
tego przymierza, i że Polacy w tejsamej eliwili przestaną
widzieć w niej nieprzyjaciela. Polityka więc tego pisma wzglę-
dem Austryi jest bardzo oględną, liardzo umiarkowaną, rze-
klibyśmy nicledwie życzliwą. Wyrzntów, skarg, nagan wiele,
ale nienawiści i zlej woli niema. Dyplom październikowy
przyjmują Wiadomoaci ze szczerą radością, widzą w nim
tryumf wolności i zapowiedź sprawiedliwości; patent lutowy
budzi w nich niepokój i niedowierzanie, ale nie wpływa to
na tę względność i umiarkowanie, które wzięły jakoby za
;:ulc sądów swoich o Austryi i austryackieh stosunkach, a
') „Roczniki Fnlskie," Przegląd Polski 1868.
która wztnag'a &ię i rodnie z każdym rokiem , w miarę jak
wypadki podkopywały absolutyzm w Anstryi, i jak slabn^
stopniowo dawny związek pomiędzy nią a Prasami i Roayą.
A jak na politykę rządu, tak też baczue zwracają oko Wia-
domoiei na zachowanie kraju, któremn świeże zmiany dawały
lub przynajmniej zapowiadały większą swobodę działania.
Z radością witają kai',dy objaw przebudzoneg^o dacba, a śle-
dzić w nieb można z zajęciem, jak inicyatywa kraju nieśmiała,
zrazu niepewna, ograniczona do małej liczby ladr.i, wzmaga
się coraz burdziej i na coraz donośuiejsze zdobywa się kroki.
Zrazu jak żeby na próbę czy istotnie opadły wody policyj-
nego potopu, wychodzi skromna prośba uczuiów akademii
krakowskiej o zaprowadzenie języka polskiego, i wraca
z mniej dobrą wieścią jak gołąb do arki Xoego (jesień 18ó!ł).
W kilka miesięcy później, zwołanie zwiększonej Rady pań-
stwa, daje już powód do inanitcstacyi szerszej i ogólniejszej;
adres do powołanych przez Cesarza trzech radcóiv z Gałlcyi,
oceniają Wladomoici jaku mądry i znaczący krok polityczny,
Wreszcie w jesieni 1860 r. nadaje Cesarz konstytucyę; z koń-
cem tegoż roku zbiera się cały kraj nie wcrfany przez nikogo,
i w akcie wielkiej stanowczości i powagi stawia program
swoich potrzeb i żądań, a w pierwszych dniach stycznia 1861
składa ten swój program u tronu i wypowiada w nim śmiało,
eo uważa za swoje prawo w monarchii. Adres ten hyl wy-
mownem zaprzeczeniem tego twierdzenia, więcej rozpowszech-
nionego jak uzasadnionego, jakoby w Gahcyi duch polski
słal>ł i obumierał. Pokazało się, ze skoro tyłko znalazł moż-
ność po temu, umiał się i silnie i roztropnie objawić. Pismo
paryskie oceniając ten adres, mówi, że „może to jest na-
„grodą daną Gałicyi za wszystko, co przed niedawnemi czasy
„ucierpiała, że mogła teraz wystąpić z aktem tak poważnym,
„jakiemu podobnego oddawna nie wydala Połska w niewoli;
„z jednym z tych rzadkich aktów, co zwracając na nas
„uwagę zagranicy, nie był zarazem gońcem nowego dla nas
„śmiertelnego ciosu." Adres ten jest zarazem ostatnim fak-
tem, jaki Wiadomości n Galicyi zapisują — początkom na-
szego iiycia sejmowego, walkom parlamentarny ni naszych
posłów w Reiellsracie już one nie lowarityszą; przed otwar-
ciem pierwszego sejmu lwowskiego, w oliwili właśnie, kiedy
prowincya nasza zaezęla grać rolę ważniejszą i ciekawszą,
i kiedy sąd Wiadomości mógł jej byii najpożyteczniejszym,
pismo to zakanaueni zostało w Prusiech , a straciwszy przez
to wstęp do jednego kąta polskiej ziemi który mu stał otwo-
rem, przestało wychodził;."
W sprawie władzy świeckiej — będzie to może dziwne
dla wielu, co je o moderantyzm oskarżają, oświadczają się
Wiadomości stanowczo za władzą świecką; artykuł Papiei
i Polska pisany był przez Kalinkę. Wreszcie, Polska w roku
1860, zamknięcie roku, jego polityczny obrachunek, a zara-
zem zamknięcie rocznika i pisma, jest wspólną pracą Klaczki
i Kalinki.
Czytelnicy Wiadomości znali nierównie więcej Klaczkę,
niż Kalinkę. Na artykuły tamtego rzucali się k największym
zapałem, tego czytali tylko z zajęoiem i uszanowaniem. Nic
dziwnego: Klaczko swoim talentem olśniewał i porywał, cza-
rował i wstrząsjił, działał nu uczucie, na fantazyę, na zmysł
artystyczny, nawet na zmysł sliiclin. Kalinka spokojniejszy,
cichszy, nigdy nerwowy, zawsze sobie równy, zawsze dosko-
nale poprawny, wielkim stylistą i wielkim artystą okazał się
dopioro w swoich dziełach historycznych. Tam aic dopiero
pokazało . że to łalent i pisarz inny, ale nie mniejszy od
Klaczki — i pisarz, na którego doskonałości nie tak bijącej
w oczy nie każdy i nie tak łatwo się pozna. W Wiadomo-
ściach niezrównana świetność Katechizmu Nie-Ri/cerskiego,
Krewnych, Gladiatorów, Sztuki Polskiej i podobnych, ćmiła
niezaprzeczoną wartość i doskonałość Polski pod trzema rzą-
dami. Ale pomimo większej świetności, Wiadomości bardziej
stały Kalinką niż Klaczką. Oba byli konieczni, oha (dosko-
nale z sobą zgodni) byli Wiadomościami; oba razem byli
tym wybornym rozumem i politycznym kierunkiem, tym traf-
nym zmysłem polskiego interesu i świętym instynktem pol-
. skiego honorn, który w ich piśmie świeci najezystszem, uaj-
jaśniejszem i^wiatlem. Ale Klaczko zajmował się Wiadomo-
ściami ogólnie, w Wiadovioaciach teiii, co do uiego bezpo-
średnio należało; Kalinka wszygtkiein. Wyjątkową świetność
wielu artykułów zawdzięczało pismo Klaczce; swoją wyjąt-
kową dziennikarską i ]iatryotyezną doskonałość, swoją wszech-
stronność, zawdzięczało Kalince.
Na zakończenie mała (smutna) anegdota. Kiedy Revne
des deux mondes miała pierwszy raz ogłosić pracę Klaczki
(Póhte Anonyme. Styczeń 1862), stary Buloz zdumiony pięk-
uością tego co przeczytał, pytał autora, czy był już w jakiem
piśmie. Tak: wydawał jedno pismo polskie. Et comhien aviez
voits d'abonnis?
— Cent.
— Cent milM diable!
— Non; Cent.
Że, prócz w Wielkopiilsce, wszędiiie były zakazane, to
prawda; to tei gdy i tam zakazał je rząd praski, musiały przestać
wychodzić. Ale że clioć zakazane w Królestwie i w Galicyi,
miały zawsze abonentów zamalo, to pewna, pomimo wszystkich
zakaz4^w zamało: i w Wielkopolsce, gdzie miały wstęp wolny,
i u nas, gdzie przecież zakazane rzeczy przekradać umiano.
Jak dalece były niezuane, jaka była obojętność na rzeczy
literackie i dla znakomitych w narodzie ludzi, można powziąć
ztąd, że kiedy Klaczko jako poseł, zabrał głos na sejmie we
Lwowie (w r. 1870), zdarzało się słyszeć wykrzykniki naiw-
nego ale gorszącego zdziwienia, że on mówi tak rozumnie
i tak piękną polszczyzną!
Były Wiadomości (w swoich małych rozmiarach) pis-
mem pod względem politycznym i literackim tak doskonałem,
jak przed niemi czy po nich nie widzimy, które z pism pol-
skich byłoby im równe, Ale były one i wielką w naszem
życiu nowością, wielkim nabytkiem i zwrotem. Znajomość i
czujną kontrolę siebie samych, one pierwsze tak wyraźnie,
tak silnie afflrmowaty jako postulat teraźniejszości i waru-
nek przyszłości : z Mickiewicza i Krasińskiego wzięły wznio-
sły, ohrześciański ideał Polski i Europy, a odrzuciły ideałi-
79
zowanie siebie samych; w polityce, jak w literaturze , dąże-
nie do ideału łączyły ze znajomością i z sądem rzeczywi-
stości; w jednej, jak w drugiej mówiły prawdę. Że się podobać
nie mogły, nic dziwnego ; że na najmędrsze rady ich rozumu
i najgorętsze zaklęcia ich miłości ojczyzny zatykano uszy,
to pokazało się w bliskiej po nich przyszłości. Nie przydały
się; miały garstkę wiernych i przywiązanych, co rozumieli
i słuchali, ogół dzielił się na takich co nie znali, takich co
nie dbali, i takich co się oburzali naiwnie lub szkalowali
przewrotnie. Już w tem dość dla redaktorów smutku, a to
tylko jeden z wielu. Czy domyślają się ci — bezmyślni albo
przewrotni — którzy na nich gromy swoje rzucali^ czy zdolni
byli pojąć, jaką przebywa mękę człowiek z sercem jak być
powinno, kiedy się spostrzega, że jego naród, który on
chciałby mieć najlepszym na świecie i uajpierwszym, nie jest
nietylko doskonałym, ale nawet tak szlachetnym, jak on so-
bie dotąd wyobrażał? że jego ojczyzna, którą kocha nad
wszystko w świecie, w przeszłości miała w sobie samej mnó-
stwo przyczyn swego upadku, dziś ma ich w sobie mnóstwo,
które jej dźwignąć się nie dają? Czy kto wić, jak się zmie-
nia świat, jak się dusza rozdziera, w chwili takiego odkry-
cia? Odradza się ona zapewne i hartuje, ale co przebywa,
co musi wytrzymać? a potem ten obowiązek powiedzenia
prawdy surowej, gorzkiej, bolesnej! kto był zmuszony dru-
giemu oznajmić nieszczęście, zadać mu cios w samo serce,
ten niech spróbuje wyobrazić sobie, ileto kosztuje powie-
dzieć swemu narodowi: nie jesteś tam gdzieś myślał, ale
dalej, bo nie jesteś taki, jak o sobie myślisz! Prześlado-
wanie, jakie się za tę otwartość znosi, jest niczem w porów-
naniu z tamtą boleścią, ale boli przecie i ono. A dopiero
strach o przyszłość, a zawód w najdroższych i pewnych pra-
wie nadziejach, jak pokój paryski trudno jest zliczyć,
trudno dziś odgadnąć, co przez te lat cztery wytrzymali wy-
dawcy Wiadomości.
Bo i dodatkowych przykrości nie brakło. Nieprzyjaciele
udaremniali robotę, szkalowali robotników ; swoi, nawet bliscy,
nie bronili i nie pomagali. W niewielkiej licnhie abouetitów
wielkopiilskich, gorliwych przyjaciół miały Wiadomości jesaoze
mniej. Z liczby najwierniej szych był Kajetan Morawski i Ta-
deusz Clilapowski. W Paiyiu samym, u najbliższych chłodna
obojętnośti albo otwarte wyrzekanie się Wiadomości i wszel-
kich spraw icb. Kaiąię Adam je cenił, chwalił w nich po-
prawność i czystość języka, ale goi-ącego poparcia nie dawał
pismu, choć na nie ło:iyl. Jego najbliiisse otoczenie trzymało
się jeszcze dalej ; serdecznym , gorącym stronnikiem i przy-
jacielem Wiadomości był w tern gronie ludzi jenerał Za-
moyski jeden, i druga jeszcze osoba, księ^ua Marcelina Czar-
toryska, która dzieliła wszy.stkie troski i dążenia redakcyi,
a nieraz opieką i przyjaźnią swoją umiała przynieść ulgę
w trudach i zmartwieniach.
Nie brakło krzyżów i cierni na tej drodze, a co po-
mogło znosić je tak wytrwale? właśnie to dziwne podnie-
sieaie serc, to idealne pojęcie slnżby, obowiązku, patryotyzmii,
które pod wpływem ostalnich zawodów (foszlo u nich do
swego szczytu. Wszysiko zle jakie mogło być w Polsce,
dawnej czy dzisiejszej, trzeba wyplewić z niej jak chwast
— ale najpierwej z siebie samych, bo inaczej nie można
drugich uczyć, ani od uicb żądać. A więc zmusić się do
cierpliwości, ho Polska była pojiędiiwa; do wytrwałości, bo
była niestała; do pokory, bo była zuchwała; do wyzucia się
z osobistości, bo ona miłością własną i obra^liwośeią nieraz
się gubiła.
„Słowo tylkn, to niai-na połowa
„Arcydzieł iycia. Modlitwa jedyna,
,Co godna Stwórcy, od Lymnu się wszczyna,
„Lecz nie zn.a nozuć i czyniSw rozdziału.
„Co w duszy nosi, to wciela pomaln
„W kształt dotykalny," •
a co w drugich chce poprawiać, to poprawia naprzód w so-
bie! Ofiara z miłości własnej, bezosobistość, to było hasło,
przykazanie, które Wiadomości stawiały naprzód sobie. Do
jakiego stopnia ona docbodzila, niech da miarę naslępnjący
szczegół, choć należący do lat cokolwiek późniejszych. Klaczko
napisi^ pierwszą swoją pracę po franciiskn, h Poetę Anonyme,
rewelacyę gieniuszu i poezyi Krasińskiego przed cudzoziem-
cami; przeznaczał ją do Rerue des deux viondes. Kalinka
wtedy przyszedł do niego i powiedział, że z tej pracy można
zrobić użytek daleko lepszy. On, Klaczko, pisarzem francus-
kim i tak nie będzie; cóż mu na tym artykule i na sławie
u obeych zależy! Ale gdyby tę pracę ustąpił któremu z Fran-
cuzów piszących o Polsce i za Polską, to ten Francuz od-
razu miałby zrobione stanowisko i sławę, i wtedy byłby nam
nierównie pożyteczniejszy. Klaczko przystał. Żal mn było
wyrzec się najpiękniejszej rzeczy jaką był dotąd napisał,
najpiękniejszej jaka była i jest o Krasiiiskim; ałe miłością
własną gubiła się Polska, oSara z miłości własnej będzie
poprawą, exj)iacyą — a więc dobrze, zgodził się. Na szcze-
ńcie dowiedział się o tym zamiarze Zygmunt Jordan; wpadi
w wielki gniew na te przesady, na te niepotrzebne mistyczne
ofiary, i kiedy sam nie zdołał tamtych przekonać, wytoczył
sprawę przed Zamoyskiego. Ten zmiarkował i wytłóraaczył
im, że ofiara zbyteczna, bo aiepotrzeboa; niezdrowa, bo szko-
dliwa; że sława, jaką tem pismem zrobi sobie u cudzoziem-
ców Klaczko , jest także korzyścią , i większą niżby przy-
niosła sława wielkodusznie darowana Francuzowi, Tej inter-
wencyi Jordana i Zamoyskiego zawdzięczamy, że jedna
z najpiękniejszych rzeczy jakie kto kiedy o poezyi polskiej
napisał, została własnością Polaka, i przez to, choć po fran-
cusku pisana, polskiej literatury. Ale teu fakt daje poznać
ten stan duszy, wzniosły a cokolwiek mistyczny, w jakim
oni żyli; daje też i miarę tej wysokości, do jakiej drugich
sa sobą ciągnęli. Wiadomości były doskonalem pismem, ale
były fenomenem i wyjątkiem zupełnym pod względem po-
jęcia, z jakiem redaktorowie przystępowali do dzieła. To była
służba Boża, to było powołanie obowiązujące do wyższej do-
skonalszej cnoty, prawie jak powołanie zakonne; kto tym
6
82
sposobem myśl Bożą, prawo Boże, sprawę Bożą, podejmował
się krzewić i w życie wprowadzać^ ten sam z siebie wszelki
stary kwas musiał wyrzueić. Kto dla swego dzieła chciał
I^żej pomocy^ ten musiał na nią zasłożyć; kto chciał pismem
robić dobrze a nie szkodzić, ten musiał prosić o światło , o
łaskę, o natchnienie. . . kiedy w ważnej jakiej kwestyi ważny
artykuł miał być napisany, redaktorowie nie zaczynali go
pisać inaczej, jak po spowiedzi i komunii — Było i jest wiele
pism sławniejszych od skromnych nieznanych Wiadomościy
ale wznioślejszego pojęcia publicystycznego zawodu i ot)o-
wiązku, enotliwszego jego pełnienia, nie było nigdy i niema.
•j— 7^4 — **
IV.
Wojna Krymska i pokój Paryski nie przyniosły żaduej
Łorzyści, sposobność oczekiwana od ćwierć wieka przeszła
bez skntku ! W gorżkiera rozczarowaniu Polski , a przede-
wBzystkiem emigraeyi, górowała nad innem! myśl, że powo-
dem tego złego obrotu spraw, była nieznajomość i niezrozu-
mienie rzeczy w gabinetach i w opinii Zachodu. G-dyby rząd
francuski wiedział lepiej, ile pokojowi świata zalety na tern,
żeity Rosyę odgi'odzić od niego czemś coby ją trzymało na
wodzy; gdyby francuski naród wiedział lepiej, jaka jest na-
tura i jakie działanie Rosyi, a jaki ucisk tam gdzie ona
panuje; gdyby ta opinia zrozumiała, ie ideału prawa i po-
koju, wolności i sprawiedliwości, do którego wtedy była
przywiązana, nie osiągnie bez złamania i upokorzenia tycłi
potęg, które się na bezprawiu i przemocy opierają; gdyby
ta opinia sama należycie dawała swemu przekonaniu i żą-
daniu wyraz energiczny, rząd francuski nie byłby mógł (jak
teraz świeżo na paryskim kongresie) na pierwsze słowo am-
basadora rosyjskiego udać, że zamyka oczy i ma za dobre
to co się dzieje, a za prawdę t» co mu mówią. Z tej niezna-
jomości i tego niezrozumienia wynika, że jak niegdyś za ks.
Talleyranda la question polonaise śtant de ło«tei la plus
eminemment enropńenne , tak dziś za Napoleona IH 1'inłeret
de la Frapce itant partout oH il'y a une cawse juaU st civi-
lisatTice — trzeba pozwolić Rosyi robić z Polską, co jej się
podoba !
G*
A kiedy nie wiedzą lab wiedzą nie dosyć, ie to jest
une cause jvste. civilisatrice i eminemment enropeenne, więc
trzeba icb o tern przekonać i to im przypominać, trzeba
działać na tę opinię, żeby nie powtórzyło aię raz jeszcze to,
co Bię już nieraz i jeazcze teraz stało.
Działać na opinit; Zachodu? Jak? przez dzienniki i
pisma codzień, przez parlamenty czasem. Tak robią wszyscy.
Rosya jedne dzienniki sama utrzymuje, a drugim się opłaca;
Włocby taksamo. Najgłośniejsze i najineskazitelniejsze organa
opinii stoją na żołdzie CaToara, a co najmniej przyjmują od
niego subwencyę ; i wszyscy tym sposobem (ale tylko tym)
dochodzą do pozyskania sobie opinii francuskiej, do wpływu
oa postanowienia francuskiego rządu. Jeżeli sprawa polska
ze swojemi zażaleniami i żądaniami , ma znaleźć posłuch i
narzucić się opinii Zacbodu, to musi wszystkim większym
dziennikom dostarczać primo częstych, ciągłych o sobie wia-
domości, aecundo pieniędzy. W tej mierze co Rosya albo
Wiochy, oczywiście dawać ich nie może: ale ile może dawać
musi, jeżeli chce stanąć i utrzymać się na porządku dziennym.
Z takiego rozumowania wynikła praca, którą nazywano
podówczas krótko Biurem. Bylato pewna liczba ludzi z róż-
nych części Polski, którzy rozumiejąc poftj^ższą potrzebę,
podejmowali się dostarczać wiadomości i korespondencyj, i
także dostarczać pieniędzy. Nie byloto bynajnmiej organiza-
cyą: żadnych przyrzeczeń, tem mniej przysiąg, żadnych roz-
kazów ani posłuszeństwa; żadnej propagandy ani werbowa-
nia. Stosunek paryskiego Biura do jego przyjaciół i pomoc-
ników w Polsce, stosunek tych do osób dających pieniądze,
opierał i ograniczał się jedynie na znajomości, ufności i do-
brej woli. Żadnego ukrywania czy nazwisk, czy robót, żad-
nego nawet zobowiązania co do cyfr. Każdy przysyłał tyle pie-
niędzy, ile ich zebrać potrafił, mniej czy więcej, nikt go o to
nie pytał. Nie byloto tembardziej konspiracyą. Wiadomości
dowodzą dostatecznie, że w tera gronie ludzi nie było nigdy
myśli ani zamiaru ruchawki, owszem był stanowczy przeciw
takiej polityce opór, tak silny, jak go nigdy przedtem nikt
i
^5
w Polsce nie widział. Jak wojna bez objekta do którego
zmierza, tak konspiracja nie może być bez jakiegoś faktu,
który chce wywołać. Tataj nie było ani tego, ani innych
nieodłącznych znamion, tajemnicy, organizacyi, posłuszeństwa
przynajmniej, jeżeli nie przysięgi i propagandy. Prawda, że
tak pojęta i założona rzecz, musiała być ograniczoną na małą
stosunkowo liczbę ludzi połączonych wzajemnem zaufaniem,
wspólnem przekonaniem, dobrą wolą i uczuciem obowiązku;
przy małej zaś liczbie ludzi, nie mogła liczyć na wielkie
środki działania. To też prawda : nie były one potężne. A jednak
wystarczały na to, żeby przez trzy lata opędzać bardzo
znaczne wydatki, i zdołały przez trzy lata sprawy polskie
narzucić opinii i uwadze świata i utrzymać je na porządku
dziennym, aż do chwili, kiedy je zepchnął i w zapomnieniu
pogrążył nieszczęśliwy spraw tych obrót, któremu już nie ci
ludzie byli winni.
Biuro miało bieżące codzienne czynności i ważniejsze
ogólne sprawy. Te ostatnie załatwiały się na tygodniowych
fiesyach (w środy) pod prezydencyą samego księcia Adama,
a po jego śmierci księcia Władysława. W tych uczestniczyli
ludzie, którzy swoją powagą i wpływem mieli wstęp zawsze
otwarty do sfer rządowych, parlamentarnych, literackich czy
dziennikarskich. Oprócz Księcia, jego synów i jenerała Za-
moyskiego, oprócz znakomitszych ludzi z kraju, o ile byli
w Paryżu, widziało się tam zawsze Teodora Morawskiego i
Barzykowskiego, Andrzeja Kożmiana, Ludwika Wołowskiego,
który jako Francuz, deputowany, członek Instytutu, pisarz,
miał stosunki bardzo rozległe we wszystkich sferach (nie
wyjmując nawet rządowych, choć należał do opozycyi). Ka-
linka i Klaczko liczyli się do młodszych w tem gronie, a kto
od nich był młodszy, ten się już nigdy prawie nie śmiał
odezwać. Francuzi, Delaroche albo Rayelet, zabierali głos
częściej, bo i śmielsi byli, i jako Francuzi miewali prawie
zawsze jakieś do Francuzów polecenia, z których musieli
zdawać sprawę; młodzież polska przysłuchiwała się cicho a
odzywała się chyba z konieczności albo zapytana. Przedmie-
tern takiej Besyi bywały wiadomości i korę spondeDcye, jakie
nadesEly w ciągu tygodnia z krają lub z różnych fltron
świata (najczęściej ze Stambułu i Bulgaryi); w razie po-
trzeby kroki, jakie w ich skutku należało przedsięwziąć, ia-
formacye, jakie należało podać do wiadomości rządu: wywo-
łanie w Ciele prawodawczem fraucusktem i w parlamencie
angielskim czy to interpellacyi, czy (gdyłiy się dało) wzmianki
o Polsce w adresie, i w dalsi^eni następstwie dyskusyi. Często
jakieś żądanie, zapytanie, objaśnienie do ministrów albo do
samego Cesarza: co ma być zrobionem, przez kogo, w jakiej
formie? Równie często lub częściej dyskusya nad tem, co
odpowiedzieć na jakieś przychodzące z krajti zapytanie Inb
żądanie; czy się da wykonać albo nie? czy (jeżeli żądano
rady) doradzać to lub owo jiostanowienie i postępowanie,
jak w skutku niespodziewanych jakich zmian i zajść zmie-
nić sposób postępowania... Po tygodniu każdy zdawał spra-
wę z tego co miał zrobić, a kaidy tydzień przynosił ro-
boty nowe.
Kiedy zaś na takiej sesyi uchwalono ogólny kierunek,
w jakim wobec danych faktów należało wpływać na dzien-
niki, to zastosowanie praktyczne i szczegółowe tego kierunkn
stawało się bieżącą codzienną czynnością dość licznych po-
mocników, Francuzów i Polaków, częścią płatnych, częśei%
ochotników, pod dozorem Kalinki.
W Bibliotece Polskiej — (na drugiem piętrze w domu
jenerała Zamoyskiego, na wyspie Św. Ludwika, quai d'Or-
Ićans, numer 6) — traeba było być codzień rano, mniejwię-
cej o lOtej. Dostawało się do roboty albo listy do pisania,
których treść zawsze była wskazana, albo do czytania listy
świeżo nadeszłe, z których należało wyciągnąć treść, a w waż-
niejszych razach robić wyciągi, albo wreszcie wszystkie dzien-
niki polskie do przejrzenia. Wszystko co one ciekawszego
i ważniejszego przynosiły, przesyłało się w krótkiem fran-
cnskiem streszczeniu redakcyoni zaprzyjaźnionych dzienni-
ków. Najczęściej trzeba było dla objaśnienia dodać mały ko-
mentarz do taktu lub stosunku , którego inaczej nie byłyby
d
zroznmiały. Jeżeli zaś chodziło o umieszczę nie dłuższego i
ważniejszego artykułu, natenczas inspirowało się Francuza,
który go miał pisać, obszernym, wyczerpującym wykładem
kwestyi. Pisarze takiego znaczenia, jak 8t. Marc Girardin,
Prśpost-Paradol, Forcade, sławny kronikarz Revue des deux
mondes, albo młody podówczas ałe juź głodny Mazade, od-
bierali takie inspiracye jak inni, z tą różnicą, że nie przy-
cliodzili po nie do Binra, tylko chodziło się do nich (naj-
częściej Klaczko). Kiedy kwestya była ważna i zawiła, wtedy
wykład taki podejmował Klaczko albo Kalinka; lżejsze i ła-
twe zdawano na młodszych. Praca nie była małą. Każdego
dnia przeciągała się lekko do drugiej lub trzeciej po połud-
niu, a w czasach gorętszych, kiedy wiadomości goniły jedne
za drugiemi, trwała często od rana do nocy. Przykr^yla się
niekiedy; byłoby się wolało zbijać bruki i przypatrywać się
Paryżowi, jak ślęczeć w dalekiej i nieświetnej części miasta
nad zadanem p&nsym: ale przykrzyły się ehwiłe tylko, a ca-
łość teg" życia była dziwnie szczęśliwa, a co dziwniejsza,
była powabna ; tęskniło się za tem życiem będąc daleko: bę-
dąc na miejscu używało się na nicm z przyjemnością, z ra-
dością, z obawą żeby nie uciekło; a w dalekiej przeszłości,
po długich latach jeszcze się je rzewnie i wdzięcznie wepo-
Wiele-bo rzeczy składało się na ten urok, Francya na-
przód, ta Francya zwycięska, i jak się zdawało niezwycię-
żona, która swoją sprawę widziała wszędzie, „gdzie Jeat
sprawa słaszaa i cywilizacyjna." Była jakaś nad światem
niebieska jasność nadziei, w której świetle wszystko wyda-
wało się wielkiem i uroczem. Francya bohaterską i apostol-
ską, żołnierską, świętą, i czarującą — Cesarz jakimś milczą-
cym księciem Oranii, któryby w awojem milczeniu roztropnie
a napewno przygotowywał Kepubiikę chrzęści a ńską Henryka
IV; każdy Francuz bratem, a francuski żołnierz najpiękniej-
szem boskiem stworzeniem, przeznaczonem na zwyciężenie
złego na świecie. W tera świetle nadziei ukazywały się także
wszystkie podejmowane prace, do których człowiek przywią-
I
sywai się gorąco, bo myślał ie się i one na cod zdadzą
ie coś z nich zostanie, a sam się czuł szczęśliwym że cłiot!
w najmniejszej, naj ostatniej szej części, przecież aię do tego
przyczynia; cznl się wprowadzonym między lycli, „w których
ionie" — jak mówi Aligier Krasińskiego — „przyszłość się
wypracowuje." Wreszcie doznawało się tam tego szczęścia,
które Giithe nazywał najwyższem na ziemi, „otoczenie szla-
„ehetnych umysłów." Wrażenie wyższości umysłowej i mo-
ralnej, jakie robiło to grono ludzi, było olśniewające, a za-
razem przywiązujące i budujące. Każdego z nich e osobna
widziało się nieskończenie od siebie niędrszym ; rozum wro-
dzony niepospolity widziało się bogatym w naukę i doświad-
czenie, panującym zarówno nad polityczneiiii jak naukowemi
kwestyami; znajomość Polaki historyczną i psychologiczną,
znajdowało sig taką, że każda prawie rozmowa otwierała nowe
widoki i zostawiała coś w głowie nazawsze. Te zaś inteligeu-
cye tak wysokie, tak wykształcone, podnosiły się dopiero do
wysokości imponującej przez niemniejszą godność charakterów,
przez zapał i poświęcenie dla swojej sprawy, preez ulióstwo
znoszone odważnie, chętnie, poprostu i wesoło. W każdym co-
dzieó odkrywało się coś nowego i zdumiewającego, nieznane
świetnoSci umysłu lub nieznane cnoty, a wszyscy razem stano-
wili taki zbiór światła i przykładów, wobec którego człowiek
czul się naprzód nieskończenie małym, a potem obowiązanym
z takich wzorów korzystać. Jedyny kłopot, to kiedy między
nimi zdarzały się różnice zdań. Który ma słuszność? a raczej
który może jej nie mieć, kiedy wszyscy tacy mądrzy? A
różnice takie oczywiście zdarzać się musiały. Kie trzeba so-
bie wyobrażać sielanki, bynajmniej. Natury bardzo rozmaite,
a wszystkie wybitne i silne, niektóre nerwowe i drażliwe
z urodzenia, drugie rozdrażnione wszystkiemi kolejami życia,
łączyły się w miłości swojej sprawy, w zrozumieniu jej po-
trzeb i w szacunku wzajemnym, ale się nieraz wzajemnie
niecierpliwiły, nawet odpychały. Stosunki codzienne były
z tego powodu każdemu z nich nieraz trudne; każdy musiał
zadawać sobie przymus, trzymać się na wodzy; tern pięk-
89
niejszy przez to był ten stosunek ufności, jedności; przyjaźni
zasadzonej na wyższych względach i potrzebach. Dziwnie
też wszyscy kazali się szanować i podziwiać. Że na księcia
Adama patrzało się z najgłębszą czcią, to prosta rzecz : był
w nim cały wiek historyi polskiej, wiek, którego wszystkie
bóle były w tej duszy i zostawiły w niej ślad, a ta summa
przebytych w życiu tak długiem kolei i zdobytych zasług
nadawała mu majestat, jakiemu równego w naszym wieku
nie miał żaden z Polaków. A do tego z całą żywością umy-
słu i gorącością uczuć pomimo lat dziewięćdziesięciu , miał
urok dobroci i uprzejmości wielkiej , obejście pełne życzli-
wości, łaskawe i ośmielające każdego. Jenerał Zamoyski
przez swoją intelligencyę wyjątkowo świetną, przez swoją
wspaniałą postać Łazarza, wiecznie cierpiący jak na mękach,
a wiecznie czynny bez wytchnienia, miał inny rodzaj uroku,
ale urok nie. mniejszy. Klaczko, autor tych wszystkich pism,
które się na pamięć prawie umiało a chowało w sercu jak
katechizm — rycerski i polityczny, kiedy czasem wpadł
w zapał lub w dobry humor i zaczął mówić... ale nie mówmy
o tych co żyją, kiedy na ich pochwały, dzięki Bogu, jeszcze
nie czas. Dlatego też nie zatrzymujemy się nad Leonem Zby-
szewskim, który przybył później, a jednem swojem pismem
(La Pologne et la cause de Vordre 1863J kazał się uważać
za pisarski i polityczny talent tej prawie siły, co Klaczko.
Niezwykłą, a pomimo despotycznego i szorstkiego tempera-
mentu, sympatyczną naturą był Zygmunt Jordan, którego
publiczne nieszczęścia i własne niepowodzenia w roku 1863
rychło potem wpędziły do grobu. Oficer świetny i tęgi, z wielką
podobno wojskową zdolnością, bardzo bystry i z dyploma-
tycznym nawet obrotnym rozumem, pełen honoru i godności,
zbyt dumny niekiedy, drażliwy często, usposobieniem swo-
jem czasem drugich gniewał, ale wartością swoją kazał się
zawsze wysoko cenić i szanować. Później także przybył, ale
znaczył między nimi bardzo wiele Bronisław Zaleski, i Hen-
ryk Wyziński, profesor uniwersytetu moskiewskiego. Umysł
miał bardzo niepospolity, serce bardzo szlachetne, a koniec
L
bardzo smutoy, w melancbolii , która się stała prawie obłą-
kaDiem i śmierci jego powodem. Najbardziej idealną duszą
młodzieńca i takąż intelligencyą , byf Horacy Deiaroclie ').
Jedao tylko było w uim zle, to taki zbytek dobrego, taka do
wszystkiego zdolność, że jednej górującej uie było, zdolnej
utwierdzić go w jeduem powolaoiu. Była taką wprawdzie
zdolnośu polityczna, stworzony byt na posła i mowiic: ale
przekotianianii złączony z generacyą roku 1830, osobistemi
stosunkami przywiązany do rodziny Orleańskiej, nieprzyja-
ciel zacięty wszelkiełi eezaryzmów, jak wszelkich głosowań
powszecbnycb, za cesarstwa do żadnej służby nie byłby wstą-
pił, nawet gdyby zdrowie zawsze złe było mu na to pozwo-
liło. Zamiłowanie i znajomość sztuki niial we krwi, jako syn
swego ojca a wnnk i prawnuk wszystkicb Yeriietów, a wy-
robił je do najdoskonalszego zuawstwa i smaku. Nikt nie
był wrażliwszym na piękność, nikt zdolniejszym wskazać ją
i określić. Ale pociąg i zapal był prawie większy do nauk,
filozoficznych i lekarakicb mianowicie. Do tego uzdolnienia
dodać jeszcze trzeba wiarę, pobożność i stałość religijnych
przekonań, jakich się u młodych w tym stopniu nie spotyka,
miłosierdzie najcichsze a najczynniejsze względem ubogich,
chorych, opuszczonych, nieszczęśliwych, i wielki wdzięk roz-
mowy i obejścia: a złoży się z tego istota ludzka rzadko
wyjątkowo piękna. A ten prawie ideał stawał się dopiero
ideałem przez to, że był prawie tyle Polakiem co Francu-
zem; że nie było nigdy cudzoziemca coby Polskę lepiej i
wyżej pojmował, bardziej do niej przylgnął, głętiiej rozumiał
ezem ona może być dla drugich, i jakimi drudzy mieliby być
względem niej. Z mnóstwem znajomości i stosunków, z do-
skonałą znajomością paryskiego gruntu, ze zmysłem prak-
tycznym większym niżby się zdawało, Delarocbe był w tych
robotach nieoceniony radą, pomocą, rozimiem i darem przy-
ciągania drugich. On uczył mlodycJi Francuzów co to Polska,
') Bliższa o jiim wiadomość w Pr;eglii<ł2ie Pulsi-im. C/.erwiec
1879.
J
on ich zupalał, z jego szkoły wyszli tacy, którzy zostali
wiernymi do śmierci. Taki byl naprzykład miody adwoka,t
Armand Ravelet (zmarły Jako redaktor Mondea), podówczas
najgorliwszy i naj zdolnie j sny z młodych autorów artykułów
i brosznr o sprawach polskich. Inny, obiecujący jako pisarz,
dnin talentu, dużo zapału, liyl Henryk Lasserre; ale natura
południowa, wrażliwa i namiętna, zapała była zdolniejsza
jak statku, i do przesady w zapale jak w oborzenin skłonna.
Jednak wytrwał i teu do r. 1863, i na wdzięczne wspomnie-
nie zasłużył, bo czasu ani trudu nie żałował, szczerze cłiciał
pomagać i służyć, i niejeden raz l)ardzo dobrze coś napisał.
Ci byli katolicy gorliwi, i z kilkoma innymi związali się
w bractwo pobożne, które się nazywało Oewre de St. 6'fi-
nidas, a Ka cel miało chwalić Pana Boga, dobrze czyniąo
Polsce. Ale byli i nie kalolicy wcale, jak stary p. Letelłier,
niegdyś bardzo głośny nawet dziennikarz, albo i podówczas
głośny i znaczący Elias Regnault, którzy chętnie le informa-
cye i inapiracye przyjmowali i wedle nich pisywali. Kiedy
zresztą o Francuzach mowa, to byłaby niedokładność i nie-
wdzięczność największa, gdyby się opuściło księd/.a Lescoenr,
autora dzieł tak znakomitych, że pisane w doraźnym prak-
tycznym celu, zostały jako żródla i podstawy do całego
okresu historyi l^ościoła w Polsce, Ale ksiądz Lescoeur nie
był jeden. Wpływ Moniaitmberta pierwszy zdaje się usposo-
bi! po polsku Oratoryanów, utwierdził zaś ten wpływ Za-
moyski, poczęśei Dełaroebe i . . . Kalinka. Ksiądz Gratry,
dwóch braci Perraud — (jeden zmarły, drugi obecnie Biskup
w Aiituu) — to były sprężyny tej akcyi, która nawet w lite-
raturze francuskiej i w kaznodziejstwie zostawiła piękne pom-
niki, pomniki zarazem tej wspólności i łączności francuskiego i
polskiego ducha, w któnj wtedy wierzono, za którą kiedyś
oby nie płakano, jak za dobruwołnie utraconem dobrem.
Sekretarzem biura i utrzymującym jego papiery był Ignacy
Plichta, syn sekretarza Rządu Narodowego w r. 1830, a przedtem
więźnia w Petropawłowskiej cytadelli, przyjaciel, a wiat parę
,niej szwagier Horacego Delarorbe. Jak ojciec był jedną
z wielkich powag emigraoyi, mtitka (Emilia z Pilcfaowskicb)
jedną l DaJBwiątobliwszych a zarazem najmilszych starych
niewiast, tak, te, każdy ją czcił i lg:nął do niej z jakiemś
synowskiem ncziiciem, tak syn w swoich mlodycli latach i
w ewoim rodzaju byl także doskonałością. Byl l)ardzo cichy
i skromoy, a bardzo rozumny i przenikliwy: zupełnie bez
żółci, nie ben attyckiej soli w dowcipie; pewny jak skala,
pracowity i pilny, jak rzadko bywa chtopiee z intellicencyą
i wyobraźnią żywą; w przyjaźni serdeczny i wierny, w przy-
wiązaniu oddany całą duszą; o swojej wartości nie wiedzący
wcale, a o sobie tak nie myślący, jak żeby go wcale nie
było na świecie; więcej jak szlachetny, bo w każdein nczn-
ciu i położeniu aż nadto prawie delikatny, pr/ytem pełen
życia i młodzieńczej wrażliwości, choć napozór bardzo spo-
kojny, był z urodzenia i z natury cnotliwy a przytem bardzo
miły, i im lepiej poznany, tem milszy. Zbyt często taki mło-
dzieniec doskonały nic dochodzi lat męskich ; i on umarł
młodo (w roku 1866) z gwałtownej jakiejś anginy, która
zrazu zdawała się nieznaezącym bólem gardła. Przywołany
(dla ostrożności tylko jak sądzono) lekarit, zbtadl i powie-
dział, że r^ecz skończona, niema ratunku, do 24 godzin
musi nmrzeć. Kie należą te szczegóły do naszego przedmiotu,
jednak niceh się godzi zapisać jeden, który rzuca niejakie
światło na te wybrane dusze i na te charaktery. Po takim
wyroku doktora trzeba było przygotować rodziców, oicnajmić
im, eo na nich w przeciągu tej doby spaść miało. Oboje my-
śleli, że syn jest tylko Irochg słaby. Ojca jakoś uwiadomili
w kilku razem: ale jak powiedzieć matce! Wtedy skazany
na śmierć syn oświadczył, że z jego ust ta prawda będzie
jej jeszcze najitnośniejszą i że on lepiej niż ktokolwiek po-
trafi ją uspokoić. Zostawiono ich samych, a po godzinie za-
stano rozmawiających o jego śmierci z takim spokojem i re-
zygnacyą, jak żeby chodziło o zwykłe rozstanie. Świadkowie
mówili, że to było coś tak wzniosłego i świętego, że zda-
wało się widzieć śvv. Augustyna z matką po tej ostatniej
rozmowie opowiedzianej w Konfessyach — z tą różnicą, że
I
nie matka syna,, ale syn matkę przygotowywał na swoją
śmierć i pocieszał.
A eói wśród nich Kalinka? Na pierwszy rzot oka nąj-
nmiej ze wszystkich zwracał uwagi. Nie rohil efiektti, wy-
dawał się takim jak wszyscy ludzie, a nawet może raczej
odpychał niż pociągał. Mały, w ruełiach nie /byt zgrabny,
później w sutannie miał i postawę lepszą i więcej fizyogno
mii. Na księdza ta głowa i postać miała duJio charakteru
nawet harmonię; jako świecki, w świeckiem ubraniu, z wą-
sami i bródką, wyglądał na niezupełnego księdza. Może
wodu ruchów i układu, może przestając wiele z pobożnymi
Francuzami, niechcący przejął od nich ten układ który mię-
dzy nimi zdarza się nierzadko, ale dość, że gdyby nie szpi-
czasta bródka, moinaby go było wziąć za zakrystyana. Spo-
sób mówienia powolny i aż nadto dobitny, z mimowoJnemi
ale zbytecznenii przyciskami na niektórych syllabach łub
słowach, dla uieprzyzwyczajonyeli był nieprzyjemny, a mło-
dych i pustych kusił do łatwego udawania. Do tego, każdego
świeżo przybyłego, a zwłaszcza młodego, bral zaraz na exa-
min: cbeiał przeniknąć jaki on jest i czy może z niego co
być, a ten exauiiD tern mniej się podobał, że bywał zwykłe
nieszczególnie zdany. Dopóki eliodztlo o rzeczy ogólne, du-
cha prowincyi iub niegodziwości rządn, odpowiedzi szły
gładko, a młodociana swada znajdowała pole do popisu. Ale
gdy pytania sięgały głębiej, do rzeczywistej znajomości stanu
kraju, do różnych szczegółów (podatkowych, szkolnych, ko-
ścielnych itd.), pokazywało się, że esanilnator znal przed-
miot daleko lepiej niż examiuowany, i następowało pewne
upokorzenie nie bardzo przyjemne. Prócz tego jeszcze badał
delikatnie i dyskretnie, ale dość stanowczo, religijne człowieka
usposobienie i przekonania, i bardzo prędko przenikał jego
słabości i wady; a tern wszystkiem obrażona osobista god-
ność młodzieńcza, zżymała się i pytała in pełto, ,,co jemu du
tego"? Dość, że zrazu Kalinka wydawał się ze wszystkich
najmniej uderzającym i najmniej sympatycznym. Ale kto po-
nżej i bliżej się rzeczom przypatrzył, u tego to wra-
żeuie zoiieniało się nieznacznie, z każdym dniem więcej, aż
po niedlng;ieni doświndcneniu i zastanowieniu, zamieniało się
w przekonanie, że właściwie wszystkie te roboty są na gło-
wie Kalinki, w jego ręku się skupiają i nu nim się opierają
jak na filarze trzymającym cale sklepienie. W pewnym szeze-
góJnym przymiocie czy darze, każdy z towarzyszy mógł być
świetniejszyrn od niego : ale iaden nie miał tyln przymiotów
naraz, i żaden lego daru żeby o wszystkiem wiedzieć,
wszystko prowadzić, nic nigdy z oka nie spuśeić. To, eo
miał do prowadzenia, nie było to ministeryum, ale w mniej-
szym zakresie było do tego podobne; a tym spiritus mo-
vens, który wszystko poruszał, sprawy rozpoczęte posuwał,
bral inieyatywę w tych które podjąć się dały, a wszystkie
do ryclilego i porządnego wykonania doprowadzał , był Ka-
linka. Z ludźmi bardzo uprzejmy i delikatny, nie przełożony
nad nimi i bez podwładnych, bez piawa rozkazywania, skoro
wszystko było służbą ochotniczą z dobrej woli, umiał przecie
wszystkich tak krótko trzymać, że go słuchali, tak doglądać
i pilnować, te zawsze mnsieli zrobić i na czas, to czego się
podjęli. Miał zaś ten dar szczęśliwy, że zawsze odgadł, kto
do czego może być właściwie i pożytecznie użytym. Ijudzie
są najrozmaitsi, a niebrak między nimi ograniczonych, tę-
pych, niezdatnych. Otóż dla Kalinki, nikt nie był niezdat^
nym; w głębi swego przekonania musiał wieln uważać za
tępych i ograniczonych, ałe nawet zupełnie głupiego nigdy
nie lekceważył, ho i najgluiiszy w i)ewnym razie do pew-
nego rodzaju roboty właściwie nżyty, może oddać Jakieś, cza-
sem niepoślednie usługi. Do tego umiał. Jak nikt drugi, ludzi
do roboty zaprzęgać. Jak on to robił? Bez kazań i morałów,
ale działał na nczucie obowiązku, na patryotyzm, na wstyd,
działa) na każdego inaczej, stosownie do Jego usposobienia,
ale na każdego temi środkami i na każdego swoim przykła-
dem. Fo krótkiej znajomości, po kilka rozmowach rozszerzał
się zakres widzenia, ukazywało się wyraźniej i liczniej
wszystko co zrohionem być musi, jeżeli Polska ma się dźwi-
gać; mierzyło się i liczyło się wszystkie stopnie upadku, a
im niiej się stało, tern się goręcej pragnęło i stateczniej Ślu-
bowało uie spocząć, iiie stanąć, p6ki się wszystkich sil nie
wyczerpie, ieby się choć trocLę wyżej wydobyć. Nikt nie
umiał jak on wziąć człowieka za łeb (żeby się rubasznie
wyrazić) i wy(iol)yć z niego wszystko, co ten człowiek przy
swoich zasobach rozumu i zdolności zrobić był zdolny. Umysł
połityczny przede wszy stkiem i do spraw politycznych głów-
nie wówczas zwrócony, obejmował równie dobrze i równie
żywo bral do serca wszystkie sprawy, pożytki i postępy nauk,
literatury, języka, nawet sztuki (choć w tej jednej jego zmysł
nie był tak bystry i trafny, jak w innych gałęziach cywili-
zacyi),
Nadewszystko zaś sprawy kościelne. Jakiemi drogami
i stopniami to postępowało, nie wiemy, ałe to pewna, że
w tych latach (1860) Kalinka byl nietylko najściślej prawo-
wierny i gorąco pobożny, ale liyl tak przywiązany (I(» Ko-
ścioła, jak świecki człowiek jest rzadko, a świecki Polak
jeszcze rzadziej. Powołanie duchowne , sądzę, że jeszcze
wtedy wyraźnie w jego sumieniu się nie stawiało, ale mu-
sialy już wtedy zjawiać się czasami pytania, czy nie byłoby
najlepiej zostać księdzem. Przyjaciół miał i kocliat wielu mię-
dzy świeckimi, ale zwierzał się i wywnętrzał, o sobie samym
mówił tylko księżom, u nich szukał rady w wątpliwościach
sumienia lub walkach zewnętrznego życia. Z ks. Kajsiewiczem
łączył go JQŻ wtedy stosunek bardzo ścisły wzajemnej przyjażui
i ufności, ale i pewnej uległości. Znakomitych duchownych fran-
cuskich szukał, znał, nie opuszczał ich kazań i konferencyj.
Do sakramentów uczęszczał pilnie — kto wić, czy nie jut
wtedy codziennie; przynajmniej w pńżniejszem życiu zdarzało
mu się mówić: „kto eodzieó łjywa n komunii Św. i odpra-
„wia godzinę medytacyj, ten musi skończyć na klasztorze."
Duszą jego prac, jak początkiem i końcem jego rozmów, był
Bóg i Jego służba, Kościół i jego miłość — służba ojczyzny
była foi-mą służenia Bogu, jej miłość częścią i stopniem Jego
miłości, częścią konieczną, która miała w sobie swój ceł, ale
nie była skończoną i z tym celem czemuś wyższemu służyła,
i o tyle była żywotna, niezwyciężona i nieśmiertelna, o ili
miłością Boga przejęta i prowadzona, z niej czerpiąca sil;
na wszystko, w niej miała pewną igłę njagnesową, pizy ktil
rej zbłądzić nie mogła. W tern gronie ludzi, do którego na
leżał, był Kalinka i jenerał Zamoyski skrajną prawicą ka
tolicką, jeżeli się tak można wyrazić. Nie było tam an
jedDCgo, któryby przeciw wierze czy Kościołowi byi w czen
wykroczył, i kiedy w Rzymie, ogółem wziąwszy, byli ni
zbyt dobrze widziani i uważani za cblodnyeh niepewnycl
katolików, i)ylato niesprawiedliwość pocbodząca z nieświado
mości, poniekąd może z tego zbyt częstego ii cudzoziemcóv
mniemania, że wszelkie działanie polskie musi być konspiraejj
nem i rewolucyjnem. Na dworze rzymskim zaś bywali zawszi
ludzie, starannie w tym błędzie utrzymywani przez intereso
wanych, i łatwowiernie poddający się temu błędowi; w owyr
czasie liył kardynał Antonelli. Co być mogło, to, że jedei
uważał Index za niepotrzebny, a drugi rząd papieski za nie
doskonały, lub podobnie; takie odstąpienia od rzymskici
przekonań być mogły, ważniejszyeb nie było. Nawet w spra
wie władzy świeckiej — a ta przecież artykułem wiary ni'
jest — WiadomoSci Stały szczerze i zupełnie na stanowiski
rzymskiem. Jakkolwiek bądź, ufność prawdziwą miał Rzys
tylko do Zamoyskiego, i do Kalinki, o którym (zapewn
przez księży polskicłi) już był coś wiedział.
Ustalony i rozpłomieniony w życiu duehownem, Kalinki
byt i w niem energiczny i wielorako czynny, wstępnie dzia
łający i organizujący, jak wszędzie. Cłiciat należeć do wazyst
kiego co należy do życia clirześciańskiego , i chciał, żeb;
wszystko co do tego życia należy, znajdowało się w życii
polskiem. Z lego popędu wyszła ta organizacya miłosierdzi:
i zaszczepienie jego praktyki wśród młodzieży polskiej, uczą
cej się lub bawiącej w Paryżu, polska kouferencya św. Win
eentego a Paulo. Cbrześeiański, ale i cywilizacyjny ceł i po
żytek tego Towarzystwa zbyt jest znany; w Polsce prawi
go wtedy nie było, prócz w Poznaniu. Zmusić młodycb Po
laków do odwiedzania cborycb i pocieszania nieszczęśli
■wycL; przerwać tyra widokiem oieustanDą admiracyę przepy-
chów Paryża; zbliżyć ich do różnych rodzajów materyalnego
i moralnego upudkii i skłonii: iuh do dźwigania upadłych, co
za anlidottim naprzód przeciw różnym niebezpieczeństwom
Paryża, co za możliwy dla ohn stron pożytek i co za po-
mnożenie zasobu polskich zasług, jeieli się ta praktyka mi-
łosierdzia rozejdzie, rozkrzewi po Polsce. I nie zawiódł się
Kalinka. W Paryżu wiele nieszczęśliwych rodzin polskich
znalazło pomoc, a nieraz odzyskało i cześć staraniem tej
konferencyi która do dziśdnia działać nie przestaje, a wielu
jej członków po powrocie zakładało nowe po miastach pol-
skich. Zakładał je i sam Kalinka, i jest niezawodnie jednym
z tych co do rozszerzenia Towarzystwa Św. Wincentego u
nas przyczynili się najwięcej.
Człowiek przyzwyczajony do bardzo czujnej kontroli
własnego sumienia, hamujący wszelkie poruszenie uczucia
gorszego, czy gniewn, czy złośliwości, czy miłości własnej,
dochodzi do takiej władzy nad swoją natnrą, że ją z cza-
sem przemienia, a przynajmniej przełamuje. Tak zaś trzyma
ją na wodzy, że ona występuje mało i mało daje się poznać.
Dlatego psychologiczny wizerunek Kalinki jest do zrobienia
bardzo trndny. Dwadzieścia kilka lat znajomości i przyjaźni,
mogły nie wystarczyć na to, by dać poznać jakie były jego
wady, a choćby jego słabości; chyba żeby za wadg i słabość
chcieć liczyć to, że lubił partyę wista z mężczyznami, a wie-
czorem przy herbacie rozmowę z paniami, którą on miał za
światową, a która zawsze do tego zmierzała, nieraz się i na
tern kończyła, że te panie miały coś przedsięwziąć, coś zro-
bić, coś sobie przyrzec... To pewna, że w tych latach
z gwałtownych uniesień i oburzeń Kalinki młodego, z na-
miętności i zarozumiałości Pęclawskiego nie zostało nic. Był
spokojny, łagodny i cierpliwy. Namiętność jeżeli się odzy-
wała, to w oburzeniu na rzeczy złe lub podłe, ale i wtedy
gniew ledwo wybuchnął, zaraz się musiał miarkować i wra-
cać pod posłuszeństwo. Z wrodzonych ludzkich skłonności,
najtrudniejszą do pzezwyciężenia musiała być dla niego
7
duma. Zkąd ten domysi? Ztąd, że zmusaanie się, przełamy-
wanie się do pokory było ustawiczne i było czasem aż wi-
doczne. W tem znak, że ze wszystkieb cnót ta muBiata być
najtrudniejsza, że ciągle nam siebie pod tym względem ob-
serwował, ćwiczył, cbciał przez zwyczaj dojść do pialityki,
przez praktykę przejąć się tą cnotą. Urazy i krzywdy — a
zdarzały mu się ciężkie i bolesne — zawsze darował, a od
pierwszej chwili znosił cierpliwie, nie dawał nic po sobie
poznać. Ale żal, gniew, oburzenie, odzywały się kiedy zo-
stawał sam, i szarpały go — wiemy to napewue — tak, że
wałki z sobą samym bywały bardzo ciężkie, a uspokojenie
się i przebaczenie bardzo trndnem uad sobą zwycięstwem.
Później, jnż w kapłańskim stanie, musiał się pod tym wzglę-
dem znacznie zmienić i uspokoić.
Stosunków szukał tylko z ludźmi o których przypusz-
czał, że mogą się na coś przydać, a przyjaźnił się tylko
z tymi, którzy tej nadziei nie zawiedli. Z tego wynikało, że
ciioć całą emigraeyę znal, a przynajmniej mógł znać i wi-
dział, to odwiedzał tylko takich pożytecznych , o innych nie
pytał. Figury i domy emigracyjne, nieraz bardzo nawet znane
i poszukiwane, dla niego były obce. Tylko w pojęciu tej po-
żyteczności był bardzo szeroki , i gdzie jakiś pierwiastek
dobrej woli zobaczył (miał zaś na to wzrok bardzo liystry),
łam starał się zaraz i najczęściej potralit za ten jeden włos
człowieka uchwycić, do roboty go wciągnąć, a w górę go
ciągnąć. Co w nim było zdumiewające dla tego kto się już
znać na nim nauczył, to znajomość natury polskiej we
wszystkich stopniach złego czy dobrego, i na wszystkich sta-
nowiskach. Z wrodzonej jakiejś intuicyi, z tej władzy odga-
dywania i przeczuwania, jaką miewa czasem miłość (i miłość
ojczyzny także), on zawsze każdy postępek zbiorowy czy oso-
bisty, w przeszłości czy teraźniejszości, umiał psychologicznemi
powodami objaśnić; w przyszłości nmiał prawie zawsze traf-
nie odgadnąć, jaki postępek będzie skutkiem danych i wi-
docznych psychologicznych powodów. Ten dar, fa znajomość,
to jedna z wielkich sil Kalinki jako historyka. Jedna z na-
czelnych zalet jego bistoryi. Jeżeli znajomoSć historyi ma
być politycznie skuteczną i pomocną, to musi Lislorya być
zarazem i psycłiologią narodu. Takich psychologów Polski,
jak Kalinka, mieliśmy bardzo niewieln, I wreszcie jedna
jeszcze własność którą się w nim odkrywało prędko, to in-
stynkt i znajomość polskiego interesu. On ]irzecznwal w enem
ten interes i gdzie le^y tak, jak niektórzy Indzie cznją, gdzie
pod ziemią kryje się zdrój wody ; on znal wszystkie jego
szkopuły i niebezpieezefistwa ; w każdym stosunku i położe-
niu wiedział jak, którym prądem, którym przesmykieni tę
biedną lódż puszczać, żeby się nie rozbiła, żeby w jakiejś
przystani spoczęła , żeby znalazła to co jej do dalszej , do
szczęśliwszej żeglugi potrzebno. Ten zmyel polskiego inte-
resu, który się dal poznać w Wiadomoiciach, później w dzie-
łach liistorycKnycli i wielokrotnie w galicyjskich sprawach
(choć ksiądz Kalinka do tych czynnie się nie mieszał), tensam
dawał się widzieć i w praktycznem d/.ialanin na emigracyi:
aż do ostatka, do roku 1863. Nie przekonał ani pokonał
strony przeciwnej, nie udaremnił jej polityki, nieszci^ęścia nie
odwrócił, ale był.
7, końcem lutego 1861 zaczęły się czasy najgorętszej
czynności Biura, jego usiłowań podwojonych w kierunkn
opinii francuskiej i w kierunku opinii polskiej, którą wypadło
ostrzegać, upominać, oświecać, nczyć, zaklinać wreszcie. Za-
częła się walkii, którą ta strona emigracyi prowadziła z dmgą
energicznie i sumiennie, i w której przegrała.
Doniesienia o pierwszych (lutowych) wypadkach w War-
szawie, zastały ją nieprzygotowaną, zaskoczyły, wydały się
istotnie czemś przypadkowem , nie obmyślanem, może szczę-
sliweni zrządzeniem. Te wypadki miały charakter tak wznio-
sły a pozór tak pomyślny, żs za pierwszem zdziwieniem
przyszło jakieś uniesienie, jakiś niby początek nadziei.
W pierwszej chwili zdawało się naprawdę , że moc cofa
się przed dobrą sprawą i prawem ; zakłopotanie i bezradność
ks. Gorczakowa, który rządy Warszawy zdawał na obywa-
teli, a pytał czego chcą od cesarza ; zachowanie się ludności
^
: powabne i zręczue razem, zdawało się znakiem zmiłowania
. Kiedy stary książę Adam ze Izami radości powta-
rzał: le retsort est brise — wierzyło się, że oq, co
znał tak doskonałe, mógł tloatrzegać trafnie, że coś się w niej
złamało: a kiedy wierzył że nadchodzi łepsza przyszłość i
rozjaśniał się nadzieją, myślało się, że za wiek cały cierpień
i zasług, Bóg przetl śmiercią mo^e nin dał tę pociechę do-
brego przeczucia. Naprawdę, z tem rozrzewnieniem i rozra-
dowaniem (które tak się pięknie odzywa w jego ostatniej
mowie w Towarzystwie Historycznem jj maja 1861), wyglą-
dał trochę na Symeona odchodzącego w pokoju, bo się do-
czekał Zbawienia świata. O tem nie pomyślało się pod pierw-
szeni wrażeniem, że nikt (a Polak może najtrudniej) długo
w usposobieniu wyjątkowo wzniosłem utrzymać się nie może,
a ie Roeya nadługo nie może być dobrą. Rychło też zaczęły
się rzeczy wikłać i krzywić: jedni zbaczali z drogi jasnej i
prostej, na której stać się zdawali: drudzy pokazali, że sprę-
żyna się nie złamała tylko ugięta, ale się zaraz (choć zrazu
ostrożnie) podniosła.
W tych wypadkach, jakie było stanowisko i dKialunie
Biura?
Pierwszem staraniem musiało być oczywiście to, żeby
w sporze między PoJsltą a Rosyą, opinia francnska, a pod
jej działaniem rząd, stanął po stronie Polski, nie Rosyi. To
jest jasne, i z tego powodu nikt zarzutu nie robił. Nie było
to latweui, bo cesarz miał i chciał koniecznie utrzymać do-
bre stosunki z Rosyą; przecież staranie było o tyle skutecz-
nem, ie oświadczyć się za Rosyą, a Polski się wyprzeć, rząd
francuski nie mógł, było niepodobieństwo moralne. Ileto ko-
sztowało zachodów, trudów i czasu, i jakie nastały gorące
czasy pracy dla Biura, to, równie jak przebieg jego starań i
stanowisko jego w każdej chwili tych wypadków aż do końca,
pokazałoby się z jego papierów, których obecnie niemamy pod
ręką. Jedno tylko wspomnieć musimy, jako należący koniecz-
nie do życia Kalinki szczegół. Mowa księcia Adama na po-
siedzeniu Towarzystwa Historycznego 3go maja 1861 r., ta
I
ostataia mowa Księcia, prawdziwie jak żeby jego pożegnanie
z Polską i dane jej ostatnie błogosławieństwo, a zarazem
doskonalą dla niej nauka i rada, byia w części redagowana
przez Kalinkę. Książę sam napisał cały jej szkic, a niektóre
wstępy sam wypracował, naprzyklad wspaniale zakończenie.
Ale go to pisanie męczyło i dlatego wyręczał się Kalinką
■w tej mierze, ie ten ustępy Środkowe na podstawie szkica
Księcia i pod jego dozorem wykończył. W dwa miesiące
p<)żniej książę Adam jnż dogorywał. Ostatni list, jaki w życin
napisał (drżącą ręką i bardzo krótki) byl do tego zaufanego,
wypróbowanego pomocnika i gorącego wielbiciela. Jego także
pomocy użył przy pisaniu swojej ostatniej woli, tego testa-
stamentu, który był ostatnim jego politycznym aktem, a miał
być programem i regułą postępowania dla politycznych przy-
jaciół i stronników, ubezpieczeniem ich kierunku i działania
na przyszłość. Książę częścią dyktował ten testament, czę-
ścią mówił co w nim stać miało, a napisane uslępy kazał
sobie czytać. Własnoręcznie mógł go już tylko podpisać.
Sniierć księcia była dla ICalinki ciosem bardzo bolesnym.
Nie przerwała ona przecież i nie zmieniła nic w czynnościach
Biura i w jego polityce.
Ale czy to wszystko było potrzebne i czy było rozum-
ne? Tak ludzie nieraz i pośród nas nawet pytają. Jedni
przypisują tym emigracyjnym zabiegom winę wypadków 18ti3,
i zwalają na tycli ludzi odpowiedzialność za ich następstwa;
drudzy wątpią, czy było już nie mądrze, ale poprostn słusz-
nie narzucać się państwom zacliodnim na nauczyciela i upor-
czywie ukazywać im ich interes tam, gdzie go same nie wi-
działy. A przecież one tylko mogły i miały prawo być sę-
dzią swojego interesu; przecież one muszą rozumieć go le-
piej niż my? i jeżeli one mówią (Franeya naprzyklad), że
Polska nic ich nie obchodzi, a Rosya nic im nie szkodzi,
owszem wielce im jest potrzebna i miła, to darmo, możemy
łego żałować ale nie możemy zmienić; a ttczyć ich że inaczej
być powinno, to jest i zarozumiałość i brak praktycznego
I" zmysłu i nawet brak godności.
Oilpowiedamy na to pokrótce.
Co do wypadków roku 1863 naprzód, ta część emigra-
cji nietylko ich iiie pragnęła ani przygotowywała, ale im
się od początku do koiica opierała; dużo wcześniej niż się
na nie zanosić poczęło, już ona przestrzegała przed znaną
teoryą „utrzymywania diiclia" za pomocą rueliów nie prowa-
dząeycłi do celu. Błąd więc jeżeli hyl, to mógł byii w dwócli
tylko razaeii : przed wyl)ncłieni w nie dość energicznym i nie
dośt; praktycznym oporze; po wybuchu w przyznaniu się do
powstania i w jego popieraniu. Caiy i o ile można było po-
stąpić inaczej, a przynajmniej dlaczego tak postąpiono, o tern
niżej'. Co zaś do owej zaroKumiałości niby i naiwności, która
pojąć nie uiogla, żeby świat bez Polski mógł się obchodzie,
choć mogła się przekonać że się bez niej doskonale obcho-
dził? Niektórzy z nas tak zmądrzeli nii)y i tak spraktycz-
uieli, że się z tych emigracyjnych niedorzeczności dowcipnie
śmieją, i uwierzyli sami, że nic naturalniejszego jak przy-
jaźń Zaciiodu, a zwłaszcza Francyi z Kosyą, a obojętność
całego świata na to, co się dzieje w Polsce i z Polską. Nie
można im się dziwić nawet, bo przekonała ich Francya sama;
jak nie można także dziwie się i Francyi, że z głębokiego
żalu do Połski za to, że była powodem nieporozumienia
z Kosyą w roku 1863, przeszła do otwartej a nawet do nie-
szlachetnej antypatyi, a przez Prusy zdeptana, raz istotnie
przez Rosyę od powlóruej napaści zasłonięta, przewidująca,
że te dwie potęgi sąsiednie kiedyś zderzyć się z sobą będą
musiały, wmawia w siebie i w Rosyę tę wrodzoną niby przyjaźń,
sznka w tern zładzeniii pociechy na dziś a nadziei na jutro,
i z łatwowiernością nieszczęśliwych rnzkochuje się we wszyst-
kiem co rosyjskie. Kto sam wiele razy się mylił, ten się nie
dziwi pomyłkom drugich, i psychologiczne ieb powody zga-
duje łatwo a widzi jasno. Przecież nie dziwiąc się temu co
jest dziś, a rozumiejąc doskonałe, że ćwierć wieku temu Na-
poleon in z Eosyą zrywać nie chciał i ze swego stanowiska
nie był powinien, trzeba wbrew wszystkim jiowiedzieć, że
owa emigracyjna polityka miała słuszność, że slan Enropy
miała lepiej, te widziahi dalej, a, przewidywała trafniej,
tai \v8zy8tkie gabinety i rządy.
„Dane hywa Polakom" — nniwi ksiądz Kalinka w za-
Łończeniu drngiego tomu Sejmu — „chwytać z góry rze-
„czy nie codzienne, nieraz dziwne i niepojęte dla obeycli,
„wKnieść się nad pojęcia ogóŁu, przeczuć jakoby myśl Bożą,
„i tę myśl bez wyrachowania i korabinacyi jedao silą dii'
„cha i laski nieba w życie wprowadzać, a przynajmniej
„stawił, j iko program do wykonania na czasy dalsze."
Polityka emigracyjna, ta niedorzeczna niby utopia i diiie-
Ljoinne zlndzeuie, była takim programem (na dalsze nieszczę-
ni) nie na dzisiejsze czasy; streścić ją można w krót-
Łiei toiniule „Prawo narodów nie będzie prawdą, dopóki
Lsię nie oprze ua narodowem prawie własności." Czy było
[zarozmniałością głosić tę naukę? Zarozumiałością wydaje się
Łażda wyższość, dopóki nie zwyciężyła: utopią It^nżda prawda,
uopóki własna szkoda nie nauczyła ludzi, że ona jest i praw-
E^ziwą i prostą. W tym razie była ona do zrozumienia tem
łatwiejszą, że świat europejski z własnego długiego doświad-
jeżenia mógł się już dowiedzieć, że zbyteczny wzrost i prze-
Ewaga jednego, musi się obracać na szkodę wszystkich; że
'nigdy bezkarnie nie da się zniszczyć to, co Bóg stworzył a
wytworzył ; i że elemeritarua znajomość spraw uczy
między dwóch stałycłi i silnych sprzymierzeńców wsuwać
takiego, ktoby icii przegradzał, a państwom zaborczej natury
»borów nie ułatwiać, ale je utrudniać i przyrodzonych lub
jhistorycznyeb granic nie dać im praekraezać. Do tego do-
idaje sumienie i honor jeszcze jedno prawidło, o kłórcm dziś
mróżno mówić, ale które jest prawidłem w zdrowej i daleko
latrzącej polityce: rozróżniać między bezprawiem a prawem,
a faktn dlatego że dokonany, nie uznawać jeszcze za prawny.
Wszystkie te nauki historyi i polityki stare jak Europa a
jasne jak słońce, poszły w zapomnienie^ 1 w poniewierkę.
' z korzyścią dla świata, to inne pytanie. Instynkt potsk
■az miał słuszność i okazał się trafnym, a gdyby inni
ichać go byli chcieli, byliby na tem sami wyszli najlepiej.
Nie byłyby Prnsy tak śmiało darły się naprzód w samo
serce Francji , gdyby nie były bezpiecznie plecami oparte o
Rosyę. Nie byłby dawny Elelctor Brandeburski dawnego Ce-
sarza Niemiec z Rzeszy wyrzucił, gdyby od Szlązka do Po-
morza był musiał swoich granic pilnować od moiliwego sprzy-
mierzeńca Cesama. Nie — poiityka polska nie była ani nie-
dorzeczna, ani utopijna. Jedno było w tej nadziei złe, to że
trałiia sama w sobie nie umiała być taką w zastósowanin,
w wyborze chwili: „bez wyracliowania i kombinacji," jak
mówi Kalinka. Instynkt bjl wszystkim wspólny, do kombi-
nacji wszyscy zdolnymi być nie mogą. A w emigracyi wła-
śnie ci co mieli instynkta tylko, nie chcieli nigdy tym wie-
rzyć i iść za tymi, co rozumować, rachować, i czekać nmieli.
I ci swoim brakiem myślenia popchnęli Polskę do kroku,
którj ją zgubił, i Francji przyniósł szkody nieobliczone, i
w ramiona Kosyi ją popchnął.
Ze to grono ludzi do powstania pchało, to mogli my-
śleć i mówić tylko tacy, którzy o tych ludziach, ich prze-
konaniach, ich politjee, nie mieli najmniejszego pojęcia i żad-
nej zgoła znajomości, cboćbj tyle, ile jej powziąć można
z prostego przeczytania Wiadomości Polskich. Ta polityka
emigracyjna taksamo powstania nie chciała, jak go nie cbciaia
tak zwana Biała Dyrekcya w Warszawie, jak Leon Sapieha
we Lwowie, jak Adam Potocki lub Mann w Krakowie (ci
ostatni nie mieli żadnych z Biurem stosunków i bjli mn ra-
czej niechętni). Wszjstkie korespondeocye {jeieli będą kiedy
ogłoszone), dowiodą, że Biuro stanowczo i najusilmej od po-
czątku do końca przestrzegało przed wszelką organizacyą,
i od ludzi na których wpływać mogło), żądało najenergicz-
niej żeby do żadnej nie dopuszczali, każdej opierali się ca-
łemi siłami.
Ten zarzut jest zupełnie niesłuszny. Zostają dwa inne:
czemu ci ludzie nie oświadczyli się głośno, jawnie i śmiało
przy margrabi Wielopolskim; i czemu, kiedy powstanie już
wybuchło, nie oświadczjli się przeciw niemu, ale dali się
w nie wciągnąć? W jednym jak w drugim razie postępując
■'inaczej, byliby moie zdołali wiele złego odwrócić ; a wpływ
ł mieli : Andrzej Zamoyski i jego stronnicy na ieb glos byliby
I pewno zważali.
Obu tym pj taiiiom służy najiritód jedna od|iowie(lż
I 'Wspólna ;
Zarzucano emigracyi zawsze, że chce krajem rządziło,
Lnie znając jego położenia, kiedy ))owinna jego natcliuień
1 fiinebać i do jego potrzeb swoje działanie stosować. Emigra-
[ cya wiedząc o tern, strzegła się piłnie wszystkiego, coby
\ mogło wyglądać na kierunek przez nią krajowi narzucony.
rRoznrniała i wierzyła że nie powinna rządzić, ale trzymając
I się tego co kraj chce i robi, dla jego zamiarów opinię za-
L £Taiii<^2ii^ zjednywać. Kobila uwagi i dawała rady, ale nie
[lOna wytykała kierunek. Nie oświadczyła się za Margrabią,
• bo nie oświadczył się za nim kraj ; nie oświadczyła się prze-
|.ciw pierwszym powstańcom, bo nie zrobił tego kraj. Wjed-
I nym i drugim razie inicyatywa, przykłady, nie do niej nale-
I iały i nie od niej skutecznie wyjSć mogły.
Co zaś do margrabi Wielopolskiego, łatwo jest dziś
-mówić i ganić, ałe słusznie jest pamiętać, te wtedy ludzie
I nie mogli tak czuć i myśleć, jak dziś. Kiedy zasada wolnycłi
I narodowości wydawała sie fimdamentem przyszłego urządze-
[ Ilia Europy, ideałem, w którego urzeczj wistnienie wierzyli
I wszyscy; ~~ kongres wiedeński zaś wydawał się (jak rzeczy-
[ wiście był) zdartym i nikogo nie obowiązującym; system
[ Margrabiego mógł się zdawać wygodnym i korzystnym sta-
. nem przejściowym, ale stanem na stale złym, którego nikt
I życzyć sobie nie mógł. Zaś przyjmując go, oświadczając się
[ za nim, trzeba było zrobić to uczciwie i rzetelnie, przyjąć i
dotrzymać warunków. Nie mówiąc o tem, że prędzej lub póź-
niej, ale spodziewano się wyjścia lepszego niż to, było do-
świadczenie, była pamięć Aleksandra I, która mówiła, że
takim zgodom dowierzać nie można. We wszystkiem, co z Pary-
ża do Warszawy pisano, powtarzało się zawsze, żeby broń Boże
Margrabi nie przeszkadzać, owszem pomagać, żeby do wszel-
kiej pod nim służby wstępować. Najgorętsi i najniesprawie-
dliwsi oskarżyciele tych ludzi, ci, kU\ny żadną miarą nie chcą
czy nie mngą rozróżnić między eniigracyą spiskującą i rewolu-
cyjną, a tą, która taką nie była, nawet ci przyznają, że Wła-
dysław Zamoyski swoim wpływem pomagał Wielopolskiema
w Anglii '). Niechęci do Margrabi nie było, jak on jej nie mii^
do tycfi hulzi, z którymi owszem parę razy szukał stosunków,
czego ślady może się tlotąd w paryskich papierach znajdają.
Ostatni raz, hyio to w jesieni rokn 1S60, przed zjazdem
trzech monarchów w Warszawie. Biuro sądziło, że sumienie
jak polityka nakazują Polsce zabrać głos w tej cliwili;
chciało jednobrzmiącego memoryalu z Królestwa, z Wielko- J
polski i z Galicyi. Memoryal byl ułożony, opierał się na wa- '
runkach i przyrzeczeniach kongresu wiedeńskiego. Chodziło .
o lodzi, którzyijy go podali; rzecz była tak drażliwa, że wy-
mawiali się jedni po drugich. Margrabia łiyl właśnie w Pa--
ryżu, i on wydal się Zamoyskiemu właściwym człowiekiem.
Odwagi nie zabraknie mu z pewnością, a do jego politycz-
nego zmysłu myśl ta trafi. Udał się więc Zamoyski do Mar-
grabi, który w zasadzie pomysł pochwalił, memoryal wziął
do przeczytania i w parę dni |)óżmej obiecał dać stanowczą
odpowiedź. Jakoż przyszedł do Zamoyskiego, i miała się za-
cząć dyskusya w obecności Klaczki i Kalinki. Nieszozęśli-
wym przypadkiem i nieostrożnością Zamoyskiego stfiło się,
że w tejsamej chwili znalazło się u niego paru innych, nie
wezwanych, których Jenerał pozbyć się nie miał jakoś od- '
odwagi. Margrabia, który przed nimi otwarcie mówić r
chciał, a wyobraził sobie, że byli i wezwani i nwiadomle
o sprawie, zraził się tern i mówić już nie chciał. Ale adres j
przez niego ułożony w końcu lutego r. 1861, był w treści |
swojej z owym memoryałem zgodny. Jak zaś nie łiylo nie-
chęci i uprzedzeń przeciw niemu, dowód najlepszy w tem,
że po jego przyjściu do władzy pierwszy artykuł, który pu- i
bliczuość francuską oświecał o tem, kto byl Margrabia, dla '
niego w najwyższym stopniu korzystny i przychylny, wyszedł
') Lisicki: Aleksitnder Wielopolski. T. I, str. 157.
w Dubatach z inicyatywy Biura, a pisaay hyl przez Klacz-
kę. Wiary w jego system dlatego być nie nioglo, bo było
przekonanie, że jak on aię dla Polski dobrym okaże, to go
Kosya odwoła i obali. Zupełnego zaś porozumie nia z Mar-
grabią i zapału dla niego nie było (w tej części emigracyi,
jak w kraju) dlatego, że Margrabia uchodził za autora Listu
(io księcia Metternicba, na który przekonanie tych ludzi go-
dzić się nie mogło.
Co się zaś tyczy roku 1863, znowu jeżeli kto miał
oświadczać się przeciw wybuchowi, to emigracya dopiero
w drugim rzędzie, a w pierwszym kraj. Jeieli znaczący oby-
watele w Królestwie, w Galieyi, w Poznaniu, nie wyparli się
powstania i nie powiedzieli że go nie chcą, to emigracya za
nich zrobić tego nie mogła , i jej rolą było tylko starać się,
żeby z danych wypadków Jakąś kor/yśó wyciągnąć. Dlaczego
zaś w kraju nikt śmiało i otwarcie nie wystąpi! przeciw
temu eo się gotowało? Nie żeby potrzeby nie rozumiano:
takiego zrozumienia i to w najrozmaitszych sferach dowodzi
choćby korespondencya i ówczesne pisma osoby znaczącej,
a z tą częścią emigracyi b>na|nmiej nie złączonej, jak panna
Żmicliowska. Ale dlaczego podobujch nie było więcej, dla-
czego nie były głośniejsze i skuteczniejsze? czy j. braku od-
wagi? W pewuej części zapewne: ale więcej dlatego, że
trudnem było przed doświadczeniem i szkodą to, co po nich
wydaje się koniecznem i obowiązkowem. Dziś rozumiemy,
że sniiiieiiie i miłość ojczyzny uakaznją wystąpić otwarcie
przeciw wszystkiemu co naraża jej byt, choćby miało naj-
ponętniejsze i najwznioślejsze ideały i miana; wtedy zda-
wało się, Że można powstanie odradzać dopóki go jeszcze
niema, ale od chwili jak się stało, patryotyzm i lionor nie
pozwalają głośno powiedzieć że ono złe, choć się to w skry-
tości serca wić i czuje. Oto jest najistotniejszy powód, dla
którego po 22 stycznia roku 18G3 nikt przeciw powstaniu
nie wystąpi! w kraju, a w skutku tego nikt w tej części
emigracyi, o której tu jest mowa. Żel)y ona była spiskowała,
to jest zupełna i absolutna nieprawdn: jak Jest znowu rze-
czą oczywistą, ie na tę dragą spiskującą i ^or^aaizającą"
część eniigracyi wpływać i działać nie mogła, ani jej oczów
otworzyć, ani na zgubnej drodze powstrzymać,
Kiedy te wypadki wybuchły. Kalinka nie był w Pa-
ryżu, W listopadzie roku 1862 zaszło pewne między nim a
kolegami nieporozumienie. Powód był następujący. Potrzeba
było człowieka pewnego do pilnowania spraw polskich w Rzy-
mie. Kalince wydtił się dn tego doskonałym pewien Francuz,
z którym leż zaczął mówić i posunął się dość daleko w ukła-
dach, nie przypuszczając, żeby inni członkowie Biura mieli
o tym człowieku nie takie jali on wyobrażenie. Pewien apro-
baty, gdy zdał sprawę ze swoicJi rozmów z Francuzem, po-
kazało się, że inni uie mieli do niego zaufania. Ztąd żal
jednycii do Kalinki, że uię nieostrożuie posunął: i żal jego,
że po wszystkich swoich usługach i zasługach, musiał się
wycofać z układów, które był uważał prawie za skończone.
Wina w tym wypadku, wina nieostrożnotici, była po jego
Btronie, czego na razie jednak nie widział i nie czuł. To
pewna, że zajście to było mu bardzo ł)olesnem, tak, że wo-
lał wyjechać z Paryża, Udał się do Rzymu. Czy uie z myślą
wstąpienia do zakonu? Być może: myśl ta z pewnością na-
suwała mu się nieraz, a w chwili kiedy był zmartwiony i
dotknięty, kiedy sądził, że do ulubionych zajęć paryskich
nie wróci już nigdy — (istotnie nie wrócił) — w takiej chwili
on musiał koniecznie wahać się i sam z sobą pasować, ozy
ma pójść na księdza lub nie. Bez pewności i na domysł, ale
sądzę, że cały ten czas pobytu w Rzymie był tylko długim
namysłem, przygotowaniem do postanowienia. Głównym jego
powiernikiem i pośrednikiem w tej sprawie sumienia i po-
wołania, był ksiądz Kajsiewicz, z którym bardzo wiele (naj-
więcej) przestawał. Że się coś między nimi ważyło, to było
widoczne po obndwóch ; obadwa szukali drogi dla Kalinki,
cłicieli dojść; jaką mu przeznacza ta Wola Hoża, której oba
chcieli być sługami i narzędziami, Wskazówką i dowodem
tego może liyć choćby tylko szczegół następny. Daleko za
murami, na drodze Appijskiej, jest mały, ubogi i opuszczony,
zawsze zamknięty kościółek Domim quo vadia. Podanie mówi,
że Św. Piotr widnąc się w niebezpieczeństwie, chciał umknąć
przed prześladowaniem , i tą drogą wychodził i Kzymu.
O parę staj od miasta zaszedł mu drogę Pan Jezus. Sw. Piotr
zdziwiony, zapytał: „Domine quo vadis?" — Idę do Rzymu
— była odpowiedź — „dać się ukrzyżować zamiast Ciebie,
„kiedy ty nie chcesz być ukrzyżowanym za mnie."
Św. Piotr wróeil do miasta, a na miejscu tego spotka-
nia stoi kościółek.
Czyja była myśl, nie wiem, ałe do tego kościółka wy-
brali się prosić o natchnienie, co mają robić, gdzie pój^ć
a,lbo zostać, żeby przyjąć ten los, teu krzyż, jaki każdemu
Bóg przeznaczał. Ksiądz Kajsiewicz miał mszę; słuchał jej
ksiądz Kaczanowski na samem wyjezdnem do bułgarskiej
misyi, już z brodą zapuszczoną, już po przyjęciu wschodniego
obrządku, a Kalinka, także na rozstajnych drogach, przystę-
pował do Komunii Św.
Natchnienie było dobre i może sprowadzone przeczu-
ciem, że trzeba im nowego pokrzepienia i nowych sił, żeby
dźwigać te krzyże, które na nich i na naród spaść miały.
Kalinka, który pomagać i służyć chciał, ale nie chciał
przyjąć odpowiedzialności za żadne postanowienie, za kieru-
' nek spraw, wrócił do Paryża ale na krótko. Prosił, żeby go
wysłano na jakieś miejsce, gdzieby miał tylko polecenia od-
bierać i wykonywać. Wspólna akeya dyplomatyczna trzech
mocarstw była rozpoczęta; zdawało się, że z jej postępem
będzie dobrze a nawet koniecznie wciągać w nią mniejsze
państwa; zdawało się, że agent polski w Szwecyi może się
przydać. Kalinka pojechał do Stockholmu , gdzie już do
końca tych wypadków przebywał.
V.
Kiedy powrócił do Paryża, co myślał lub zamierzał, po-
wiedzieć nie umiemy; to co się działo przez uastępnyeli lat
dwa, jest nam w ogóle bardzo niedokladDie wiadome. Co się
działo w duszy Kalinki, to może zgadywać po sobie każdy,
kto w tjcli czasacb żyl i czul. Że przebył wBtrząśnienie stra-
szne, wskazuje clioćby ta okoliczność, że po powrocie wpadł
w chorobę ciężką, podobną do tej która go zabiła (zapale-
nie mózgu), był w wielkiem niebezpieczeństwie, do zdrowia
wracał l)ardzo pomału. Opiekunem jego w tej chorobie jak
w tyla innycli wypadkach, był Jeperał Zamoyski i jego ro-
dzina.
Co dalej począć? co robić? co jest do roboty w tem roz-
biciu, w tem zawaleniu się polskiego świata? Oto było nie-
zawodnie (kiedy przyszedł do zdrowia) pierwsze pytanie czło-
wieka, który spoczywać nie nmiał, który zawsze musiał coń
ratować, coś dźwigać albo naprawiać, jakiemś działaniem
Boga chwalić a ojczyźnie służyć. Co robić? rola eniigracyi
była skończona. Wpływ polityczny na Zachód wywierać bę-
dzie kiedyś Polska sama jeżeli będzie; przed tem ktoby tam
o jakiejś akcyi myślał, ten byłby dzieckiem albo szaleńcem,
a tlómaozyć i przekonywać, to rzucać groch na ścianę albo
ciąć pałaszem w wodę. Za granicą politycznie nie ma do ro-
boty nie. Wyświęcić się i pójść do Zakonu? To postanowie-
nie, blizkie, zdawało się, przed wj'padkami, musiało się od-
(lalić, Die było jeszcze dojrzale. W r. 1866 Kalinka pytany
raz (przez swego kolegę w Biurze a później w Zakonie Leona
Zbyszewskiego), coby chciał robić, czegoby jeszcze dla sie-
bie pragnął, dal odpowiedź charakterystyczną, że jeieli czego,
to pragnąłby zostać sekretarzem namiestnika we Lwowie.
— ' Czemuż nie uaniiestnikiem ? kiedy już marzyć, to
dobrze.
— Bo sekretarz daleko więcej może robić jak namieatuik.
To marzenie wskazuje, że się życia świeckiego jeszcze
nie zarzekał; dowodzą tego i inne rzeczywiste starania. Zo-
Rtać sekretarzem namiestnika, to było marzenie do spełnienia
trudne; ale Wydział krajowy czy mógłby zkąd dostać lep-
szego sekretarza jak Kalinka? Zaczęły się (w roku 1867}
ostrożnie nie starania nawet ale pytania, czyby Kalinka nie
mógł mieć widoków na taką posadę. Marszałek ks. Leon- Sa-
pieha odpowiedział, że uominacyii jego obraziłaby takich,
którzy od początku Wydziałowi służą, — i na teni się skoń-
czyło. Kownie bezskuteczne były pytania, czy po śmierci
Adolfa Mułkowskiego nie mógłby dostać się do Biblioteki Ja-
giellońskiej w Krakowie. Najbliższym urzeczywistnienia byl
pomysł, żeby zostać sekretarzem nie namiestnika, ale Rady
Powiatowej ! Z Podbajec przychodziły formalne pod tym wzglę-
dem propozycye. Oto, co na nie Kalinka odpowiadał (w li-
ście do )). Ludwika Kastorego z d. 28 września 1SG7 r.).
„Twój list nietylko mnie nie zdziwił, ale owszem, byl
„mi jirawdziwie przyjemny. Oddawna pragnę jakiegoś obo-
„wiązku na ziemi polskiej, ściśle ograniczonego, któremn
„byłbym w stanie podołać. Gdybym był księdzem, tohym za 'I
„istotne szczęście poczytywał sobie mieć parafię. Chociaż i
„znam zakresu działania Kady Powiatowej i obowiązków jej
„sekretarza, to jednak z tego, coś mi mówił o niej, pojmuję
,jej ważność i przyjąłbym chętnie podobny nrząd, pod je-
zdnym wizakie warunkiem: żeby była nadzieja, jeżeli nie
„pewność, że będzie możua przez dłuższy czas na nim pra-
„cować. . . . Jeżeli Podhajce przez zetknięcie z Rusinami cią-
„gnęłyby mnie do siebie, to jednak tyle się już zrosłem z ży-
I „cieni uiiiikoweiu , że tnitlnoby mi było wyżyć bez pewnycli
I „naukowyeli zasoliów. Dlatego, wyzuaję, wolałbym sekretar-
B pStwo w Dniliowie; pisałem o tern do Stasia. W liście swoim
I „wspominasz, i.e pensya sekretarza wynosi pri)cz mieszkania
1,1000 (io 1200 rocznie, ale nie dodajesz czego. Gdyby to
I „miały być złote polskie, Io chód byłoby dosyć aby się wy-
I „żywić kartoflami, nie dosyć jednak, aby utrzymać potrzebny
I „ton z członkami Rady. Jeżeli zaś mowa o reuskicb, to zkądże
K„8ię wezmą pieniądze na sekretarzy? . . . Moje lata przepę-
I„dzone na eniigracyi nie |)oalużJ5 mi w ki-ajii: już tu wiele,
■ jeżeli mi ich za złe brać nie będą, i trzeba będzie dorabiać
I „się na nowo po/jc)i, jak temu lat piętnaście zaczynałem
I „w Paryżu Mniejsza o to, bylebym tylko zoahtzt jakieś pole"....
m Widocznie zatem do klasztoru jeszcze w jesieni r. 1867
I^Bię nie wjbieia, czy jednak zgoła o nim nie myśli? to inne
■ pytanie. Tensaui pizjtoczony list kończy się poleceniem, żeby
■przez październik pisywać do niego do Soleames. Wprawdzie
■jeździł on tam nieraz i nie dla siebie, tylko z księdzem Gue-
Łpin przy goto wy vTał Zycie Sib. Joiąfata, które tamten miał
■'właśnie pisać. Ale i rekolłekcye tam odbywał, i pewnie bzu-
Ikał w nich natchnienia i postanowienia, czy ma zostać księ-
■dżem albo nie.
I A tymczasem co sam robił?
\ Nie ma nic do zrobienia w polityce, ale jest jedna wielka
Kfeecz : polityki się uczyć, żeby błędami przeszłości ostrzeżony
[naród nie wpadał w podobne na przyszłość, jeżeli mu kiedy
' przyszłość jaka się otworzy, Ale na jakim przykładzie, na
jakim przedmiocie tę naakę wyłożyć? Mało na którym wy-
kładałaby się sama tak naturalnie i tak wszechstronnie jak
na życiu księcia Adama, z którem się łączą wszystkie trafne
i wszystliie błędne kroki polityki polskiej , od pierwszego
rozbioru do ostatniej świeżej zagłady. A do tego klóż bar-
dziej na historyę swego żywota zasłużył? A kto znowu bez-
pieczniej pisać ją może, jak człowiek, który w ostatnich la-
tach był prawie nieodstępnym Księcia pomocnikiem i powier-
nikiem jego myśli, który znając go doskonale w starości.
luógl przez to roKiimieć dohrze jego myśl i jego naturę w la-
tach mloiiazycii, który nadto był do iiieg:o całą duszą przy-
wiązany? Kalinkn przedsięwziął pisać żywot księcia Adama.
O liistoryi ani myślał jeszcze, zapewne nie domyślał się. że
iLjógl ją pisać; czuł się tylko na siłael) napisania biografii.
Ale kiedy nad tą zaczął rozmyślać, dostrzegł zaraz z tym
instynktem łiistoryka, który w nim tkwił bezwiednie, że Iii-
storya księcia Adama jeżeli ma coś znaczyć i czegoś uczyć,
to musi rozwijać się na tle tiistoryi polskiej ; a jeżeli ma
być zrozumiałą, to musi być opartą o wypadki dawniejsze,
wynikać z całego tego politycznego stanu Polski, wśród litó-
rego książę Adam eliowal się i dojrzewał, którego skutki
dźwigało jego pokołenie i on sam. Wziął się więc Kałinka
do studyów nad epoką Stanisława Augusta, W tymsamym
czasie znalazły się w Paryżu z Petersburga przywiezione pa-
piery króla. Kalinka je zobaczył, książę Władysław Czarto-
ryski nabył i postanowił ogłosić. Wydaniem miał się zająć
Kalinka. W ten więe materyał zagłębił się, i zawsze z my^-
śłą o żywocie księcia Adama, jako wstęp, jako tło do tam-
tego pisał tę książkę, która wyszła w r. 1868, jako Osta-
tnie lata Stanisłaiea Augusta.
Tytuł, niezupełnie stosowny, odpowiada raczej dzieła,
które w myśli autora podczas pisania tej książki powstawać
zaczęło, aniżeli tej książce samej. Sejm czteroletni a nastę-
pnie dwa rozbiory, to byłyby ostatnie łata Stanisława Augu-
sta. Czy Kalinka zamierzał kiedy opisać je wszystkie do
końca? Może; ale w każdym razie zamiar nie trwał długo,
bo od chwili jak zaczął pisać Sejm, powtarzał zawsze, że nie
zdobędzie się na odwagę opisywania tego, co się działo po
Bboficzenin kampanii r. 1702. Jakkolwiekbądż, tylko takim
przelotnym zamiarem tisprawiedliwić się da ten tytuł. Miał
on odpowiadać czasom od r. 1788 dalej, a dzieło pierwsze
miało służyć tylko za wstęp, sti-eszczone opowiadanie dziejów
Stanisława Augusta aż do r. 1787, potem w dokumentacłi
myśli i zamiary przymierza z Rosyą i podróż do Kaniowa,
czyli sytnacya połitj-czna poprzedzająca bezpośrednio sejm
115
konstytucyjny, i z nim najściślej połączona. Że to w myśli
autora był wstęp, dowód jest choćby tylko w kartacłi liczbo-
wanyeh cyframi rzymskiemi, któremi się zwykle odróżnia
przedmowy i wstępy od dzieł samych. Dokumenta, prawda,
w drugim tomie ogłoszone, dochodzą do ostatnich lat króla
i królestwa (Dziennik Bułhakowa do r. 1792, Listy Kata-
rzyny aż do samej abdykacyi). — wszelako gdyby autor nie
był myślał o pisaniu tych dziejów, byłby zapewne wydał
„Dokumenta do ostatnich lat Stanisława Augusta, z wstępem
napisanym przez W, Kalinkf% a nie Ostatnie lata Stani-
sława Augusta y któryto tytuł zapowiadał tych lat opraco-
waną historyę. *).
Ale mniejsza o tytuł lub o zamysły nie wykonane. Ja-
kie jest to co Kalinka wykonał, oto pytanie.
To co wykonał, to jest nie wielki tom, ale streszczenie
(jako takie dość obszerne) panowania Stanisława Augusta aż
') Niedawno w jednem ze wspomnień pośmiertnych o ks. Ka-
lince zdarzyło nam się czytać, że dokumenta ogłoszone
w drugim tomie, mają nie wielką wartość i wagę. Przypo
minamy czytelnikom naszym, że obejmują one korrespon-
dencyę króla z Kicińskim, w której król nietylko zapisuje
dzień za dniem swoją podróż do Kaniowa (mniejsza o to),
ale mówi nieustannie o swoich planach i widokach, o prze-
szkodach jakie spotyka; daje poznać otwarcie co myśli o
ludziach, z którymi ma do czynienia; wreszcie (choć może
niechcący) daje doskonale poznać i siebie. Dział drugi obej-
muje listy króla do Katarzyny i jej do króla (wszystkie
jakie się przechowały) od r. 1788 do końca 1795. Trzeci
dział. Potem kin i jego stronnictwo, jest najzupełniej szem ja-
kie posiadamy źródłem do przedwstępnych przygotowaw-
czych działań Targowiczanów przed zawiązaniem konfede-
racyi. Poufna korrespondencya króla z jego posłem w Lon-
dynie (od r. 1788 do 1793), w której król znowu donosi
wszystko, co się ważniejszego dzieje i co sam myśli, sta-
nowi dział czwarty; ostatnim jest Dziennik, w którym po-
seł rosyjski w Warszawie zapisuje swoje czynności i wy-
padki od końca grudnia 1791 r. do końca czerwca 1792 r.
Jakim sposobem dokumenta tej treści i od tych osób po-
chodzące mogą być małej wagi, trudno nam pojąć.
8*
do jego spotkania z Katarzyną w Kaniowie. Streszczenie (po-
wiedzmy z góry) takie, na jakie zddbyć się mógł tylko do-
skonały historyk i znakomity polityk. Wyciśnięta jest i krótko
podana sama essencya tyeli dziejów, a w niej wszystko to
co najistotniejsze, co stanowcze i rozstrzygające w położenia
narodu, i wszystkie zwroty i zmiany w tym przeciągu ezasn
dokonane, z powodami i wpływami które je sprowadziły, ze
skutkami i warunkami, jakie one znowu Rzeczypospolitej na-
kładały, A więc Rzeczpospolita pod rosyjską gwarancyą, i
w sąsiedztwie tego Państwa, przywykłego już wojska swoje
kiedy chce w granice Polski wprowadzać i z pomocą tych
wojsk i naszych fakcyj robić w Polsce co chce. Te fakcye,
to wielkie domy znarowione już do tego stopnia, ie bez uwagi
i skrnputu udają się do państw obcych, do Itosyi, o popar-
cie i przeprowadzenie swoich zamysłów; na tronie król, który
do niego doszedł — przez alkowę — który zatem ani po-
wagi, ani nfności w narodzie nie ma. Honor narodu jest uim
upokorzony, patryotyzm jest nim oburzony i widzi w nim
tylko narzędzie Katarayny, a wszystkie ambicye i wszystkie
zazdrości nienawidzą go, bo on jest królem a nie jaki inny.
Złe i dobre uczucia narodu składają się na to, żeby położe-
nie tego królu zrobić najtrndniejszem na świecie, a on sam
go nie ułatwia, bo nie ma tego, czego potrzeba żeby usza-
nowanie w narodzie wymusić, powagę i zanfanie zdobyć.
Jednak ten król ma rozum, widzi dobrze słabość Rze-
czypoijpolltej , wić jak na nią stopniowo radzić, radzić cbce
i zaczyna. Po dwuletnich staraniach, wprowadza na sejm ro-
kn 1766 pierwsze początki reformy — glosowanie większo-
ścią w materyach skarbowych — pierwszy zamach na Libe-
rum veto. Opozycya w porozumieniu z Repninem, przez niego
zagrzewana, odrzuca to, ale mimo porozumienia z Repninem,
odrziiea żądania rosyjskie względem dyssydentów: czyli je-
dną ręką utrwala nierząd wewnętrzny a drngą sprowadza
zawikłania zewnętrzne. Król widząc, że uaród tak jest sta-
nowczy w kwesiyi dyssydentów, odrzuca żądania Repnina:
jest stały, nie ustępuje. Ale wtedy ustępuje i godzi się z Re-
ypoinem opozyoya: przyzna niektóre prawa dyBsydeatoni, byle
jej Lilenim VBto zachowano w całości. Układ staje: noty ro-
syjskiego kanclerza ukazują w milej perspektywie nawet de-
tronizacyę Pnna Stolnika Litewskiego ; wojsko rosyjskie wcbo-
dzi {w liczbie 30,000), i ośmdziesiąt tysięcy podpisów po-
ki^ywa prośbę do Katarzyny o gwaraneyę ustaw kardynalnych
Ezeczypospołitej. (Ustęp o konfederacyi radomskiej jest je-
dnym ze świetnych w tej książce).
Król teraz widzi, że nie on aie Repniii w I'olsce rzą-
dzi; że tylko nie obrażając jego przewagi, ulegając, podłażąc
kiedy skoczyć (jak się przekonał) nie motna, potrafi jaką
małą poprawę Rzeczypospolitej przemycić; ulega, poddaje się,
rezygnuje się iiic bez pozwolenia nie robie, a tak robić, żeby
mu przecie coś poprawić pozwolono.
Spostrzegli się, że zrobili podłość i samobójstwo. Ode-
zwa! się honor i miłość ojczyzny, i chciano odroliić to co
zrobiono. „Konfederacya Tyszowiecka", mówi Kalinka, „wy-
„prowadziła Rzeczpospolitą z gorszego nieszczęścia, ale nie
„byłaby zdołała tego zi'obić, gdyby była zrywała naraz z Ka-
„rolem Gustawem i Janem Kazimirzem", A tak właśnie zro-
biła Barska.
A po niej zwrot nowy — ten stanowczy i zabójczy —
piei-wszy rozbiór i ohydny sejm, i pienvszy wielki niedaro-
wany i niepowetowany grzech króla względem Rzeczypospo-
litej. Kalinka rozumie i daje doskonale pojąć psychologiczne
powody, które Stanisława Augusta skłoniły do podpisania
pierwszego rozbioru; nie podejrzywa jego dobrej wiary ani
woli, tylko twierdzi, że uietylko honor polski i królewski, ale
rozsądna polityka kazała mu podpisu odmówić, być godnym
i odwHżnym, niech się dzieje co chce. Ale na to tego króla
nie było stać.
Po rozbiorze został jak jaki ki-ól Pergamu liib BUynii
pod protektoratem Rzymu , ze StaQkelbei'giem za dozorcę,
z postanowieniem i rezygnacyą żeby się w niczem nie sprze-
ciwić, bo wszystko mogło byt Polski narazić. W tern niial
znowu słuszność. Rąk nie zakłada!, robi! wiele, niejedno po-
prawił przez te lat dwanaście. Ale derpliwy i potulny, czn
że to wstyd dla niego i dla narodu, że tak zostać nie p(
winno, że łiez szkody nawet długo zostać nie może ; stant
wisko zbyt upokarzające jest także śmiertelną chorobą. Wy
padła wojna Knsyi z Turcyą. Do wojny tej się wniieeziw
przez wojnę atawę i wprawę wojenną Polski poprawić, je
stanowisko podnieść, a kto wić, w dobrym razie może n
sprzymierzonej Kosyi wyniódz jaką korzyść poiiiyczną? Zt
myślą, którą Kalinka ma za błędną, wybrał się Stanisłai
August do Kaniowa; jego tam przyjazd, jego dwór łW Ki
niowie, i świetny tiniący go swoim blaskiem (a pełen jPnh
laków) dwór Katarzyny w Kijowie, to rozdział ostatni, p
po którym jnż antor nstępuje, a król sam w listach do K
cii'iskiego opowiada co myśli i robi.
Na tem tle dopiero rysują się Indzie i działania. Ludzie
Rzecz to jnż uznana i wiadoma, że Kalinka był mistraei
w kreśleniu historycznych wizerunków: przenikał człowiek
nawskróś, czytał w jego dnszy te złe i dobre ncziida i mj
-śli, które w nim działały, i opisywał go bez namiętnośe
bez oburzeń ani uniesień, ale tak wyraziście, że człowiek stt
jak żywy, a tak dokładnie, że nic w tej naturze nie zosta
wało tajnem i niezroznmialem. W malowaniu swoich portrf
tów, on nie ma tego kolorytu ponurego a effektowego, tyc
nieśmiertelnych słów nienawiści i pogardy, jakiemi Tacj
piętnuje podłości i zbrodnie — nic gorsze. On nawet o Ks
tarzynie pisze spokojnie, nawet Ponińskieniu nie ptuje w twara
Hamuje się; myśli (i zapewne słusznie), że historyk awi
sąd powinien wyjawić, ale nie swoje uczucie, nie swoją, ni<
nawiść i gniew. A na tym sposobie prawda nic nie Iraci
Katarzyna, jej dwór, jej naród, nic nie zyskują, dostają wszystk
co im się należy. Nowego o Katarzynie nic powiedzieć ni
mógł; wszystkie jej bezwstydy w rozpuście czy w kłamstwie
wszystkie znane są od wieku. On się nie bawi w opisy tyo
obrzydliwości, wspomina o nich krótko, ile konieczność wj
maga; jej zdolność nadzwyczajną i jej rosyjski pairyotyzr
doskonale widzi i bez ogródki przyznaje; ani jej nie krzj
wJzi, ani sobie iiie Krobi tej przyjemności żeby ją przedsta-
wić z effektera, w całym apokaliptycznym majestacie jej ba-
bilońskiego panowania i wszeteczeiistwa ; oddaje jej sprawie-
dliwość, najczęściej przyznaje, że postępowała mądrzej od
WBzysIkicli. Ale robi to, czegoby inny nie potrafił: przenika
Katarzynę, pokazuje jeden po drogim (a zawsze z dowodami,
nigdy iia domysł) wszystkie pierwiastki jej charakteru i jej
roaumu; wykazuje podobieństwo między jej a narodowym ro-
syjskim ch;irakteremidnebeni; tlómaezy, że ona jest i logicznie
być ifinsi bistorycznym ideałem tego narodn, a w końeu dopie-
ro, jako wniosek mówi to, eoby Katarzynę ze wszystkiego na
świecie najbardziej bolało i wstydziło. „Ducb Katarzyny wciąż
„się jeszcze nad tym iiarodem unosi i wciąż go popycha na-
jprzód coraz dalej, coraz szylicej, aż dojdzie do końca. Gdzie
„koniec? Zbrodnie zbyt wielkie, pomyślność zbjt trwała, aby
„Rosya spostrzegła się jeszcze na czas, i sprawdzi się ta
„może to słowo, że długie powodzenie bywa czasem najsu-
„rowszą karą. Zwyciężona, Ro.sya nie zatrzyma się tam, zkąd
„wyszedł jej zamach ostatni; gnieść ona umić, przyswoić nie
„zdoła, i wszystkie narody przez nią zdeptane, da Bóg, pod-
„niosą głowy. . . . Wówczas po strasznych szarpaniach i bó-
„laeh, otworzą się jej oczy, i spostrzeże, że ów wiek czy pó!-
„tora kłamanej wielkosLi, były epoką jej moralnego upadku ;
„zmarnowane, w dzie)ach następnym pokoleniom nie zostawią
„nic, prócz i!C7DCia nbtjdu i zasłużonych nieszczęść pamięci".
Naprzeciw poitretu Katarzyny, jeszcze doskonalszy, sta-
ranniej wymodelowanj portret Stanisława Angnsta. Pierwszy
w naszej historyogratii jego portret prawdziwy. Historyk po-
sądzany niekiedy o słabość a przynajmniej zbyteczną dla
króla pobłażliwość, ule zataja nic dobrego jakie w nim było,
to prawda; i nie zwala, co zawsKe najłatwiej, całej winy na
niego. Ale w tem właśnie jego wyjątkowa zdolność i takt,
czniość jego sumienia Jako historyka i jako Polaka, że umiś,
jak mało kto drugi, ani o dobrem ani o ziem nigdy nie za-
pomnieć; jedno i drugie w diiszy Stanisława w prawdziwym
Btopnin pokazać, złożyć te pierwiastki razem tak, 4e dosko-
uale do siebie przystają, a oddając gdzie oaleiy iiznaoie albo J
współczucie, nigdy nie pójść za daleko w zaufaniu do króla 1
ani w szacunku. Tę miarę zachowuje on wiernie i doskonale f
w tera jak w pomniejszeni swojeni dziele, i dlatego ten wi-
zerunek jest tak mistrzowski, dlatego ten sąd tak mądry I
i sprany i ed i iwy.
Te dwa g!óvTue |»orti'ety otoczone są pewuą liczbą mniej-
szycb, doskonale trafionycli, pełnych życia i cbaraktem. Co
wszakże więcej jeszcze w tym bistorjku zadziwia i imponnje,
to jego dar przedstawienia dyiiiomatyeznycb sfosnnków, pla-
nów i zabiegów. W politycznej zdolnoSci Kalinki pierwiastek
to może najsilniejszy, w historycznej tensam podobno nąj-
świelniejszy. Rozdział pierwszy, który opisuje stosnuek Pol-
ski do państw europejskich: Prus, Aiisiryi, Francyi i Anglii,
jest takim obrazem zagranicznego położenia i polityki, ja-
kiego w naszej bistoryi przedtem nigdy jeszcze nie było. Au-
strya zwłaszcza, Aiistrya przed pierwszym rozbiorem, odmienne
pojęcia i zamiary, różne natury Maryi Teresy, Kaunitza i Jó-
zefa, błąd jaki popełniają, przeczuwając (prócz Józefa) jego
skutki i bojąc się ich, względy, które ich (jak sądzą) zmu-
szają do popełnienia tego błędu i narażenia się na te skutki,
to jest w swoim rodzaju doskonałość, a najdoskonalsze w niej I
przedstawienie polityki i charakteru Józefa. Działali dyplo- ]
raatycznych nikt u nas tak przedstawiać nie unjial. W jednym I
odsyłaczu do swojej książki, Kalinka odwołuje się do czwar-
tego tomu bistoryi Szujskiegu, i oddając jej wszelkie po-
chwały, mówi, że brak jej tylko „praktyki interesów publi-
„cznych, bez której historyk choćby najzdolniejszy, nie może
nPi-zyjść do wytrawnego politycznego sądu". Praktyki tej na-
brał Szujski w późniejszych latach. Kalinka wyniósł ją ze
swoich emigracyj n3'cb lat wędrówki, z tej szkoły w której
zostawał. I kto wiś, czy nie dlatego żaden z naszych histo-
ryków nie dorównał mu znajomością spraw zagranicznych
i dyplomatycznych, że żaden się iclr w praktyce tak jak on
nie dolknąl.
I
Jakkolwiekbądż książkii ta była (lorażuem i niespodzia-
nem objawieoiem znakomitego historyka, o którym nikt nie
wiedział, którego przedtem nie było. Po drobnych tylko nie-
dokładnościach, sze/ególiicli iiiesprawdzonycli a powtórzo-
uych za popi7.ednikami (jak naprzyklad pochodzenie niby
tatarskie Xawercgo Braniekiego) znać, ie to historyk po-
czątkujący i względem dawnych powag jeszcze zbyt ufny.
Ale w rzeczach wainycli iatwowieniości takiej niema, a ksiąiika
jak nowego historyka, tnk była też objawieuiem i nowego
w liistoryografii a może i w polityce polskiej zwrotu, a bo-
daj czy nie okresu. Cechii jego jest wyśledzili i wskazać co
w przeszłości było złem, bez wahania, bez ogródki, na to,
hy się w teraźniejszości z tego złego leczyć, a w przyszło-
ści go w sobie nie mieć. Szujski wchodził ua tę drogę w tym-
samym czasie, i od nich dwóch zaczyna się teu zwrot. Czj
zły i szkodliwy? Tak mówi zazdrość, tak mówi przeciwna
tendencya polityczna, tak myśli i wierzy rozum płytki, pod-
azyty dobrem ałe slabem uiemęzkiem uczuciem. Naprawdę,
Opatrzność to Boska dala nam na najgorsze czasy ten kordyał,
to gorikie lekarstwo, tii światło historyi, ten racłmnek sumie-
nia . . . nikt łiez tegn w górę nie W3'jdzie: ani do nieba czło-
wiek, ani do sity naród. Ale były i są do dziśdnia zdania
pod tym względem różne i słyszał ich wiele Kalinka zanim
książkę swoją oddal do druku. „Narodowi odbierał ufność
iW siebie, niwkar^al go przed obcymi i nieprzyjaciółmi ; tym
:^ nieprzyjaciołom dawał dogodną l»roń w rękę a przynajmniej
„pole otwierał do szyderstw i obelg . . . cześć przeszłości i nj-
I -czyzny, ostatuie dobro i ostatnią silę wykorzeniał z serc".
i TO wszystko słysząc, ważył ciężko w serca i sumieniu, czy
ia książkę ogłosić Inb nie? Ważył tem bardziej, że to upo-
korzenie, ten wstj'd , z jakim Polak czyta swoją historyę
XVII[ wiekn, jego bołały najbardziej, bo i tę historyę najle-
piej znal i czuł z pewnością żywiej od wielu. A przecie:^ su-
lieuie i obowiązek względem ojczyzny kazały nui tę bole-
paą książkę ogłosić. Dlaczego? to tlómaczy we wspiuiialej
przedmowie, która oznacza jego stanowisku w tem jak w na-
stępnem ti-z-iele, stanowisko całej liistoryografii współczesnej,
i na ówczesne (czy podobne dzisiejsze) zarzoty odpowiada:
„Szczery i zupełny obraz Polski, pod koniec wieku XVni
(mówiono nam), może fiyt; pożyteczny jedynie dla wrogów,
którzy pragną tak gorąco naszą przeszłość zbezcześcić i zła-
mać nas widokiem naszjcłi błędów; dostarczy broni prze-
ciwko nuni a icb zbrodnie nsprawiedliwi, i stanie się, wedle
pospolitego wyrażenia, wodą na icb młyn. Nie wszystkie
prawdy można powiedzieć, nie lv>iżdy je zuiesie i nie w każ-
dym czasie, a jeśli przyznanie się do grzecliów w skryto-
ści ducha czynione, człowieka podwyższa, to jawne z nicli
08l;aiżanie sit;, prócz tego że nigdy SiiCi^erem nie będzie,
graniczy z bezwstydem i złością Ityć może. W dzisiejszej
niedołi naród potrzebuje wiary w siebie, nadziei w przy-
szłość i wyrozumiałej dla wszystkieb miłości; % wieków mi-
nionych nie jad gryzący, lUe kojący balsam dzicjopisowie
dobywać powinni; a kioity dowiódł, że upadku naszego przy-
czyną były nie złość łub podstęp wrogów, nawet nie zdrada
tych kilka nędznycli na l'inie nas^em wyjątków, ale własne
i to wszystkich grzechy, ten odejmie narodowi wszelką otn-
ehc, ten go w oczach wiasnycłi zdcjicze i poniży, ten go
doprowadzi do rozpaczy,
„Przy rozdarciu wewnętrznem jakie w społeczności na-
szej panuje, ksią^.ka podobna (mówiono nam z iunej strony)
Btać się może nie naitką i upomnieniem, lecz źródłem kwa-
sów i niechęci, otwartą kopalnią dla ducha stronniczego,
który z luźnych dokumentów i oderwanych nstępów wypro-
wadzi wnioski, o jakich wydawca nie myślał. Wykazanie
grzechów rodzin dawniej naczelnych, posluiy za nowe do
walki zarzewie, i utrudni, moie nawet niepodobną uczyni
pracę publiczną dzisiejszym potomkom. Znajdą się Indzie,
o jakich w partyach politycznych nietrndno, których głó-
wnym nieraz bodtcem w działaniu bywa zazdrość do swoich;
tacy pocłiwycą skwapliwie plamiące wspomnienia i w oczy
je rzucą tym, którym dorównać nie mogą. A tak ostatniem
słowem tej pracy może być skandal pnbliczny! . . . Lecz
, nie dostj na. tern; zawiść możnyŁ-li ku soliie, dziś szczęśliwie
przygasła odżyje na nowo, i ci, co tak /.auuie podali sobie
ręce w bielitórycb ziemiacb polskicb, rfiząidij się po dawne-
, ua swoje i kraju nieszczęście. Tylko wyższe prawdzi-
twie dusze cznją się powohine wielkicmi cnotami odbndowy-
f,trać swe imię; większość ze zwyczajnycb skbida się ludzi;
'wznowiony obraz ze8zlowiec/.Lycb plam odstręczy icb, znie-
chęci, do nieczynności sprowadzi, a mnże jeszcze w obce
obozy ))rzerznci. Dość ju* podobnych strat mieliśmy w la-
tach dawniejenycb; nie godzi się ich dzisiaj poinmiżać i z|iola
służby narodowej spędzać cboćby najlżejszych pracowni-
ków! — Jeżeli zaśi przeciwnie wypadkiem stndyów będzie,
le nie kilkanaście historycznych rodzin, jak dotąd mniej
Kurięcej utrzymywano, ale cala klasa niegdyś w narodzie
^-Wszechwładna przyczyną była naszej zguby, to ów wyrzut
bolesny w tycli właśnie tigndzi, których obecnie swą idena-
wiśeią najbardziej ściga wróg zawzięty. By!o pożyteeznem,
konieczuem nawet, przypominać jej błędy w czasie, kiedy
ta klasa używała i nadużywała ealej pełności swych praw.
MDJ'.na jeszcze zrozumieć i później r/ucaue wi nią pociski,
dopńki dłużnikiem była niższych warstw narodu. Ale dzi-
siaj i gdy jak Łazarz odarta, nie wić, co jej pozwolą z oj-
czystej dochować spuścizny; gdy z starych szlachty polskiej
przywilejów, jeden jej tylko zoslał przywilej nicczeństwn ;
gdy dawną swą odkupując wyłączność, zdobywa ona blizko
już od wieku, wlasnem cierpieniom, coraz to nowe ołirouców
narodowych rzesze: dzisiaj nietylko roztropność ale wdzię-
czność sama nakazywaćby powinna jej stare i nowe zasługi
podnosić, a epokę skończono) i grzechy skończone jednem
zresztą pokryć przebaczeniem!
„Takie uwagi i zarzuty dochodziły nas w czasie, kiedy
ta książka przygotowywała się do druku. Zbytecznem może
dodawać, że znajdowały one w piszącym te słowa echo do-
nośne i zaostrzały przykrość tych studyów dość Już z sie-
bie ludesnycli. Trudno rozbierać na zimno, z czem dusza zro-
sła od kolebki. Trudno też było ukryć przed sobą, że nie-
jeduo z tych wspomnień, które na nowo wydobywamy, ziani
dotkliwie jakieś serce szlachetne, co może tajemny już ślub
z Bogiem ucitynilo i dobrowolną pokutą grzechy swych dzia-
dów odpłaca! ... A jednak, po walkach wewnętrznych i dłu-
gieli namysłach, ])rzys/.li&my do przekonaniu, że dokumeuta
wszystkie skoro niewątpliwe i skoro slażą do wyświecenia
prawdy historycznej, drukować nietylko można ale i potrzeba.
„IJylo i jest dążnością naszą przekonać obcych, że na-
ród polski uielylkn dzisiaj godzien jest niepodległości, aie
zawsze był jej godzien, i że jak teraz dosyć ma sil, aby ją
odzyskać, tak w przeszłości stracił ją dopiero po najwięk-
szych dla jej obrony ofiarach i jiod przemocą wrogów trzy-
kroć silniejszych. A jeśli, pomimo to, tylokrotne nasze próby,
by odbudować państwo niepodległe, nie doprowadziły nigdy
do celu, nie stało się to bynajmniej skutkiem niemocy na-
rodu lub politycznej jego niedoirzałości, ale z winy rządów
zagranicznych, które nas zawiodły w uaszych nadziejach albo
też, i najczęściej, z winy człowieka łnb kilko ludzi, którym
w danej chwili powierzyliśmy nasze losy. — Tego rodzs^n
obrony i rozumowania gorliwie po każdej klęsce powtarzane,
clloć w Europie nie przed wieloma zapewne nas usprawie-
dliwiły, nas za to przekonywały najzupełniej ; zaczem dnmni
z swych poświęceń i z swego łieroizmu, musieliśmy ozem-
prędzej dla każdej epoki wyszukiwać kozła ofiarnego i na
niego złożyć przyczyny wszystkich niepowodzeń i gi7,ectiy
ogólne. — Lecz l)yly inne, donioślejsze skutki tycb naszych
obrończych wywodów. Ponieważ naród był i jest silny i do
pełności życia politycznego jnż gotów, ponieważ jak przed
upadkiem Ilzpltej, tak i później w każdem powstanin dawał
niezaprzeczone dowody swej dojrzałości, mocy i wytrwania,
ponieważ jedynie niedołęstwem lub zdradą łciłku łnd/.i za-
trzymany został w niewoli, nic przeto nie przesnkadza, aby
zerwał się na nową próbę odzyskania swej niepodległości
oil chwili . gdy znajdzie się człowiek prawdziwie wyższy,
zdolny nim kierować, zdolny korzystać z jego entiizyazmu.
Klóryi mhidzieniec, zaczynający konspiiiicyę i pr,fygotown-
jacy powstanie, uie sądzi aię być takim właśnie dia uarodn
mężem przezuaczeiiia?.., 1 tak, gdy ciągle brzmiały leżsame
pochwały, ciągle teżsaine powtarzaliśmy błędy i zauim znikły
ślady jednego spustoszenia, jnż nowe na przyszłoBÓ zasie-
waliśmy burze! Zaprawdę, w teoi naszem gospodarstwie na-
rodowem podobni jesteśmy do człowieka, eo układając swój
budżet, uietylko niewątpliwe, ale i spodziewane dochody jak
najwyżej naznacza, a nie clice wcale spisać ewoicb dingów
ani przewidzieć wydatków ; i cóż dziwnego, że nim rok
upłynie, spotka go niedobór, i że ćo rok część jego majątku
przejdzie w obce ręce? Tak i nas od lat stu spotyka wciąż
polityczny niedobór i część ojcowskiej spuścizny z każdem
tracimy powstaniem; a nie inna podobno tego marnotraw-
stwa przyczyna, jak ta, że wielbiąc zapał, męstwo i otiar-
ność narodu, ujemnym jego stronom przypatrzyć się nie
chcemy...
„Dość będzie czasu na ten rachunek niemiły, gdy Oj-
czyzna z grobu powstanie, gdy wyzdrowieje matka ukochana
dziś śmiertelnie chora! — Namby się przeciwnie zdawało:
rachunek ten wówczas na mało przydatny, dzisiaj jest ko-
niecznym. Bo jakże matka ma wyzdrowieć, jeśli jej choroby
nie znamy i lękamy się ją poznać? Jak wydobędziem się
z tej ciasnoty, w którą zabrnęliśniy, kiedy brak nam odwagi
otworzyć oczy ? Tylko szczere w sobie samym rozpatrzenie
się mote nas ostrzedz skutecznie i, eo naj pilniej sku, nowym
stratom zapobieży. Tylko prawda od Kludzeń nae uchroni i
od rozczarowania; ona jedna da siłę potrzebną do walki
z nieprzyjacielem i silniejszą od niego pokusą. A tym, co
tak bardzo dla narodu lękali się prawdy i ostrożnie, w nie-
dostrzeionycb w swej maleńkości dozach, radzili jej choremu
udzielać, odpowiemy, że właśnie ta osobliwsza homeopatya,
przez naszych moralistów używana, może była przyczyną, że
naród dotąd jest chory,,,
„Ale (zapytują nas) jakież wrażenie zrobi tu prawda
z taką szorstkością wypowiedziana, dla wielu osobiście nie
pmyjemua, dla wszystkich bolesna? Azaliż nie zrazi, nie
zDiecIięci i już. bardzo iiiesncKęMiwyrli do rozpaczy nie przy-
wiedzie? Azaliż godzi się dodawać otuuiiy wrogom Pulski
widokiem dfiwnej,'o jej zepsucia?" — Odpowiadając na te
pytuDia, przedewBzystkiem zaprzeczyć musimy, aby jakiego-
bądź Polaka można dziś jeszcze od polskości odstręczyti, czy
widokiem plam, jakie ciążą na jego przodkach, czy też bar-
dziej upokarzającem wyznaniem, że naród przy wadach, które
miał w wieku przeszłym, uie mógł gię ostać jako państwo
niepodległe. Rezwątpienia , musiał ciężko przełioieć każdy,
Icto się o tem przeświadczył, ale nikt dlatego nie czuł się
mniej Polakiem, mniej obowiązanym służyć Ojczyźnie. Nikt
już dzisiaj z polskości wyzuć się nie zechce, nikt, choćby
chciał nie potrafi. Silniejsza ona uiż my sami, trwalsita od
naszej słabości lub rozpaczy, w zlej czy dobrej żyje doli i
stuletnią już blisko pokutą coraz bardziej się hartuje. Jeżeli
dawniej można było słyszeć o Polukach, którzy przechodzili
na Niemców, Francuzów, a nawet i Rosyan, — choć i tacy
przy schyłku życia tęsknem wejrzeniem znowu się ku Oj-
czyźnie zwracali, — to z kaźdem, które przybywa ćwierć-
wieczem, owa odmiana czy apostazya staje się coraz mniej
podobną. A w takiem usposobieniu polskiego narodu niewąt-
pliwem, niezachwianem i któremu żaden człowiek sumienny
nie zaprzeczy, czyż nie jest rzeczą pożądaną rozpatrzyć się
w naszycii błędach i w icb nieustannie bijącem źródle, w wa-
dach naszego charakteru rozpatrzyć się spokojnie, bez fał-
szywej a tak zgubnej dla nas samycb litości? I czyż stu-
dyum to może być obojętne albo i szkodliwe? Jeżeli przed
podobnym z sobą samym rachunkiem cofały się poprzednie
pokolenia, to nasze, od nich nieszczęśliwsze , ale w swej
wierności zaciętsze, może go odbyć z pożytkiem. Żelazo dłu-
gim wypróbowane ogniem , wytrzyma uderzenia , któryehby
krucha nie zniosła ruda, — i jeszcze twardszem się staje.—
I czy doprawdy wzgląd na Moskali ma nas wstrzymywać?
Mybyśmy przeciwnie myśleli, że naglącem jest odjąć nie-
przyjaciołom tryumf, że to oni dopiero ukazują nasze błędy
i z ślepoty naszej mają nas wyleczyć. W owym sporze od-
u
I
i le
wiecznym Polski z Moskwą, jak cale prawo mają za sobą,
tak potrzeba, aby prawdę całą stawiali przy Bobie Polacy,
choćby to w chwilową niialo się zraieuić n!ekorzyś(^ i chwi-
lowe przynieść poniżenie. Wykrycie prawdy nie odmieni
zresztą naszego z nimi stosunku. Jak Moskwa nie odstąpi
naszych ziem, ehoObyśmy ją przekonali że do nich prawa
nie ma żadnego, tak i my nie wyrzeezemy się naszych iicnuć,
przekonań, naszych piaw, cierpień, nadziei i calegci ducho-
wego jestestwa, cboć dobrowolnie jej przyznamy, że B6g
użył jej jako kata do wymierzenia zasliiżmiej kaiy. Nikt się
tu uie cofnie, nie zachwieje, nie wyprze swej roli, aiu my,
ani oni; my w pracy nad sobą i w pokiitiiiczem skupieniu
czekając, aż przyjdzie Pańskie miłosierdzie; oni dumnie po-
trząsając głową i z naszej ziemi całemu jnż grożąc światu,
aż Bóg skruszy rózgę, gdy się stanie niepotrzebną!"
Książka, na której wartości ogół pozual się zaraz i któ-
rej autora postawił w pierwszym rzędzie historyków polskich,
wywołała jednak pewne (Irażliwości, a na autora sprowadziła
przykrości. Niepodobna jest o czasach Statiisłuwa Augusta
mówić, a łudzi nie ganić. Łagodniejszym w tej naganie, ańa,-
cbetniej bacznym na to, żeby prawdę mówiąc o zmarłych, nie
urazić żadnego szanownego uc/.ucia żyjącycłi, bardziej, niż
był Ealinka, być niemożna. Jednak niektórzy byli dotknięci,
był do niego pewien żal, który przenosił się i na lycli, któ-
rzy mu dostarczali dokumentów; zrobił się nie gwar wpraw-
'dzie, ale jakiś niesmak i kwas, który sprawił, że Kalinka
wielkim znowu żalem — i powiedzmy, ze szkodą nigdy
ż niepowetowaną — zrzekł się ulubionej myśli napisania
Ływota księcia Adama Czartoryskiego.
Że go to kosztowało wiele, to wiemy: a niewierny,
lecz domyślamy się, że to był ostatni gwicbt rzucony na
szalę jego postanowień, i że on przeważył na stronę święceń
kapłańskich, Kaz już, w roku 1862, kiedy w działaniach po-
litycznych zaszło nieporozumienie pomiędzy nim a towarzy-
szami. Kalinka przypuszczał, że to może ostrzeżenie, znak
ej, która uie clice żeby jej służył na świecie. Na
to wabailie przysKedl rok 1863, pora zla do schodKeuia z ja-
kiegokolwiek jioBteruDku. Zostało jeihiak wahanie. Kalinka
8am siebie doświadczał, żeby się priekonać, czy ma naprawdę
powołanie albo nie; zamykał się w tym cela parę razy na
rekollekcyach u Benedyktynów w Solesmes. Przeeiei zawsze
jeszcze nie miał pewności, nie wiedział, gdzie i czeni wola '
Boża chce go mieć. Kiedy ternz napisał dzieło, w które
włożył co miał siły, nauki, roznmn, i miłości ojczyzny, i kiedy
zobaczył, że tą kgiążk<'\ obraził i rozgniewał ua siebie i lu-
dzi, których i szanoirał i kocbal, i obrazić z pewnością nie
chciał — {i dodajmy na prawdę nie obraził) — książki nie
spalił ani schował, bo ją w sumieniu swojem jiotrzebną są-
dził, ale sobie powiedział, że widocznie Hóg chce żeby luu
służył na innem polu, kiedy na teni świeckiem prace naj-
bardziej umiłowane przynoszą mu gorycze. Domysł to tylko
— jeszcze raz powtarzani — ale domysł prawdopodobny.
Ostatnim motywem psychologicznym, który rozstrzygnął o
jego postanowieniu, były te nieamaki i kwasy powstałe około
jego książki. 18go marca r. 186S podpisał przytoczoną wy-
żej przedmowę — (w Wersaln, gd/.ie dla większego spokoju, i
dla samotności i skupienia duszy, może i dla taniości w ostat-
nich latach mieszkał) — w początkach maja był już w Rzy-
mie i wstępował do nowieyalu ') Zmartwycliwstaiiców.
Ze nie do innego, to rzecz naturalna. Polak, emigrant, '
kiedy uczuł powołanie zakonne, musiał uaturałuie myśleć
naprzód o tym zakonie, który mn był najbliższy, krew z krwi
i kość z kości emigracyi i Polski. Kalinka musiał wszyst-
kiemi instynktami swojej natury ciągnąć do tego zgroma-
dzenia, które jak on sam i cale jego działanie poczęło się
przed laty z rozmyślania nad upadkiem Polski i nad sposo-
bami jej dźwigania, kióre naturę i historyę narodu zn^o
') Ksiądz Kajsiewicz w Hwoim Fami^łniku o poczi^kaeh Zgro-
iiiutheiila nie wspomina nic o wstąpieniu, ani o wyśwJĘ-
cenin Kalinki. Oczywiście dlatego, że podaje tam tylto
życiorysy pierwszych założycieli zakona, a z pdżniejazych
wymienia tylko tych, co zmarli.
a dusKę polską rozumiało, jak żadne inue zoać i rozumieć
nie mogło, które w powszechnym KoSciele siużjlo, ale w uim
miało wyziiHCZouą szczególną missyę około dusz i spraw
polskicłi. Wzniosłość tego popędu, który z Kajsiewicza i
Semenenki zrobił zaltonników, Kalinka zdolny był czuć i rozu-
mieć: w skuteczność ieb działania, w zasługę przed Bogiem
i w praktyczny uiytek dla narodu wierzył. To był ten za-
kon .jedyuy, w którym oii mógł, zrzekając się jak zakonnik
powinien wszystkicłi swoicb uczuć świeckich, i zakonnego
dncba ani życia nie obrażając^ — z nim zgoduy i jemu wierny,
politycznym sprawom swojej ojczyzny służyć. Pośrednio oczy-
wiście i pod posłuszeństwem, i do polityki się nie mieszając,
i celu świeckiego patryotycznego na równi z duełiownym nie
stawiając, ale zawsze L-zyby Bułgarów na katolików nawra-
cał, czy w Rzymie czuwałby nad kośeielnemi sprawami, czy
chowałby przyszłych księży, czy (jak aię później stało) cho-
wałby młodych Rusinów w katolickim duchu, zawsze cokol-
wiekby w tym zakonie robił, to obok wyższego duchownego
miałoby swój cel i pożytek pośredni, polityczny i polski,
wszystko byłoby częścią EzdraszoweJ pracy odbudowywania
od fundamentów. Oprócz tego charakteru zgromadzenia, przy-
ciągała go doń i postać Kajsiewicza, niewiedzieć czy bardziej
potężna, czy bardziej przywiązująca, a niemniej oczywiście
ta summa dziel, dokonanych nieznacznie i powoli, ale ozna-
czających i żywotność ogromną, I pomoc Boską widoczną, i
znaczny ciągły postęp w nas samych. Bardzo ciekawy jest
memoryał podany Piusowi IX przez ks. Kajsiewicza jeszcze
w roku 1846 (Pamiętnik. Pisma. T. III, str. 449), obejmu-
jący program tego, co Stolica Apostolska przedsięwziąćby
mogła, żel)y ratować Kościół pod rządem rosyjskim. Są tam
między innenii punkta uaprzyklad takie:
„podnieść i rozwinąć Kollegium greckie i przetworzyć
je w gi-ecko-s!owiaóskie ;
„ożywić i przywiązać do Stolicy 8w. duchowieństwo
nnickie w Galicyi i na Węgrzech ;
9
^postarać się o luissyonarzy obrządku słowiańskiego
dla milioniiw Słowian scbizmatyków w Tnrcyi;
„dla ożywieoia wiary i powstrzymauiM propagandy
gchizmatyekiej, beatyfikować Andrzeja Bobolę, a kanonizować
\A. Jozafata Kuncewicza."
Wiele z tych rzeczy było jai, rozpoczęte, kieiiy Kalinka
do zakonu watępowaf, wiele później nie bez jego pomocy
posunięte i rozwinięte. Wszystko to weszło w program Sto-
licy Apostolskiej, a wykonanie programu (punkt po punkcie)
poruczone bywało tym, ktńrzy myśl podali. Dodawszy do tego
nsposobienie Rzymu względem Polski bardzo, a usposobienie
Polski względem Rzymu znacznie zmienione, większą liczbę
i zwłaszcza większą stałość katolickich przekonań, dokonany
pod tym względem postęp niemały, Kalinka musiał samą
skutecznością jego działań być przyciąganym do tego zakonu,
który jak pojmował swoje zadanie, swoje przeznaczenie w Ko-
ściele i w społeczeństwie świeckiem i obecny stan świata, to
ksiądz Kajsiewicz krótkicmi słowy tlómaczy:
„Zdawało nam się wtedy, że naj główni ej szym nieprzy-
jacielem Boga i Kościoła, a temsamem szczęścia Indzkiego
i zbawienia , jest w tych naszych czasach socyalizm , czyli
system, szkoła, dzieło całe przez coraz większą liczbę ludzi
w czyn wprowadzane, a którego zadanie wygłoszonem jest:
aby społeczeństwo ludzkie urządzić iiez Boga, bez Chrystusa,
bez Kościoła, wprost środkami ludzkiemi i w imię człowieka,
w imię jego woli i jego siły, a urządzić daleko lepiej, mą-
drzej, szczęśliwiej, niż kiedykolwiek Kościół Chrystusa uczy-
nił to lub może uczj-nić. Jak w średnich wiekach Mahome-
tanizm i wewnątrz rozwiązłość ciała, zbuntowanego przeciw
obyczajowi chrześciańskiemu ; jak w XVI wieku Prolpstan-
iyzm i bunt rozumu ludzkiego przeciw prawdzie clirześciań-
skiej, tak dzisiaj Socyalizm i rokosz u-oU ludzkiej (jrzeciw
chrześciauskiemu zakonowi i chrześciańskiej władzy, są glów-
nemi, wydatnemi nieprzyjaciółmi Kościoła, Chrystusa, Boga.
Jak wtedy przeciw pierwszym nieprzyjaciołom Bóg wzbudził
w Kościele w wieku XIII caty zastęp zakonników (Domini-
kanów, Franciszkanów), jak przeciw drugim w XVI wieku
i później wzbudził inne zgromadzenia (Teatynów, Jezuitów,
Piarów, Oratoryanów, MissyoDarKy), tak tenu w XIX wieku
wzbudzi niezawodnie odpowiednie tym nowym dzisiejszym
nieprzyjnciDlom Zgromadzenia, /. siłą potrzebną do walczenia
z nimi. I to pojąwazy, stosownie tei lio teffo, z obowiązku
sumienia ulożylińmy odpowiednie zasady dla naszego Zgro-
madzenia, dalecy od iiroszczenia aby się równać z owemi
wielkienii Zgromadzeniami kościelnemi, ale 4eby w danym
Tazie, skoro już raz nasze Zgromadzenie niewiadomo jak za-
wiązało się, by mówię to uczynić, do tego wziąć się, co
w tym danym razie, w tym czasie, w tem miejsca, w tych
okolicznościach właśnie jest do uczynienia."
Kiedy Kalinka szedł na księdza, przyjaciołom jego
bardzo było żal. Nie godzi się zazdrościć Pann Bogu czło-
wieka zuakamitego, kiedy go do sliiżhy swojej powołuje, a
jednak trudno było nie liczyć tych prac przeróżnych, które
Kalinka mógł podjąć na świeeie, a wykonać lepiej od każ-
dego innego. Ałe on mniemał, że wnwm necessarium ralowaii
i zbawiać dusze, dtisze ludzi i zbiorową duszę polską; że po
roku 18tJ3 tylko to jeszcze do ratowania zostało, a jeżeli to
się uratuje i obroni, to ta dusza potrafi sobie i fizyczny or-
ganizm wytworzyć. Do mówienia o sobie i zwierzeń nie
skłonny, raz przecie opisał Kalinka stan duszy, w jakim do
zakonu wstępował, i powody, które go do tego skłoniły,
Bylyto w odpowiedzi na zapytanie jednego z przyjaciół, nie-
spokojuego, czy postanowienie to nie było skutkiem zwal pie-
nia, rozpaczy, sprowadzonej wypadkami r. 1863 i ich skut-
kami. Korzystamy tu z prawa ogłoszenia tych zwierzei'i ; da-
towane są z Rzymu 21 maja 1868.
Rzym
, 1868.
^Zwątpienia o Polsce nie było we mnie i niema; wiara
w jej przyszłość, leiy w mej duszy głęboko — a tak głęboko,
że prawie nigdy do niej nie sięgam. — Naprawdę mówiąc, nie
■ Jest mi ona niezbędna. Wystarcza potrzeba, jaką w sobie czuję
^
zawsze Bluienia PoUce, właściwie nKjwiijc, Bogn w Polsce. Byle-
bym pole to miał pi-zed anbą otwarte, dosyć mi nu iiieiii. —
Prawda, że ono czaBcm tak się ścieśnia, że aż serce boli, że
w jednem miejscu nieraz się mywa, cho6 się ludzie na tern nie
spostrzegają, a w drugiem zato się ukazuje. W takiem władnie
czułem się usposobieniu zeszłego roku, gdyśmy się widzieli
w Wersalu. Zdawało mi się i dotąd wydaje (może myluie), że
przedmiot do i'ob(St naszyuh we Franeyi wyczerpany, że oświe-
cać ludzi bez sumienia, uczyć opinię bez siły, rzecz czcza, za-
wodną i krwawe tylko gotująca rozczarowanie, — Podziwiałem
Wyzińskiego i jego rzadką energię, ale iść za nim nie byłem
w stanie, i owszem, sądziłem — jak i teraz sądzę - — że i on się
niedługo rozczaruje. Tego rodzaju prace dają czas długi cLwi-
lowe aatysfakcye , ale jak raz odkryje się icli pi^óżnosć , przy-
chodzi wstręt nieprzezwyciężony. Myślałem wtedy o przeniesieniu
się do Galicyi, a serdeczny udział, jaki brałeś w tym projekcie^
wielką mi był ku niemu podnietą. — Wiesz zapewne z doświad-
czenia, te życzenie tych, których się kocha, często dalej niżby
się chciało pociąga za sobą- — tak i zemną było, we wszystkich
moich krakowskiełi lub lwowskich projektach zawsze mi stałeft
przed oczyma.
^Jednak cłioć w zasadzie prawie już zgadzałem się na po-
byt mój w Galicyi, trudniąj mi było zdecydować się na wybór
zajęcia. Wszystko, cokolwiek tam robicie, jest mi drogie, ujmuje
mnie, wiąże ranie z lepszą częścią mego życia, ale mamże wy-
znać — obok uznania waszych robót, mimowolnie, a bardzo silnie
czuję ich niedostateczność. Minel}', mojem zdaniem, te czasy^
w których można było utrzymać, lub dźwignąć Polskę staraniem
o język, o gruntowne epecyalne wykształcenie, o administracyę
rodzimą, o stowarzyszenia organiczne, o zbogacenie kraju itp.
To wszystko mogło być poniekąd wystarczające za Stanisława
Anglista , za Królestwa kongresowego i jeszcze nawet przed r.
1863. Dziś już zapużno. Owo fatalne irop łard nie do jednych
dynastyi tylko się stosuje; i my też trwamy w tem co lubimy,
npieramy się żeby do dna wyczerpać, cboć dno już dziurawe.
Dążność to spóźniona, przestarzała: wprawdzie zawsze szanowna.
i tem niebezpieczniejsza, że ludzi poczciwych łudzi pozorem- po-
żytkn i od innych naglących robót wati-zymnje. Dziś, sprawa
nasza na innem polu już się rozstrzyga. % politycznego, a na-
stępnie narodowego, bój nasz z Moskwą staje się coraz bardziej,
coraz wylączniej religijny. Już ona nam odjęła prawa polityczne,.
odejmuje język i narodowość, zakazuje zwać się Polakami — nie-
bawem pokusi się o wydarcie nam reszty wiary i Kościoła, i za-
każe być katolikami. Czy się to stanie za teg;o cara, czy za jeco
eyna, który z natui-y swojej podobno do Iwana Groźnego jeaf
podobny, nie wiem : to tylko pewna , że Moskwa (jak niegdyś
francuska konwenoya), skoro pi^zyjdzie do sił i swego uzbroje-
nia, swych kolei żelaznych dokończy, wnet' przyjmie za zasadę,
że w niej, jak jeden rząd i jeden naród, tak i jedna powinna
być wiara. I niby nie gwałcąc sumienia katolików, niby nie ty-
kając nawet ich liturgii, zakaże ona poddanym swoim wszelkiego
uznawania zagraniczna władzy, to jest Papieża, a Kollegium
petersburskie Jako najwyższa instancyę dla katolików naznaczy.
Zamach to będzie ostateczny, nietylko na Kościół, ale na od-
i-ębność naszą narodową. Zamacli niewątpliwy, leżący w koniecz-
nem następstwie dzisiejszego stanu Europy i dzisiejszego uspo-
sobienia Moskwy. Bój to stanowczy, o ńmierć hib o żyeie. Po-
wiedz, mój drogi , czem my eię wówczas będziem bronili ? Czy
może wasze Rady powiatowe, szkolne, Banki pożyczkowe, koleje
żelazne, a nawet lepsze gramatyki i wydoskonalone specyalue
szkoły, staną dla kraju za pnklerz ■ — - ah, wszystko to nie wy-
trzyma jednego uderzenia kozackiej nahajki. — W tej walce
straszliwej, która może dziś, może za rok się rozpocznie, jednem
tylko męczeństwem za wiarę prawdziwem — ocalić będziemy mo-
gli i Kościół i naród. — Wskaż mi, mój drogi, aiiy jedne z prac
waszych, którahy przygotowywała naród do tego co go czeka,
przez co przejść musi ? Daruj, ie powiem, wy o wszystkiem pa-
miętacie, tylko nie o tern, co dla kraju najpilniejsze: co w duszy
zasiane, ani ukazem, ani knutem wyplenić się odraził nie da.
U was, jakto już w roku zeszłym ci pisałem, pełno zapobiegli-
wych Mart, co około wiela troszczą się i krzątają, a jednego
potrzeba,
„Zapytasz mnie, czemn — widząc najważniejsze pole tak
zaniedbane — nie przyjechałem sam pomagać do jego uprawia-
nia. Wieie do tego powodów. A naprzód , że sprawy religijne
mało was w istocie obchodzą, niełatwo byłoby otrzymać od was
pomoc; wam tak niemiłe „wszystko, co trąci zakrystyą!" Po-
wtóre, wobec powszechnej prawie u nas nieznajomości katechizmu
i mnóstwa fałszywych rozsianych pojęć, wobec zbyt wątłego za-
stępu tj'ch, co troszczą się o wiarę, człowiek świecki nie zrobi
nic na tern polu w Galicyi, zwłaszcza gdyby, jak ja, przyjecłiat
z gotową już reputacyą arystokraty, jezuity, ultra mon tani na I
W koAcu zaś i nadewszystko , że wobec tylu uprzedzeń i tylu
niedostatków, nie czułbym w sobie do&ć siły, aby na niwie tak
mało npr.iwionej pracować. — We Francyi można żyć w świe-
_,cie, n jednak dla Kościoła, i służyć mu wedle zasobów które
B^ dał, i jak wiesz, znaczna część przjelag clme^uAakich,
prz«i świecfeieli Indzi bjwa tam epetniona. Ale n nas. kto chce ]
dla Kościoła praro«rać i rozkrzewiać nieodzownr dla narodn z^
»a4f i nczncia wjaiy, mosi kei*;dzem zostać . inarzej narazi się
na śmi«ezność, !ub Cu goreza, na krzywdzące d«mysiy i pod^-
rzenia.
.1 otn Bą, tniij drogi, powody, które mnie sltłonily do wej-
ścia na nową drngę, po piętnastn lub więcej latach , pr^ehytj-ch
ns tycił właśnie pracach organizacyjnych (lab ich głusEenin),
ktńryclt dzisiaj niedostateczność cziiję Uk mocno. Cltęć połącse-
nia eią z ludźmi co dźwigają Kosci<it polgki, nadzieja siniby
apostolskiej w kraju, a przedtem jeszcze potrzeba znalezicJiia sil
odpowiednich i wyleczenia się ze swych wad, hądż osobistych,
bądź narodowych, oto przyczyny czysto ludzkie, które kazały mi
rozpocząć tycie zaknnne. Nie przeczę, że prócz nicłi były inne:
chęć większego zbliżenia się do Pana Jezusa, z odłożeniem wszyst-
kich interesów, do czasu przynajmniej ; pragnienie pokochania
Go catem sercem i nauczenia się sliiżby Jemn, nie sobie, ani
własnym znchceniom. Trudna to szkoła i byłaby niepodobną,
gdyby kto w niej własną tylko mocą chciał zostawać, gdyby
w walce codziennej na siebie liczył, gdyby głównej pomocy i
nienstannego przytnlkn w Panu Jezusie nie szukał. Ale jakkol-
wiek ciężką być może niejedna godzina (a i na świecie jest iclk
niemało), to przecież od trzecłi tygodni, odkąd Jestem w nowi-
cyacie, nie było dnia, mówię to n aj szczerzej, w którymbyin ser-
decznie, głęboko, rzewnie — nie dziękował Panu Bogn za to że '
mnie wprowadził do zakonu. Co było w mem powołaniu zbyt
świeckiego, to za łaską Bożą uda mi się może oczyścić , i zda6
wolę moją i projekta moje na wolę liożą , i gtać się jego po-
słneznem narzędziem. Myślę, że kiedyś będę mógł pracować
■ w Polsce ; lecz gdyby tak być nie miało , gdyhiTn się musiał
tego wyrzec, bylabyto wprawdzie najboleśniejsza, n.ij twardsza '
dla mnie ofiara , ale i tębym złożył Panu Bugu , na korzyść
Polski i jeszczebynt pewny był, że służę Polsce najskniecznicj,
bo zgodnie z wolą Bożą."
Pole dzialaniii, jakie się przed nim otwierało, bj'!o Daj-
rozleglejaze ze wszystkich. Jego życie kaplaiiskie i zakonne,
jego prace i zasługi w Eośisiele pL>lskim i w Zgromadzeniu,
jak wykazałyby znowu w całym blasku jego zdriloośu orga-
nizacyjną, tak najlepiej dałyby poznać jego religijnego da-
clin, jego wiarę, jego eootę. Ta stnma jogo życia iiajwai-
niejsza xe wsiystkifli, najl)Ogats/,;i w skutki, iiowinim być
opiaaaą; trudno wszakże, żeby mógł opisać ją człowiek
świecki, a w każdym raitie w krótkim czasie, bo robota to
duża i długa. Musimy ją tu 2 jtalem pominąć, bo nie mamy
z czego dowiedzieć się o niej tych szc^tególAw, bez których
najogólniej tylko możemy o tych chwilach jego życia mówić.
Jego wBtąpieuie do iiowicyatu wypadło właśnie na
chwilę uajzawziętszego, naj nikczemniejszego prześladowania
Zmartwychwstańców. Męty wyrzucone na powierzchnię wzbu-
rzeniem rokn 1863, były wtedy rozlane szeroko, a zaufane
w nmiemane poświęcenie dla ojczyzny, były zuchwale i gfo-
iue. Awanturnicy w świeckiej czy duchownej sukni, kapłani
i patryoci (jak o nich mówiono i pisano), a tacy patryoci i
kapłani, że na schizmie kończyli, mścili się na księżach,
że ich w fizymie ani w Paryżu władzom duchownym do-
brze zalecić nie mogli; do taldch łączyły sii; indywidua,
jakie zawsze zdarzyć się muszą, czołgające się w nadziei
że podchtebstwem wyjednają sobie u poważnych ludzi po-
zory szacnuku i dobrego stosunku, a kiedy to do celu nie
doprowadziło, szkalujące tych przed którymi pełzali, dla zem-
sty, dla przypodobania się innym, dla zrobienia sobie gdzieś
u kogoś jakiegoś przecie stanowiska. Chór oszczerstw na
Zmartwychwstańców, za intonacyą księdza Mikuszewskiego
i podoimych, śpiewany przez kilka krajowych dzienników,
wychodził ua tosamo, co opowiadanie świeżo oroszone o Je-
nerale Skrzyneckim , jak go Gurowski oskarża! o przekup-
stwo i zdradę ojczyzny '). Ksiądz Kajsiewiez ojiowiedział te
, aprawy w swoim pamiętniku: ale wypadtiio jednak opowie-
Nlzieć je w pismach publicznych, żeby się do wiadomości lu-
Śzi szerzej dostały. Opowiadanie to i odpowiedź (wilecono
napisać Kalince, który właśnie wyszedł hyl z nowicyatu i
chodził na kursą teologii. Odpowiedź ta ma tytuł Konspira-
cya Korespondentów, a wyszła w Przeglądzie Polskim w lipcu
Patrz Przeyląd Pulslci 188G. Czerwiec. „Z teki Jenerała
Skrzyneckiego. "
r. 1869. Przypomniały się dohre czasy Wiadomości Pohklch.
Subtelnym a ciętym dowcipem, doakonalą aigumentacyą , a
zwłaszcza tą mocą prawdy, ktńra daje powagę i wiarę sło-
wom człowieka który ją mówi, te kilka nialo znanych kart
mogą się liczyć do bardzo świetnych płodów pióra Kalinki.
Oczywiście na razie skutku nie wywarły: fałszerze — bank-
notów i wiadomości — o któiyeh pisał, zanim się jeszcze
do swego rzemiosła wzięli, musieli oczywiście jitż naprzód
se faire un front qui iie rougit jamais, i nie umilkli ndrazu,
(iwezem do dziśdnia jeszcze odezwie się niekiedy jakie spóź-
nione echo tycli głosów — nie idących w niebioay. Ale jak
prawda na wierzch, tak faisz swoim ciężarem idzie na spód;
niejeden już z ówczesnych oskarżycieli sam ujawnioną po-
dłością swoją zaświadczy! o wartości swoich oskarżeń, a do-
bra sława Zgromadzenia stoi, powaga jego rośnie. Dobrze
kończy Kalinka swoje pismo przysłowiem, „kłamstwem świat
przejdziesz — ale nie wrócisz."
W tymsamym czasie, w maju 1869, skończył on rok
nowicyatu i .wykonał pierwsze śluby zakonne, i w tyoi także
otrzymał niespodziewane, a mimo obowiązkowej zakonnej
pokory, miłe odznaczenie. Towarzystwo Historyczne w Pa-
ryżu przyznało mu nagrodę za Ostatnie lata Stanisława Au-
gusta, jako za najlepszą książkę historyczną, jaka w tych
latach była napisana. Po wywołanych nią niechęciach i oskar-
żeniach, taki wymiar sprawiedliwości, choć najprostszej, byl
poniekąd i zadośćuczynieniem. Oto, co pod świeżcm wraże-
niem pisze o tem Kalinka: „Bada wyznaczyła komisyę do
„czytania i ocenienia dziel; wezwano do niej (prócz czlon-
„ków Rady) Klaczkę, Al. Chodźkę, Wrotnowskiego, etc. Po
„wielu sesyach i długiej dyskiisyi przyznano nagrodę... mnie!
„Tryumf to nielada... ta decyzya Towarzystwa Historycznego
„powiększa znacznie wartość mojej książki, i zasadom w niej
„wypowiedzianym daje uroczystą approbacyę... Ktoby się
„spodziewał, aby w Paryżu i..." (w rok zaledwo po przej-
ściach niemiłych) ...„ta sprawa taki wzięła obrót. Hube-nt
sua fala Uldli.-
Wyświęcony w grudniu roku 1R70, Kalinka w ciągu
roku 1872 był w Galicyi — (w Krakowie i we Lwowie, za-
pewne w sprawie osiedlenia 6ię, któremu hr. Goluchnwski
był przychylny; — prze/, tzas jakiś było marzenie, a nawet
nadzieja dostania Tyńca) — w początkach 1873 r,, jnż po
śmierci księdza Kajsiewicza, byl w Paryżu, potem w Rzy-
mie pelnil fnukcye zarządcy domu; w lecie 1874 r. byl
jeszcze w Galicyi, i znowu bez akntka. Klimat rzymski dzia-
łał źle na jego zdrowie: to, i jego energia, jego dar orga-
nizacyi sprawiły, że wysiano go do Bnłgaryi. Co tam i co
co w ogóle przez ten czas robił, to przeeliowywad się ninsi
w archiwach zakonnych. Nam mało to znane. Wiemy tylko
(z listn do ks. Władysława Czartoryskiego), *e starał się o
większe dla Missyi bułgarskiej zasiłki od lyoiigkiego stowa-
rzyszenia Propagacyi Wiary, czy ze skutkiem, nie wiemy;
wiemy tylko, że bawił w Adryanopolu od grudnia 1874 do
końca marca 1875 r. Został wszakże z tego czasn jeden ślad
jego myśli, o którym pokrótce wspomnieć mnsiniy. Jak wia-
domo, zakonnicy odprawiają medytacye, i wiadomo także, że
Zmartwychwstańcy w Adryanopolu mają szkolę dla mlodyeli
Bułgarów. Ks. Kalinka za przedmiot tych medytacyj wziął mię-
dzy innemi obowiązki nauczycieli względem tycb uczniów, i spo-
sób, w jaki 7. nimi postępować należy. Nie są to nauki, tem mniej
świeckie rozprawy; są raczej krótkie rozmyślania, ułatwiające
rachunek nauczycielskiego sumienia, ale w wydaniu dziel
księdza Kalinki powinny znaleść się koniecznie. Są takie
mądre, takie praktyczne, tak głęboko w naturę ludzką i prze-
nikliwie wglądają, że każdemu kto dzieci ebowa mogą
się ogromnie przydać. Powtóre, księdza Kalinkę dają poznać
ze strony nowej i niespodziewanej, pedagoga, a dowodzą,
że i w tycb rzeczach miał jakiś dar szczególny. Na tych za-
sadach oparte jest wyeliowanie w Internacie ruskim, i słusz-
nie zasady systemu przypisują tam księdzu Kalince. Nie Eu
miejsce wdawać się w opis, a dopieniż w siid/.enie syste-
ma '), nie możemy przecież zaprzeć się, że ten sposób kształ-
cenia sumień i chiiraklerów przez okazywaną uczniom ufność,
przez przygotowanie i uzbrojenie icb przeciw złemu jakie
w życiu spotkać mogą, a zwłaszcza przez przykład własny,
bardzo nam do przekonania trafia. Nie możemy też odmówić
Bubie pr/yjcmno^ci przytoczenia tu jednego chociaż ustępu,
który daje poznać dokładnie nczucia i stanowisko księdza
Kalinki i Zgromadzenia względem późniejszych, ruskich wy-
cliowańeów :
„Naród każdy wyraża jakąś myśł, którą Bóg chce prze-
„zeń w ludzkośti rozwinąć. Bóg daje mu odpowiednie dt>
„jegti zadania przymioty, które tworzą jego właściwość, cha-
„rakter, i z pomocą których ma on następnie pracą wieków
„spełnić swoje posłannictwo na ziemi."
„Powinniśmy mieć uszanowanie dla każdej naroduwoćei
„przez wzgląd na jej początek, na jej cel. Lekceważenie jej
„byłoby pogardą myśli Bożej, która w niej tkwi i kiedyś
„zakwitnie. Poniewierać narodem dla jego wad lub uiedo-
„statków, albo dlatego, że są inue wyżej od niego stojące,
„byłoby tożsamo eo deptać godność człowieka dlatego, że są
„inni lepiej ubrani liilł wykształceiisi od niego."
„Przez uszanowanie, które dhi ich narodowości okazu-
„jemy, dzieci bułgarskie powinny rozumieć jej wysoką wai-
„ność, powinny wszczepić w siebie przekonanie, że nie na-
„próżno I5óg ich stworzył w tym a nie w iuoyni narodzie,
„że niają względem niego obowiązki, których niemożiia za-
„Diedbać bez niewierności Bogu. Dzieci wiedzieć mają, że
„kto cnotliwy i wierny lasce, ten najlepiej służy eweniu na-
grodowi, ho ściąga blogosławiefistwo na cały krsij, — a prze-
„ciwnie każda plama osuhista, jest hańbą dla narodu i nmniej -
„sza nm łaski Bożej. Wiara w narodzie, to jego hłogosła-
„wieństwo i siła. Dzieci bułgarskie wiedzieć mają, że bes
') Zasady skreślił k^iiidz Sraolikowski , przełożony Internatn,
w nicznera sprawozda ni u z je^o stanu z roku 1886, w roku
1877 drukowauein.
„wierności Kościołowi naród ten jak nie niiol przeszłości,
„tak i przyszłości mieć nie będzie, i tjllio klęski po klęskach
„i poniżenia i zawody czekać go będą. Że Kościół, to duch
„i podwalina, narodti, ale nie moie mu nigdy słu-ż-yć Zii na-
„rzędzie polityczne. Kiedy Kościół jest dla nas celem, a Bóg-
„początkiem i końcem naszego działania, wszystko w naro-
„d/.ie dźwiga aię i utrwala w porządku. Pnez myśl Bo:^.ą,
„którą przyjął naród, rośnie na dncłiu i ciele i praycliodzi
„do najszerszego przeznaczonego mu w świecie stanowiska.
„Ale całkiem przeciwnie się ma, kiedy Kościół użyty jest
„jako jaka kombinacya' polityczna, dogodna na ten izas, dla
„zwalczenia przeciwnika, dla ominięcia trudności i przeszkód.
„Bóg nie znosi takiej zniewagi, aby to jego dzieło uajdroż-
„sze, któremu fundament krwi swojej położył, było tak po-
„niewieraue. Taka racbntia fałszem jest i jak fałsz każdy
„sama sobie karę przynosi, bo wtedy i Kościół niszczeje i
„naród się upadla,"'
„Dzieci oswojone powinny być z myślą, że je w życiu
„liczne pokusy czekają, dla wypróbowania icb wierności. Że
„będą powołane do dania świadectwa prawdzie, a to świa-
„dectwo kosztować je musi. Ale Bóg dobry nie ześle na nich
„pokus cięższych nad ich aily i w tyeb pokusach wspomoże
„tycb, co Siu będą ufali."
„Nic masz narodu, któryby się nawrócił, lub w wierze
„utrwalił bez świętych. Na początku dziejów każdego narodu
„błyszczy jakaś wielka postać świętego, która mu drogę to-
„rujc."
„Miejmyż i my to w pamięci, i sami to rozpaniięty-
„WHJmy i Panu wciąż w modlitwie przypominajmy, że ta
„unia nad którą pracujemy, poty będzie krnchem dziełem,
„dopóki świętych nie wyda. I Bulgarya, jak Ruś niegdyś,
„potraebuje Jozafata. Pobożność zwyczajna — ziemska gorli-
„wośó, uczciwość mierna nie wystarcza, trzeba heroizmu
„cnót."
W ciągu tego całego czasu przecież i pomimo zajęć
tak odmiennej natury, Ostatnk lata Stanisłnica Atigunta nie
k.
wj-chodziły mu z myśli. Pisać dalej fo co zacząt, napisać
bistoryę Czteroletniego Sejmu miał za swoji^ powinność i za
rzecz pablicznego poiytkn. Ksiądz Semeoenlto , jenerał Za-
konu, rozumiaE to taksamo; wiedział, że choć to nie bezpo-
średnio praca dla Zakonu , ale zawsze slutba Unia i poży-
tek Kościoła, i że jeżeli jeden z jego zakonników pracy
takiej dokonać może lepiej niż ktokolwiek inny, to prze
szkadzać mu w niej, odrywać go od niej hyloby źle. Prze-
znaczył go zatem na kapelana przy klasztorze Sióstr Niepo-
kalanego poczęcia w Jarosławiu {1877}. Miejsce to było od-
ludne i ciche, innego zajęcia mało, bliskość Lwowa i Kra-
kowa, zatem łatwy przystęp do bibliotek; i tam zaczął się
pisać iSejm Czteroletni. Z jakim trudem szukania i dostawa-
nia źródeł, tego domyślać się tylko możemy. łCsiądz Kalinka
mówił zawsze, że wielkiej uprzejmości i łatwości doznał
w Uerlinie, gdzie w archiwum krółewskieni pozwolono mn
korzystać z wszystkiego. Od trudn i mozohi wszakże cięższy
był ból zagłębiania się w te czasy, stopniowego odkrywania,
że złego było więcej, dobrego mniej, niż się sądziło — i ból
konieczności powiedzenia tego po raz pierwszy...
Ten Jarosław ma swój rod/.aj szczęścia i chwały. Po
jednej jego stronie, w Pawlosiowie, przygotowywał Skarga
do druku Kazania na Nie^lzieh i Swifta, po drugiej stronie,
na Głębokiej , pisał Kalinka pierwszy tom Czteroletniego
Sejmu. Jak tamto w wymowie kościelnej , tak to w histo-
ryografii polskiej na szczytach.
Ten pierwszy tom wyszedł w roku 1880,
VI.
Właściwą cechą i znaczącym faktem naszej literatury
z ostatnich lat dwudziestu kilkn, jest to, że największa liczba
sil i zdolności (i to zdolności na j celniej sze, wyborowe), sku-
piły się około Iiistoryi; ona jest dziś gliiwnera, najsilniejszeni
korytem, którem płynie nasze piśmiennictwo, jak pól wieku
temu była niem poezya. Uważamy to za szczęście dla na-
rodu i za dowód, ta on postępuje i dojrzewa. Trzy są wła-
dze w duszy ludzkiej: uczucie, rozum i wola, a każda ma
w życiu człowieka okres nie wyłącznego panowania, ale gó-
rowania nad innemi. W pierwszej młodości żyje człowiek
głównie uczuciem, a ono nim włada. Doświadczenie i zasta-
nowienie uczą go, że nczncie nie jest nieomylnem i że ono
samo nie ma prawa i nie umie rządzili człowiekiem i jego
życiem; kiedy się tego dowiedział, zbliża się człowiek i doj-
rzewa do wieku męskiego. A dopiero kiedy sądu i rozwagi
1 nabrał, i kiedy je dodał do tej czujności sumienia i szlachet-
Tpości serca, jaką mu dało uczucie, kiedy te dwa pierwiastki
duszy swojej połączył, wtedy nabywa człowiek tego, co
go wprowadza w trzecią epokę jego życia: cliarakteru, i
wtedy zudyakowym znakiem jego życia jest już nie uczucie,
nie refleksya, ale na nicli oparta i niemi dobrze kierowana
władza trzecia, wola; zaczyna się po okresacli przygotowa-
Jącycli (uczuć i rozmyślań) okres ostatni praktycznego życia
działania. W życiu zbiorowem narodów powtarzają się te
trzy gtopnie takie, powtarzać 8ię mogą nietylko w całości
ich dziejów, ale w jedDjm z tych dziejów okresie lali wickn.
Nasz. Ditród w swojem porozliioroweoi życiu szedt za popę-
dem uczucia aż do rokn 1863; że wsuedl w epokę reflekayi
i rozwagi (dowodzi oprócz innych wskazówek) i to, że na
sam przód jegn zajęć nrayslowych wyszła historya. To jest
jest jego sposób badania siebie, obracliiinkii z sobą, jego
Hogee te. ipsnm. W okres trzeci, afimiowania i peluego uży-
wania swojej woli, wstępnego działania, przejdzie wtedy,
kiedy wyrabiająca się w tym drogim świ&douioSć siebie
przejmie go dobi-ze nawskrós i do tej dojrzaiośfi doprowadzi.
Ten zaś fakt — nie literacki ani teoretyczny tylko, ale
bardzo praktyczny i historyczny — fakt obudzonego nad sobą
sądu, objawiony dotąd najświetniej w pracach bistorypznyeb,
dal się widzieć naprzód przez dwóch ludzi, którzy (innym
zasługi ani zdolności nie umniejszając bynajmniej) byli pierwsi
co do czasu, pierwsi w zDajomości natury swego narodu, i
pierwsi wreszcie w sztuce historycznego pisania; Szujski i
Kalinka. Jako rodzaj umysłu i jako zalety talentu, zupełnie
do siebie niepodobni, wprost różni. Kalinka nie miał tej
wyobraźni poetycznej , która — trzymana na wodzy umie-
jętnością i sumiennością historyka — była wielką siłą, wiełlcą
pomocnicą i sługą Szujskiego. Dawała mu lę intutcyc, która
przeczuwała i odgadywała prawdę o ludziach i wypadkach,
prawdę, którą potem badanie sprawdzało. Kolumb czul, że
antipody być muszą; Kopernik, że ziemia musi się obracać:
zanim jeden i drugi doświadczeniem i rachunkiem doszedł
do sprawdzenia swoich przeczuć. Szujski tak ezul naprzód,
odgadywał prawdy historyczne swoją intuicyą, na którą skła-
dały się dwa pierwiastki: miłość ojczyzny i wyobraźnia poe-
tyczna, do historycznych rzeczy zwrócona i użyta. Tesame
dwie władze sprawiały, że w swojem przedstawieniu rzeczy
i ludzi, Szujsld miewał silę kolorytu, w swoich slowacb pa-
tetyczną siłę miłości lub zgrozy, przypominającą Tacyta. To
jest typ historyka, do którego należy Szujsld. Kalinka poetą
nie był, wyobraźni nie miał , nie odgadywał nigdy, tylko
myśleniem, refleksją dochodził. Nie unoszący aię nigdy, nie
porywał patetycznerni, natcliiiinnemi ustępami. Effekl u niego
powstawał z pizet-inieiistwa delikatnych odcieni i półtonów,
silnie oznaczonym, jaskrawym nie bywał nigdy. Jako pisarz
podobny byl do tych malarzy, którzy me mają świetnego
kolorytu, ale doskonałość rysnnkn kai^^e u tern zaponmieć;
jako liistoryk stał pod chorągwią nie Tacyta jak Szujski,
tylko Tuoydidesa. Zato miał jako pisarz tę zawsze równą do-
skonałość stylu, tę prostotę i przejrzystość słowa i układn,
jakiej Szujski często zawiły nie miał. Tamten jest świetniej-
Bzy czasem, ten doskonalszy zawsze; uderzających i pory-
wających piękności u Szujskiego jest wiceej, ale sposób Ka-
linki jest klasyczny. Głębokość sądn, zmysł polityczny, będą
n oba zapewne równe i ogółem z sobą zgodne, a stanowisko,
z jakiego na sprawy polskie patrzą, tosamo. Tylko Szuj-
skiego sąd ma więcej ogólnego filozoficznego pierwiastku i
kiernnku, sąd Kalinki praktycznego, a w szczególności dy-
plomatycznego. Gdyhy Kalinka był pisał o wieku XVI, byłby
sprawy jego tak rozumiał i sądził jak Szujski; w wieku
XVIII Szujski niejedno widział inaczej jak Kalinka, ale po-
wody złego widząc taksamo, byłby mnsiał sądzić podobnie
i szczegóły, gdyby był tak się w nie zagłębiał jak tamten.
Przekonania religijne, pojęcie elosiinku ludzi i społeczeństw
do Boga i Kościoła, jeat u obudvTÓch tosamo, z tą różnicą,
że Sznjski historyk już Kanilodii, im dalej tern lepiej do po-
znania prawd tych dochodzi; Kalinka zmieniać się pod tym
wsgiędem i postępować nie potrzebuje, bo jest jni zupełnie
dojrzały i ustalony, kiedy bieforyę pisać zaczyna. Jeden
mo4e być doskonalszym, klasycznym, bo pisze mniej i ca!ą
swoją siłę i pracę koncentruje w jednej epoce; drugiemu na
doskonałość nie starczy czasu: ale ten wielki popęd, który
w nim jest, i który cale wieki historyi polskiej podejmuje,
roztrząsa, oświeca, z całych prawdę i naukę dobywa, ten
popęd za doskonałość staje, a swoim choć innym sposobem
często do niej dochodzi. Próżno jest porównywać i mierzyć
znakomitych ludzi, i wszystkie niegdyś modue paralelJc Ra-
W
faela i Micliala AniołB, Beetboyena i Mozarta, Schillerai
thego, ludzi myślących doprowadzały zawsze tylko do w
ku, i.e kaidy z nich jest inny, nigdy do tego, który wicki
Taksamo, gdyby je kto nibić próbował, skouczyćby się
siało porównanie Szujskiego z Kalinką. Tylko te są jedną
z takich wielkich par — w naszej historyi i literaturze jedną
z największych — to pewna.
W tym zaś zwrocie historyi polskiej , którzy oni we
dwóch poczynają i reprezentują, nie da się i nie zależy na
tem, by oznaczyć, która książka najlepsza, która najwięcej
piawtl wykryła, wpływu wywarła, pożytku przyniosła; —
ale najwyrażniejszem, najjaskrawszeni świadectwem zwrotu,
krokiem na tej drodze najśmielszym, bo najboleśniejszym,
nauką najłatwiejszą bo najbliższą, był Sejm Czteroletni księ-
dza Kalinki.
Dlaczego ze wszystkich prawd historyi ta ma być naj-
boleśniejsza? Rzecz jasna. Od lat prawie stn żyliśmy i umie-
rali w tem prMkonaniu, że Trzeci Mnj był aktem skruchy
i poprawy dawoej Rz pitej , jej ostatnią wolą, a dla nas i
przykazaniem i wiatykiem na ciężką drogę porozbiorowego
życia; w dokonanej podówczas poprawie, w podniesionej mi-
łości ojczyzny, w sprawiedliwości i mądrości ustawy Trze-
ciego Maja, była część wielka naszej siły życia, bo był do-
wód, że Polska ówczesna była lepsza niż dawniejsza i lepsza
od innych; w tem znowu rękojmia, że ona ma i prawo i silę
odżycia. Czy w takiem sądzeniu Trzeciego Maja myśmy się
mylili? Nie. To wszystko jest prawda i w tę prawdę win-
niśmy wierzyć tak, jak wierzyły wszystkie pokolenia aż do
nas. Tylko jak wszystkie nasze sprawy do roku 1863, tak
tę sprawę aż do Kalinki sądziliśmy uczuciem samem, patrza-
liśmy na nią z tego stanowiska, co na wszystkie inne; wi-
dzieliśmy jej słuszność i szlachetność i myśleliśmy, że gdzie
jest słuszność i szlachetność, tam wszystko inne albo samo
przez się być musi, albo niekoniecznie potrzebne. Dziś tasama
rozwaga, która Itaże nam znać i sądzić nasze położenie po-
lityczne, przystępuje do tej sprawy historycznej i mówi przei
usta Kalinki, że przy sinszaości sprawy a azlnclietnośei po-
pęda i eelu, w ustawie samej były niedoskonałości, w postę-
powaniu hlędy grube, w ludziach słabości albo małońei...
W tym ostatnim akcie narodowej zasługi i mądrości, który
jako ostatni był najdroższy, czczony jak świętość, pokazały
się gorsze jiierwiastki, nieodłączne od natury ludzkiej i ludz-
kicli dziel — ten historyczny ideał nie był ani moralnie ani
polilycznie doskonałym; ludzie, którzy go stworzyli, nie byli
ani tak święci ani tak wielcy jak nam się zdawało... tłń-
maczyó ich trzeba często, wytlóniaezyć nie zawsze można!
A więc cóż nam zostanie, w co i komu mamy wierzyć, gdzie
w sobie aznkać rozumu , wielkiego charakteru , patryotyzmu
bez przymieszki, zatem zdolności i siły do życia, jeżeli tego
niema w nstawie Trzeciego Maja i w jej twórcach? Oto
wrażeuie rozpaczliwe, z jakiem niejeden tę książkę czytał,
i dlategofo jest ona ze wszystkich naszych książek histo-
rycznych najsmutniejsza. Wrażeniu się nie dziwimy: prosimy
tylko, by teu kto go dozna!, zważy!, że jeżeli jemu t-ak
okropnie było czytać, jakże dopiero być musiało temu, co
czuł niemniej jak on, a pisał i dowiadywał się i drugim
oznajmiał pierwszy. I gdybyśmy mieli czemu się dziwić, to
temu raczej, że książka tak bolesna, tak przecie była przez
ogót wdzięcznie przyjęta; że uie zrozumiała i na autora się
burzyła liczba stosunkowo bardzo uiała, a większość czytała
ze Izami, z zaciśniętą pięścią, ze wstydem na czole, ale czy-
tała tak, jak się połyka lekarstwo, „niecb boli jak chce" —
czując, że na jej dobro i szanując owszem błogosławiąc le-
karza. To jest (jak słusznie zauważył p, Popiel w receuzyi
pierwszego tomu Sejmu. — Przegląd Polski Listopad 1880)
i-zecz niełatwa ani mała, a pocieszająca bardzo. Że zaś wy-
kazane słabości i blęrły ludzi nie /.mazują ich wartości, że
niedoskonałość rzeczy nie zmienia jej słuszności i szlachet-
ności, i że wskutek tego wrażenie książki bolesne bardzo
rozpaczliwem nie jest, to się pokaże.
Wszystko co dobre, przychodzi pomału i trndno, i nigdy
człowiek ni naród odrazu nie zmądrzał. Tę prawdę nie Ka-
10
linka odkrył, znana jest odkąd świat Bwiatem, a że ją nas
historya i jego ksiąika raz więcej stwierdza, nie jego
wina. My przez upadek Kzeczyi»ospoiitej, przez wstyd czaai
SaskicU, przez sejmy, z których ani jeden ordynaryjny
Augusta III nie dnszedt, przez jego elekcyc pod przemo
cudzych bagnetńw, przez Konarskiego wreszcie, zDiądr/.eli8ii
o tyle, iieśniy się przekonali, ie Polska nie stoi nierząde
ale ie jak wszystko, tak i ona nierządem upada. PrzekoD
liśniy się (wielu z nas}, że Liberum veto nie jest żreni
wolności i że trzeba nam innego, skutecznego Ead Sposol
Kie bylto postęp mały, było zwycięstwo nad jednym s
starzałym przesądem, byl zrobiony początek. Inne pmesąi
zostały. Ale kiedy prz)'sz!y szkody i sromoty gorsze, kon
deracya Radomska, pierwszy rozbiór i sejm Ponińskiego, 9
ezęla się w umysłach wyrabiać walka z przesądem drugi
z wolną elekcyą: walka nie odraza stanowczo zwjcięsl
przecież o tyle , że i ten dragi filar nierządu runął w opi
i świadomości wielu; na jego miejscu stanęło przekonań
że bezkrólewia i elekcye są drugim głównym powodem s'
bości. Otworzyły się oczy dalej na militarną słabość paiisti
i na społeczną niemoc narodu; mniejszych i ubocznych zmi
w opinii, które z tamtych płynęły jako ich następstwa i n;
pełnienia, nie trzeba wyliczać. Te wystarczą, by dowieśt!-,
się postęp zaczął i że dość daleko zaszedł , h zarazem ,
oznaczyć, gdzie się zatrzymał, jakiej granicy nie przesze
Naród zmądrzał bardzo, ale tej mądrości jeszcze wtedy i
nabył; która uczy zadać przymus (gdy potrzeba) uczucie
nawet najszanowniejszym i znosić zgodnie ludzi nienawi
nych, jeżeli ta zgoda wzmaga naszą silę; która uczy, że
głośne mówienie wtedy dopiero jest pora, kiedy do silne
działania jest gotowość; która uczy, że administi-acya i
może być sprężystą ani dyplomaeya skuteczną, kiedy
kollegiainte przez wielu prowadzi; tej mądrości naród jeszt
wtedy nie nabył, która uczy, jak swoją politykę zagranicz
prowadzić — a w stosunkach najtrudniejszych — iżby n
kąjąc Charybdy, nie wpaść na Scyllę. Zmądrzeli o tyle,
^ by
cif
^^^w;
już wiedzieli, czem się ratować i dźwigać maja — nie dosyć
by wiedzieć jak, jałiiemi praktycznerai sposobami. Oto ostat-
nia koriklnzya i eąd, jakie się z tej ksiąi^ki wynosi; a jej
nauka jest ta, że czego im uiedoatawaln, to my mamy do-
pełnić, i stanąć na tym stopniu politycznego rozumu i patryo-
tycznego snmicnia, który dla nich byl jeszcze niedostępny.
Konkluzya nierozpaczliwa wcale, skoro oni bardzo dużo zro-
bili i bardzo dużo postąpili; a nauka rozpaczliwa chyba dla
takich tylko, którzy albo tego nie wiedzą, że nie odrazu
Kraków zbudowany, albo na długą i trudną budowę nie mają
odwagi i siły.
Fakt ten, powody, dla których byl (a prawie musiał
hyć) taki, formy w jakich się ukazywał, i skutki, jakie spro-
wadzał, oto co się praewija przez cały ciąg tych dziejów, a
opowiadaniu występuje z jasnością i wyrazistością nie-
STÓwnaną.
Sejm zbiera się w zamiarze poprawy Rzpltej, a w uczu-
ciach jego pierwsze miejsce ma wstyd; ten nim powoduje, ten
dyktuje uchwały. Honor i patryotyzm cierpią nad upo-
korzeniem Rzpltej, nad przemocą Rosyi; jej gwaraneya, por-
wanie senatorów, rozbiór, wielkorządy Stackelberga w War-
szawie, wszystko to ich boli i wstydzi; ten wstyd chcą
zmazać, z tego poniżenia się podnieść. To uczucie jest ich
clilubą, jest miarą postępu w nich, jest naszym pożytkiem i
spitśeizuą jakąśmy po nich wzięli. Tern uczuciem natchnione
postępki, psychologicznie naturalne i zrozumiale, politycznie
nie byty dość rozważne i zręczne, i przyniosły zlycb skut-
ków dosyć. Teraz kiedy my poczuliśmy się w swoim upadku,
a kiedy Rosya zajęta wojną turecką i uwikłana w trud-
ności wielkie, teraz czas odrobić i naprawić wszystko, co pod
powagą i przewagą Rosyi stanęło. Z upokorzenia wyszła niena-
wiść Rosyi: z obojga razem ten popęd, który przez ciąg pierw-
szego roku obrad sejmowych, właściwie burzy tylko i znosi
to, co powstało na sejmie podziałowym. Czy z pożytkiem dla
Rzpltej? Kalinka dowodzi że nie; że ta reakcya (jak każda
gwykle) poszła zadaleko, bo Rada Nieustająca jakakolwiek
10*
była, była przecie* jakimś rządem i lepszym, porządniejszym^
nit go się od wieku w Polsce widziało; bo (żeby więcej '
przykładów nie przytaczać) oddanie wojska pod rozkazy sej-
mowej komisyi było pomysłem tak oiedorzecznie, tak po-
iwornie fałszywym w zasadzie, a w praktyce utrudniającym
organizacyc wojska na dziś, a jego działanie na przyszlońć,
żo takiej uaiwności u ludzi rozumnyub nie możua pojąć. Co
ją tlóraaczy, to zaraz zobaczymy.
Zniosło się, co się znieść chciało ; co się na to miejsce posta-
wi? Wojsko, skarb, bez którego wojsko być nie może, to odrazu ■
na najbliższe niebezpieczeństwo. Na przyszłość, na ubezpie-
ezenie Rzpltej, taką formę rządu, któraby utrzymała silę i
ład. A więc Hcbwała stu tysięcy wojska, ucbwała poda^Aw,
i wybór deputacyi, która rua iiłożye projekt przyszłej formy ,
rządu. Wszystko doskonale, tylko wykonane gorzej. W ezem
i dlaczego gorzej ? W tern, że uchwalono sto tysięcy woJekOr i
nie pytajjie, czy się je postawić i utrzymać zdoła; najrozum-
uiejsi i najoświeceńai byli pewni, że w położenia tak groź—
nem, nie można oglądać się na możność i racbować, trzebft
się ratować heroicznemi Środkami. Logika w tern była, ale
przeciw rzeczywistości logika nie jest mocną, i uchwalone
sto tysięcy wojska nie stanęły nigdy. Pierwsze złe. Drugie
gorsze (bo tu już nie fizyczna niemożliwość, ale moralna |
opieszałość stała na przeszkodzie) — że uchwalone podatki
nie wpływały. Trzecie złe, że ta nowa forma rządu budowała
się w umysłach podług teoretyczny cli reguł i doktryn, podług
szlachetnych zasad nawet, ale bez tej praktycznej świado-
mości, że naturą, istota, warunkiem rządu, jest możność rzą-
dzenin. Oni wiedzieli dobrze, że Polska nierządem ginie; ale
że rząd musi mieć władzę, lego jeszcze nie rozumieli, Ignacy
Potocki wymyśla jakąś sejmową komisyę do prowadzenia
spraw zagi'anicznych, książę Jenerał Ziem Podolskich cieszy
się, że „szczęśliwość obywateli wtedy dopiero będzie zapew-
nioną, kiedy się rząd na wielką liczbę niezależnych od siebie
niagistratur rozdzieli i w nich rozpłynie." Jeżeli ci dwaj tak
rzeczy pojmowali, czegóż sjiodziewać się po mniej 08wie<
nych i rozumnych ? Jeszcze raz, oni rozumieją, że veto jest
złe, że elekcye i bezkrólewia są zle; ale tego nie rozumieją,
że rząd powinien być silny i jego wzmocnienia nie chcą;
jeszcze raz, pojęcia się kształcą, poprawiają, wyrabiają po-
mału a nie odrazn.
Dlaczego oni rozumieć tego nie mogli? co im przeszka-
dzało? Bo wszystkie tradycyjne pojęciu państwa przeciwne
uprzedzenia, żyły jeszcze i były zakorzenione głęboko; bo
■zasadnicze a zasadniczo 1'alszywe pojęcie rządu i narodu,
jako dwócb pierwiastków różnycli i dwócb sit przeciwnych,
jako dwóch osobnych jestestw, a nie jako jednej całości; bo
podejrzywanie rządu i satcowanie wolności wyżej niż aily
(kiedy ta jako podstawa niepodległości powinna być wyżej
cenioną) — zawsze w nas były, W tych ostatnich stanowczych
łatach moiie były już jako kara za to, żeśmy ich wcześniej
pozbyć się nie chcieli. Autorowie Koostytucyi 3go maja
w wielu swoich pomysłach, w niektórych swoich zasadni-
czych pojęciach tak przypominają starych reforniatoiów z pierw-
szej pniowy XVni wieku, is nieraz, kiedy się odezwie
Ignacy Potocki, zdaje się, że to jeszcze Leszczyński albo
Karwicki; ci, jak tamci, gorliwi są o bezpieczeństwo wolno-
ści; boją się żeby król nie stal się tyranem, gdyby miał roz-
dawnictwo urzędów albo władzę nad wojskiem. Ze bez tego
on nie zdoła być rządem, to wiedzą, ale też nie chcą, żeby
nim był; chcą, żeby rządem był Sejm, Władza prawodawcza
wykonawczą ! Ij' stronnictwa republikańskiego uprzedzenia
takie nie poti-zebują tłómaczenia, u zwolenników reformy są
do zrozumienia trudne. Tłómaczy je doskonale p. Paweł Po-
piel w głębokiej reeenzyi pierwszego tomu Sejmu Czieroht-
niego'). „W tymaamyni czasie, kiedy Polska dochodziła do
„ostatniej atonii, powstawały na Zachodzie teorye... z gruntu
„fałszywe. Zasada wszechwładztwa ludowego, teorya kon-
„traktu społecznego, zarówno jak^tćefuiH veło i równość szła-
^checka jest błędną. Polacy, czy przenikłiwsi rozumem, czy
') PrtegląiJ Pohki. Listopad I8S0, atr. 242 i dalsze.
„obznajnmieni z zagranicą, porównywiijąc upadek własnej
„ojczyzny /. rozkwitem ziem obcych, situkali tam przykładu^
„Dauki i rady. Spotkali się jednak l niezdrowym apolecz-
„nym ustrojem , z rozkładem moralnym i z teoryami , które
„nie wypróbowane w praktyce, przedstawiane przez umysły
„świetne iile harde, dlatego właśnie zyskiwały zwołeuuików,
„że miały niby uwołnić łudzkoać z politycznych i duchów-
„nycb więzów. Dwa fałsze wystąpiły naprzeciwko siebie..."
Ludzie, którzy chcieli poprawy polskiego rządu, prze-
jęci byli sami fałszywemi pojęciami i w takie wierzyli. Ni&
można im się dziwić, zapewne uie mogli oni myśleć ina-
czej; ale skoro tak było, więc znowu nie można się dzi-
wić, że to co wymyślili zupełnie dobrem być nie mogło. ■
Przypadkowa ale ironiczna przepowiednia tkwi w tej nazwie-
deputacyi do Poprawy Formy Rządu jaką sobie dali; istotnie
formę poprawiali, isioty i natury nie tknęli.
Gorsza a do usprawiedliwienia trudniejsza ich pomyłka
druga, w polityce zagranicznej. Nienawiść do Kosyi, sama- |
w sobie nieunikniona i usprawiedliwiona zupełnie, rzuciła icU
w ręce Prus. Nieciłby tak było; tylko kiedy po tej stronie
stanęli, to powinni byli przyjąć i wai'unki i skutki tego kroku,
ponieść odważnie straty, jakie ta polityka nakładała: ale od-
nieść i korzyści, jakie w niej być mogły. Były dwie drogi:
albo żyć zgodnie z Roayą — może i z nią w przymierzu
spróbować wojny i coś zyskać, w każdym razie przeczekać
Katarzynę; albo jeżeli z Prusami, to odrazu i śmiało wyrzec
się Gdańska, ale wojnę ich z Koayą i Austryą ułatwić,* przy-
śpieszyć i za cenę Gdańska dostać Galicyę. To była także
polityka, może niedobra, niepewna, ale logiczna i rozumna.
Żadną i złą była ta, którą wybrano: zerwanie z Rosyą i
w perspektywie jej zemsta, a z Prusami alians teorelyczny
dla nieb bez wartości, skoro Gdańska im nie dawał; bez
korzyści dla Polski, skoro jej nie przywracał Galicyi, pro-
wadzonyzuchwale zrazu, kiedy Prusom robiono nadzieję tej
cessyi bez pewności, czy się ją od sejmu otrzyma; bnjażli-
wie potem, kiedy Rzplta w zamierzonej wojnie miała jiii
sil
^^^ mi
udziału uie brać, a zakończony teni, ie Priiay pogodzone
z Aiistryą, już Gaticyi Polsce ofiarować nie mogły, i,e nie
dostawszy Gdańska od Polski, zaczęły układać plany, jakby
go dostać bez niej i mioio niej.
To drnga epoka działań sejmowych , w eiągu której
slroimictwo rządzące czuje się bezpieczneru pod zasłoną przy-
mierza jmiskiego, a sprawy swoje prowadzi pomału, jak żeby
lialo przed sobą dingie lata i wszelką swobodę działania.
A tymczasem Rosya rozwiązuje sobie ręce od strony
Szwecyi, z Turcyą wałczy cierpliwie, wytrwale, ale kiedy
pierwszy effektowy sukces (Izmailow) pozwala jej skończyć
wojnę z honorem, zaczyna się układać o pokój. Cóż teraz
będzie? Rosya całemi sUami będzie mogła obrócić się na
Połskę, upomnieć o wypowiedziany pobyt wojska w grani-
cach Rzpltej, o pogwałcenie gwarancyi, każe przywrócić
dawną Repninowską konstytucyę: a więe trzeba się śpieszyć,
trzeba poprawę Rzpltej ucbwałić, zanim Carowa zdoła wmię-
Bnać się nanowo w sprawy polskie. Znown pomyłka: taki
fakt dokonany Rosyi nie sti-aazyt, była nań przygotowana i
równocześnie robota jej dojrzewała w Jaasach. Ale znowu
działanie reformatorów było poryweze, gorączkowe; znowu
widząc co dobre, cliciełi dosięgnąć tego jednym zamachem
i przeracbowali się. Teorye i przykłady mówiły, że monar-
chia dziedziczna jest silniejsza niż elekcyjna połska, a więc
zaprowadzić dziedziczną. Nic słnszniejszego ! tyłko są poło-
żenia nieszczęsne, gdzie dobio samo obraca się na złe. Prze-
stając na razie na wyznai-zenie następcy za życia Stanisława
Augusta, wytrącali Katarzynie (która się na to już zgodziła)
pretcxt do interwencyi; uchwalając dziedziczność wykluczoną
temi kardynalnemi prawami, które niegdyś pod jej gwarancyę
były poddane, pretextu takiego dostarczali, a powód znalaula
Katarzyna sama w tem właśnie, że tron dziedziczny mógł
się stać wzmocnieniem Polski, wyzwoleniem jej z pod prze-
'agi Rosyi.
Tego oni także jeszcze nie byli wiedzieli, że nawet
tem dobre.m, w tem najlepszem, jakie się chce swojej oj-
czyżnie zrobić, trzeba bacznie rozeznawać ezas i rozmiary,
w jakieli to dobre zrobić da się. Podług księdza Ealiaki,
tedy polityka Króla była lepsza, bo wolniejszym krokiem
byłaby wiodła do pewniejszych korzyści; częściowe naprawy
wewnętrzne byłyby się dały zrobić; po Stanisławie Auguście
nie byłoby bezkrólewia, a nie byłoby drugiego rozbiorą;
Hzpita niepodległa byłaby doczekała śmierci Katarzyny, a
potem... w dziesięć lat potem była Jena! nie było Prusl ua
co mogła była wyjść Polska, gdyby była w niepodległości
cboćby zaleinej przeiyła Katarzynę a dożyła Napoleona?
Czy się Kalinka myli i przywódzeom Czteroletniego
Sejmu robi krzywdę, kiedy żałuje i zarznca im, że się nie
trzymali Króla i jego polityki? Niektórzy mówią, ie tak; że
historyk Czteroletniego Sejmn jest niesprawiedliwy, a jego
politycy usprawiedliwieni tem, że Królowi wierzyć nie mogli.
Czyi oni mogli Królowi wierzyć? Prawda że nie, i w tem
właśnie największa tragiczność ówczesnego położenia. Nie
mogli mieć wiary i ufności do Króla, który wstydliwym zauł-
kiem a nie prostą drogą dostał się na tron; który pozwolił
ze swojej stolicy porwać swoicli poddanych i o nicli się nie_
upomniał; który podpisał rozbiór... ten Król powagi mieć nie
mógł, i dowodziło to nieszczęściem lionoru i godności w na-
rodzie, że się tym Królem czul upokorzony, że mii dowierzać,
ani go szanować nie mógł. A tymczasem ten Król miał wię-
cej rozumu, więcej politycznego zmysłu i doświadczenia niż
inni; dla dobra Rzpltej trzeba było, żeby mu uwierzyli i 7,a
nim szli, a oni wierzyć nie mogli. Cokolwiek radził najle-
piej, najszczerzej, to im było podejrzane! bali się w tem
podejścia , zdrady, bo radził wierny, uległy prawie wasal
Katarzyny a niegdyś jej kochanek, a więc to pewnie na jej
korzyść a na naszą szkodę. W tem uczuciu, zupełnie zrozu-
miałem, jest icb wymówka. Ale czy ona jest dostateczną?
Nie mogli wierzyć Stanisławowi Augustowi, ale czy mogli
wierzyć królowi pruskiemu? czy ten więcej na wiarę zasłu-
giwał? Jeden srobil Polsce przecie coś dobrego, drugi zro-
bił pierwszy rozbiór. Oni tymczasem względem jednego do
zbytku byli ostrożni, nieufni, po(ie.tr7,liwi; względem drug^iego
, łatwowierni bez miary. Uuiewinuie icb w tem tiudno, a Ka-
linka trafia jiodnljnn na prawdę, kiedy przyczynę tej łatwo
wierności wskazuje w zastaizaiej podejrzliwości względem
Królów własnych i równie zastarzałej uległości względem
wpływów zagranicznych.
Czy ICaliuka jest w swoich sądach niesprawiedliwy,
zbyt pobłażliwy dla Króla, zbyt surowy dla sejmowych przy-
wódców? Zarzut ten daje się słyszeć często, tylko w róinyeh
odcieniach i stopniach. Jedni twierdzą, że jego książka jest
publicznem zgorszeniem, a oni sami zbyt porządni, iżby ją
mieli brać do ręki; inni, że jeżeli nawet stronnictwo patryo-
tyczue się myliło, to historykowi pati-yocie nie przystało tego
przyznawać. Tych dwóch o|tiDij prostować nic próbujemy,
niech sobie jaśnieją w blasku swego przyrodzonego światła.
Jest inna, która mówi, że niebezpiecznie jest winę upadku
Rzpltej przypisywać wszystkim; ho jeżeli się przejmiemy tem
przekonaniem, żeśmy winni wszyscy, to w dalszem na8tę|>-
stwie przestaniemy siebie samych cenić i szanować i doj-
dziemy do konkluzyi, że może nie są bez wymówki ci, co
takich niedołęgów pozbawili własnego bytu? Ten zarzut prze-
widuje Kalinka sam i odpowiada na niego w przedmome
do Ostatnich Lat :
„Źródłem naszej niemocy politycznej, a zatem i głów-
nym jeśli nie wyłącznym powodem upadku, były (wspomnie-
liśmy to już wyżej i każda karta uiniejszej książki świadczy
o tem wyraźnie) owe rozliczne niedostatki charakteru naro-
dowego, które całej klasie wówczas rządzącej właściwe, znaj-
dowały swój typ skończony w tylu głośnych pyszałkach, od
Zborowskiego i Zebrzydowskiego począwszy, a skończywszy
na ostatnich Ezpltej hetmanach. W różnych czasach i w róż-
nych ludziach tensani charakter u nas się powtarza i już
przez to samo zasługuje na rozbiór uważny. A nie powiemy,
żebyto były studya należące jedynie do praeszlości, albo żeby
tyczyły jednej tylko klasy, dawniejszej szlachty: owszem,
^istoryk sumienny wciąż musi sobie stawiać pytanie, azali
te wady, które przez dwa wieki grób pod stopami naezej
ojczyzny kopały, dziś jeszcze nie utrudniają jej odrodzenia?
Byloto zasługą szlacbty polskiej , te swą gorącą miłość oj-
czyzny, swą rycerskość i do oliar gotowość umiała przelać^
wśród wtilki pogrobowej, w inne warstwy narodu; i widzimy
też od liit z górą sześćdziesięciu, z tycli warstw podnoszące
się liez przerwy postacie tak wysokie, io najczystszym typom
polskieg(j niegdyś szlachectwa w uiezem nie ustępują. Każdy
dziesiątek lut icii pomna^.ał, w każdej wojuie ich widziano,
i dzisiaj na kużdem poiu slużliy publicznej jest ich tak wiele,
i tak zacnych, że nikomu już na myśl nie przyjdzie odróż-
niał!: tyś syn szlachecki, a tyś miejski! Ale szczepiąc cnoty
swoje w klasach niższych, szlachta polska zaszczepiła także
swoje wady. Te w mniejszych rozmiarach i przy zmieuio-
nycb okolicznościach znajdują dziś wyobrazicieli z niejednej
miary dawniejszym podobnych. Każdy ruch narodowy wy-
rzuca teraz, z niższych czy wyższych klas, cały szereg no-
wych ludzi; a patrząc na nieb, rzekłbyś, że to z grobu po-
wstałe autenaty, znane tak dobrze eboć bez karmazyna py-
szalki, którym tylko pola i środków brakuje, by po starema
wszystkie zebrania publiczne swoją osobą zapełniać, zagłu-
szać, by w całym kraju na swoją rękę zawiązywać konfe-
deraeye, by w swym kącie powiatowym o całej decydować
Rzpltej 1 Kzadko w którym narodzie, mimo klęsk i strasznych
odmian, dochowała się, jak u nas, taka przez długie pokole-
nia jednoatajnośe usposobień ; co się działo w XVn i XVIII
stalecin, to i dzisijij bezmala powtórzyćby się mogło, — gdyby
nie ostrzegały sumienie i przeszłość! Kto więc chce rzuci6
potępienie na przestępców z wieków minionych, niech je
rzuca, ale zarazem niecb przyłoży rękę do własnej piersi i
posłucha, azali w niej się nie odezwą podobne dawnym, ro-
koszowej pychy drgania! Jeśli przeto po wszystkie czasy i
dla wszystłdch ludzi nauka przeszłości uważana była za naj-
lepszą mistrzynię, to n nas epoka tak bliska jak konieti
Rzpltej, najsilniejszą powinuaby być przestrogą dla nas i dla
naszych następców, najwięcej iJosturczyi: wątku do badań i
rojimyślnń : Mut-ito nomiue de te docet — historlat
„Pi-zestroga dla Bpólczesnj^h i dla następców, oto —
w ostateczneni zestawicDiii wielostronnych względów i rozu-
mowań — powód stanowczy, dla którego pragnęlibyśmy wi'
dzieć ogłoszony jak iiajpefniejszy zbiór świadectw historycz-
nych z czasów naszego upadka; powód, z<laDiem naazcRi,
tak ważny, ie wobec niego prawie z oczn uchodzą wszystkie
niedogodności, jakkolwiek niezaprzeczone i w podobayth pu-
blikacyacli nieuniknione. „Poznacie prawdę, mówi Pismo, a
prawda was wyswobodzi." I gdyby w istocie byl w narodzie
naszym wstręt tak powszechny do szczerego w swej prze-
szłości rozpatrzenia się, wtedy dopiero możnaby ju^ zrozpa-
czyć, bo wtedyby należało zwątpić o jego życiu i wyswobo-
dzeniu."
A wreszcie są tacy, którzy i zamiar autora i wartość
dzieła rozumieją jak należy, ale widzą w nim ukrytą niechęć
do stronnictwa patryotycznego, słabość do Stanisława Augu-
sta. Na to zdanie możebyśniy przystali, gdyby w pierwszej
jego części zamiast słowa „niechęć" położyć słowo „żal" —
a w drugiej zamiast słowa „słabość" położyć słowo „wyro-
zumiałość." Prof. Bobrzyński iw odczycie swoim o księdza
Kalince, we Lwowie 16 stycznia 1S87 r.) dostrzegł bardzo
trafnie, że Kalinka patrzy na sprawy przedewszj stkiem ze
stanowiska polityki zagranicznej. Kto więc z tego stanowiska
błądzi mniej, tego on woli; kto zaś te sprawy prowadzić się
zrywa a prowadzi żle, od tego coś go odpycha. Że zaś przy-
mierze pruskie skończyło się klęską, której wedłng w
kiego prawdopodobieństwa polityka królewska byłaby Rzpltej
oszczędziła, więc Kalinka nie lubi jednych a łaskawiej pa-
trzy ua drugich. Że nie lubi, nie myślimy przeczyć i goto-
wiśmy wskazać więcej po temn powodów. Nie Inbi osób dla
różnych przyczyn, każdej dla innych: Fgnacego Potockiego
naprzykiud za to, że zarozamiały; Kołłątaja za to, że zły
ksiądz i człowiek nizkiego, krętego charakteru; księcia Je-
I fierala za to, że niestały i lekki; jednych za to że maja mimo
wszystkieb nowocKesiiycb jinzorów} staro|)olakie , wielkopaó-
skie Darowy; drugich za to, #.e mają nowomodne francuskie
liberalne doktryny; wszystkich ogólern dla jednego jeszcze
powodu. Ze stanowiska polityki zagranicznej patrzy Kalinka
na sprawy i % tego glńvvnie ludzi sądzi, prawda, ale niemniej
może więcej jeszcze ze stanowiska religijnego i kośeielnego.
Zawsze chce a najczęściej umió dojść, jakie są którego z nich '
pod tym względem uczucia i przekonania. Rzecz prosta, że I
w tej mierze nie dogadza mu nikt; przecie;^ jakiegoś grunta 1
religijnych uczuć, jakiejś tradycj'jnej wiary i pobożności,
znajduje więcej w Królu aniżeli naprzjklad w Ignacym Po-
tockim; i to jest także jednym z powodów, dla których do
jednego jeszcze ma mniej pociągu niż do drugiego.
Ale czy to wszystko robi go stronniczym , niesprawie-
dliwym dla jednych, zbyt pobłażliwym dla drugich? Ktoby
to twierdził musiałby dowieść, że broni jednych w ziem które
/.robili, oskarża drugich o takie , którego nie popełnili. Cay
tak jest? Dotąd znalazł się fakt jeden: pan Korzon dowodzi
(w I części czwartego tomu Weionętrzityck Dziejów Polski
3La Stanisława Augusta), że Kalinka kiedy Sejmowi wytyka
zniesienie departamentu wojskowego, przypisuje temu depar-
tamentowi więcej energii , więcej czynności , więcej zasługi,
niżeli ićh miał w istocie. Protokóły posiedzeń departnmentn,
raporta i rozporządzenia, które p. Korzon znalazł w archi-
wach warszawskich [W metryce koronnej), dowodzą, że nie
zrobiono tam ani tak dużo ani tak dobrze, jak mówi Kalinka.
To nie dowód ; gdyby on mógł byl znać te dukumenta , które
znal p. Korzon, byłby swój sąd stosownie zmodyfikował, i ko-
niec. Ze jest względem Króla zbyt pol)łażiiwy? Nie, on jest
tylko pierwszy z Polaków względem niego litościwy. On ro-
zumić jego przykrości i upokorzenia; widzi, że Stanisław Au-
gust nieraz Ijardzo jest udręczony i żałuje go, ma dla niego
współczucie. Wiiizi także i jego wrodzone zalety i nieraz
w jego zdaniu słuszność, i tym oddaje sprawiedliwość. Ale
on także pierwszy daje psychologiczny wizerunek Stanisława
Augusta, w którym wszystkie jego słabości i małości złi-
cicone są dokładnie a osądnono bez obwijania w baweł-
DC. Ci którzy mówią, że on Królowi zbytecznie pobła-
ża, pamiętają tylko to, że w Sejmin Czteroletnim on Kró-
lowi częściej niż opozycyi przyznaje slasznośó; a /.apomi-
nają o tym portrecie {w Ostatnich latach), który zawiera
jego sąd; zapominają wreszcie, że bardzo często, ustawicz-
uie, w Sejmie, saraym, Kalinka przypomina i wrodzone wady
i popełnione błędy Króla; że nie wierzy jego charakterowi,
choć wierzy w jego dobre chęci, w jego rozum, w jego istotne
i wcale uietiiale przymioty; że w nim szanuje te przymioty
i królewską godność, ale jego samego nie bardzo szacuje a
nigdy bez zastrzeżeń. Czyż to nie może się zdarzyć i czy
dla nas ma być tak tmdnem do pojęcia, że człowiek małej
powagi i godności, człowiek, który nieraz postąpił źle i bar-
dzo żle, mógł przecie inieć rozum i nieraz także mieć slnsz-
nośe, i pewne polityczne położenie sądzić lepiej od innych,
którzy może mieli więcej od niego serca i charakteru? W ży-
ciu potocznem spotykamy to codzień, rozumiemy to i nie
mamy za dziwne, a kiedy nam kto pokaże tosamo w prze-
szłości i powić o człowieku historycznym, posądzamy go o
stronniczość? Nie, tej nie było; wyrozumiałym dla Sbuiislawa
Augusta Kalinka był właśnie dlatego, że rozniniul tak dobrze
naturę, która na więcej zdobyć się nie mogła, i położenie
rozpaczliwie trudne, w jakieai się znajdował; żałował go, bo
rozumiał, że ten człowiek wielorako winny był też i wielo-
lako ndięczooym; ale stronniczym nie był, żadoej jego sła-
bości czy winy nie zataił ani nie zmniejszył; powiedział o
mm piawdę i całą prawdę. Niektórzy pytają, eo byłby Ka-
linka zKibil, gdytiy był w tych dziejach doszedł dalej, do
roku 179i;, a dopieroż do Sejmu grodzieńskiego i do abdy-
kacyi; myślą, że lialinka wtedy byłby się znalazł w kłopo-
cie, bo kiedy aż dotąd mówił o I\rółn lepiej niż o opozycyi,
to dalej byłby musiał przyznać, że w niej było więcej ho-
noru, powagi i charakteru, niż w jego duszy tak mało kró-
lewskiej. Tego kłopotu nie byłoby nigdy, Kaliuka byłby po-
wtórzył tylko to, co z góry powiedział: że w tych czasach
Ł
Króla juf. zgnili szanować nie niożua. Hyłby nwie Jeg/.CKO I
tlómaczył — nie napraw i edll wini — akces do Koufeileracyi ]
targowickiej, tak jak Małacliowski ttómacjiyl akcea Kołłątaja,
nadzieją nratowania czegoś z dzieła Trzeciego Maju: nie byłby 1
tlńmaezył podpisu drugiego rozbioru ani alidykacyi. Byłby I
powiedział rzecz do zrozumienia łatwą, że Król, który do I
tronu niechlubnie doszedł a gitrzej z niego zeszedł, będąc l
na tronie, miał swoje zalety i zasługi , a nieraz interes oj-
czyzny widział lepiej od innych. Byłby powiedział, że Ignacy J
Potocki, który zawinił ciężko pniakiem przymierzem, postąpił 1
bardzo pięknie, kiedy się sam w ręce Suwarowa wydawał,]
by ocalić Pragę i stolicę; że tym czynem dowiódł bohater-
skiego w Bwojej nalurze pierwiastku, którego w naturze J
Króta nie było. Ale jak to nie zmienia niylnośei tej polityki,
co oparła „los ojczyzny na szczerości Wiocha" — i prusaka,
tak ten brak bohaterstwa, a nawet prostej, godności w Sta- I
iiisławte Anguście nie zmienia tego, że mógł nieraz mie6 I
slusznoSĆ i nieraz ją rzeczywiście miał.
Tyle o mniemanej stronniczości. A teraz jeszcze o jed*
nem, o tem, że Trzeci Maj nasza ostatnia zasługa i dzieło j
najlepsze naszej miłości ojczyzny, mądrości i szlachetności,
przez Kalinkę ma być odarty ze swojej chwały i poddany 1
krytyce, która w nim nie zostawia nie dobrego, a w naro-
dzie jnż nic, coby w sobie cenić, na czemby w sobie samym I
raógł polegać. Tego w książce niema, to jest nieprawda. Nie ]
będzie się jeszcze raz powtarzać tego, co sto razy powie-
dziane do prostych umysłów trafiło i wiarę u nich znalazło;
tego, że jest obowiązkiem historyi, jej zadaniem i jej celem,
mówić zupełną prawdę o wszystkiem; że to jest jej usjwię
sza a właściwie eała korzyść, i że prawda należycie poznana
ani miłości, ani czci ojczyzny uezezerbkn nie przynosi; że
bardzo płytkie musiałyby być te serca, a bardzo niepewne i
wiotkie te patryotyzmy, któreby o ojczyźnie zwątpiły dla-
tego, że ten lub ów człowiek czy postępek nie był tak do-
bry, jak im się zdawało. Skutek zresztą, fakt, pokazuje naj-
lepiej, że te obawy l)yły płonne, ie uie mylił się Kalinka,
kiedy usuwając je w przedmowie do Ostatnich lat, liczył na
większy hart naszej miłości ojczyzny. Boleeną książkę, prawdę
gorzka, społeczeństwo przyjęło dobrze i wdzięcznie, bez ialii do
autora, bez zacliwiauia się w swoich ueauciaeh miłości i
wierności, owszem z utwierdzeniem się w tem pruekonanin,
że wszystko czego brakło, pized wiekiem czy dziś, to do-
pełnić i nadstawić jest naszym obowiązkiem. Książka jest
w ręku wszystkich od łat siedmiu, a na ogól takie robi wra-
żenie, gorszą się z niej tylko wyjątki. Dowód to, że i ona
jest dobra i społeczeństwo w postępie. Dla tyeli wyjątków
przecie, których sąd jest mylny i błahy, ale uczucie poczciwe
a cierpienie godne współczucia, dla tych wyjątków dodamy
Jeszcze to, że o dobrą sławę Czteroletniego Siijmu , n jego
wartość i historyczną zasługę bać się nie mają powodu. Po
Kalince, jak przed nim, Trzeci Maj zostaje czem byl, testa-
mentem dawnej Rzpłtej i wiatykiem, sakramentem życia,
jaki ona nam na czyściec dni teraźniejszych zostawiła, a la-
dzie, którzy Trzeci Maj zrobili, duchowymi ojcami naszego
patryotyzmu. Tej zasługi Kalinka ani nie przeczy, aui nie
umniejsza. Błądzili oni często i bardzo, z moralnego i umy-
słowego upadku w jakim Polskę zastali, nie zdołali — (nie
mogli) ~ wydobyć się odrazn na ten stopień mądrości i siiy,
którego potrzeba by zwyciężyć i zbawić, ale ją zostawili mą-
drzejszą i lepsną nierównie, niż ją zastali; ale jej dali zdrow-
j szf i lepsze pojęcie państwa i rządu; ale wyszli z ciasnego
obrębu szlacheckiego narodn i zaczęli formować społeczeń-
stwo polskie; ale w miejsce wszystkich dawnych egoizmów,
sceptycyzmów i cyiiizmów, odrodzili publicznego ducha, mi-
łość ojczyzny, uczucie obowiązku i iiczncie honoru; roze-
I brana za Sasów Polska, byłaby się rozlazła i rozłożyła; ro-
zebrana po Stanisławie Auguście , ona cierpi i znosi , nieraz
błądzi i sama sobie szkodzi, ale żyje, jest i — pomimo wszyst-
kiego idzie w górę. Że mogli baczniej, zręczniej strzedz nie-
podległości, to się nie da zaprzeczyć; ale taksamo zaprze-
czyć się nie da, że uratowali ducha, ideał, miłość, a zatem
^^u4ycie Polski. Za nich przyszedł jej up.adek, ale za nich
od nich poczęło się jej odrodzenie i postęp. To jest zasługa,
to jest chwała tych czasów i Indzi, o którą się bać iiietrzeba,
bo nic jej nie odejmie, i Kalinka też nie odejmuje. To, co
oni wyi-obili, naui zapewniło życie na wiek. Szczęśliwi bę-
dziemy, jeteli o nas za sto lat powiedzą tosanio: a na to
żeby się tak stać inoglo, żebyśmy na takie świadectwo za-
służyli, na to potrzebna jest książka ta, i jej podobne.
Mówią jeszcze, że dowodem jej szkodliwości czy nie-
bezpieczeiistwa, uia być jej przekład na język rosyjski, który
się podobno robi. Cóż będzie, jak pisarze rosyjscy zaczną
naszych tłómaczye na dowód, że ani umysłowo ani moralnie
nie liyliśmy na wysokości naszego zadania? Co będzie? Bę-
dzie, że się przekonają naprzód, iż jaeykolwiek byliśmy
wtedy, dziś sądzimy się surowo i mądrze: czego oni nie zro-
bili nigdy i nje robią. Przekonają się — co dla nich nowera
nie będzie, bo wiedzą to dobrze — żeśmy sobie sami wiele
złego robili; ale czy mniejsze przez to będzie to złe, ja-
kie robili oni? czy znajdą w tej książce swoje usprawie-
nie? Owszem, niech tiómaczą i czytają, a jeżeli z rozwagą
i pożytkiem czytać są zdolni, to skończą czytanie w roz-
paczy i trwodze śmiertelnej ; bo jeżeli za błędy i winy po-
kntDJe się tak ciężko i długo, to jakże dopiero pokutować się
będzie za zbrodnie? Owszem, niech tłómaczą i czytają —
przelionają się przynajmniej, że w swoim językn takiej hi-
storyi nie mają.
Takiej drugiej nie mamy eo prawda i my, i uakoniea
jeszcze trzeba powiedzieć, że ze wszystkich dzieł historycz-
nych polskich, to jest najdoskonalsze. Mamy znakomitycli,,
prześlicznych , prawie gieuialuych historycznych rozpraw
liczbę wcale niemałą; mamy wielkiej wartości dzieła, opo-
wiadające całość dziejów polskich, ale równie doskonalej
książki opisującej obszernie w dużych rozmiarach jakiś jcdea
fakt, albo jeden okres dziejów, takiej nie mamy, Historye.
całkowite jnż dla samej wielkości przedmiotu nie mogą tego
przedmiotu tak wszechstronnie i gruntownie przedstawić, nie
mogą (z tegosamego powodu) mieć takiego wykończenia i
żyuia. Rozprawy tiiniejs/.e kiiowii albo ograniczają się na
nioiejsze szczegółowe przedmioty, albo }e/.e\i obraltiają wiel-
kie, to mogą jedynie obrobić je ogólnie, określić wielkiemi
rysami pomijając szczegóły — tak robi Daprzykłud Szujski
w Odrodzeniu i Refoi-niar.yt. Kalinka w tyeb trzeeb latach
Sejmu które opisał, nie pomija żadnego faktu mającego ja-
kiekolwiek znaczenie, a tak je porządnie, tak doskonale szy-
kuje i układa, i.& widzi i |>oznaje się odrazu i wagę każdego
z nicii i jego stosunek do innych, jego związek przyczyn i
skutków. Każdy jest wyraźny i widoczny, kaidy w swojej
całości zrozumiały, a każdy ściąga się do swego środka cięż-
kości, do tych spraw głównych, któremi są olrady Sejrou i
zamierzona poprawa Rzpltej, i jej stosunki zagraniczne, wpływ
jaki one na jej los wywierają. Pod względem zakreślenia
planu, i wykonania go w całości i w każdej części z osobna,
jasnego rozkładu i grapowania taktów, jest Kalinka mistrzem,
artystą jak mało, jak u nas równego niema. Prócz tego, po-
zbawiony zmysłu artystycznego w rzeczach sztuki, jako pi-
sarz ma go w najwyższym stopniu. Doskonały znawca języka
i niezmiernie czuły ua każde przeciw niemu wykroczenie,
nie napisze jednego zdania niedbale i niepoprawnie, każde
zdanie i każdy okres jest gramatyczną i stylistyczną dosko-
nałością. Tensam zmy^l artystyczny widoczny jest w zasto-
sowaniu stylu do historycznego przedmiotu w tym tonie
nigdy górnym a zawsze poważnym , w tym dobrym smaku,
z jakim wstrzymuje się od wszelkiej retoryki i od wszel-
kiego wybuchu własnego uczucia, w tej doskonalej proporcyi
jaką nadaje każdemu rozdziałowi a zachowuje różnicę między
większemi a mniejszemi wypadkami. Sztuka pisania jest u
niego doprowadzoną do perfekcyi, przez to może najwyższej,
że jest zawsze równa, nigdy nie słabnie. A ta zaleta tak
szlachetna i rzadka, jest w jego dziele najmniejszą. Więcej
nierównie warta jest sztuka czy dar widzenia i sądzenia
wszystkiego, co do ówczesnego politycznego położenia Pol-
ski należy; sądzenia, jak każdy taki pierwiastek na jej
losy, na postępki osóh czy stronnictw w|)lywa. Znajomość
11
natury polskiej w jaj najrozmaitszycli typach, w powodach
jej zbiorowego czy indywidualnego działania, przenikliwość
w odgadywaniu natury i charakteru Indzi, przychodzi w po-
moc tej politycznej i organizacyjnej zdolności, która wszyst-
kie kierunki i fenomena narodowego iycia ogarnia, hada i
przedstawia. Ztąd to mnóstwo, ten skarh nieprzebrany no-
wych wiadomości, odkryć i spoatrzeieii, jakim ta książka
jest. Prawda, że na nieznanycli a najwaiiiicj szych dokumen-
tach oparta, mogła powiedzieć wiele rzeczy nowych: ale do-
kument najbogatszy zostanie martwą literą dla człowieka, '
co w nim iskry życia nie znajdzie i nie roznieci; kopalnia
złota i dyanientów będzie ciemnym doleni jak każdy inny,
dopóki człowiek światła w nią nie wniesie. To światło miał
Kalinka w sobie, w swojej intelligeneyi , w swoim talencie,
i w swojej miłości ojczyzny, i tak kopalnię oświecił że sam
ujrzą! jak nikt przed nim i nam pokazał epokę. Co najświet-
niejsze i najnowsze w jego książce? próżno dochodzić, bo •
wszystko ma równą wartość, ale niepodobna choć mimocho-
dem nie skłonić głowy przed wizerunkami ludzi, albo przed '
rozdziałem o literaturze politycznej tego czasu i o wpływie
Kussa. A dopieroż strona dyplomatyczna całego położenia! '
Plany Hertzberga, Józefa II plochość ukarana tak ryeliio (a ,
tak bez upamiftania i pożytku ukaranych !) Katarzyny prze-
biegła wytrzymałość i zemsta cierpliwa ; Lncchesini i Kan- '
nitz, Stackelberg i Bnchholtz, dalsze albo niniejsze, państw
ich widoki, ich rezydenci w Warszawie, — ten rodzaj spraw I
nigdy jeszcze tak w polskiej historyografii zg!ęl)iony i przed-
stawiony nie był.
Nad wszystkiem zaś dopiero, to uczncie patryotyczne
i to chrześciańskie sumienie, to stanowisko polskie i moralne,
którego ślepi chyba nie widzą a martwi nie czują — utrzy-.
mane ciągle i po nad wszystkimi, swoimi czy nieprzyja-
ciółmi, to prawo Boże i prawo narodów trzymane jak zwier- .
ciadto, w którem się przegląda wartość ludzi i spraw;
ta nanka politycznej mądrości i patryotycznego obowiązku,
która z każdego rozdziału i faktu wychodzi, dostaje się .
<lo umysłu i wstrząsa sumieniem; to uzupełnia wartość dzieła
i wyciska ua niem piętno najwyższego charaktem , spełnio-
nego ceiu liistoryi.
Wehodzi u uii.'kt('>vycli w modę naśmiewać się z tego
tylułu Vitae Magistra, który jej dal mądiy Ilzymiauin; to
stary przesąd, mówi nowa szkoła, ka^da nauka do tegosa-
mego służy, każda uczy żyć, i cliemia albo botauika taksamo
godna tej aazwy mistrzyni życia. Zapewne, każda nauka do
tego służy, każda uczy czegoś co w życiu potrzebne, co
w życiu społecznem kouieczne: liygiena i cLemia, meciianika
i geonietrya, każda potrzebna i liez żadnej obejść się nie
można- Ale wszystkie uczą czegoś ; jedna tylko uczy znać
swój naród, jego naturę, jego sąsiadów i nieprzyjaciół, jego
wroilzonc warunki życia, jego wewnętrzne i zewnętrzne nie-
bezpieczeństwa — jedna pokazuje, jak i dlaczego wznosił
się aliio upadał; jedna prowadzi do znajomości tycli dróg,
które do upadku łub postępu wiodą. Każda nauka uczy cze-
goś co w życiu potrzebne i przydatne: jak Polskę znać, jak
ją dźwigać, jak w przyszłości (jeżeli jest przyszłość) nią rzą-
dzić, tego uczy historya jedna. Oczywiście takiego tylko, kto
tę naukę z niej wyrozumieć jest zdolny — i. oczywiście nie
każda, nie przez każdego pisana.
Historya Kalinki ma w soliie tę naukę i może do niej
służyć.
Jeżeli już nieszczęście chciało, że dzieło to skończonem
być nie mogło, to w nieszczęściu tern szczęście jeszcze, że
rozpoczęta księga VI, a pierwsza trzeciego tomu, doprowadza
opowiadanie do sesyi 3 i 5 maja. Ustawa konstytucyjna i jej
osądzenie jest; miało być jeszcze porównanie jej z kousty-
tiicyą francuską roku roku 1789 — (na korzyść naszej) — ale
kiedy miał się do niego zabierać, zapadł autor w tę cliorobę
z której już nie wstał, w ciągu której pytał lekarzy czy on
Itędzie mógł żyć jeszcze ze cztery pięć lat, bo „chciałbym
koniecznie skończyć Stanisława Augusta."
Szczęście, że jest go choć tyle: a niedziw, że niema
jcej. Sam ogrom pracy wystarcza, żeby to wytlómaczyć,
n*
164
a przy ogromie jej charakter bolesny. Kalinka nie był hi-
storykiem obojętnym i chłodnym ; starał się trzeźwo rzeczy
i ludzi widzieć, ale nie mógł sobie zakazać czuć. Podobnie
jak Szujski, cierpiał on nad każdem nieszczęściem w prze-
szłości tak, jak żeby ono b}'ło świeże, a praca nad temi nie-
szczęsnenii czasami dręczyła go i trawiła wewnątrz. Prócz
tego jeszcze on (choć jeden z najpracowitszych ludzi na
świecie) nie umiał pracować prędko. Zwłaszcza nie mógł
prędko pisać; może dlatego pisał doskonale, że pomału, że
się ciągle namyślał, zmieniał, poprawiał, ale przy takim
sposobie pisania robota nie mogła szybko iść naprzód. A
wreszcie przeszkoda największa: nawał innych zajęć i obo-
wiązków. W Jarosławiu miał spokój, i mało co odrywało go
od historycznej pracy; we Lwowie było inaczej. Skarży się
też w tej kronice swego klasztoru którą spisywał, na to, że
nic może Jatwo od innych zajęć do pisania przechodzić; ma
taki umysł „tępy," który potrzebuje długo się do rzeczy go-
tować, zanim o niej porządnie myśleć potrafi; potem na ty-
siączne sprawy, które mu ciągle przeszkadzają i przerywają.
Chciał i spodziewał się tak sobie dzień urządzić, iżby mu
pięć godzin całych i w ciągu zostawało do pisania; ale
gdzietam! „miał zaledwo godzinę lub dwie każdego ranka,
„i to poszarpane. Przez półtora miesiąca próbował uczyć się
„i pisać, ale dwóch paragrafów napisać nie potrafił. Z bólem
„przekonał się, że dopóki będzie przełożonym, dopóty nie
„będzie w stanie zajmować się żadną dłuższą pracą nau-
,,kową."
Zajmował się przecież i znacznie ją naprzód posunął,
ale rzecz jasna, że inne nowe dzieło zabierało mu czasu i
siły najwięcej. Zobaczmyż z kolei to nowe, ostatnie, w jego
przekonaniu najważniejsze, najpotrzebniejsze jego zadanie.
VII.
Osiedlić się na polskiej ziemi, Ijyło ud ijoczątkii nia-
ieni, a od lat przeszło dziesięciu czyuueui staraniem
Zmartwychwstańei^w. Gdzie? Jak? z .jakim określonym prak-
tycznym celem? różne były co do tego zamysły albo widoki.
Benedyktyński Tyniec ze swoją wspaninłą klasztorną i histo-
ryczną traifycyą, byfby piękny; Kraków otwierałby szerokie
pole działania; zakład wychowawczy byłby bardzo przydatny;
prowadzenie seminaryuni (które jeden z bisknpów powierzyć
im zamyślał) bardzo odpowiednie celom Zgromadzenia; roz-
trząsano i nkladano to i owo, ale pewnego nie mieli nic,
iadnego stałego pnnktn oparcia w Galicyi. Pierwszym jaki
się nadarzył, był mały folwarczek (30 morgów pola z do-
mem) Wołkowce, darowany Zgromadzenin przez hrabinę Ko-
zielirodzką. Wsunięty w najdalszy kąt krajn, odległy od miast
i kolei żelaznej, punkt ten położony był bardzo niedogodnie,
bardzo niesposobnie do rozwinięcia czynności; a bliskość gra-
nicy rosyjskiej, w czem niektórzy widzieli zrządzenie Opatrz-
ności jakoby, i otwierające się w tamtą stronę pole działa-
nia, nie mogła uczynić zadosyć za tę niedogodność, że swo-
bodne i praktyczne działanie tutaj hylo bardzo utrudnione.
Namyślano się zatem co dalej poc/ąó, czy zrobię z Wołko-
wiec punkt środkowy Zgromadzenia w Galicji alljo nie, kiedy
uiespodzianie z wyższego ro/.kazii ten punki przeniósł się
gdzieindziej.
F,
Jak się to stuło, ie Stolica Apostolska iiczuln potrzebę
pewnego wplywn i dozom na wychowanie młodzieży ruskiej?^
Niewątpliwie byloto skutkiem kilkuletniej nuncyatary Kardy-
nała Jacobiniego w Wiedniu, i jego podróży do Galicyi.
Jinncyusz ten na tej swojej dyplomatycznej posadzie zwracał
nwiigę bardzo piluie na stan i sprawy Kościoła polskiego —
tę sprawiedliwość oddać mu słusznie należy — i nabył nie-
małej ich znajomości, która pomogła mu z czasem wielce
do zajęcia wysokiego stanowiska Sekretarza Stanu. Dziś jni
nie będzie to niedyskrecyą , jeżeli po śmierci obu wyjawi
się, że wielką część swoich informaeyj dostawał nunoynaz.
przei! księdza Kalinkę lub od niego. Jak zaś on zawsze od
młodości zwracał uwagę na sprawy Rusi i Unii, i jak wielk%
przywiązywał do nicU wagę, to widziało się już w książce o
Gnlicyi, wyraźniej w Wiadomościach; a w tycb stosnnkacti
i korespondcncyach musiało występować z tera większij silą
przekonania i powagą znajomości rzeczy, że przez czas
swego zamieszkania w Jarosławiu, ksiądz Kalinka nieustan-
nie na te stosunki patrzał i z niemi się stykał.
Dość, że Leon XłII cbdał mieć we I..wowie konwikt
dla młodzieży ruskiej, a założenie i prowadzenie jego pole-
cił Zmartwyebwstnńeom. Cesarz Franciszek Józ-ef nietylko
nie miyl nic przeciw temu, ale owszem, okazał się więcej
jak przychylnym, bo troskliwym o dzieło rozpocząć się ma-
jące. Kiedy w roku 1880, podczas sejmu, rozeszła się po-
głoska, że ksiądz Kalinka ma być znowu przeniesionym doi
Adryanopoła, czterech posłów, a między tymi dwóeii histo-
ryków i dwóch rektorów uniwersytetów, Szujski i Liske, na-
pisało do jenerała Zmartwychwstańców z prośbą, żeby, jeżeli
tylko może, nie ruszał z miejca autora Czteroletniego SeJmUf
bo oderwanie go od tej pracy, byłoby niepowetowaną szkoda
dla nauki i dla społeczei^stwa. Ksiądz Semenenko odpisał,
że nie może ręczyć czy potrati księdza Kalinkę od innych
zajęć uwolnić, ale że o ile siły Zgromadzenia na to pozwolą,
będzie się starał nie odrywać go od pracy naukowej. Co zi
do wysłania go za granicę, nietylko tego zaniiarn nie m.
ale owszem, ma nadzieję silniejszego i stalszego nadai osa-
dzenia księdza Kalinki w &alicyi.
Myślał oczymseie o tern, co innym Jeszcze wiadomeni
uie 6ylo, o Internacie raskim we Lwowie,
Jak Kalinka rozumia] stosunek Polski do Rusi w prze-
szłości, dziś i na przyszłość, jak wyobrażał sobie możliwą
przyszłość ruskiego ludu, to wytłómaczył sam najdokładniej
i wicie razy; uajwyrażuiej zaś i najczęściej złożył le swoje
wyznanie wiary, odkąd sam czynnie w sprawie tej wystąpił.
Jego odezwy, jego roczne sprawozdania, clioćby wreszcie sam
rozdział o kwestyi ruskiej w Sejmie Czteroletnim, dają po-
znać jego stanowisko tak jasuo i wyraźnie, ^e niema się co
długo nad niem rozwodzić, wysfarezy w kilku słowach przy-
pomnieć:
PomięiJzy Polską a Rosyą siedzi lud licznie rozrodzony,
wielomilionowy, który ani polskim-, ani rosyjskim nie jest.
Nie je8t polskim z urodzenia, bo mówi innym językiem ; uie
stał się nim z wiary i wyeliowatiiii, bo się cliowal właśnie
w innej wierze i szkole; nie stał się nim z lustoryi i eywi-
lizacyi, bo Polska zaniedbała takim go zrobić przez dzielną
i ciągłą a łagodną akcyę swojej cywilizacyi. Pizyswoila so-
bie i przywiązała to, co było oświeceusze i szczęśliwsze;
resztę — nierównie liczniejszą — zostawiła własnemu losowi,
i cudzemu przemysłowi, A gdy prócz tego dała jej się we znaki,
niedziw, że ten cudzy przeijiegły przemysł z tego Bkorzyatal.
Słusznie to czy niesłusznie, mądrze czy niemądrze, dla Rusi
samej żlc czy dobrze, to pytanie inne; fakt jest ten, że Ka-
sin za Polaka się nie ma, być nim nie cbce, często go nie-
nawiilzi. Jeżeli zaś za czasów panowania i siły, Polak do sie-
bie go przyciągnąć i na sietiie przerobić nie zdołał, to tern
mniej zdoła lo dziś, kiedy siini jest słaby, a tamten silniej-
szy niż bywał. Silniejszy naprzód przez to, że się żywiej i
powszechniej czuje w swojej narodowej świadomości; sil-
niejszy dalej przez samo osłabienie żywiołu polskiego, tę-
pionego pod rządem rosyjskim; silniejszy wreszcie przez to,
i dążność i siła wieku sprzyja żywiołom demokratycz-
nyni, więc to spoleczciistwo , litńic uie ma w sobie iimycli,
aanią silą rzeczy idzie w góii, simo uie wiedząc jak, i choćby
samo nic po temu nie zrobiło w demokiatycznycli pojęciach,
namiętnościach i prawach zni|duje opaiLie, siłę, piidstawę,
wrota otwarte do życia i zu ic^euia Je?eli więc dawniej nie
zostało, to teraz tein bardziej nie zostanie ono polskicm.
Prawda, ie czasy to niedawne, jak każdy Rusin, byle oświe-
cony, miał patryotyzm polski tak dobrze jak my, a nienawiść
kryła się tylko w sercaeti wyjątków. Jednak między tymi a
usposobieniem ogółu musiał liyć jakiś pociąg wrodzony, skoro
się ta nienawiść tak rozeszła, i te czasy zgodnego wspól-
nego patryotyzmu moie kiedy wrócą, lecz nie prędko: tak
jak człowiek, który dziecinną wiarę ntracił, może ją odzyskać,
nie po wiciu udręczeni ii cb duazy i wnikach w myśli, i nigdy
już tak prostoduszną, wrodzona,. Jak była, tylko wyrozumo-
waną, na przekonaniu opartą; silniejszą i lepszą zapewne,
ale inną.
Lud wiejski nie cznje się w swojej narodowości , ale
nie lubi Laclia jaku pana, jako bogatszego, i jako człowieka
innej wiary. Ludzie oświeceni Lacha nie lubią bardziej mi
on, i w tej niechęci go utrzymują. Wszyscy razem zaś są j
materyaluie pod panowaniem, moralnie pod wpływem Roayi,
która mówi podobnym językiem, wyznaje wiarę tęsanią —
albo na nią obojętnych i niemy ślących, bezwiednie, opornych .
gwałtem i krwią nawraca, która się Rusią nazywa, głosi
oswobodzeliie od Lachów i jednose w slowiańskiem brater-
stwie, a grunta i lasy Lachów rozdaje gdzie może, obiecuje,
gdzie jeszcze rozdawać nie może. Czyli jednem słowem pro-
ces historyczny za Kazimieriia rozpoczęty, przeK Jadwigę
posunięty, zakończony postępem wiary i eywilizacyi zachod-
niej o dwieście mil na wsebód, przegrywa się w drugiej in-
staneyi w 'naszyeb oczach. Reakcya Wschodu na Zachód, za-
częta buntem Chmielnickiego, następuje coraz l)ard/,iej i cofa
nas w średniowieczne piastowskie granice; wyrok jeszcze nie
padł, ale s])rawa stoi Imrdzo żle.
Jak się bronić? czem? Siły niema, o prawo nikt nie
pyta, a isławinna cywjlizacya elirześciańeka zncbodiiia. s.inin
Biel)ie odstępuje i zaprzecza. A więc zgodzić się i zalożoneini
rękami patrzeć jak
„coiaz nowa Syzniy nasuwa siij liydra
i roztacza dokoła dzikiej krulestwo pustyni ?"
A nie! Kto się cznje poildanym Jiidwifji i Batorego, kto ivie,
że dncli Żółkiewskiego w nim l^yii powinieiij kto icli godnym
być niema zaronumienia, ale wi^, że wiernym liyć ma obowią-
zek, ten nie da zabrać bez obrony tego, eo oni Bogu, Kościołowi,
Indzkości, ojczyźnie zdobyli; będzie broni! do oBtatka, bo
dopóki żyje, Jest za to od|niwiedziahiym. Niedość bronili oj-
cowie ręką i orężem kiedy niojfJi ^ niecb ich Bóg sądzi
41 łaskiiwie — ale darmo, my za t» musimy bronić, eboć nic
ije mamy, i nic nie mo;^en]y.
Gdzie zapora przeciw lenm potopowi, eo po wszystkich
moralnycb prawacli wszystkie niateryalne ńhizy zerwał, i wali,
zbliia się, Imcbnie lada dzień i wszystko zatopi'/ Gdzie?
Może w odrębności tego.ruskiego Imlu. Polakiem on nie bę-
dzie, ;de c/y konieczuie ma być Moskalem? I tym go Bóg
nie stworzył, nie na to go przeznaczył; tym go tylko zrobić
mogą okoliczności, nienawiśii własne i cndza przebiegła
przemoc i przeniocna przi- biegi ość. Ta świadomośe i pragnie-
nie odrębnuśfi, które Itasin zaczyna mieć. n/.y one same wy-
starczą, żeliy się oprzeć rosyjskiej absorbcyi i assymilaeyi?
Nie: tonie jest l'olak, który choć połknięty nie da się stra-
wić. Polak ma inną duszę i w tem siłę odporną taką, że
strawionym być nie może; ale, między duszą Rusina a Mo-
skala, takiej różnicy zattadniczej, takiej granicy nieprzebytej
niema, lżyłaby ona, gdyby każdy z nich mia) inną wiarę; i
dlategoto Uniu była dzieleni politycznie tak mądrem, jej za-
niedbanie tak zgitbnem. Ruś (tlemiennie z natnry inna, gdyby
z sundesia i din-ha była katolicką, ^v takim razie Roaya
prawd/iwa zostałaby wróconą w swojo przyrodzone granice
i w nich zatrzymaną, a nad Doiiem i Dnieprem i Gzarnem
Morzem byłoby co innego. Jakieby byto to coś? Bóg jet
zna pr/.yszlość, ale przez naturalne uczucie pleniiemiej odręb-
ności, iiiogliiby z cnaseni dojść do umiłowania cywilizacji
fiduiieiinfj, a w końcu — z malycb początków — do zupeł-
nej odrębności duszy. Skoro ten lud budzący się obndzil się
nie w polskich uczuciach i świadomości, niechże zoBtanie
przy swoich, ale te nieeir będą z Zarhodem duszą, ze Wscho-
dem tylko fiirmą połączone. Na tamten fakt dziś już pora-
dzie nie modemy, o taki jego na przyszłość kierunek i obrót
winniśmy się starać, bo tylko tym sposobem możemy jeszcze
utrzymać Jagiellońskie nabytki i znslngi , zostjić wiernymi
posłannictwu Polski, utrzymać te granice eywilizacyi, jakie
ono zakreśliło. Ruś jest krajem i ludem, którego trzeba umieć
się wyrzec, na to, by go nie stracić ; niech ona będzie sobą i
niech w innym obrządku będzie katolicką, a wtedy i Rosją .
nie stanie się nigdy i do braterstwa z Polską powróci, A j
gdyby nawet — ■ przypuściwszy najgorsze — do tego nigdy |
przyjść nic miało, to i w lakim razie jeszcze lepsza Rnd '
samodzielna, aniżeli Ruś rosyjska; jeżeli Hryć nie może by& ,
moim, mówi znana dumka, niech przynajmniej nie będzie
„ani mnie ni tobie." To ogólne liistoryczne i polityczne prze-
konanie o Rusi całej. Ruś galicyjska gra w tfj sprawie rolę \
najwaiuiejszą, stanowczą, bo ona jedna ma jeszcze śro- \
drk zbawienia dnsz ruskich i uratowania narodowej od-
rębności rnskiej duszy — Unię. Rola Ziiś — i więcej jak
rola, bo historyczna i religijna missya Polaków w Galicyi
jest — nie przeszkadzać narodowym dążeniom i wzrostowi
Ruai, szanować je, pomagać im nawet, bo tym sposobem "
nśnilerzy się z ezMsem nienawiść do Lacha; szanować Unię
i sirzedz jej jak oka w głowic i przez nią wzmacniać mi-
łość wiary, stałość tej wiary, jedność Rusi z Kościołem. Pro-
gram prosly i jasny, który byłby nawet łatwy do wykoua- '
uiii w praktyce, gdyby strona druga, ruska, taksanio rzecz.]
rozumiała. Utrudnia go ta nienawiść Polski , która tam jestl
i która znown po stronie polskiej budzi naturalne obawy i J
nieufności, aż nadto usprawiedliwione caiem- postępOHuniem
rząilzjicycti strouiiictw rusktcli, od roku 1848 aii do Chełm-
skich i Hailickicb apostazyj , aż do ostatnich socjalnych i
wszech rosyjakieli propagand i procesów.
Internat księży Zmartwycliwstaiiców wziął za zadanie
wychowywać Knsinńw, pielęgnować w nich miłość Rusi, nie
żądać i nie nakazywać miloSci Polaki: pacierz, rozmowy,
nauki, wszystko miało Ipyć po rusku. Strzed^ się owszem
chowania i przeraljiiinia tych clilopeów na Polaków. Wydawać
Rusinów, ale prawdziwy cli i wiernych katolików, zasi'.czepić
wiarę, wyksutaleić przekiniHnia. Nie przeznaczać tch na księiy,
chylia że który sam wyświęcić się zechce, a w takim razie
dopiero prowadzić go bard7.o ostroinie, bo w tyiii ołn-ządku
gdzie stan kapłański nie wymaga żadnych wyrzeczeń, powo-
łanie byw^a częste, ale często także zupełnie świeckie, po-
zorne, nieprawdziwe. Jeżeli który z wychowaiiców zostanie
dobrym księdzem, tern lepiej; jeżeli nie, dość będzie pożytkn,
jeiteli w ś^^ieckim stanie i jakimkolwiek zawodzie będzie
Rusinem, a katolikiem wiernym i stałym.
Przeciw Rosyi, jej potędze i jej wszystkim środkom
działania, przeciw Rusi i jej nienawiści wszystkiego eo pol-
skie, — a (w wielkiej części) wszystkiego co katolickie,
przeciw Rnsi g^ilicyjskiej z nader małenii wyjątkami ziirówno
temu dzieln nienawistnej, jakikolwiek jej odciei'i ,. występo-
wać z taką broni;)? zasłaniać się taką larcząV czy to niedo-
browolne łndzenie siebie samycli i Cesarza i Papieża? czy
to nie s/.kodliwa robota i pomaganie (bezwiedne, w dobrej
wierze i myśli), tej pracy zaprzeczania i wypychania Polski
za San, która jest programem i ideałem Rusi? Wątpliwości
i zarzutów było bardzo wiele. Oto, jak je krótko streszcza
i zhiju ksiądz Kalinka sam, w tej lliitori/i Dnmu. którą spi-
sywał :
„Na tak ciężkie /nr/iity Zmartivychwstaiicy odpuwia-
„dali, że narodowoSL niska jest fikteni, z którym się licnyć
„potrzeba; ie jeżeli pi/cz cztery wieki polskiego panowania
„Rusin! nic stracili swojej niiod wości, wtedy nawet, gdy
„o nią Die dbali , to widocznie ta narodowość jest n
„Bożej i nie zginie^ dziś, tem bardziej, gdy od roku 1848
„neziicie narodowe takim ogniem zapaliło wazysfltie młodsze
„Indy w Europie. Ze im witjcej będzie się Rusinom zapiTte-
„czać ieii narodowości, lem mocniej, a co gorsza, tem iiicna-
„wistniej dlii Polaków staii przy niej będą i % niej tworzyć
„liotężuy istrunient, który społeczeństwo rozstroi i rozsadzi.
„Prawda jest, 4e ta narodowość mało ma dotąd żywiołów ,
„dodatnieli , i gdyby została taką jak jest dziś, moinaby *
„z niej saniycli tylko kłęsk się spodziewać:. Alo ftoit Deus
„geutes sanahlleB. Naprzeciw narodowości, która u wielu Rii- '
„siuów opiera się na samej nienawiści, iny cbcemy postawili i
„narodowość ojiartą na miłości. Dzisiejsza narodowość niska, j
„zwłaszcza też w ioh intelligencyi, cboć upornie stoi przy
„swoich obr7.ędacb, jest w większej części bez wiary; jestto '
„narodowość rewołucyjua i pogaiiska. My w niczeui nie uj-
„mując ieb narodowemu npzuciu, nie ubliżając bynajmniej y
„ich ol)rzędom, przynosimy im wiarę katolicka i dncba ka-
„tolickiego. Oni w imię pati-yotyzmu , i dla niego właśnie,
„czują się obowiązanymi do walki z Polakami; my, przyj-
„mnjąc najzupełuiej ich patryotyzm, w imię Clirystusa Pana 1
,.do zgody z Polakami przywieść ich clicemy. Byle Rusini ]
„byli szczerze katolikami, obawijić się ich nie mamy naj-
„mniejszego powodu; nigdy oni wtedy Moskalami nie zo-
„staną, ani dla Moskwy sympatyi mieć nie będą. Jako ka-
„tołicy, uietylko będą życzliwi Polsce, ale na Polsce jedynie
„oprzeć się mogą. Huś sama stać nie może. Jeżeli my ją
„zaniedbamy, albo co gorsza, swojeni postępowaniem drażnić
„będziemy, w kierunku Moskwy ona posnwać się musi i do
„niej przybliżać. A przeciwnie, jeżeli jej dopomożemy do
„przejęcia sic katolickim duchem, zapewnimy trwale i szczere ,
„braterstwo pomiędzy nią a Polską. To nam najznpełni^
„wystarczyli powinno,"
Teraz wzmianka krótka o historyi tego zakładu. Z grub-
sza tylko, i nie siląc się na opowiedzenie wszystkich księ-
dza Kalinki trudów, zawodów, goryczy, którycłi on sam nie
opowiail:i. Że hyly eiężkio i licizDC, (Jonij^ślać się iiiożua
z sainycti KGwnętrziiych dKiejów zakładu:^ że znoszone i zwy-
ciężone, to Knowu poznać [lozwala, żs w przeloAimym za-
kłada była, wielka aila wytnviiloSci i poświęcenia, a nad
nim błogosławieństwo, w uim t;L wola Boia, kiórej clicia! być
zawsze tylko narzędziem.
Kiedy doatal rozkaz zalożejiia takiego domu we Lwo-
wie, i nad nim |irzeloieiistwo, nie miai nic, Przyjediał do
miiisla ze swoim Itrewiarzem i habitem (2 października 1M80),
i z poleceniem od JeneraiR, żeby najął, a w możuoiei knpil
dom przy ulicy Piekarskiej od panien Franciszkanek, które
miały ocliotę tego domn się pozbyć. Dom był w stanie opła-
kanym, kaplica w jeszcze gorszym; żeby jedno i drngie zro-
bić tylko możiiwem do użytku, trzeba byln włożyć dużo pie-
niędzy; a przedtem, za to co było na gruncie, żsidaly Fran-
ciszkanki 30,000 złotych anstr., i z tej ceny nic spuścić nie
eliciaJy. Podpisał umowę, i zobowiązanie że cenę szacunkową
wypiaei przed końcem roku 1881. Pieniędzy nie miał nic.
j^& konieczne pierwsze roboty pożyczył 500 zlr, do prowa-
dzenia ich i nadzoru przeznaczył młodego swego towarzysza
księdza Skroehowskiego (niegdyś iia świecie budowniczego).
Ledwo się te roboty zaczęły, ksiądz Skrocholaki dostał od
Jenerała inne przeznaczenie, i musiał wyjechać ze Lwowa.
Kaiąd-/. Kalinka został z domem w ruinie, z obiecanym je-
dnym ornatem i obiecanym jednym księdzem, którego mu
Jenerał z Kzymu miał przysłać (ks. Hempla), nie mia! co
robić, wyjechał szukać pieniędzy.
Znalazł w Krakowie sumnię dość znaczną, którą księ-
żna Odescalehi bylu złożyła na cel możliwego osiedlenia
Zmartwychwstańców w Gatioyi; za pierwszy toni czterolet-
niego Sejma dostał 3000 zła. ; mniejsze datki kapały choć tro-
chę, tak, że w niedługim czasie niial w ręku 12.000 fl. Z tern
mógł śmielej poczynać. Pisze przecie, że gdyby był prze-
czuwał wszystkie trudności jakie go czekały, nie byłby ni-
gdy domu kupował, ani przełożeCistwa się podejmował. „Pan
„Bóg, znając jego malodnszność, wtedy mu dopiero złe gro-
„iącc oiikrywat, ydy się ju^ eofiiąi' nie liylo ninżna. Niespo- \
„kojiiy i zbyt przewidujący umysł księdi^a Kalinki, wybiega! ]
„»sw8ze nad uliwilc daną i dręczył HJę myślą, że zabraknie
„ludzi i funduszów; szukał, przemyśliwał, czynił bez końca i
„zacliodów, a prawie zawsze nadaremnie. Jeżeli ten tlom
„lwowski 8ię utrzyma, i w przyszłości rozwinie, to z zupełną
„prawdą można powiedzieć, że nikt inny, tylko Pan Bóg był
„.jego założycielem. Żaden człowiek do tego tytułu nie ma |
„prawa, najmniej ksiądz Kalinka. Rzecz stalą się wbrew wolt f
Jednycli, ponad wolą drngich, samą tylko wolą i łaską \
„Bożą". (Historia Domns §. 1).
Dom i kaplica restaurowały się czemprędzej, obiecany
ksiądz Hempel pi'zyjecbał, ksiądz Itobrowicz (świecki ksiądz
ruski, obełmski) pomaga!; zaczęto myśleć o otwarciu kon-
wiktu (zrazu tylko w domu, i to dla eblopoów z I klasy), od
1 lutefjo 1881 r. Wzięto dwóch nauczycieli swieckieb z poza i
domu, Rusinów; inne nauki rozdzielono między siebie (ksiądz '
Kalinka mia! uczyii języka polskiego), uczniów zgłosiło się
zaraz kilku [prawda, że z początku byli to synowie samych
księży cheimskicb). Wtedy nowe nieszczęście, ksiądz Hem-
pel, prawa ręka przełożonego, rozchorował się tak ciężko, że '
po kilka miesiącach cierpieli, prosił o pozwolenie wyjazdu t
do rodziny i tani umarł. Zastępca przysłanj' w jego chorobie,
był i pomocą i pociechą małą. Po jakimś czasie dopiero do-
czekał się biedny |irzelożony, że mu przysłano kaznodzieję,
księdza Bakanowskiego, i świeżo wyświęconego księdza Mo- J
szyiiskiego. Wtedy odetchnął , pewien że i nabożeństwo w kap- '
łicy i dozór nad dziećmi i domem pójdzie porządnie. Z za-
pisów pani Helclowej i Józefa Popiela przybyło coś fundu-
szów; opieka norganizowana pod prezydencyą ks. Adamowej
Sapieżyny we I-wowie, a ks. Maiceliny Czartoryskiej w Kra-
kowie, zapowiadała mniej-wiccej 1)000 fl. rocznie ; Cesarz na-
desłał 500 fl. ; wreszcie, niespodziewanie, od osoby o której
ksiądz Kalinka do końca nie wiedział, czy nazwisko, pod
którem się zgłosiła było prawdziwe Inb przybrane, odebrał
15.000 reńskich. Przyszły w porę, bo uczniów zaczęło się
L J"=
jiiż zgłaszać tylu, że w irialyni (ioiiikn o iioniieszczeoiu ich
iiie bj'lo można myśleć. 0<] prania tio icb z żalem, mar/ąc
o rozszerzeuiii (iomii kiedyś, jak Pau hAs da!.. I dał —
2.i czernca 1881, Biskii]) Krakowski poświęni! kamici^ wę-
gielny pod kaplicę greckiL'g() obrządku; .i z zamknięciem
roku szkolnego, uczniowie zdali exami[i i byli przyjęci do
2-giej klasy gimnazuini ruskiego. Na rok uastęjmy zgłosiło
się ieli już trzydziestu. Miejsca wszakże było tak mało, że
i na tych (pomimo mieszkali przynajętycb w sąsiednim domu)
nie wystarczało; śpieszyć z budową, stawało się coraz na-
l^lejszą potrzebą. W tym celu [lodał ksiądz Kalinka petycyę
do Sejmn, o jednorazową subweneyę 10.000 fi. Trudności było
z tera niemało ; posłowie iiolsey odr?acać jej nie myśleli, ale
jedni bali się rozdratoić Kusiuów, drudzy nie byli pewni czy
popierając ten zakład robią dobrze ; posłowie ruscy wystę-
powali przeciwko z wielką namiętnością. W Izbie wszakże
rzecz przeszła wielką większością; pierwsza polowa drugiego
tomu Sejmu, i drugie wydanie tomu pierwszego, przyniosły
coś znowu na koszta budowy : koszta utrzymania uczuińw
opędzały w znacznej części składki zbierane przez lwowską
i krakowską opiekę. Roczne sprawozdania księdza Kalinki,
jego w tej sprawie ogłoszone jiismo laternał Etiski księży
Zmartwychwstańców {Przeglt^d Polski , październik 1881),
służyły skutecznie do przekonania umysłów i zagrzania serc,
zatem do zabezpieczenia zakładu. Rósł on pomimo wszyst-
kieli trudności wewnętrznycli i zewnętrznych, od Polaków
i od Rusinów, jak znowu wielkopostne kazania i rekollekcye
dawane przez księdza Bakanowskiego i Kalinkę (1882), pod-
nosiły powagę zgromadzenia i ufuośó do jego posług duchow-
nych. Niechęć Rusinów nie ustała, ale zwróciła się zawzię-
ciej w inną stronę: a konduktorem który ją zwrócił, był
oddany Jezuitom nowicyat Bazyliaiiaki w Dobromilu. „Z dwojga
złego już Zmartwychwstańcy lepsi" mówiono, — „bo zdaje
się, żu na prawdę po i-usku uczniów swoich chowają", Ale
jeżeli zaczęło się budzić zaufanie do zakładu, że polonizować
lue myśli, to zostawały w wielu Rusinach głębsze z tego po-
176
woda obawy: mianowicie obawa katolickiego charaktera wy-
ehowańeów, i braka w nich nienawiści do Lacba. ;,Jak Je-
j.zuici niegdvś szlachtę, tak ci zabiorą nam księży. Cóż
J.Z tego, że wychowają Rusinów, kiedy na tych Kasinów co
„z ich rąk wyjdą, my nigdy nie będziemy mogli liczyć^.
Zdanie to, z którem dawali się słyszeć przywódzcy zarówno
rosyjskiego, jak ukraińsko -socyalnego odcienia opinii rus-
kiej, jest ciekawem i znaczącem świadectwem zakładowi
przez nich wydanem. 24 czerwca 1882 r. zatknięt«) krzyż na
wystawionej kaplicy wschodniego obrządku : dom prawie skoń-
czony, pozwalał przyjmować większą liczbę uczniów, która
też rychło wzrosła do kilkndziecięciu chłopców. Zasady ich
wychowania i prowadzenia były tesame, które ksiądz Ka-
linka niegdyś dla szkoły w Adryanopolu ułożył, jego Tjak
mówią ł>racia zakonni j, systemem wychowania. Zasługę po-
mysłów przypisują jemu ; przyznają tylko, że miał słuszność^
kiedy sam o sobie mówił, że do praktycznego wykonania
tego planu i do jirowadzenia młodzieży nie był zdatny, bo
był za miękki. „Jabym dzieci rozpieścił", mówił, i to miało
być prawdą. (Uczniowie lubili go bardzo ; po jego śmierci bez
żadnego ze strony przełożonych żądania, dodali do swoich
pacierzy modlitwę za pokojnoho Witcia Kalinkuy którą co-
dzień wiernie odmawiają).
Przecież choć dzieło idzie i nawet pomyślnie, to trudy
i troski nie ustają, owszem mnożą się zwykle i rosną w miarę
jak się rzecz rozwija. Tak było i tu ; rodzice coraz liczniej
się zgłaszali, uczniów przybywało, dom stanął, Metropolita
Sylwester Senibratowicz bardzo się okazywał łaskawym na
zakład i na przełożonego ; niektóre Rady Powiatowe uchwa-
liły bursy dla wychowańców zakładu; przyjaciele i opieku-
nowie (ks. Roman i Aleksander Czartoryscy) przyjmowali po
kilkunastu uczniów na wakacye; wszystko to było utrwale-
niem zakładu, dobrą wróżbą na przyszłość. Ale zkąd wziąć
utrzymania dla tej coraz większej liczby chłopców? odpra-
wiać ich, choć się sami zgłaszają, kiedy możnaby ich dobrze
wychować! Co z nimi robić, jak gimnazyum skończą? Wy-
puścić L o|iieki, żeby poszli Bóg wie gdzie i zepsuli się!
A dopiertjż ci, eo będą mieli powołanie na księży, cd z tymi
robić? Żeby w uicb to powołanie utwierdzió, a ich w wier-
ności dla Kościoła, trzebaby ich po skończeniu nauk wysy-
łać na teologię do Rzymu. Zkt^d na to wziąć; kiedy fundu-
szów nie przybywa, ubywa raczej w skutku złych lat, i pe-
wnego zwolnienia w energii skład kujących. Sześć lat na które
się zoiłowiązali, dochodzą do kouca, czy zobowiążą się na-
dal w dostatecznej liczbie? czy nie nastąpi konieczność
zmniejszenia zakładu? To były troski ostatnich łat księdz:i
Kalinki, to powód tych starań usilnycli, żeby Sejm wyzna-
czył subwencyę na pewną liczbę uczniów, żeby wyjednać
snbwencyę i od Cesarza; ztąd staranie, żeby własną praeą
tych funduszów przysporzyć — (odczyty publiczne — życie
Jenerała Chłapowskiego — druga część drugiego tomu Se/mu )
i to wreszcie, ta ciągła wytężona praca, a w rożnych kie-
runkach, ta pamięć nieustanna o mnóstwie rzeczy naraz, i ta
ciągła gryząca i trawiąca troska o Internat, i o wszystko
inne, to powód jego choroby i śmierci. Radością a poniekąd
szczęściem, koroną dzieła, było powierzenie Zmartwychwstań-
com Kollegium greckiego w Rzymie j to dopełnienie Inter-
natu, Jego nczuiowie, którzy zecłicą iSe na księży, mają za-
pewnione miejsce, i zostaną pod tymaamym kierunkiem; a taki
dowód zaufania ze strony Papieża podnosi oczywiście po-
wagę Zgromadzenia w oczach ludzkicli i własnych; jest glo-
śneni i najehlubniejszem dla niego świadectwem. Nowy dowód,
że w podjęteni dziele jest Wala Boia. Ale, jak jej odpowie-
dzieć! jak jej nastarczyć, żeby nie zmarnować tego co się
jni zyskało. Oto przedmiot głębokich rozmyślań i gorączko-
wych nie|)okojów księdza Kalinki w ostatnim roku życin.
I oto w krótkich słowach dzieje jego umiłowanego dzieła,
jego Internatu ruskiego.
A teraz jego wartość? jego naslnga?
Kto miał słuszność, ksiądz Kalinka albo ci, co jego
dzieło nazywali błahą utopią, lub gorzej, bo szkodą samo-
ląc sobie zadaną? Odpowiedź na to pytanie w części tylko
12
7.a\ei.y od nas, w więksiiej nierównie ad czaan. Jak wszelki |
krok w tej sprawie, tak i ten nie przyniesie pożytkn, jeżeli
ryclifo a nieszczęśliwie miałby się zgruntn zmienić dziBiej-
szy nasz stan polityczny. Jeżeli rosyjska dążność do pano- '
Wania, tak charakterystycznie wyrażająca się w tern samo-
zwańczem kłamstwie, jakiem jest jej mniemane imię Wszech-
Rnsi, miało stać się rzeczywistością, i z dzisiejszycli swoich
napędów i popędów wyjść z trynmfem, w takim razie Inter-
nat jak wszystko wpada w otchłań i skutku nic przynosi.
Ale jeżeli dzisiejszy stan rzeczy potrwa; jeżeli ten zakład
na kilkudziesięciu wychowańców wypuści co loku tylko kilka
dobrych- jeżeli tych kilka po latach dziesięcin, dwudziestu,
wzrośnie w liczbę i w różnych zawodach , w różnych stro-
nach rozsieje dobre uczucia i przekonania, stanie się w tym ,
wyrębie i zagajniku nasiennikiem zdrowego ruskiego patryo
tyzmu i prawdziwej wiary, ezy to nie byłoby już skutkiem \
i pożytkiem? Jeżeli się i)oiDyńli, że każdy z tych świeckich I
miałby dom, rodzinę, stosunki z ludźmi, i wpływ, jako lepiej, \
staranniej od wielu chowany, a każdy z tych księży wply- i
wałby na parafię, może nie na swoją tylko? Dajmy, że ta- j
kich będzie procent niewielki, że będą gorsi, a nawet że ich J
będzie dużo, — że skryta natura potrafi utaić w sobie przez 3
czas wychowania te polityczne i religijne nienawiści z któ- }
remi później wybuchnie, to uzy ta liczba, choćby moiejsza ]
dobrych, swoją wartość i znaczenie straci? ezy nie będzie *
dla społeczeństwa całego ruskiego jak polskiego, wielkie
dobrem, punktem oparcia, może siłą? Jeżeli zaś — i tu za- '
czyaa się zależność tego skutku i pożytku od nas — jeżeli na- !
sza troskliwość i wytrwałość nie da zakładowi temu upadać, [
ale owszem rozwijać mu się pozwoli i pomnażać liczbę wy-
chowańców, rozeslańeów prawdziwej wiary 1 patryotyzmn '
opartego na miłości nie na nienawiści, w takim razie kto^]
wió, jak przyszłe pokolenia błogosławić będą dzieło i pa-
mięć jego założyciela; w takim razie może stać się rzeczy-
wistością i sprawdzoną przepowiednią ta intencya, którą ksiądz 1
Kalinka wypisaną na par5,'aminie zatknął na szczycie swo-
jej kaplicy w gatce pod krzyżem zamkniętą, i przyszlośó
przyświadczy, f.Q „ten doin obudowany i krzyż Chrystusowy
„na nim podniesiony został przez Braci Z martwych wsta-
„nia Pańskiego, ku chwale Bożej i ku ntrwaleniu zgody mię-
■ Polską a Rusią, aby za tą zgodą święta Wiara kato-
„licka w tym kraju wzmocnioua i w dalsze strony na Wschód
^rozszerzoną była".
Zostaje jedno ważne pytanie, czy w swojem pojmowa-
i Rusi ksiądz Kalinka nie przesadził, i z prostej drogi pol-
'■ skiego uczucia i interesu mimowolnie nie zbaczał. W odpo-
wiedzi na to, trzeba jeszcze raz powtórzyć, że za skutek rę-
czyć, przyszłości być pewuym, nie mógł on , jak nie może
nikt; zatem mimo glębokieg;o i stałego przekonania, mógł
miewać (miewał z pewnością) takie chwile wątpliwości i wa-
hania. A jeżeli to co on robi, obróci się na szkodę Polski?
jeżeli ten żywioł niski, który już sam z siebie jest we wzro-
ście, w skutku jego starań nabierze sił więcej, które albo
się wprost przeciw polskiemu obrócą, albo go przynajmniej
owładną i stopniowo przeważać zaczuą? Takie przypuszcze-
nia i obawy (kiedy się zjawiały), usuwał rozumowaniem
i przekonaniem, że Ruś katolicka i prawdziwie ruska, choćby
najbardziej i najdłużej nie chciała, będzie musiała skończyć
na zgodzie i miłości z Polską. A oprócz tego argumentu ro-
zumowego, wyciągniętego z natury rzeczy, historycznego i po-
litycznego, miał drugi płynący z wiary i pobożności, którego
wartość rachunkiem sprawdzić się nie da, ten mianowicie,
że skoro Polska względem Rusi ma wiele gi-zechów opusz-
czenia i zaniedbania, skoro jej stan dzisiejszy jest i ma być
expiacyą za wiuy przeszłości — więc na ten rachunek pójdzie
wszystko, co się dla zbawienia i dla ziemskiego dobra Rusi
zrobi: a ehoćhy to było nad miarę ściśle obliczonej potrzeby,
choćby z jakiem ze strony Polski poświęceniem, ściągnie jej
I Wogoslawiei'istwo Boskie i z bogatą liebwą wróci się jej
r przyszłości,
Czy w tern był ksiądz Kalinka zbyt śmiałym i ufnym,
Może aż trochę mistycznym, wiejzieó i sądzić nie możemy.
Ale w swojem uczuciu polskiem był w tym stosunku do Rusi
(jak we wszyatkicL innycli) tak piosty i ti7.eżwy, tak traf-
nym iustynkteiii obdarzouy, że poiUiig jego uczucia i patryo-
tycznegn sumienia, każdy mógłby śmiato swoje w tej spra-
wie regulować. Żaden Polak szczerzej Rusi nie kocłinł, ża-
den nie życzył goręcej żeby miała pr7;ysz!o8Ó szlachetna
i piękn^ł, ale żaden nie byt też dalszy od tej seutymental-
ności poetycznej, i od tej politycznej przesady, która ?. wiel-
kiej miłości Rusi o Polsce nieznacznie zapomina, a z wiel-
kiej miłości wschodniego obrządku ilJa zachodniegp niema
dość przywiązania i uszanowania. Te wszystkie zjawiska
chorobliwe, — a bardzo niebezpieczne, gdyby miały trwać
i rozszei-zać eig — te pytania, czy szlachta nie powinnaby
przestać być polskij, ^eby Ruś ocalić i przywiązać, czy ni&
powinnaby przechodzić na wschodni obrządek; te zachwyty nad
malowniczościąjednego obrządkni porównania z drugim na jego
niekorzyść; te zdarzające się próby ruskiej mowy w polskich
domach, te wszystkie (w najlepszej wierze) pokusy poetycz-
nej wyobraźni, czy nkrytej miłości własnej, wiodące Indzi
bezwiednie ale koniecznie do odstępstwa, nie miały sędzi
surowszego nad księdza Kalinkę. Dolirą wiarę oceniał, do-
brej intencyi pobłażał, ale błąd i niebezpieczeństwo wskazy-^
wal bez ogi'ódki i bardzo stanowczo. Miłość Rusi u niego-
nie stawała się sentymentalneni rozkoclianiem, które w końcn
zaślepia ludzi na to, czem jest Polska, i co jej są winni.
„Mój Panie, wolałbym zawsze być polskim wojewodzicem,
„aii raskim kniaziem", odpowiedział raz jednemu z ta,kicłł
sentymentalnych; a praktyczną niemożliwość, utopijność ta-
kiej polityki, gorzki zawód i upadek małocbinbny, na któ-
rym takie złudzenie (szlachetne zresztą) skończyćby się mu-
siało, polityczną marność takiej myśli, jeżeli ona ma być po-
święceniem, a dla ludzi niebezpieczeństwo tej slizkiej równi
pochyłej, u której spodu jest utrata honoru — odstępstwo,
i widział dobrze i doskonale tlómaczyć umiał.
Stanowisko księdza Kalinki w sprawie między Polską
A Rusią, jego starania około wychowania i przyszłości Rusi^
wtykały się nieraz ze eprzecznenii zdaniami i przekona-
niami po stronie polskiej; nieraz raziły boleśnie nczncia i prze-
konania najgłębsze, najszanowniejsze. Jaka mnaiała być jego
powaga, jakie zaufanie do jego rozumu, charaltteru i patryo-
ty/.mii, jeżeli mimo to dzieło tak zdaniem wieln niesympa-
tyczne i wątpliwe.) wartości, mogło się Utrwalać i rozwijać?
Zdarzało się często, że ladzie inaczej rzecz pojmujący, swo-
jego zdania nie odstępowali, a do dzieła przecież przystępo-
wali, pomagali, glosowali za niera w Sejmie lub wnosili
składki, na wiarę księdza Kalinki: w tern uczuciu, że to co
«n robi, to dla Polski złem ł)yć nie może. Jest w tern wspa-
niałe świadectwo moralnej powagi i znaczenia tego człowieka
w społeczeństwie; jest miara wplywn jaki wywierał, skutku
jaki sprawiał. Ale jest też świadectwo piękne i dla społe-
czeństwa samego, jest miara jego postępu i dojrzałości. Lat
temu dwadzieścia, kto wie, czy ksiądz Kalinka byłby talt
skutecznie działał; kto wie, czy jego katolickie i polityczne
stanowisko byłoby znalazło tylu zupełnie przekonanych, a tylu
znowu cliętnie powolnych ; kto wić, czy bylibyśmy zdolni tak
przyjmować wpływ człowieka, który niezem nas nie niewo-
lił, tylko wyższością swego umysłu i cliarakteru, tylko war-
tością i wzniosłością tej wszechstronnej i czynnej miłości oj-
czyzny, którą nasz instynkt polski w nim czul i za nią szedł.
A te sprawy nie wyczerpują bynajmniej całego zakresu
jego czynności; dzieło trzebaby pisać, nie krćtką wiadomość,
żeby objąć wszystko co robił, i co dobrego zrobił.
YHr.
Te ostatnie kilka lat najcięższej mote w ićyciu księdm
Kalinki pracy, obejmują i łączą w sobie wszystkie dawniej-
sze tej pracy kierunki, dtidają nowe i wyższe, a przez to są
poniekąd streszczę ni en i i i]/.upcluieniem całego życia, pieczę-
cią ua nieiu przyłożoną, czy włożoną na nie koroną najwięk-
szej zasługi. „Chciałeś zawsze działać, wdzierałeś się w każde
ppole, nigdy nie miałeś dosyć, to teraz masz czegoś cbcial" —
tak zdaje się mówić do niego Wola Boia, kiedy go na to
miejsce przeznacza. Cbciało mu się kiedyś być Sekretarzem
przy Namiestniku — tem nie zostanie, ale będzie często po-
radnikiem wielu, w wielu politycznych sprawach krajn, i nie-
raz w sejmie, nieraz w Rządzie wpiyw swój wywrze. Od lat
trzydziestu widzi i powtarza czego nam brak w postępowa-
nin politycznem, w religijnych uczuciach i przekonaniach,
w stosunkach towai-zyskich, w literaturze czy w nauce; niechże
teraz zblizka wszystkiego dogląda, i niech wpływa na to
społeczeństwo, kiedy pośród niego stoi. Chciał je uczyć i pod-
nosić przez znajomość siebie, przez historyę, niech ją dalej
pisze. A kiedy przez cale iycie wierzył, myślał i powtarzał,
że Polskę odrodzić, a przyszłość jej zapewnić można przez
odrodzenie przede wszy stkiem jej ducha i sumienia, przez
wiarę, przez miłość Boga, przez rozmyślną świadomą siebie
! z Kościołem katolickim, stalą i czynną wolę pozo-
tania w tej jedności, — to niech próbuje, sposobność mai
184
Jak z tej sposobności Kalinka skorzystać umia], po-
znać można ztąd^ że zanim krótki czas npłynął, jnż on na-
leżał do każdej niemal rady czy roboty; jnż każdy niemal
co coś zamierzał i zaczynał, bez jego zdania rzadko kiedy
się obchodził. W pracacli naukowych i sejmowych , w spra-
wach kościelnych, w uczynkach i stowarzyszeniach miłosier-
nych, odnosili się do niego nczeni i dziennikarze^ posłowie
i księża, młodzi i starzy, kobiety, a wpływ jego tak się sze-
rzył i tak się wkorzeniał, że w końcu rzec można, Lwów
zapomniał, że on mieszkał w nim od niedawna, i miał za
swego, za swoją ozdobę, za swoją własność. Po jego śmierci,
ktoby sobie był pozwolił lekko i w najlepszej myśli kryty-
kować w czem księdza Kalinkę, byłby się naraził na żal
i gniew niemały. Świadczy to 1)ardzo na korzyść miasta, że
w. czasie stosunkowo krótkim tak się na wartości człowieka
poznać i do niego przywiązać umiało; ale służy zarazem za^
miarę, jak jego wpływ sięgał głęboko a daleko, na różne
strony; jaki musiał mieć szczególny dar, jaką umiejętność
i jaką wytrwałą energię w działaniu na ludzi. Życie du-
chowne ożywiało się, a kaplica Zmartwychwstańców stawała
się głośną przez kazania i rekollekcye, — które ksiądz Ka-
linka odbywał tylko w zastępstwie niejako, kiedy lepszego
kaznodziei nie miał pod ręką, uważając siebie za złego.
Sejm Czteroletni mimo przeszkód i utrudzeń, postępował na-
przód; dodatkowo i jakoby mimochodem powstał żywot Je-
nerała Chłapowskiego, doskonałość w swoim rodzaju, a za-
razem choć mały szkic historyi Księstwa Warszawskiego i Kró-
lestwa; hi8tor}'^a jednego człowieka, ale taka, że kto zechce,
wiele się z niej o tamtej naucz}\ Udział zawsze żywy i zaw-
sze wskazujący, praktyczny, w posiedzeniach Akademii Umie-
jętności i w pracach lwowskiego oddziału jej Komisyi histo-
lycznej; współpracownictwo najchlubniejsze, a rady nieoce-
nione, nieraz krytyki ostre dla Przeglądu Polskiego; wska
zówki dawane nowemu codziennemu pismu we Lwowie —
Przeglądowi'^ — Towarzystwo Św. Wincentego tamże, odczyty
publiczne, konfessyonał prawdziwie oblężony, korespondeucya
na wszystkie etroDy i we wsuelkicli sprawjidi od nąjwainiej-
szycli kościelnych i krajowych, &f. do osobistych spiaw ludzi
którzy się tlo niego zgtiiBznli, oto wyliczenie iH>l)ieżne jego
ozytiuDŚci, w którem nie»awodiiie niejedno się jeszcue opu-
ściło. Zakres i ciężar ogromny, zdumiewający, jeżeli się
zwaity, że nic uigdy nie Khywał lekko, wszystko wykony-
wa! rozważnie, dokładnie, troskliwie i pilnie. O jednem tylko
wspomnieć chcemy, jako pnbliczności poza Lwowem naj-
mniej zuanem, o kazaniach księdza Kalinki, tyle przynaj-
mniej ile koniecznie trzeba, żeby o nich dać najogólniejszą
wiadomość. Nie są one zle, jak o nich sam niesprawiedliwie
mówi; owszem, są mądic i bardzo dobrze pisane. Zdaje
się, że jeżeli nie wszystkie jakie w życiu niówil, to w ka-
żdym raitie bardzo znaczna ith większość pM^uatala w jego
papierach, bo aiim mówi (w Historii Dodiu), że improwizo-
wać nie czul się na silach, musiał zawsze napisać to co miał
I mówić, a czasem i na pamięć się nauczyć. Jest icli ogółem
trzydzieści kilka. Nu j dawniej siie zdają się być z czasów kiedy
był kapelanem zakonnic w Jaroslawin, ho i datę czasem
mają oznaczoną, i zaczynają się od słów; „Najmilsze Sio-
8try". Takich jest zwykłych niedzielnych cztery, jedno do
zakonnic pr/y odnawianiu ślubów, jeduo do dziewcząt przy-
Btijpnjącycli do pierwszej Kommiinii, i ośm z rozpamiętywa-
niem Męki Piińskiej. Z czasów lwowskich są te wielkopostne,
które miewa! w dalszym ciągu i w następstwie księdza Ba-
I kanowskiego; inne znowu przy rekollekeyacli dla kobiet (i do
tych może należy nauka o stanowisku kobiet, o obmowie,
o obowiązkach względem sług). Jedno osobne na Wielki
! Piątek, jedno o Spowiedzi, i znowu osobne o przeszkodach
j do Spowirdzi, jedno na Boże Narodzenie, jedno na Zielone
i świątki, trzy o Hwiętych (Józefie, Stanisławie ICostce i Frnn-
\ ciszkn Salezyni), i wreszcie jedno (z roku 1878) przy ślubie
l| do now(iżei'iców. Wsizystkie mają swój osobny rodzaj. Są har-
. dzo krótkie, nigdy retoryczne, praktyczne, zbliżone do tego
co Francuzi nazywają confireuci-s, tylko od francuzkitb prost-
^^^^e, Potoczne często tak, że zdaje się, jak żeby się słucbało
b
i
Kwyktej księdza Kiiltnki rozmowy; nieraz zdarzy się zdanie •
(nawet czaaeni koncept}, który się od niego słyszało w i
mowie; a zawsze oryginalne, pdne mądrych a niespodzie- ,
wanycb spostrueżeń, pełne tej praktycznej zLajoniośei życia
i psychologicznej znajomości natury polskiej, która wszystkie
jego pisma cechuje. W wydaniu dziel znajdą one miejsce,
i dadzą poznać księdza Kalinkę z ttj nowej nieznanej strony,
w nim zaś kaznodzieję wicikicli zalet, hynajinniej nie tak.
nialego jak sądził.
Po śmierci Sziijekiego (1883), kiedy Wydział Filozo-
ficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego szukał najgodniejszego
następcy, zwrócił naturalnie uwagę na Kalinkę. Ten odpo-
wiedział, j^.e katedra Iiistoryi polskiej byłalaby dla niego szczę-
ściem, o jakiem nawet marzyć sobie nie pozwalał, ale że przy-
jąć nie może. Gdyby nawet nie był do innych obowiązków
przywiązany, to jeszcze w takim razie przyjąćby nie mógł,
bo jedną tylko część hintoryi polskiej zgłębił, a w swoim
wieku nie czułby się już na siłach rozpoczynać stadium
nad całą.
W roku 1884 wyszedł Żywot Jenerała Chłapowskiego,
klejnot naszej literatury biograficznej, a zarazem szkic histo-
ryi porozbiorowej, przynajmniej rzut oka na nią, politycznie j
bystry i mądry, pisany świetnie, dla piszących wzór, dla ]
wszystkicli do:jkunała nauka. Niektórzy mówią, że fej nauki 1
za dużo a przynajnmiej ?.e za wyraiina; że ten polityczay '
dydaktyzm, który jest we wszystkich pismach Kalinki, to
(w części ostatniej zwłaszcza) występuje zbyt Jawnie. Byó
może że tak Jest; co do nas, widzieliśmy tylko nauki mą-
dre i tak doskonale powiedziane, że nie wydało nam się
jakoby ich było za dużo; a Chłapowskiego młodość (wojny J
Napoleońskie) i rok 1831, a w tym zwłaszcza ten dramat
straszny, kiedy Chłapowski stoi pod Wilnem i mógłby je
wziąć, a nie może bez rozkazu, którego mu Giełgud nie daje,
liczymy do świetnych ozdób naszej literatury. Rok 188G 1
wreszcie przyniósł część drugą lSejmv, najświetniejszą może:l
z całego dzieła. Propozycye przymierza anstryaekiego pomi- 1
nięte niik-zeiiiem; ]iri'.j'mien'.e jiruskie bezskuteczne i coraz
raniej pewne; dalej pokój Kosyi 7.e Szwecją i blizkosi; po-
kój o z Tarcyą; w Warszawie pośpioeli w iicliwnJeniu napra-
wy Rzeczypospolitej; forma Rządu wniesiona — mu być
uchwaloną w nowym podwcjonym składzie Sejmu; wńrńd
tego epizod o sprawie unickiej w Sejmie i o stanie Unii
i Rusi w kraju, Z prorogacyi Sejmu korzysta autor, ieby
wtrącić rozdział (niezbędnie potrzebny) o literaturze politycz-
nej Scjiiiii (.wpływ Koussa i mistrzowskie szkice naszych pi-
sarzy, z których jeden tylko może Seweryn Rzewuski zbyt
dobrze osądzony). Wreszcie obrady uad formą rządu; projekt
następstwa tronu w domu Saskim ; prawo o miastaib, jedno
z nHJmędrszyeli tego Sejmu i najpiękniej opisanych, i opo-
wiadanie dochodzi do 18 kwietnia rokn 179!, do 3 maja
już tylko dwa tygodnie.
Ksiądz Kalinka Jiyczy! sobie bardzo, ^cby pan Paweł
Popiel, znawea wielki tych czasów, a tradyeyą i pamięcią
najbliżej dziś z niemi złączony, napisał recenzyę. ■"■talo się
zadość iyczcnin, a reeenzya kończyła się słowami: „kraj ca!y
„powinien prosić księdza Kalinkę, aby kończył pracę najwy-
„trawniejszą, jaką miłość ojczyzny w ostatnich czasach nat-
„clmęla". Ksiądz Kalinka nie mógł koiiczyć pracy, ani na-
wet tej prońby i tego sądu czytać. Kiedy reeenzya wyszła,
byt ju* na śmiertelnem łożu.
Zdrowie jego oddawna nie było dobre. Ciąjila praca,
snu za mało, klasztorne pożywienie tak ubop;ie, że zdrowem
być nie mogło, podkopały razem organizm. Żołądek zwłasz-
cza był przez cafe lata w najgorszym stanie ; przez całe tata
także powtarzały się łiolesno na|iady scyaryki. Od pewnego
czasu widocznera było, że ksiądz Kalinka wygląda źle, że
się nad swój wiek starzeje, i szybko. O tem wszakże, żeby
koniec miat być blizki, nikt nie myślał; zdawało się koniecz-
nem i pewnera, że człowieka tak potrzebnego ludziom i swo-
jej własnej cliwale, Pan Bóg zostawi na ziemi do zupełnej,
jeiełi nie do późnej starości. Na wiosnę roku 1886, rozcho-
Mwal się ciężko; lekarze przecież o powrocie do zdrowia,
a nawet do sil nie wąt|iili, Zalecili kurację wodna w Kal-
tenleiittjeben, a po niej morskie itąpiele. Pierwsza sliiKyla do-
skonale. W listaeli do braei zakonnych donosi, że ma eię
bardzo dobrze, tylko się wstydzi że „próżnuje, żyje zwię-
„rzęeem życiem, i tak tyje, że jak wróci, nie przeciśnie się
„przez furtę, ale trzeba będzie robić dla niego wyłom w mn-
„rze, z czego wynikną miwe koszta dla biednego donm".
Ostatni raz spotkał się tn z towarzyszem prac emigracyjnych,
Klaczką: a o nowych także znajomościach wspomina, w spo-
sób zabawnie cechujący jego wysokie o bistoiyi, a niskie
o sobie pojęcie: „Jest tu profesor i bibliotekarz uniwersyteta
„z Pesztn, Szilagyi. Dowiedziawszy się, że jest także ziiako-
„mity historyk polski, zgłosił się do mnie, aby mi }iowie-
„dzieć, że w tym roku mają otworzyó |»apiery familijne
„Esterhazego, odnoszące się do rozbioru Polski, które w sto
„lat po jego śmierci miały być rozpieczętowane. Jam się nie
„Spieszył korzystać z tej wiadomości, ho nie o to mi idzie,
„by nowe materyały gromadzić, tylko o to, l)y ze zgroma-
„dzonyeh jnż należycie skorzystać". Ale pan Szilagyi na-
lega, podejmuje ttię wyjednać zaproszenie od ks. Esterhaze-
go, i ohiecnje pozwolenie jiaplerów do Lwowa, i świetne
przyjęcie w Peszcie. „O ile z jednej strony ujęła ranie jego
„dobroć, o tyle reoepcya niezaslttżona w Peszcie mnie od-
„stręcza. Wstydziłbym się, gdyby przed Węgrami reprezen-
„towal naukę polską takt ignorant, jak ja". Jednak namyśla
aic, i prosi o zrlanie, bo może to szkoda nie zajrzeć do tych
nieznanych papierów; a polem tak kończy: „Mnie praw-
„dziwie i śmieszy i wstydzi także, że mnie mają za historyka
„i za uczonego, kiedy na prawdę jestem tylko lichym expe-
„dytorem różnych interesów, jakie Pan Bóg na mnie przy-
„syła. Całkiem inaczej trzehahy żyć i pracować, aby być god^
„dnym nazwiska historyka". (List z 19 czerwca 1886 r).
Czy morze, czy jak sam przypuszczał, niezdrowe poży-
wienie w Schereniugen zepsuły dobry skutek kuracyi wodnej,
dość, że wracając ztamtąd (w sierpniu), nie czni się już tak
zdrowym jak w Kaltenleutgeben. Nierównie jednak zdrowszym
zez cały rok ostatni. Wszystkie czyiiiiośpi prowacliiil
z podwojrmfi energią. Tr/.eci tom 8fijmu posinval aic ciijgle
napi-KÓd, a zapewnienie Intenialowi stałej subwencyi od Sejmu
i od Cesarza, hylu jego główną trosltą. Jeździł w tym (lelu
i do Wiednia, i utrzyma! pomoc liojrią, ale jednorjizową, Ue?.
zobowiijzHnia na ]irzys7.1iiść, eo go dość mocno zafrasnnalo;
byt Zakładu wydawał mn się zawsze niepewnym i zagrożo-
nym, dopóki nie będzie na Białych bursach oparty. W końcn
października przyjechał do Krakowa na walne posiedzenie
Akademii Umiejętnuści — (posiedzeń tych nigdy prawie nie
opnszczal) ; w dysknsyi bral iywy ndział (przemawiał w in-
teresie wydawnictw historycznych), krakowską opieką Inter-
natu zajmował się wiele; wieczorami czytywał w inalem
kółku swieio napisane rozdziały Sejmu (wizerunek ks. Pia-
tolego, Ignacego Potockiego itd.); skarżył się jednak parę
razy, że ze zbytecznego natężenia myśli miewa czasem chwi-
lowy ból w głowie, ,.jakżeł)y się tam jakie nitki rwały."
Ostatniego wieczora, 2go listopada, czytał ostatnie karty
swego dzieła, ocenienie Ustawy 3go Maja, i opowiadał, że
doda porównanie jej z knnstytucyą francuską roku 1 7S9, po-
równanie dowodzące wyższości konstytncyi polskiej. Naza-
jutrz żegnał nazawsze (nie domyśłając się tego) miasto ro-
dzinne, miasto swoicli wspomnień i swojej szczególnej mi-
łości, żegnał je na samem wjjezdnem słowami; „dobrze mi
tu było, chciałbym tu często wracać,"
Porównania z konstytueyą francuską już nie napisał.
Ledwo wrócił do Lwowa, przyszło zwykle, ale tym razem
długie cierpienie acyatyczne, zmuszające go do leżenia w łóżku.
Ledwo się podniósł, przyszła madomość o śmierci księdza
Semenenki, jedne^M z dwóch założycieli i jenerała Zgroma-
dzenia. Kto wi^, czy wrażenie tej straty, niepokój o przy-
szłość, nie wpłynęły tak na organizm jnż bardzo skołatany,
że wywołało albo przynajmniej przyśpieszyło wybuch cho-
roby- Jakieś pomyłki we Mszy pierwsze zwróciły nwagę, nie
jego samego ale otaczających, a niebawem objawiło się za-
"s blim mózgowych. Przytomność o tyle była, że chory
ludzi po/.imwiil i iia zapytania odpowiadał trafnie; o tyle 1
uie była, i.ti to co mówił sam 2 siebie, było padobne do sen-
nycli rnjeii. Jak we śnie, tak jemu w chorobie przypomi-
nały się tysiączne wrażenia z przeszłości, i o])owiadat ota-
czającym naprzyliład, ie był u niego ten łub ów dawno zmarły
przyjaciel, i podobnie. Nadmiar pracy teraz dopiero, kiedy
już nad sobą nie mógł panować, odzywał się skargą: „ob,
„te listy! gdybyście wiedzieli jak mnie le listy męczą, a mam
„icli lyle!" Przywiązanie do swego dzieła trzymało się dUigo;
pytał raz lekarza, czy może się spodziewać życia, „bo chciał-
bym koniecznie skończyć iStanisława Augusta." Ale i tę ofiarę
zrobił: odniósł zwycięstwo nad teni ostatnieni swojem ziem-
skiem uczuciem. Raz w ciągu elioroby, i to po przyjcein 1
Sakramentów, zdarzyło się parę god/in przytomności znpel-.
uej, i wtedy tiyl już i spokój zupełny w pożegnaniu się ze ]
światem, braćmi, przyjaciółmi; oderwanie się od świata i J
zupełnie poddanie się woli Bożej. Wtedy i swego dzieła sicl
wyrzekł, a z długiej rzewnej, pełnej poleceń ostatniej prze- 1
mowy do bra.ci, ostatniem niemal słowem było „módlcie sięJ
„nie o to, żebym ja żył, ale żeby się wola Buska wypełniła."
I jedno jeszcze zalecił „módlcie się o nawrócenie Rosyi." To.-J
była zawsze jego myśl : ta Ilosya taka duża i silna że i
ii^i^ .iej, ?.roI)ić iżby jej nie było, nie można; ona zaś złą^
zostać musi i, duszy nic zmieni, dopóki przez zmianę wiary 1
nie nezuje w sobie sumienia. l'o nawróceniu Hosyi dopiero '
można wyglądać spokoju dla Polski, spokoju dla Europyr
„módlcie się o nawrócenie, Roayi."
Ostatni raz odezwał się wtedy ten umysł, ta dusza,
swoim pełnym głosem. Stan przytępionej połowicznej przy- ;
tomności i senności wrócił po paru godzinach, i trwał już j
do końca. Śmierć nastąpiła lOgo grudnia przed południem, J
około lOtej godziny.
Byl Kalinka zrazu gorącym nilodzieiiceni, w iiatryoiyz-
mie nawet iianiiętiiyiii (jak świadczą jego oburzenia i skargi)
i by] iiiituraliiie, jak wazyacy podobni wówczas, spiskowcem;
był dziennikarzem, a na emigracyi został znakomitym pn-
blicystą; z tego wyszedł wyżej i nadspodziewanie wysoko,
na pisarza doskonałego i wielkiego łiistoryka; był wreszcie
kapłanem w wierze i służtńe Bożej gorliwym jak mało: a
przypatrując mn się jakim Ijyl w każdym z tycb zawodów,
jest się skłonnym uwierzyć, i.e ten właśnie byf jego praw-
dziwem powołaniem. Najrzadszy to na świecie rodzaj zdol-
ności, ten CU róinytn zadaniom równie dobrze uniić podołać.
Ale w tym razie myliłby się, kto w pomienionycli zawodach
chciałby widzieć właściwą Kalinki silę i przeznaczenie.
Świetny publicysta, znakomity bistorvk doskonały ksiądz,
nie był przecież stworzony ani na i isarzi ani na historyka,
ani na księdza, tylko na ministra Stic u steru spraw poli-
Ijeznycli swego kraju (wewnętrznj cli c/> /agianicznycb —
jedno jak drugie byłby równie dobize potiafil) — znać to po-
łożenie nawylot, rozumieć je w jego ogolujtb, przyrodzo-
nych, niezmiennych warunkach, i we wszystkich zmiennych
bieżących stosunkach; nagiąć się do konieczności , jaką te
stosunki nakładają, lub upatrzyć dobrą sposohnose, jaką
w sobie kryją; w zamęcie i sprzecxnoSci interesów i stosun-
ków różnych widzieć zawsze interes polski jak stalą gwiazdę
polarną i za nim iść niemylnie, a żadnego szczegółu nigdy
z oka nic spuścić; o niczem nigdy nie zapomnieć ani zanie-
dbać; nieprzyjaciela lub przeciwnika znać nawylot i zawsze
wiedzieć co on myśli i czego ohee; przyjaciela znać także i
wiedzieć jak i kiedy dodać mu bodźca; w ludziach czytać jak
w otwartej książce, i zmiarkować zaraz, który jak i do czego
ze swoim rodzajem umysłu i charakteru da się pożytecznie
obrócić; użyć go tam gdzie może służyć najlepiej, a używszy,
czuwać nad nim i pilnować żeby się nigdy nie zaniedbał;
[uznawszy rzecz za doljrą postanowić, postanowiwszy wyko-
192
nać; obejmować jednym rzutem oka i mieć zawsze przy-
tomny cały zakres religijnego, politycznego, umysłowego, i
ekonomicznego stanu i życia narodu; wiedzieć zawsze gdzie
w każdym z nich jest ten punkt slaby, który potrzebuje od-
miany i naprawy; pcbać wszystko ustawicznie, bez wytchnie-
nia i przerwy, żeby koniecznie szło naprzód, a od nikogo i
niczego nie żądać więcej, niż w danych warunkach otrzymać
można — to była istota sama i cecha główna natury i zdol-
ności Kalinki, który l)ył przez to jednym z nader w Polsce
rzadkich przykładów zupełnie politycznego charakteru i tem-
peramentu. Takim był w swoich artykułach dziennikarskich,
takim w praktycznem działaniu na emigracyi, takim w swo-
ich dziełach historycznych, i takim nawet na polu religijnem
i kościelnem. To jest ksiądz-organizator, który jedno zakłada,
drugie odnawia, przypomina trzecie, a wszystko posuwa i
dźwiga. W wielkiem dziele religijnego odrodzenia Polski
zajmuje się sprawami swego Zakonu, sprawami prześlado-
wanych, sprawami Unii na polskiej czy tureckiej ziemi; ale
ma zaw^sze obok tego dość czasu i baczności, żeby tu zało-
żyć Towarzystwo św. Wincentego i organizować miłosier-
dzie, tu przypomnieć, że zaniedbane jest przykazanie „dzień
święty święcić," gdzieindziej zachęcać do opatrywania ubogich
kościołów.... przykładów takich możnaby mnożyć bez końca^
a w^szystkie stwierdziłyby tylko, że ten człowiek wszędzie i
na każdem polu umiał dostrzedz co było potrzebne i do
zrobienia, i albo sam to robić, albo drugich do roboty po-
pchnąć i dopilnować żeby wykonali. Taki człowiek w mi-
nisteryum byłby nieocenionym skarbem, duszą i sprężyną
działań; w kraju bez rządu i gabinetu, gdzie nie miał naj-
łatwiejszych środków działania, nie mógł polecić, rozporzą-
dzić, nakazać; ale co robił, to musiał robić namową, perswa-
zyą, działać na przekonanie i wolę każdego z osobna; — czło-
wiek taki byłby zupełnie nie do pojęcia, gdyby się nie wie-
działo, że miał sprzymierzeńca i pomoc w dobrej woli wielu,
w tym patryotyzmie oświeconego społeczeństwa, które czuje
że potrzebuje się podnieść i podnieść się chce. Kalinka, jak
iest DKimką tej dąiiiośei i skutkiem tej siły odrotlzetiia, która
Cfclią i niieyą ()!)eoueg<t okresu naszych dziejów, tak
lest tego odrodzenia daltjzą iirnyuByną i w uiem jeduĄ z wiel-
kieli sil poruszająojcli ; i dlate^" '"Cdzie on jednji z naczel-
nych ligiir naszej liistoryi ofitntnich lat czterdziestu, jeżeli
kto kiedy tę historyę napisze. Że tajciimicfi tej.jego wartości
i aify byta luilośii ojczyzny, może nic gorętsza i wznioślejsza
jak a iiinycli, ale jediia z najczynniejsuycli, najtrwalszycli,
uajwszcelistroiiuiejszyeh, jakie byiy kiedy w duszy obywa-
tela i Polaka; milo-^ć ojczyzny, która na ziemi miała swój
przedmiot, ale „szukała swego zródla daleko od ziemi;" zby-
tecznie przypominać: —jak próżno byłoby dochodzić, ile w tem
życiu było cierpień, zawodów, goryczy, walk z sobą samym
i z drogimi. Zasługi i dzieła Kalinki wykazać i spisać mo-
żna; udręczeń jakie przebył, zliczyć trudniej. Jedne są wi-
doczne, drugie zamknięte w jego duszy, zostały tajemnicą
między nim a Bogiem : a kto się nad jego życiem zastana-
wia, l«n tylko domyśla się że były, „lecz icb nie zliczy, nie
zmierzy."
Jakie one były? zgadywać nioina że róiuego rodzaju
i różnego początku, wlasue i ogólne, od ludzi i od siebie
samego, od nieprzyjaciół, a niekiedy o<l przyjaciół; że nie
brakło ani fałszywych sądów i potwarzy,. ani starań, których
skutek w ostatniej chwili zawodził; ani bolesnego pasowania
się z samym sobii w niepewności co wybrać, co postanowić,
co lepsze i z woli} Bożą zgodniejsze; ani wyrzeczenia się
własnej woli, ani tej żmudnej pracy wiązania sto razy przę-
dzy sto razy zerwanej i rozwikłania splątanej; wszystko to
z pewnością w tcm życiu było i nie jeden raz, ale ciągle,
chronicznie, nie po kolei, ale razem obok siebie: może nie
zawsze wszystko razem, ale pewno nigdy jedno tyłko udrę-
czenie naraz. A nad tem wszystkiem dopiero zgadywać mo-
żna napewne, to udręczenie najgorsze i nieustające, które
jest tłem i treścią każdego u nas poważnego charakteru i
życia, samem powietrzem którem oddychamy; to niepewność,
cay się to wszystko na co zda; czarna troska o przyszłość
i pytanie, czy ona Jest albo czy jej niema? Przed ro
1863 hylo jeszcze inaczej; ale po nim, a zwłaszcza w
latach dalszych, kiedy nie jiii w Polsce, w Europie
zwaliło się tyle, a na zwaliskach zostały jako arbitry h
świata te dwa mocarstwa, co rozbiorem l^Iski wzrósł
nienawidzą jej tak, 4e wolałyby zginąć niż jej odtycie
paście, i na wyścigi śpieszyć zaczęły z jej zagładą, w
odpowiedź na to pytanie stała się tradniejszą. Prawa r
dów niema, sumienie pnbłiczne jeżeli gdzie jest, to za]
milczy oczy zamyka i głosu poduieśti nie śmić; honor
tarty do szczętu, udaje, że każde kłamstwo bierze za pra
każde szalbierstwo za uczciwość, i każdy gwałt za pri
to stau świata! A wewnątrz wszystkie groźby i wszyt
pokusy nieszczęścia: zwątpienie, rozkład, odwyknienie
nycb od drugich, przywykanie do nowych jakichś idei
społeczne antagonizmy i nienawiści, religijne przeńladow
i dobrowolne w Imię niby postępn tidstępstwa; wschc
województwa budzące się i odgrażające w poczuciu odrę
narodowości; najcięższa kryzys wewnętrznego przeobrazi
przebywaaa w tym stanie niesamodzielnośd i zgnębieni
samo wystarczyłoby boz ekonomicznej ruiny, bez wyi
z zachodniej a wywłaszczeń z wschodniej strony, by lu
chwilę życia zatruć pytaniem, „jak się to skończy? jał
to przetrzymać zdoła?" Rychło po śmierci księdza Ka
mówił ktoś z gniewem: „u Niemców to Rankę do dzie\
„dziesięciu lat żyje i pisze, a u nas Szujski umiera
„pięćdziesięciu aie doszedł, Kalinka kiedy zaledwie skof
„sześćdziesiąt." Prawda, jest połę do zazdrości i do wściek
na widok, że tam nawet w tych rzeczach tyle powodzer
n nas tyle nieszczęścia. Ale fakt sam jest tak nataralnj
dziwić nas nie może. Rankę żyje i pisze do stu lat bl
ho nie drży o nic z tego co kocha; bo dzieje się dobrze je
jego ojczyźnie; bo w teraźniejszości bezpieczny, o przys;
jest aż może do zuchwałości spokojny: ho nie potrzebuje i
czem myśleć, o nie się troszczyć, prócz swoich badań.
■w historyi spokojnie i wyłącznie, bo wie, że jest Moltke na
czele wojska a Bisiiiaik na cxele rząiiu, jak przed laty byl
York czy Bliiclier, Brunswik czy Fryderyk; jak |)o latach,
ufa, pFKyjilą jacyś iiitii. On nie powołany do tego żeby Prusy
dźwiga], nzdrawial, poprawiał, ratowaf. Historyk narodu, któ
rego przpszle dzieje skończyły się rozbiorem, ma serce roz
darte samym już przedmiotem swoich badań, a im wit;kgze,
tern bardziej rozdarte; im głębsze, tem bardziej skrwawione.
Historyk narodu , który ma obowiązek dżwi^^ania się , czuje,
ie w tym obowiązku zbiorowym jego rola i jego odpowie-
dzialność jest wielka. On każde zle utajone głęboko choćby
na samem dnie narodowego charakteru i sumienia, ma wy-
dobyć, pokazać, osądzić, i z jego skutków nauczyć nas, że
je z siebie wyrzncić musimy, jeżeli to prawda co mówimy,
że ojczyznę kochamy, i że jej chcemy. On musi być nie spek-
tatorcm tylko i malai'zem przeszłości, ale jej spowiednikiem
i sędzią; on nie historyi ma uczyć, ale przy niej katechizmu
i polityki, a kunszt LiTiusza łąezyć z Macchiayella roztrop-
nością i ze Skargi apostolskim duchem. Trzema płomieniami
iwiecić musi jego lampa; uiedziw, że dfngo płonąć nie może.
Dlategoto Rankę żyje tak długo, dlatego zawcześnie umiera
Szujski i Kalinka. Ale dlatego także mają ci historycy z na-
szych czyścowych czasów zmysł i dar, jakiego nie widać u
większych może zkądinąd historyków szczęśliwszych naro-
dów. Takiego charakteru, takiego praktycznego nauczauia
polityki na politycznj'ch błędach przeszłości, takiego ra-
ebunku narodowego sumienia i dyagnozy narodowych słabo-
ści, jakie nam w dziełach swoich zostawił Kalinka i Szujski,
nie mają Fraucuzi w dziełach Guizota a cóż dopiero Thiersa,
ani Niemcy w dziełach Rankego, ani nawet Anglicy w dzie-
łach Macaulaya. To jest odrębna cecha i to wielkość zasługi
Kalinki jak Szujskiego, że będąc najściślejszymi jak być
można historykami, umieli być razem nauczycielami w rze-
czach polityki, reformatorami w rzeczach publicznego ducha,
i obyczaju. I takiej też historyi potrzelmje
lltjry się ma dźwigać; takiej 1
KJe się uczył, jeżeli dźwigać
196
się ma rzetelną wolę. Nie zbawia się narodów książkanii,
choćby najmędrszemi : ale zdarza się przecie czasem, że
z książki myśl dobra przesiąka w umysły, przenika je i
I przejmuje tak jak drożdże musi skleić i zaprawić sypką
j mąkę, jeżeli ma z niej być chleb. Takie drożdże my maniy:
j jeżeli mąka niemi nie przesiąknie, a na nich chleb nie
1 urośnie, to już nie będzie winą tych, co drożdże zrobili
i dali.
I Co dobre, to nigdy łatwo i prędko nie idzie: ale że te
I drożdże zaczyniły już trochę naszą mąkę, oznaką może być
! sam X. Kalinka i jego dzieła. Żaden pisarz, choćby naj-
większy, nie może swemu narodowi dać tego, czego z niego
nie wziął. On to wyraża, podnosi na wyższy szczebel i do
\ wyższej potęgi, ale tego nie stwarza. A jak w pierwszej po-
łowie tego wieku, nie byłoby naszych poetów, gdyby nie było
w duszy narodu wszystkich porozbiorowych cierpień i nadziei,
I tak w drugiej smutniejszej tego wieku polowie^ nie byłoby
tych historyków, gdyby w narodzie, w jego części myślącej
rozumnie a czującej na prawdę, nie było tej potrzeby, tego
' pragnienia, tego dążenia, żeby swój rachunek sumienia zro-
bić ściśle i surowo, swój stan poznać trzeźwo i nabyć mą-
drości, przez nią mocy życia i sztuki długiego życia. Począ-
tek mądrości określa Pismo Św., jest nim bojażń Boża; jej
warunek i skutek pierwsz}'^, opisuje wielki Grek, jako znajo-
mość siebie samego; a inny znowu Grek dodaje, że jej skut-
kiem ostatnim ma być praktyczna rzeczywista pomoc w ży-
ciu, kiedy mówi: „biada wiedzy, która nie pomaga wiedzą-
cemu". Wszystkie te trzy pierwiastki i znamiona mądrości
są w dziełach Kalinki. A jak rozmarzone nerwowe natury
w początkach naszego wieku, nie rozumiały tego, że pomię-
dzy uczuciem i rozumem jest wrodzona i przeznaczona im
zgoda, ale pojmowały je jakoby dwie potęgi wiecznie sobie
sprzeczne i do walki z sobą przeznaczone, jak dziś (i zawsze)
jest wielu, którzy niechcą przekonać się, że niema nie-
zgody między rozumem a wiarą, taksamo wielu teraz uwie-
rzyć nie może, że polityczna mądrość i psychologiczna jalt
historyczna zuajomośc swego narodn, Die sprzeciwia się nii-
loSci ojczyzny, Niezi-oznmienie tej prawdy sprawia i tiriiiinczy
ten gniew, jaki dzieła Kalinki wywolnją gdzieniegdzie; ale
i ono uatapi, a raczej dziwić się tylko można, że jnż nstą-
pilo tak znacznie. Przed laty trzydziestu, książka taka nie
byłaby mogła powstai!; dziś choć bolesna bardzo, rozchodzi
się ona prędzej, c/.yta powszecliniej, niż niejedna glaczcząca
i przyjemna, a jej autor za gniew niektórych ma zadość-
BCzynienie w podziwienitt i nnzanowanin ogromnej większości
czytelników. Ksiąika podnosi jego powagę nie pośród uczo-
nych tylko, ale w narodzie, i utwierdza na stanowisku i w sła-
wie wielkiego obywatela, jednego z pierwszych n nas Indzi
■W8pólczeen3"ch. Znak to dobry: a historyczne dzieła Kalinki
imigą slużyu za miarę nietylko że u nas kunszt dziejopisarski
wyszedł wysoko w górę, ale także, że pogłębiło się nasze
myślenie, a nasze pojęcie sieliie samych posmatniało zapewne,
ale spoważniało i zahartowało się. Pragnienie i zdolność po-
Knania siebie i sądzenia siebie, przygotowuje i wyrabia zdol-
ność świadomego postanowienia i statecznej woli.
Trzebaby więcej niż go mamy czasn na to, by różno-
rodną zasługę X. Kalinki zglębiti i ocenić: więcej znajomości
jego duszy, niż jej dać może ćwierć nawet wieku ciągłego
patrzenia i podziwiania, żeby w jednym zarysie określić jego
«hrześciańską i patryotyczuą cnotę. Zostawiając więc przy-
uziodci obowiązek oddania nin sprawiedliwości na jaką za-,
slożyl, poprzestaniemy dziś na tej uwadze, że w jego żywo-
cie d;ije się dobrze śledzić droga — vlt dolarom — - jaką
naród przeszedł przez oslatnich lat czterdzieści. Zrazu to złu-
dzenie serc proslych, a niedoświadczonych umysłów, złudze-
nie, że sprawa dobija — przez to tylko że dobra — musi
zwyciężyć łatwo. Ludzie oczyHiście ją kochają, bo mają su-
mienie i honor — Bóg oczywiście musi jej błogosławić, bo
sam przykazał „nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj rzeczy
bliźniego twego" — a więc nie może być inaczej, tylko kiedy
się sprawa Polski odezwie, calj' świat uczciwy przy niej się
l^wiadczy i ona wygra. Na tem stanowisku, w tern zlitdze-
Bin, b)'liśmy [irzed rokiem ] 830, byliśmy po nim, kiedy
z emigracyi gotowaliśmy i szerzyli rAino spiski i plany pow-
stania, na tern Btanowiskti, w tern zltidneniu byl i Kalinka, i
kiedy w r. 1846 myślał, że na glos krakowskich mBniteatówJ
odpowić cala Europa, a przynajmniej Słowiańszczyzna; i&M
wojsko rosyjskie pierzchnie na wieść, te gdzieś pokazały 81^1
ułańskie chorągiewki. ■
Rok 1946 otwiera oczy naj boleśniej szeni zaprzeczeniem J
i rozczariiwauiem. Nie! nie wygra się, bo się niema licibyJ
i siły, niema się podstawy; nie można być państwem kiedyJ
się nie jest zupeluera orgauieznem społeczeństwem! Bok 184S.'i
jnzyDOBt nankę drugą : rewolucja a powstanie to nic to samo, )
nie jednoznaczne jak mniemaliśmy naiwnie dotąd! rewolueya-J
to nie sprawiedliwość i widność, ale anarchia, rozkładał
rozpuszczenie wszelkiego żywego organicznego składu i (
jestestwa w chaosie bezkształtnym i bezładnym , w któ-
rym atomy krążą same nie wiedzą jak i poco, a organi-
zmy giną.
Co więc zostaje? na czem można oprzeć nogę, żebyl
krok naprzód i wyżej postawić? Może tym archimedesowym '1
punktem jest ten popęd, który w ludzkości żyje, a do lep- 1
ezego dąży, to prawo postępu i szlachetnieniu, które urzeczy-J^
wistnia się pomału i w walkach straszliwych, ale jest treści%
dziejów tego świata. Instynktem, więcej bezwiednie niż za'
świadomością, ale pr/ecie dąży do tego nasza cywilizacyi^J
żeby wprowadzić chrześfiaństwo w międzynarodowe BtosunkiJ
i prawa. W tern wielkiem zadaniu wieku, w tym postępie'!
prawdziwym, nasza nadzieja i nasze zbawienie. Przed uita]
nstąpią zwycięioue przemoce i gwałty, a dzieło i era pokojtL*
i równowagi nmsi się opi-zeć i osadzić na zwrocie tego ci>l
nieprawnie wzięte; należne wszystkim prawo do życia i wlas-J^
ności, wtedy dopiero będzie zabezpieczone i pewne, kiedyś
świat uzna otwarcie i głośno, że grabież jest występkiem^
a restytucya obowiązkiem. Ale że nie w historyi nie dzieje sigi
eadem, a wszystko zawsze tylko trudem, więc na ten chrzeńciJ
jański, ludzki, cywilizacyjny instynkt, oglądając się i iicząc,ł
zaglądali pilnie w gląh swego sumienia i swego stanu, po-
prawiać co zie, mnożyć wszystkie zasoby i pierwiastki życia;
uczyć się warunków i sposobów życia w Państwie. Bo nie
jest natnralaeni i żywotneni, ale sztucznem i millem, to, oo
w skutku wymyślonych kombioacyj rękami drugich się bu-
duje; trwałość i życie ma fylko to, eo może powiedzieć jes-
tem, a gdy powić, nikt oczywistej prawdzie zaprzeczyć nie
może. To droga emigracyjna, publicystyczna epoka w życiu
Kalinki, w życiu całej jednej i niemałej części narodu. I to
zawiodło. Pięć panien oszczędzało oliwy w swojej lampie
i dolewało jej, żeby nie zabrakło; pięć drugich dmuchało aa
płomień, żeby się raźniej palił, a podsycać go nie miaht ezem,
i zamiast rozniecić, zgasiły ten płomień, tak, że ledwo się tlić
może. Nie dać mu zgasnąć do szczętu, dolewać do lampy cią-
gle, jak najwięcej, a ostrożnie żeby płomień nie błysnął za-
nadto i niechętnych oczu na siebie nie zwrócił; strzedz go
przed tymi co go chcą zalać i zdusić; strzedz i przed temi
pannami, m byle go chwilę rozżarzonym widziały, nie dbają
czy go nie zgaszą doreszty; oto trzeci okres tego życia
i trzecie najcięższe zadanie. Wszystko czego niema, siłę,
rozum, bogactwo, liczbę, wszystko trzeba znaleść w sobie
i z siebie wydobyć; trzeba uprawiać, siać i plewić, — a żąć
bgdzie ktoś kiedyś w przyszłości. „Wszystko co robimy" ma-
wiał często X. Kalinka „to nie jest na dziś, ani na jntro,
ale na pojutrze co najprędzej" ale wszystko, od dziury w mo-
ście aż do polityki, trzeba naprawiać ezemprędzej, dźwigać
i budować, i nic nie zaniedbać. Skulek jakiś ehućby mały
i chwilowy zawsze z tego będzie, a im diuiej, i więcej tych
usiłowań, tem on będzie większy i pewniejszy. Oto myśl
i czynność tych ludzi, których z przekąsem i natrząsaniem,
nazywamy kotiserwnti/stami: tych pięciu panien, o któryoli
drugie pięć mówi że gaszą ducha! Mówią to te, których
działania skutkiem jest gaszenie ostatnich iskier polskiego
życia i siły na Rusi i Litwie, i niewidziany przedtem tryumf
nieprzyjaciela. Myil dobra, czynność zbawienna i skuteczna,
ale niedostateczna. „Czy wy myślicie, że przez wasze rady
b
jiowi.itowe, drogi, szkoły i ksisiżki clioi^hy najmędrsze, ubez-
jiieczycie, iiralujecie przyszłość? Jeden wiclier zdmucliiiie to
wszystko i rozwieje bez śladu; trwalszej trzelia obrony! glęb-
szych dla nie| fundamentów; ^ pisał X. Kalinka w jednym
liście: Troszczycie się i trasujecie o wiele, a jednego wam-.
potrzeba, tego jednego, o czeiii najmniej myślicie, czego braki
najmniej czn|ecie" Na wszystko potężny nieprzyjaciel znaj-l
dzie środek i radę, jednej tylko rzeczy nie zwycięży, duszy
narodu silnie siebie świadomej w swojej wierze i w swoj^,'
woli, i z tą potęgą połączonej, która ma Boskie słowo ie-
jej bramy piekielne nie przemogą. W tej pracy odbudowy-
wania, którą prowadzimy wszyscy, Kalinka inuycb nie za-
niedbując, historykiem i politykiem być nie przestając, obr^
łzęść najważniejszą, zoatal księdzem, by w duszy polskiej
zbudować Bogu przybytek, a wierze i bytowi narodu twierdzę,
jedyną niezdobytą, — żeby utrzymać to co było ebwiejące
i zagrożone, zdobyć na nowo to, co już utracone.
Czy to działanie, jego osobiste jak zbiorowe, nie niialo
skutku? Nie możemy się na to skarżyć, i życie jego mo2e
być miarą nietylko gięłiokośei tej otchłani nieszczęść, w którąśmy ■
wpadli, ale i miarą postępu, jaki się w nas dokonał, Tragi-
komiczne sceny dyktatur krakowskich z r. 1846, są i będą
możliwe zawsze przy wszystkich na świecie ludowych rozru-
chach; ale dziś ani Helcel, aui Henryk Wodzicki juiby w nich
roli nie przyjął. Gdyby jaki rząd utajony chciał rozrządzać
losami narodu i od niego żądał posłuszeństwa; znalazłby zwo-
lenników i fiinatyków jak w r. 1863, ale znalazby i takieli,
którzy z góry powiedzieliby mu nitt, bez obawy że tem wie
zgrzeszą przeciw ojczyźnie, jej miłości i jej czci. Nie bez-
trudu, a nieraz nie bez wewnętrznej walki utrzymuje. się po-;,
lityczna droga i postawa tej części Polski, która polityczne,
życie ma, ałe się utrzymuje statecznie przez lat jednak z górą.
dwadzieścia. Z nauk niejedna stanęła tak wysoko, jak dawno^
jak może nigdy w Polsce nie stała, a po raz pierwszy zja-i
wiła się sztuka; ruina majątków — jeżeli nie mylą się ekoniK
miści — jest przeniesieniem mająlku z jednycli rąk do drn-
gich, i pi7.emiauą ieli z większych na mniejsze, ale nie jest
ubytkiem summy narodowego bogactwa. A nresncie z reli-
gijnych tradycyj i ncznć, zaczynają się wyrabiać i hartować
uawet między młodymi, katolickie przekonania silniejsze
i powszechniejsze, mi »ię je tu dawno widziało, dość silne
dzięki Bogn, żeby już niejedną tradną chwili; , niejedną
próbę eier]iliwie i roztropnie wytrzymać. Czy to ua zawsze?
czy na długo? czy się co dla nas, a, zwłaszcza w nas nie
zepsuje; czy się zepsuć nie damy lub nie zepsujemy sami?
Spodziewajmy się że nie, i strzeżmy się żeby nie; ale dzi^
tak jest, że od lat dwudziestu zaniedbujemy i marnujemy
mniej, przyrabiamy i zdobywamy cokolwiek (cl z nas oczy-
wiście, którzy po temii mają sposobność). Dwa pokolenia
z ktńrycli jedno otworzyło oczy i zeszło w głąb swego su-
mieoia w r. 1S48, a dmgie w r. 1863, grały taką rolę, tak
pojmowały swój obowiązek względem ojczyzny, w czasach
i kolejach najtrudniejszych, j.ikie ona przebyłrala. Kalinka nie
byl w tych pokoleniach i czasach jedynym, zasługa dzieli się
dzięki Bigu między wielu. Ale historyk, polityk, i kapłan,
miał zakres czynności tak przestrony jak może nikt drugi,
i miał jak może nikt drugi wszeclistronną zdolność uczynie-
nia zadosyć wszystkim tym obowiązkom. Myśl wszędzie przy-
tomuH, ręka wszędzie czynna, poruszająca i pchająca na-
przód naukę, sprawy polityczne, sprawy kościelne, a podno-
sząca w góię Buniienia i dusze, to właściwy charakter Ka-
linki, który gn między zasłużonymi ludźmi jego cznsu wyróżnia
i wyszczególnia. Ta epoka naszycłi dziejów, któi-ą on nazy-
wał epoką l'olBki pokutującej, jest a przynajmniej ma być
początkiem Odrodzenia i Reforniacyi, odrodzenia i poprawy
umysłowej, politycznej i religijnej. Wszyscyśmy do tego dzieła
powołani, a jego trzy działy tak są z sobą złączone i od
siebie zależne, że choć kto szczelnie w jednym się zamyka
i jednemu poświęca, służy wszysikim trzem. Ale takiego dru-
giego nie był", któryby do wszystkich trzech równe odebrał
powołanie i uzdolnienie, we wszystkich równie mądrze, równie
gorliwie, równie niezmordowanie działał.
L
k
Jeieli ntisze snmtne czasy ziiajdiv kiedy swego histo-
ryka, jeżeli z naszycii posiewów będzie Itiedyś plon taki, i
żeby o siewcach warto było wspomioać, to potomni nie od-
mówią współczucia i podziwienia wieln ludsiiom, z którymi
my przestawaliśmy jak z przyjaciółmi i równymi, a których '
rozmiary pruecie nie były zwykfe, a bohaterstwo ciche i
smutne, ale prawdziwe. Jak ci za których tak żałośnie i
skarży się Krasiński, na górach stali i „dźwigali ciężkich .
krzyżów br/.emic," a „ziemia obiecana," którą ich poprzed-
nicy w ostatniem jeszcze pokoleniu widzieli choć zdała, przed
nimi usunęła się tak, że oni już tylko wiedzieli w której
stronie jej szukać, ale dojrzeć już nie mogli. „Widzieli świa-
tło niebieskich promieni" jak tamci, ale widzieli także, jak ]
ich plemię zamiast do promieni dążyć, odwracało się nieraz
w przeciwną stronę. „Do godów życia" i oni zasiąść nie
mieli, a jeżeli jak tamci zapomnień! nie będą — w tem się i
poeta myli - — to poniewierki potwarzy i nikczemnego prze-
śladowania znieśli więcej aniżeli poprzednicy. Między tymi,
a wyżej od wielu, atoi ta postać dziwna, która jak różne
zajęcia tak i różne czasy łączy w sobie i skupia: w poli-
tyce uczucia, pojęcia, zamysły księcia Adama i Zamoyskiego,
2 koniecznościami położenia i pracami ostatnich lat, i usiło-
wań najnowszych robotników tej winnicy, dziś na Galicyę ;
jedną ograniczonej; w hisloryi następuje po Lelewelu, po-i
Helciu, i z młodszym Szujskim w parze rozpoczyna cały sze-J
reg nowych prac, nowych ludzi, oznacza /.wrot wyraźny al
potrzebny, ozuacza nowy okres i szkolę. W Kościele wresz-'
cie stoi między Kajsiemczem i Kożmianem i całą tą grnppą 1
współczesnych odrodzicieli katolicyzmu, a tymi dawnymi apo-
stołami jego, którzy wiary ciicieli nieść na Wschód, a z niej ]
i dla ojczyzny mieć szaniei;, jakimi ityl Skarga, Pociej
święty polocki Męczennik... myśl icli porzuconą wziął do I
serca i ożywił, dzieło zaniedbane, szaniec rozsypany i prawie 1
■/, ziemią zrównany, naprawiał i sypał znowu tak gorliwie,
tak gorąco, jak w tym wieku żaden przed nim, jak po nim i
za jego przykładem znaleźli się lizięki Bogu inni...
^^— dncb
Dlaczego go Rńg zabrał, kiedy mógi jeszcze żyć iJln-
żej i tyle dobrego dla chwafy Bożej, dla zbawienia diisx Indzi
kich, dla uzdrowienia i dźwigania ziemskiej ojezyzny zrobić?
Dlaczego zabrał, próżno pyfać; fego się na tym świecie nie
dowiemy. Ale pyfcijmy raezej (llaczego go dal, a odpowiedź
znajdzie się zaraz. Dal na to, żeby był solą tej biednej ziemi,
i pracą swoją, roznmem swoim, cnotą, wiarą, miłością swoją
ją uiyznil; dał na to, żeby byl pomocą, radą, podporą i nau-
czycielem; i dlatego dal mn w jednem ciele i dticha jiotrójny
charakter i nrząd historyka, polityka, i kapłana. Dal go na to
wreszcie, aby byl wzorem, i wzorem skutecznym naśladowa-
nym, co już nie od niego tylko od nas zależy; żebyśmy
nank jego słuchając, a w jego żywot i przykład się wpa-
trując, zwyciężyli w sobie dawnego człowieka, dawnego Po-
laka z XVH czy XTX wieku, z jego wrodzonemi wadami
i politycznemi błędami, a oczyszczali i podnosili w sobie teu
pierwiastek, wrodzony także a szlachetny i święty, który
w oas jest, kiedy go wady i błędy nie głuszą. Niech ten
duch, ten zmysł święty, który niegdyś Litwę ochrzcił i ślu-
bem wiecznej miłości związał, który na cudowne hasło z Czę-
stochowy zerwał się do broni w Tyszowcach, który Sobie-
skiego wiódł pod Wiedeń , a w Trzecim Maju zrobił akt
skruchy i postanowienie poprawy, niech ten oczyści swoje
zioło z glin i iużli które do niego przywrzały, niech się
krzepi i wzmaga w doskonalej , wszeciistronnej i czynnej
miłości ojczyzny, jałtą była miłość ta u Kalinki, — a wtedy
może stać się prawdą to, co on za życia lubił powtai-zać:
Deuii elegii injima nt confundat fortta.
Czy to nie urąganie — mówić o tern zawstydzeniu pb-
tężnych, kiedy oni właśnie urągają nam i pewni swego
tryumfu, trzęsąc głowami, szydzą, wołając uhi est Devs eo-
rum? Prawda, takiego prawa do rozpaczy uie miał może
żaden naród w chrześciańskim świecie. W księdze wyroków
rosyjskich i pruskich zapisana jego zagłada, a środki jej ta-
kie, ie kaidy organizm musi się od nich rozłożyć, a każdy
(Inch zepsuć. Ratunku znikąd, cbyha z nieba cudem, ale B<^g
cudu nie rolii, cboćby mtigl gdyby zecbcial; a w przyszlośoi,
choe prędzej lub póżtiiej ci dwaj potę?.ni będą musieli do |
siebie 6ię wziąć , to który ko! wieli zwyL-ięiy, zawsze będzie I
rówuo żle. Jedni z nas mówią, że teu przecie lepszy eo dzik-
szy, bo niiodszy i więcej pierwotny, może bye jeszcze zdoliiytD i
do poprawy; drudzy nińwią, że ten eo prze wrót niej szy i ze-
psntszy, przecie miiiej niebezpieczny, bo z dawnego chrze-
óciańskiego wychowania mimo jego woli coś um jeszcze ludz-
kiego w duszy zostało — ale jedni i drudzy czas tylko tracą
i głowę marnie lamią nad pytaniem, dawno już w duszy pol- ,
skiej i w cbrzeseiaijskiem sumieniu rozwiązanem. Który
z nich gorszy, albo lepszy? Żaden, Oba sobie równi, oba
jednako przewrotni i nieubłagani wrogowie nie Polski tylko,
ale prawdy, sumienia, i Boga. Jedoń wycbowunia i sumienia
chrześci<ińgkiego nie miał nigdy : drugi chwycił pierwszą spo-
sobność żeby się go wyprzeć i w sobie zagładzić, ale oba
jednako (drogą muzułmańskich instynktów i bizantyitskich
tradycyj jeden, drugi drogą swojej religii i swojej filozofii),
zaprzeczyli IJoga i jego prawo, a ubóstwili człowieka. Dla
jednego przez długi czas Bogiem był Car, dla drugiego ro-
zum hidzki; dla każdego jost nim dziś on sam, kosya albo
Prusy, a oprócz tego niema nikogo i nic, żadnego ])rawa,
żadnego obowiązku, żadnej prawdy, żadnej zasady, żadnego
względu za życia, żadnego sądu po śmierci. A oni dziś rzą-
dzą światem, i choćby jeden drugiego miał zabić, cóż z tego,
kiedy teu drugi zostanie! W tym stanie świata musi przy-
chodzić na Polaka najczarniejsze z uczuć, rozpacz, a z jej
przepaści podnosi się jak piekielny jaki wyziew blużnier-
8two; „albo niech Bóg prędko zrobi cud, albo jeżeli nas już
„naprawdę, na zagludę oddal, to niech powić, żebyśmy sig
„darmo nie męczyli."
Mnsi przecie rozpacz być na coś potrzebna, musi z Bo-
żego przejrzenia przeznaczoną być ludziom, a może i narodom, >
skoro [irzebyć ją musiał sam IJóg, Jezus Chrystus. Jeżeli On,
wiedząc że jest Bogiem, mógł myśleć i wołać: „Hoże, cze-
muś mnie opuścił," to cóż dziwnego, że czasem pyta tak
człowiek ;illto naród, że się ud Kogji upuszc/.oiijiii sąilzi? Ta
pokusa rnzpacz.y, najcięższa ze wsuystkicb i w życiu Chry-
BtnsEi Piliła ostatiiiii boleść, musi być potrzebną juko Odtiiiuia
zasługa, ostatnie zwycięstwo, ostatni tytuł do zmilowiiiiia i
nagrody. Przyjść ona ninsi: o to chodzi, żeby j»i przebyć
i przeiiiódz. A jeżeli teraz zaczął się jej czas, to z nii^ razem
w tym najgłębszym kręgu otclilani ukaznją się błyski otu-
chy i pokrzepieuiu, na które oczów zamykać się uie god^i.
Stare przekIei'iBt*o przywiązane do liasla eritis sicut Deus,
sprawdza się i iia tycli co ubóstwili siebie, jako ludzki rozum
czy jako Państwo: liistoryczuy Bóg Hegla w Prusy wcie-
lony, niepokoi się i lęka i ukryć tego nie może, „ihm
wird bet geiner Gottuknllchkeit bange." Południowa Sło-
wiańszczyzna w kolebce niegdyś zduszona, przez wieki w le-
targu, btz woli i działania, ber. liistoryi, a dzii wracająca
do życia, uczy, że przemoc nie zabija tego co Bóg stworzył;
triandya uczy, że kaj^.da niegodziwość odnosi karę i mści się
na tym kto ją popełnił, w szpik jego kości wszczepia śmier-
telną cborobę. Z tych pi-zykladów możemy się uczyć my, i
nasi ciemięzcy : i brać z nich do serca otuchę jedni, a drudzy
groźbę. Do lycb zas zuaków przyszłości dodajmy jeszcze je-
den. Gdyby zliczyć summę polskiego rozumu i polskiej cnoty
w wieku XVIII i w naszym, pokazałoby się, że ten cłioó
tak ciężki i smutny, miał więcej charakteru, więcej miłości
ojczyzny, więcej poświęceń, więcej na różnych polach zdolności,
więcej bojażul Bożej i własnej godności; że ua liczbę i na
jakość dobrego jest dziś więcej niż przed stu laty. Człowiek,
którego pamięci i czci poświęcone są te karty, byl tej róż-
nicy, tego dokonanego postępu dowodem i miarą, a razem
czynnikiem i wzorem. I dlatego na jego grobie można, nie
łudząc się i marnem pochlebstwem nie odurzając, powiedzieć,
że jeżeli się ten postęp ku lepszemu nie zatrzyma — jeżeli
nie zatrzymamy go własną ręką i wolą — !o kiedyś może
świat odrodzony ze zbudowaniem ujrzy i przyzna, co nam
brzmi jak urągowisko, Dens elegii irtjima vt con/uiulat fortia.
A może ze zdziwieniem i czcią duda te slowii , któremi bi-
200
storya przez usta Kalinki daje świadectwo i potwierdzenie
przeczuciowym sądom poetów: „dane bywa Polakom chwy-
„tać z góry rzeczy niecodzienne, wznieść się nad pojęcia
„ogóln, przeczuć niejako myśl Bożą, i tę myśl siłą ducha i
„łaski nieba w życie wprowadzać."
•^(Tl"^lv^-
^ = '^
PRZYPISY.
Do strony 2S.
l'o wydnikowaniii powyższego iistci>it, (Iowie(l;(ieliśmy
się od księdzii Smolik owakiego, że ksiądz Kalinka sprawę
tę opowiadał jak następuje: dzieoniki polskie, a /.wlaszcza
pozuańskie, były surowo zakazane. On byl koreapoudeiitem
jednego z nich. O tem dowiedziała się policya, i to powód
rewizyi. Na stole leżała zaczęta korespondencya, którą obe-
cny przypadkiem Szukiewicz ukrył zręcznie i wyniósł.
Do ilrony 69.
Artykuły W. Kalinki w Wiadomościach Polskich (po-
dług własnoręcznego oznaczenia w exemplarzu ks. Marcelliny
Czartoryskiej).
Eok 1. (1867). Żale Polaków ua Zacłiód. Listy o Królestwie.
Agronomiczny korespondent Kroniki Warszaw-
skiej. Nasze zadania i udiybienia. O wydawni-
ctwie materyałów historyczny cli. Listy o Rusi.
Adres uczniów Towiańskiego do cesarza Alexan-
dra (wspólnie z Klaczką). Kościół Polski w Pa-
ryża. Niemcy i koleje żelazne.
Eok II. (1858). Rząd Rosyjski. O podróżujących i godności
narodowej. Przewodnik Polski w Paryżu. Rady
mieszkańca Wielkopolski. Obchód w Montmo-
rency. Kouspiracya dzieci we Lwowie. Hrauiotka
. pana Kuliszy. Polityka rosyjska w Polsce.
208
Rok III. (18Ó9). Polska pod trzema obcemi Rządami. Nie-
wiasta polska na wsi. Śmierć Zygmunta Kra-
sińskiego (wspólnie z Klaczką). Sofiści i mło-
dzież za czasów Sokratesa. Rozkol. Jeńcy ga-
licyjscy we Fraucyi. Wyznanie Jereja (zakoń-
czenie Klaczki). Plan konspiracyi i kadrów
powstańczych.
Rok IV. (1860). Względy polskie w sprawie władzy świe-
ckiej Papieża. Papież i Polska. Duchowieństwo
na Litwie. Zamach pana Muchanowa na Towa-
rzystwo Rolnicze. Polska po za krajem. Listy
o wychowaniu w Królestwie. Życie publiczne
w Wielkopolsce. O kościele katolickim w Polsce
(recenzya dzieła ks. Lescoeur). Ani razem ani
przeciw. Gustaw Potworowski (wspomnienie po-
śmiertne). Polska w r. 1860 (wspólnie z Klaczką).
Wielu mniejszych artykułów nie oznaczył ks. Kalinka
wcale; znać nie zdołał sobie przypomnieć, przez kogo były
pisane.
-ł^^fe-
MOWA
na. pogrzebie
X. WALERYANA KALINKI
, dnia iS Grudnia r88& r
„Wola Boża": to było wybrane, często powtarzane
godło X. Kalinki. Trzeba je mieć w serca, i pamiętać że ta
wola jest i Opatrznością, żeby na jego śmierć nie szemrać.
Kaiidego Kwyczajnego nam szkoda kiedy ubędzie, bo naszycli
sił mało: a Pan Bóg zabiera tak dobrego, tale potrzebnego,
że jego nbyt<^k, to nie szkoda, ale publiczna narodowa klę-
ska. Ten prosty ksiądz, ten zakonnik ubogi i pokorny, by!
dus/,ą tyltt spraw, tylu aaliowań dobrych, światłem tylu ro-
zumów i siiniicń, bodźcem tylu prac szlachetnych i przydat-
nych, że nad jego grobem elice się tylko ręce załamać nad
pytaniem, co się z tem wszystkiem stanie, kiedy tej dnszy
nie stanie?
Cóż było w tym człowieku innego i lepszego jak w wielu,
że jego strata wydaje nam się tak ciężką, aż straszną? Byl
zbiór niepowtńrzony wszystkich przymiotów, kióre miłość
Ojczyzny robią doskonałą i skuteczną; znajomość swego na-
rodu najgłębsza, uczucie jego potrzeb najtrafniejsze; świa-
domość jak w pewnem położeniu postąpić żeby nie zbłądzić;
zdolność działania i nadawania działaniom popędu, rozum
ogarniający wszystkie religijne, polityczne, społeczne i na-
14
nkowe stosnnkt i potrzeby narodn, wola i praca zdolna jedne
z nieb podjąć, dmgie przynajmniej Indziom wskazać, a wska-
zawszy, dopilnować żeby wykonali — a to ws/ystko dopiero
objęte i trzymane razem tą miłością, której przedmiotem jest
i przeszłość, i dzid, i jutro, i ziemia, i oświiita, i bogactwo
narodu, wszystko: ale przedewszystkicm jego dusza, jego
wartość i szlachetność, jego charakter boiego syna i sługi,
który ma pełnić wolę swojego Ojca w niebiesiech i na kró-
lestwo Jego na ziemi pracować, ^.eby sługa wierny został
w niem dziedzicem i obywatelem. To pi-zykładanie ręki do
wszystkiego, a nigdzie bez skutku, do spraw Kościoła i wia-
ry, do nauki, do spraw politycznych, do miłosierdzia: to
dźwiganie wszystkiego do góry ; ta praca budowania wszy-
stkiego co się zwaliło, a przedewszystkiem ten cel i praca
odbudowania wszystkiego od wewnątrz, od duszy, i podnie-
sienia jej zarazem do szczytów wierności Bogu i sprawiedli-
wości względem ludzi, to był Kalinka! tośmy w nim czuli
i znali; i dlatego dziś za trumną tego prostego księdza, za
tym najskromniejszym pogrzebem ubogiego idziemy wszys-
cy—a możemy powiedzieć, że w nas wyobrażony jest cały
naród — z myślą, jeżeli nie wołaniem: o Boże! czeronś go
zabrał !
Trzy były dotąd epoki naszego porozbiorowego iycia.
Pierwsza wojenna, z nadzieją wybiciu się wstępnym bojem,
zakończona powstaniem roku 1830. Kalinka do niej nie na-
leżał, ale wziął z niej tę wierność niezłomną, tę wiarę
w swoją sprawę i w swoje prawo, które były tej epoki ce-
chą i chlubą.
Druga była epoka emigracyjna. Prawda, było w niej
wiele złego i wiele szkody. Ale kiedy dziś, nawet między
nami staje się modą, niby dowodem politycznego rozumu
mówić żle o emigracyi, to tylko życzyć trzeba nam i drugim,
byśmy nie doczekali czasów, w których świat europejski
|)ozna po własnej szkodzie — co już dziś widzieć może, kto
ma oczy — że w tych przestrogach, które Europie dawała
okrzyczana a nieraz wyśmiana emigracya, był rozum i była
prawda, ie onsi daleko pa,trzała i dobrze wiilxiała. Kalinka,
emigraut późnieJB/.y, emigrant przez ostatnie dopiero Jut dwa-
naście znaczenia i działań emigracyi, nabrał w tych lataeli
wędrówki znajoraońui politycznego świata i jego spraw, prze-
był prawdziwą dyplomatyczną szkolę, a nie wpadł nigdy
w zwykłą ponjylkę wielu emigi-antów, którą jest nieznajo-
mość realnego slann krajn, polityka teoietyciciia i idealna,
bez gruntu pod nogami, przeto często utopijna. On kiedy
zbliska, naocznie, studyowal bieg spraw i naturę sił polity-
cznych Europy, kiedy się dla Polski polityki uczył i pun-
któw oparcia dla niej szukał, to stan wewnętrzny , Polski
samej miał KawsKe przed oczyma, znal go uawskróś, zgłę-
biał trzeźwo, i l'ol9ce samej o jej stanie dawał — Wiadomości.
Z tej emigracyjnej epoki jego życia wyszła doskonała n niego,
lepsza u wielu z nas znajomość tej nieubłaganej statyki i
dynamiki politycznej, bez kiórej nic obliczyć, nie napewno
począć się nie da w wewnętrznych czy zagranicznych sto-
sunkach, bez której 'niema planów, tylko są marzenia; niema
praktycznych powodzeń, tylko są teoretyczne rozumowania.
Ten charakter i kierunek realny, |)raktyezny, nada-
wał — nie on jeden, bo było tam ludzi znakomitych wielu —
ale on najsilniej może emigracyjnym działaniom, od wojny
Krymskiej, aż do chwili, kiedy i one były zaskoczone i por-
wane a wreszcie zniweczone wypadkami, których pocza.tck
Jak kierunek w innych byt rękach. Między temi umysłami
znakomitemi i zdolnościami pierwszego rzędu, niejeden był
mu równy lub wyższy pod pewnym szczególnym względem.
ale żaden nie miał w tym stopniu eo on daru objęcia i pro-
wadzenia wielu spraw naraz, zmysłu organizacyjnego i daru
rządzenia, rozpoznania odrazu eo jest do zrobienia i wska-
zania sposobn jakim zrobione być może; użycia właściwego
człowieka do właściwego mn rodzaju pracy, zmuszenia go,
żeby powierzoną sobie wykonał. Tea wzrok obejmował cały
ogól, a nie przeoczył, nie zaniedbał nigdy żadnego szczegółu.
Tu czynność wielostronna, która się wciskała w parlament
angielski, w IJułgaryi śledziła postępu pierwszych skłonności
do powrotu na łono Kościoła, prasę i opinię francuską uczyła
znać stan a rozumieć sprawę Polski; litóra w znakomitych i
en (i z o ziem có w umiała U-linąć niilośt tej sprawy i wywołać I
icłi dzielą, a która z zapałem i ntł^sknieniem uajwiększem [
pracowała — (już wtedy) — nad ścieśnieniem węzłćw między i
Ojczyzną a Kościołem^ mogła była życie zapełnić. Nie za-
pełniała go. Po 7.a nią była jeszcze eznjność zwrócona zaw-
sze na wszystkie naukowe kwestye i sprawy, były cywilizu-
jące, humanizujące dzieła miłosierdzia, była troskliwa piłno6ć 1
około każdego z osobna (zwłaszcza młodego) człowieka, żeby I
jego rozum, serce i charakter oświecać, podnosić, kształcić -
ah! i któż zliczy, iłe tam było zasobów i skarbów, jak ten ]
człowiek „rozdawał siebie samego swej braci."
Z epoki emigracyjnej wziął Kalinka, co w niej było '
najlepszego: znajomość europejskiego świata i zagranicznej
polityki, doświadczenie, poświęcenie: a co się w iiicj najlep-
szego robiło, do tego nałeżal..
Przyszła epoka trzecia. Ze wszystkiego co było, nie
został kamień na kamieniu, i jeszcze każdy z osobna rozbija
się na procłi , żeby z niego i śład nie został ; a gdde jest
ślad, to go zaorać; gdzie tli iskra życia, to zdeptać; górne
jeszcze ostatnie tchnienie, to zadusić. A tryumf coraz 'inpeH- m
niejszy i coraz łatwiejszy: polska szabla się złamała dftwno,.j
później zaełiodni rozum nie zrozumiał, nie wystarczył,
chciał się bronić zawczasu — i dzisiaj mówi Krasińskiego '
„Szatan": „Ja jestem rozum," „ja jestem konieczność" i
„ja ziemi panem."
Otóż nie! Panem ziemi jest tylko Bóg; koniecznością
tyłko Jego wola, a rozum ludzki tylko ten prawdziwy, który .
tej wołi szuka i słncfaa. Co ona postanowi i jak rozstrzygnie,
to się kiedyś pokaże; czego ona od nas ełice, to możemy
poznać. Ratowania pierwszego warunku samej istoty życia:
duszy narodu, przywrócenia jej do sił i zdrowia. A środki
potemu jakie? Znajomość siebie i rzetelność z sobą: to hi-
storyk; roztroimość i statek w postępowaniu: to polityk;
zjednoczenie sił własnych, wątlycłi i rozprzęionycli, z jedyną
■ niezmienuą, z jetlyną nieomylną, z jedyną niezwyciężoną,
Bogiem i z tym Jego mądrośui składem, którym jest
Kościół: to kaplao. Wszystko zniszczone, prócz duszy! Do-
lirze: zobaczymy, czy ta się (ia zniszczyć i czy z tego ko-
rzenia co nie puści? To rola Kalinki w naszej historyi. Za-
częła się — i toczy się walka już nie o ziemię, nie o pra-
wa, nie o inatytticye, nie o mienie; walka o du8zc, prowa-
dzona wszystkiemi silami gwałtu, wszystkiemi środkami
zepsucia i rozkładu — a czasem niestety nie bez pomocy
rąk polskicli. Tej walki lioliatereni jednym z największyeli
byl len prosty zakonnik, którego tu dziś cbowaniy.
W pierwszych latach po klęsce, Kalinka nie miał wy-
tkniętego dKialania przed sobą; skorzystał z tej bezczynności,
żeby napisać książkę. Żywot księcia Adama Czartoryskiego
może tyle nanczyć, tyle oświecić. -■ Żywot ten nie napisał
się nigdy, ale z przygotowawczych do niego prac powstały
Oniałnie lata Stanisława Augusta. W publicyście, W pisarzu
politycznycli artykułów i ijroszur, objawił się niespodzianie
i w wieku już doljrze dojrzałym historyk.
Opatrzność to Boska zaprawdę dala nam na te czasy
uieumey ten kordyał bistoryi. Pierwszy środek uzdrowienia
znajomość siebie, a w tem zwierciedle nabyć jej, zobaczyć
się możemy — i tym kordyałem się leczyć, ł)yłeśmy — jalŁ
Skarga mówi — byleśmy chcieli ! Kalinka, świadczą wszystkie
jego pisma dawniejsze, był wielkim znawcą psychologii na-
rodu, znal wH7VStkie odmiany i wszystkie skłonności naszej
natury, c/ytał w nich jak w otwartej księdze. 41e że z tą
intnicyjną ^Mod/onij zncijomością tinszy, połączył odrazn tę
nmicjętuohL badania d/iejów, którą się zwykle tylko długa
nauką nab>wd, ie knnnzt dziejopisarski, ten tak szlachetny,
tak rzadki i trudny, posiadł odrazu tak że pisał bistoryę
jak mistrz, to było niespodziewane, to była rewelacya, którą
objawił się i stanął odrazn w pierwszym rzędzie jako histo-
ryk-badacK, liistoryk-połityk i historyk -artysta. Sepu CzUro-
letni okazał tę zdolność w pełniejszym jeszcze blasku, roz
szerzy! zakres tej zasługi, pomnożył zasób tej nauki i zna-
jomości siebie, ale w tern }iierw8zeiu dziele była już cala I
islota riteoty i eala jej doskonałość. Nie tu miejsce jej do-
wodzić, ani zbijać tej Citasem zawiści, częściej płytkości,
która w prawdach bistoiyi widziała zagrożenie narodowycli
UCKUĆ. Ta c/ęśe zadania nalepy z prawa do bistoryków. Tli
tylko jedno słowo. Z męką w sercu, ze wstydem na czole,
zagłębiał się Kalinka w te dzieje smutne nie tyle jeezczc i
zdradą lub przemocą obcycb, jak lem, że Polacy sami nic
dnśe dzielnie, nie dość mądrze, nie dosyć Polski bronili. 1
A ten wstręt przemógł, ten przymus sobie zadał, dlaczego? ]
Dlatego właśnie, żeby się przekonali i nauczyli że nie do-
syć, że trzeba mądrzej, że trzeba silniej , że trzeba statecz-
niej, że trzeba wyżej ! a tego na żadnych ezasacb i wypad-
kach tak wyraźnie, tak zrozumiale uie mógł wykazać, jak
ua tych, które przez to że ostatnie i najbliższe, najprędzej
nam sumienie wzruszyć a oczy otworzyć powinny.
Ale nauki historyi, aie znajomość siebie, na co? co po
niej, jeżeli nie ma podnieść, poprawić? „Biada wiedzy, która
nie pomaga wiedzącemu," która zna tylko i konstatuje. Siłą j
samej tylko znajomości siebie nikt, człowiek czy naród, nie
zdoła się podnieść. Trzeba więcej , trzeba woli w ezłowiekii
czy narodzie, i trzeba w nich tej jeszcze siły, której w nieb ■
siiniyeh już niema. Żeby duszę ratować, nie dosyć człowieka, j
trzeba Boga i Jego łaski; nie dosyć lekarza (historyka czy
polityka), trzeba kapłana.
Kalinka został księdzem. Jeden liyl na świecie zakon,
do którego on ze swoją naturą i przeszli^ścią musiał lgnąć
całą siłą przywiązania i prjignieuia, to ten, co z dnszy pol-
skiej poczęty, jej obronie przeznaczony , od Zmartwychwsta j
nia Pańskiego wziął nazwę. A z martwych budzić trzelm I
było wiele i wielu: ale też bndzili dobrze, i nie zasypiał już !
zwykłe ten, kogo oni raz ocucili. Wspaniale są w dziejach
naszych te postacie księży, co dusze chcą zbawiać, a gdyby i
się to dało, zbawiliby, przynajmniej poratowaliby Ojczyznę.
Taki był Skarga, którego żeśmy slucliać nie chcieli, wyrze- I
kanty dziś gorzko na siebie j taki był, ze swojem słowem i
! Skargi godnem, Kjijsipwit-/. Kalinkii był cichy i nie
trzelał jalc tamci „grzmiąceiui słiiwy dn serca spńlhraći,"
i dzieje Kościoła i dzieje naiiidu polskiego postawią gn
r szeregn Ijcli wielldch lca|i!!irn'nv-refnrmatów, odrod/icicli,
wami nie gr/.miał, ale wpływam obejmował zakres szer-
by niż Kajsicwiez; do spraw politycKiiycli więcej od niego
, działał pr/.ez historyc, d/ialal przez iiankią , działał
rzez dar przekonywania ludzi i jiosuwania icli naprzód, i-o
«ejeden z nas tu obecnych poświadczy: działał pr^ei! milo-
^ei-dzie, przez swój iiołityczny roznin i doświadczenie; a tak
umiał działać, że gdzie jirzyszedl, tam się życie budziło, tam
»ię poczynało działanie, tam się powtarzał prawie ewaugie-
liczny cnd, ie choć się na miejscu ledwo kilka chlebów
/Jialazło, rzesza odcLodziła pokrzepiona, mocniejsza, odwa^,-
niejsza, nfniejaza. W tym pisarzu, w tym uczonym, w tjm
historyku, w tym polityku, w tym wielkim po ludzku i ]io
;;Awiecku patryocie: — był apostoł.
A w tej apostolskiej pracy n:ijwii;k8ze, najtrudniejsze
fdzieło ostatnie, ze wszystkich najbardziej umiłowane, bo
iiiem jak nigdzie wyraźnie bezpieczeństwo i zbawienie
F^usz krwią I':iua Jezusa okupionych, schodziło się z załłez
Ppieczeniem świeekiej Ojczyzny. Lud wielomilionowy, z Koś-
l ciolera niegdyś polską zasługą połączony, a opieszałością
toiestety pcdską nie dość ściśle złączony, od wieku gwałtem
Li zdradą od Kościoła odrywany, w malej jnż tylko częśei
liprzy nim zostawiony, gdyby doreszty miał uledz przemocy
i kłamstwu, to co powstrzyma ten potop, którym one światu
igrożą? Gdzie, zkąd, jak znaleść pmeciw niemu wały i tamy?
ŁW duszy, w sumieuiti tego ludu. Utwierdzić jego wiarę, zba-
j jego dnazę, a swojej ziemi on już wtedy sam będzie
Stronił, i wał się znajdzie. Wątpiono, nic dowierzano czasem,
uytano czy się to uda i przyda. Odpowiedź moi^e dać tylko
ale odpowiedzialność zaprzeczenia byłaby za wielka.
Dzięki Bogu, iteśmy to zrozumieli, i że tego przeczenia nie
żbylo i niema, owszem jest rzeczywiste, skuteczne, daj Boże
toraz dzielniejsze poparcie.
Oto co Kalinka robił w e|i(ieo trzeciej, Z pieni
wicią] gorącość Dczuł^ ; w drugiej imbriit politycznego roz^Sm
i doświadczeuia ; w trzeciej prowadził walkę n duszę i pracę
iłiidowaiiia. I w tej pracy samym środku, samym ogum, kiedy
liyl imjpotrireliiiiejiszy , kiedy skutek, kiedy plon z jego za-
siewu zawiał zda się tia jego długiem siyeiu, Bóg go zabrał!
zalirał tej pracy około młodzieży ruskiej, zabrał Zgromadse-
iiin, które tylko co straciło Semeneiikę — jak ono te straty
jintetrzynia? przerwał i)racę lekarską i naukę polityki z przer-
waną Histoi-yą Czteroletniego Sejuiu , teraźniejsKośei i przy-
szlo.'^ciy narodowi i Kościołowi zabrał...
Wola Boża.
Jedno z ostatuicli słów X. Kalinki było: „nie proście
o to, żebym ja tyl, ale żeby się wola Boża spełniła." Jak
się ma spełnii; i przez kogo? Przez nas. Kiedy jednego za-
braknie, takiego co stawał za wieln, powstaje stracii rozpaczy
bliski, kto go zastąpi, kto tak potrafi; z nim rnnie wszystko
czem był i co robił. Kto zastąpi? Nikt jeden z osobna. Kto
tyle i tak potrafi? Zapewne, że żaden. Ale żeby wszystko co.
rohil /. nim runąć miało, to nie. A od czegóż my jesteśmy?
Na co nam jego nauki i przykład, gdyby cokolwiek miiUo ,
się chwiać i upadać? Żaden jeden nie zastąpi, ale wielu r&r-
zem może jego dzieło nie jedno — wszystkie (prócz książki, J
bo tej nikt nie dokończy) — - prowadzić' dalej i od upadkli'1
strzedz. Weźmy go za wzór, żeby, jeżeli eo ma
upadło z naszej winy, z naszego zaniedbania. Zaś da Bóg,
że nie npa<laie, „liyleSmy chcieli"; bo upada to tylko, oo aic
zaniedbuje; trzyma się, co o siebie mądrze i szlacbetnie dbaó
ninić. Zdarza się czasem, że po jednym doskonałym nastę-
puje wieln dobrycli. On, jak nikt może dragi, ,.ninożył sitj
przez czyny żyjące"; do nas należy, żeby przyszłość mialn
„z niego jednego tysiące," a w tych tysiącach te siły wiary,
mądrości, działania, miłości, których on był zbiorem i wzorem.
^
ny,^
\
i;
^ ♦
I •
»#>!»»■ ^-r— -
^
fc
»,-^.'
'N
i,
I
I
>t
^.
\
\
•r«w • I
Cl
■■■i
3 6105 036 664 382
STANFORD UNIVERSITY LIBRARIES
CECH H. GREEN LIBRARY
STANFORD, CALIFORNIA 94305-6004
(415) 723-1493
Ali books moy be recolled ofter 7 doyt
DATĘ DUE
2BD Jllt* 2v d9(
21© AU6221996
aiD ^^^
ti^iaaB
280
-^^
^50 Wpi/2 0t9Q8
! ^^
■<Q'i '^t tSQR
,. — *